Pieprzę to, zamykam blog

2 sierpnia 2015 Blog

pieprze_to_zamykam_blog_1

Pojawiłam się tu trzeciego października 2012 roku. Miałam wtedy inny plan, ale i inne życie. Czytając wówczas jeden jedyny blog, a był to blog Radomskiej, pomyślałam sobie, że chciałabym tak, jak ona. Być szczera, mieć swój styl i dostać nagrodę. Dwa i pół roku później tak się stało, ale też coraz częściej w głowie pojawia mi się jedna myśl: Pieprzę to, zamykam blog. I cześć.

Wierząc statystykom, co miesiąc zbiera się tutaj około 21 tysięcy osób. Dla mnie to dużo, bo początki, które trwały długo, pokazywały mi, że czytają mnie znajomi i krewni królika. Nie przywiązywałam w ogóle wagi do liczb, dopóki nie zaczęłam rozmawiać z kolegą, który także prowadził blog i był skupiony na statystykach o wiele bardziej niż ja. Kiedy idąc za radami wielkich blogerów, zaczęłam myśleć o pisaniu codziennie i "budowaniu społeczności wokół bloga", czułam, że stoję przed sporym wyzwaniem, ale i szansą na upragnioną regularność i systematyczność życiową.

Niestety, szybko okazało się, że nie potrafię codziennie pisać rzeczy, z których później jestem zadowolona. Dało się to zresztą odczuć i w komentarzach (a raczej ich braku), a także w tym, że odeszła mi cała radość z pisania treści, które byłyby ważne i dla mnie, i dla Was. Nie mówiąc już o tym, że gdy moje statystyki zaczęły wyglądać marnie na tle mojego krócej blogującego kolegi, po prostu czułam się tak, jakbym zawaliła szereg testów i egzaminów, na których mi zależało.

Wróciłam więc do siebie i do tego, co potrafiłam robić najlepiej. Znów pisałam z żołądka, z serca i - na szczęście - z poczuciem humoru. Pomyślałam sobie wtedy, że nie zależy mi przecież tak naprawdę na jakimś internetowym celebryctwie, tylko na tym, żeby to, co piszę i staram się przekazywać, było dobre, szczere, prawdziwe i dawało czytelnikom wsparcie, a przede wszystkim, poczucie, że ze swoimi obawami, problemami i smutkami nie są sami na tym świecie.

Przyszedł luty i marzec, a ja, w ciągu miesiąca, z prawie nikomu nieznanej dziewczyny ze Śląska (swoją drogą, to zabawne, że większość ludzi myśli, że jestem z Krakowa), stałam się blogerką roku. Okej, na zwycięstwo pewnie pracowałam zdecydowanie dłużej, niż przez czas trwania konkursu, ale przeskok był niesamowity. Szczególnie dlatego, że zwyczajnie, nie uważałam siebie za blogerkę, ale za autorkę bloga.

W tygodniu, w którym ważyły się moje blogerskie losy, zmieniło się wszystko. Straciłam pracę i z duszą na ramieniu jechałam na galę, podczas której myślałam właściwie tylko o tym, że jutro trzeba wracać do domu i szukać pracy. To jutro trwało kilka dni i smakowało hotelowymi śniadaniami, telewizją, wywiadami, radiem, ale przede wszystkim, wspaniałymi ludźmi, których miałam okazję poznać. Byłam oszołomiona.

Ten szok i haj, w którym trwałam, nie wynikał z zachłyśnięcia się wygraną i sukcesem, bo, wbrew pozorom, sukces wcale nie jest taki łatwy do przyjęcia, ale z tego, że zostałam nagrodzona za bycie sobą. Z tym caaałym wachlarzem wad, problemów, lęków, schizów, kompleksów i smutków, a także przykrych historii, które ludzie zazwyczaj komentują słowami: Jezu, dziewczyno, gdzie ty spotykasz tych ludzi? Odpowiedź zawsze była jedna: W internecie.

Wygrana w konkursie Blog Roku, pozwoliła mi przede wszystkim i paradoksalnie, wyjść z internetu. Po latach życia w schemacie praca-dom-praca, oddech i przestrzeń, jaką dała mi wolność od etatu, były po prostu NIESAMOWITE. Tak bardzo zaczęłam doceniać najmniejsze szczegóły z życia, które potrafiły dawać mi olbrzymią radość i spełnienie. Oczywiście, przejmowałam się wciąż tym, skąd będę mieć pieniądze na życie, ale w głowie odblokowała mi się jakaś klapka odpowiedzialna za pole widzenia. Zyskałam o wiele szerszą perspektywę.

W dwa miesiące, z rasowej, niepewnej siebie ofiary losu, stałam się kimś, z kim ktoś inny (a tych ktosiów było naprawdę sporo) chce porozmawiać, spotkać się, zapytać, przedstawić. Od tamtego czasu miałam jedno spotkanie autorskie na Uniwersytecie Rzeszowskim, panel dyskusyjny na Uniwersytecie Wrocławskim, brałam udział w bardzo ważnym panelu dyskusyjnym o stalkingu, byłam na dwóch konferencjach, w tym na jednej z nich jako prelegentka. Zostałam zaproszona na festiwal niezwykłych ludzi, czyli Slot Art Festival, by dzielić się swoją wiedzą i doświadczeniami z innymi. Kilka dni temu, prowadziłam warsztaty z pisania i wydaje mi się, że o ile nie pomogłam, to być może rozjaśniłam pewne wątpliwości, jakie kłębiły się w głowach osób, które na nie przyszły. Wiem, że w tym roku będę jeszcze na dwóch konferencjach. Jestem w trakcie realizowania pierwszego stworzonego przez siebie projektu Krótkiego poradnika odpowiedzialnego seksu, a także rozważam powrót na psychologię, żeby zwiększyć swoje kompetencje w kwestiach poruszanych na blogu.

Wszystko brzmi, jak klasyczne świadectwo sukcesu, a ja, pisząc je, czuję się jak Mateusz Grzesiak, który z Copacabany opowiada o tym, jak jego życie jest zbliżone do tego twojego w Radomiu. Ewentualnie, jak główny bohater Witajcie w życiu, który mówi o tym, jak zostać diamentem w Amway'u.

A powiem Wam, że z tym niewątpliwym i bardzo cieszącym mnie, sukcesem, przyszło też mnóstwo wątpliwości, które paradoksalnie wynikają właśnie z tego, że sprzed biurka, przeniosłam się między ludzi. W tym i na konferencje dla blogerów.

Nie zrozumcie mnie źle: takie konferencje są naprawdę dobre i potrafią wiele wnieść, szczególnie ze względu na to, że można po prostu poznać niezwykłych ludzi, których zazwyczaj tylko ogląda się przez szybkę monitora, albo zna się ze słyszenia. Jednak podczas takich wydarzeń często operuje się słownictwem, które mnie osobiście, od blogowania odstrasza.

Wyobraźcie sobie romantyczną sytuację, w której spragnieni bliskości, czułości i rozbudzeni w namiętności, trafiacie z ukochaną osobą do sypialni, w której słyszycie, że zaraz, w wyniku pobudzenia seksualnego, a co za tym idzie, erekcji członka oraz łechtaczki, dojdzie do penetracji żeńskich narządów rozrodczych za pomocą penisa, w wyniku czego... i tak dalej, i tak dalej.

Blog to firma, marka, biznes. Jak zarobić, jak dać się zauważyć, jak robić wszystko bardziej, głośniej, szerzej, lepiej. Jak optymalizować, skracać, upraszczać, przyśpieszać. Jak poprawić statystyki, jak zmniejszać współczynnik odrzuceń, a jak wydłużać czas przebywania na stronie. Bo przecież to się liczy dla potencjalnego reklamodawcy.

I ja wiem, że taka wiedza się przydaje, że ona nawet może faktycznie sprawić, że spragnieni konkretnych treści odbiorcy, trafią do poszukiwanego przez siebie miejsca w sieci. Jednak nie ukrywam, że zazwyczaj mnie to po prostu przytłacza, o ile nie przerasta.

Dzisiaj przeczytałam cały ebook Joanny Glogazy i Marty Klimowicz pt. Zawód: bloger. Jak zarabiać na blogu i odnieść sukces i jestem rozdarta. Książka jest naprawdę tak pożywna, że jestem pewna, że spragnieni wiedzy, wyjdziecie nawet z poczuciem dobrego przesytu. Bez nadmuchanego ego, bez wszystkich imperatywów "musisz", "nie możesz", "jeśli nie tak, to już zwijaj manatki". Ta książka uświadomiła mi jednak, jak bardzo jestem w tyle. Że wiedząc, co to SEO, nie korzystam z niego za bardzo, że nie szukam różnych możliwości zarobku na swoim czytanym przecież regularnie, blogu. Że niby jestem systematyczna, bo piszę minimum cztery razy w miesiącu, co daje jeden wpis na tydzień, ale nie mam regularności, bo wpisy pojawiają się w różnych dniach tygodnia i o naprawdę różnych porach. Wiem jednak to, kim są osoby po drugiej stronie monitora, czyli WY.

Wydaje mi się, że relację mamy dobrą i że się lubimy. Mam do Was, nie znając Was przecież wcale, olbrzymie zaufanie, którego jeszcze nigdy nie zawiedliście, bo krotkiporadnik.pl to blog bez hejtu. Wiem, że i Wy macie zaufanie do mnie, a świadczą o tym nie tylko liczby mówiące o tym, że tutaj jesteście, ale przede wszystkim, komentarze, maile i wiadomości, których dostaję od Was coraz więcej.

Pamiętam, jak przy akcji Stop samobójstwom, Karol Paciorek na swoim Snapchacie mówił o tym, ile dostał maili i wiadomości od swoich czytelników oraz o tym, że były one gatunkowo ciężkie i przytłaczające. Pamiętam, że wtedy miałam w głowie: No i co? To przecież normalka! No właśnie, normalka.

Ta normalka, to moja blogowa codzienność, na którą zapracowałam dzieląc się z Wami swoim życiem i przemyśleniami, a także życiowymi przełomami, których udało mi się dokonać. To zaufanie, którym mnie darzycie, jest czymś, czego nie zamieniłabym na nic innego. Mam tu na myśli na przykład jakieś sto tysięcy fanów, czytelników, kontrakt, cokolwiek. Cieszę się z każdego maila, jaki od Was dostaję i (co być może Was zdziwi), większość z nich to historie z życia, problemy i dramaty, którymi chcecie się ze mną podzielić, jak z przyjaciółką, kimś bliskim, lub po prostu z kimś, kto Was zrozumie. Jest jednak też tak, że każdy taki mail pozostawia we mnie jakiś ślad, a im cięższy gatunkowo list, tym ten ślad się dłużej utrzymuje.

I tak ostatnio, będąc na konferencji, na której właśnie doznałam kolejnego takiego przytłoczenia, dostałam dwa, czy trzy maile, które dosłownie poskładały mnie jak siodełko rybackie. I tak sobie wtedy pomyślałam, czy ja w ogóle mam na to siłę? Przecież samej ledwie co, udało mi się w miarę poskładać do kupy, przede mną jeszcze pewnie całkiem długa droga do celu, a tutaj tyle historii, które nie mogą pozostać bez odpowiedzi, porady i wsparcia. Czy ja w ogóle mogę Wam cokolwiek radzić, mówić, pocieszać? Może po prostu powinnam powiedzieć sobie: Pieprzę to, zamykam blog! i pójść dalej?

Po kilku dniach poszłam z tymi pytaniami do Pani K.: A co jeśli mi się polepszy już tak na zawsze i będę wolna od tych wszystkich rzeczy, które mnie ograniczają i z którymi walczę? Co jeśli będę po prostu szczęśliwa i nie będę mieć o czym pisać? A nawet jeśli będę mieć o czym pisać, to nikt mnie nie będzie czytał, bo u mnie przecież "najlepiej" niosą się treści trudne, smutne i poważne?

Nie wdając się w szczegóły naszej rozmowy, zrozumiałam kilka rzeczy, o których, jako osoba, która poważnie traktuje naszą relację, powinnam Wam powiedzieć.

Przede wszystkim, chcę Wam powiedzieć, że nie chcę przestać pisać i nadal chcę dzielić się z Wami tym wszystkim, czym dzieliłam się do tej pory. Nadal chcę, żebyście traktowali mnie jak swojego człowieka, albo przynajmniej reprezentantkę podobnych problemów, wartości i obaw. Jestem w stanie udźwignąć pewnie i dwa razy tyle maili o lekkości ołowiu i nadal na każdy odpiszę, choć na niektóre maile potrzebuję czasem i kilkunastu dni. Chcę Wam jednak powiedzieć, że czasem czuję, że zacisnęłam na sobie pętlę, a pętla ta składa się z tych ciężkich i ważnych tematów, o których piszę, a które Wy tak chętnie czytacie. Nie chcę się tak czuć, tym bardziej, że oprócz tego, że jestem bardzo wrażliwą i jeszcze dość emocjonalnie rozedrganą osobą, która wciąż walczy o to, by się polubić tak na dobre i na zawsze, to jestem też prostą, zwykłą i naprawdę wesołą dziewczyną, która niejednokrotnie ma tak wielką ochotę napisać coś o kiepskiej randce, śmiesznej scenie w serialu, zacytować zabawny (moim zdaniem) dialog, ale nie robi tego dlatego, że dostanie po łapach hasłami, że stać ją na więcej, że kiedyś pisała lepiej i że do tego bloga "coś takiego" nie pasuje.

Moje życie, oprócz tego, że jest walką o siebie i pracą nad sobą samą, jest także złożone z mnóstwa śmiesznych i głupkowatych wręcz rzeczy. Na imprezach bywam duszą towarzystwa, komponuję żenująco śmieszne piosenki, które potem wysyłam znajomym, zdarza mi się plotkować o gwiazdach i oglądać telewizyjną szmirę, nad którą potem mam ochotę się godzinami pastwić. Potrafię w nocy iść po piwo i otworzyć je zębami (potwierdzą inni - uwaga - blogerzy), a także nakręcić 5 minutowego snapa, na którym opowiadam o tym, że mama chowa mi kawę tak, że nie potrafię jej dosięgnąć. I jest to śmieszne. Robię sobie zdjęcia, na których celowo wyglądam jak Jabba the Hutt i wysyłam na dzień dobry mojej siostrze. Lubię małe życiowe przyjemności, cieszę się z takich drobnostek, jak trzydziestominutowy spacer po deszczowej Gdyni, bo przecież jest tam Zatoka, a zatoka to już prawie morze!

Mówię o tym, bo chcę się dzielić z Wami także tymi rzeczami. Co więcej - myślę także, że właśnie te treści, które są mniej zanurzone w trudnych sprawach, albo nimi nie są, mogą dać poszukującym ukojenia, pewność, że z naprawdę kiepskiego stanu psychiczno-życiowego, można wyjść na prostą i można zacząć się naprawdę cieszyć życiem. I że zmiana to proces, a nie cudowne pstryknięcie palcami i cud, który spotyka szczęściarzy losu.

Ostatnio usłyszałam z ust nowo poznanej znajomej (też blogerki), że po konkursie spadła mi forma, i że wydawało się, że się skończyłam. Pamiętam ten czas i wiem, jak wielką trudność po niewątpliwym sukcesie Krótkiego poradnika jak ogarnąć życie sprawiało mi pisanie. No, bo co powiedzieć? O czym napisać? Pisałam więc wtedy o jakichś lekkich rzeczach, bo w środku wciąż huczała mi mieszanka radości, lęku, dumy, satysfakcji i obawy o to, co dalej.

Piszę Wam o tym wszystkim, bo lipiec, mimo, że był niesamowicie owocnym i najbardziej intensywnym miesiącem dla mnie, jako dla autorki tego bloga (aka. blogerki), to uzmysłowił mi, jak bardzo w pewnych kwestiach odstaję, albo to, że jednak wciąż idę inną drogą. Może mniej profesjonalną, ale swoją, co z jednej strony mnie uspokaja, a z drugiej napawa lękiem, że zmarnuję potencjał i szansę na to, by to miejsce mogło się bardziej rozwinąć i stać się czymś więcej, niż tylko blogiem osobistym.

Chcę czasem pisać o rzeczach mniej trudnych - niech będą to czasem i popowe śmieszne gniotki i nie chcę mieć z tego powodu poczucia winy, że kogoś rozczarowuję. Ten, kto mógłby się rozczarować, niech wie, że bebechy nadal tu będą, będą i rzeczy jeszcze ważniejsze, niż moja walka z kompleksami i praca nad sobą. Ale niech będzie przygotowany, że będzie też o Beacie z "Klanu", albo o związkach w mniej lub bardziej poważny sposób. I że będę chciała Was zaprosić na Snapchat, nie dlatego, że zaraz wszyscy tam będą, ale dlatego, że się na nim naprawdę całkiem dobrze bawię i nie opowiadam o śniadaniu, zakupach, stylizacji i nie wrzucam 10-sekundowych zdjęć.

Nie znaczy to wcale, że Krótki Poradnik... się skończy, że będzie do dupy. Wręcz przeciwnie: będzie na nim raczej więcej treści, bo będę mieć większe pole do działania. Chcę Wam pokazać siebie jeszcze bardziej, tym razem z jaśniejszej i bardziej pogodnej strony. Mam nadzieję, że i tym zdołam Was do czegoś zainspirować, rozweselić i zmotywować, czy rozśmieszyć.

I jak w smutku, tak i w radości, mam nadzieję, że będziecie chcieli się ze mną przejść przez ten kawałek internetu.

Podobne wpisy

  • Anna Łęgosz

    Jerunie, dziołcha o.O Wstępem narobiłaś stracha! Tak, w smutku i radości czytam razem z futrzakami :)

    • krotkiporadnik

      Buziaki! A na wiadomość obiecuję odpisać niebawem!

      • Anna Łęgosz

        Bez pośpiechu, życie trwa :) Ufam Ci, bo przecież zdążysz :)

  • Nigdy nic nie pisałam, zawsze czytałam. Tak już mam, że wolę… lubię słuchać!

    Inspirujesz, rozweselasz i motywujesz, czy rozśmieszasz. I jak w smutku, tak i w radości, będę chciała z Tobą przejść przez ten kawałek internetu.

    Pozdrawiam Cię ciepło!

    • krotkiporadnik

      Będzie mi bardzo miło :)

  • Kasia

    A ja osobiście lubią tą nieregularność w Twoim blogowaniu (oraz w innych blogerów blogowaniu, o ile są jeszcze jacyś „nieregularni”, tacy co nie ida schematami}. Ostatnio zauważyłam, że jak tylko zauważyłam regularność (głównie tygodniową, bo miesięczna jakoś mi nie przeszkadza) to blog nie nudzi.

    • Kasia

      Trochę nieskładnie to napisałam,ale mam nadzieję, że wszyscy, którzy przeczytają zrozumieją :) ciężki tydzień mam za sobą

      • krotkiporadnik

        Ja wszystko rozumiem, dziękuję za dobre słowo :)

  • Nie mogę się doczekać wesołej twarzy Justyny na blogu!

    • krotkiporadnik

      Huehuehue!

  • pozytywnieszurnieta

    Po przeczytaniu tytułu i wstępu poczułam się tak jakby ktoś mi wyrwał kawałek serca. Co więcej powiedzieć? Uwielbiam cię. Czerpię inspirację i rozwijam swój światopogląd. Pisz, pisz i pisz. Uzależniam się :)

    • krotkiporadnik

      Jest taka emotka z sercami zamiast oczu. No i ją właśnie chcę tu dać :)

  • Marta

    Rozumiem ,ze najwyraźniej miałaś potrzebę to napisać ale uważam ,że niepotrzebnie się tłumaczysz. bo tak to odbieram ;) dostałaś nagrodę nie bez powodu a własnie uważam ,ze Twoja naturalność była chyba głównym powodem. więc nie „przepraszaj” za siebie bo taką właśnie Ciebie chcemy. no ok – ja chcę ;)

    • krotkiporadnik

      <3

      (to nie przeprosiny, ani tłumaczenie się – to raczej podzielenie się pewnym problemem i tym razem, to ja potrzebuję jakiegoś wsparcia czytelniczego :) )

  • Hej Justyna,

    Przeczytałem. Dziękuję. Wiedz, że też mam takie rozterki. Spotkałem kiedyś jednego z moich blogerów-idoli. Nie z Polski. Z USA. Jednocześnie autor bestsellerów z listy NYT. Pogadałem z nim chwilę od serca (cały rozdygotany) i udało mi się sklecić nawet kilka trafnych pytań dotyczących blogowania. Wiesz co mi odpowiedział? „Rób swoje”. I robię.

    I jak mnie dopada zestaw cudzych wskazówek co powinienem, a czego nie powinienem, statystyki, szmery, bajery, to przypominam sobie to „rób swoje” i wracam na swoje tory. Słucham siebie i staram się dopieścić Czytelników. Nie wszystkich – tych, którzy akceptują mnie takim, jakim jestem. Bo nikim innym być nie chcę i nie potrafię.

    Powodzenia dziewczyno i nie słuchaj mądrali. Twoja droga jest najlepsza, bo jest Twoja.

    Ściskam mocno!

    • krotkiporadnik

      No i Michale, udało Ci się sprawić prawie niemożliwe – wzruszyć mnie komentarzem. Nie mówiąc już o tym, że to komentarz z Twoich ust, a jesteś jednym z moich największych autorytetów (nawet na tych swoich warsztatach najwięcej mówiłam o Tobie, jako przykładzie niesamowitej jakości, misyjności i bezinteresowności w tworzeniu bloga).

      Pewnie tego nie wiesz, ale to Twoje słowa na początku lipca, tuż po Poznaniu, uspokoiły mnie najbardziej. Pod skórą czuję, że to, co robię ma sens, ale faktycznie jest tak, że czasem dopada mnie ten „zestaw cudzych wskazówek” i przez kilka dni nie potrafię obiektywnie i z sercem spojrzeć na to, co robię. Bo zawsze jest ktoś, kto robi to „lepiej”.

      Dziękuję Ci i za poświęcony czas lekturze i za to, że napisałeś te słowa. Jest mi dzięki nim dużo lepiej.

      Ściskam równie mocno!

      • Miło mi to czytać Justyno. Dziękuję. I dobrze wiedzieć, że jakoś pomogło Ci to co napisałem po Poznaniu.

        Co do tego, że „zawsze jest ktoś kto robi to lepiej” – to jest absolutna prawda, ale nie można dać się temu zdominować. Zawsze jest ktoś piękniejszy, bogatszy, lepiej blogujący, sprytniejszy, inteligentniejszy, bardziej elokwentny, czarujący itd. ZAWSZE. Porównywanie się, zmienianie na siłę itp. – to według mnie prosta droga do frustracji.

        Za to w byciu sobą – jesteśmy bezkonkurencyjni. Mówiłem o tym na „Blog Forum Gdańsk” w ubiegłym roku (jeśli nie widziałaś, to zachęcam do obejrzenia). Jeśli się ścigam, to tylko z samym sobą, swoimi oczekiwaniami i celami. Tak jest dużo łatwiej (chociaż poganiać siebie wcale nie jest łatwo). Oczywiście patrzę co się dzieje wokół mnie, wybieram najlepsze z tego co widzę, ale filtruję to moim systemem wartości i wierzę swojej intuicji. Nawet, jeśli gdzieś się w tym mylę, to jest mój błąd. Biorę za niego odpowiedzialność, wyciągam wnioski i idę dalej. Powolutku, krok po kroku. :)

        Słuchaj siebie i zaufaj sobie. Jesteś pioruńsko dobrą, wrażliwą autorką. W nagrodzie dla Ciebie nie było żadnej przypadkowości.

        Odwzajemniam uścisk :) Dobranoc.

  • Bozena

    Pisz proszę jak najwięcej. Wyczuwalne jest to jak bardzo wartościowym człowiekiem jesteś. Wydaje mi się nawet, że jesteśmy do siebie podobne. Ale z ta różnicą że masz odwagę. I miej jej jak najwięcej. Pozdrawiam i nadal Ciebie czytam :)

    • krotkiporadnik

      Dziękuję!

  • No i idź dalej tą swoją ścieżką! Pisz jak chcesz i o czym chcesz – jak będzie się zgadzać z tobą, to i nam będzie po drodze. Bo ja mam wrażenie, że mimo wszystko polubiłam CIEBIE a nie samego bloga. I cokolwiek masz do powiedzenia – nawet w głupkowatych sprawach – chętnie przeczytam :) Tak więc powodzenia i czekam na kolejne posty!:)

    • krotkiporadnik

      Dzię-ku-ję! <3

  • Bardzo fajne przemyślenia, do zapamiętania i naśladowania! Robić swoje po prostu. :-)

    • krotkiporadnik

      Dokładnie. Na szczęście, między innymi Ty, jesteś tym typem znajomości, którą udało mi się nawiązać, która mobilizuje i uspokaja jednocześnie. To olbrzymi skarb!

  • Frost

    jak słucham o tych statystykach, zasięgach i pozycjonowaniu kontentu publikowanego w najlepszych porach, to mnie trafia jasny pierun, bo przecież chodzi o pisanie i chyba ludzie się w tym gubią i stają się producentami zamiast twórcami.
    pisz o Beacie i o bebechach, pisz o Jabbie (btw był rozmiarowo przeciętny jak na Hutta), będę czytał :D

  • Natalia

    Rób swoje. Rób co czujesz. I wiesz co? Jesteś milion razy lepsza niż blogerki/blogerzy typu „jeden post dziennie”, „zawsze post w niedzielę”. Sztuczne i nieciekawe. A Ty jesteś ludzka. I w tym jest Twoja wyjątkowość. Ściskam mocno mocno mocno.

  • krumele

    będę nadal czytać… Twoje wpisy sa jedynymi, które czytam od deski do deski i za każdym razem wynoszę z nich cos mądrego albo pozytywnego. Życzę powodzenia i odwagi w realizowaniu tego co aktualnie masz w sercu!

  • Justa

    Czesc! Zamarlam na chwile kiedy zobaczylam tytuł wpisu. Na szczęście to tylko tytuł. Trafiłam tu parę tygodni temu, przeczytalam bloga od deski do deski – przy jednym wpisie cię lubilam, przy innym mniej, ale pochlanialam wszystko. Teraz czuje sie jakbym miala kolezanke. Lubie cie taką jaką jesteś :) nie zamykaj bloga, prosze.

  • Maria

    Wiesz co… przykre to i nie wiem, czy powinnam się zacząć samobiczować, ale jak widzę, że ktoś ma takie same myśli, jak ja, to mi lżej. Paskudztwo. Pójdę do piekła.
    Od jakiegoś czasu próbuję ruszyć z moją fotografią i pomimo tego, że wszyscy w najbliższym otoczeniu przychylnie odnoszą się do moich prac, to ja się dalej boję wyjść do ludzi z aparatem (pomimo próśb z ich strony!), bo boję się, że kogoś rozczaruję. I maltretuję się scenariuszami, które się w ogóle nie wydarzyły, wyobrażam sobie, jak ktoś marudzi i robi mi złą reklamę po nieudanych zdjęciach. Na dodatek też czuję, że odstaję – nie reklamuję się nie wiem jak, sprzęt dopiero kompletuję i wiele mam do nauczenia. Mam wrażenie, że jak dopiero osiągnę super hiper profesjonalny poziom (czytaj – nigdy :D), to wtedy dopiero będę mogła… Ach, guzik.

    Podziwiam Cię strasznie, że umiesz się podnieść i wierzę, że Twój blog dalej będzie tak cholernie dobry, jak jest.
    Swoją drogą – Ci „poczytni” może reklamują się dobrze, ale ja Ciebie znalazłam bez całej tej proSEOzajebistej-cośtam otoczki i to Ciebie mam w feedzie RSS. Dobra treść broni się sama, pamiętaj o tym.

  • OtKot

    No dobra… czytam od dawna, ale z komentarzami się tajniaczyłam… Teraz muszę się dołączyć. Bo przecież sama piszesz, że wygrałaś tym, jaka jesteś, w całości. A moim zdanim to nie tylko Bloga Roku tym wygrałaś, ale wiele, wiele innych rzeczy :) No to jak wygrywasz sobą, to dlaczego masz być sobą tylko w kawałku? Dawaj po całości! :)

  • Melalala

    Uwielbiam Twoje teksty o Beacie z Klanu! Czekam!

  • Jeść to ja mogę regularnie i spać. Czytać i pisać bloga niekoniecznie. Rób swoje. Z żołądka. I od serca :*

  • Aleksandra Rogala-Jacek

    ja uwielbiam Twoje wpisy o absurdach polskich seriali i zawsze na nie czekam :)

  • Marta

    Kochana co do zarabianie na blogu to się na tym nie znam ale z tego co wiem to dzisiaj bloger, vloger to normalny zawód więc nie widzę powodów dla których nie miałabyś zarabiać na swoim blogu. Co do regularności wpisów to regularne to są powtórki Kevina na Polsacie ;-) myślę, że nie ma co się spinać, bo jeśli jesteś przyciskana terminami to chyba nie przekłada się to na jakość tekstu. A poza tym my nigdzie nie uciekniemy jeśli tekst pojawi się w piątek a nie w środę. Rób co ci serce dyktuje i pruj do przodu ;-)

  • louisetea

    O czymkolwiek nie piszesz, cudownie się Ciebie czyta, bo życie to nie tylko problemy, ale też głupoty, śmieszne sytuacje i durnowate nastroje :) Jesteś autentyczna. Pisząc o wszystkich bzdetach, którymi z jakiegoś powodu będziesz się chciała z nami podzielić, tylko jeszcze bardziej podbudujesz swoją autentyczność. Każdy z nas ma problemy, stąd lubimy czytać o czyichś, ale też każdy z nas ma idiotyczne przemyślenia itp, o których też chcemy czytać. Pozdrawiam!

  • anonimiczka

    Przyglądam się temu blogowi od jakiegoś czasu i mam dziwne uczucie, że fajna babka jesteś :)

  • Justyna

    Justyna,
    fajna z Ciebie babka, rób swoje :)

  • Edyta Walkowiak

    W życiu bym nie pomyślała, że po wygraniu nagrody Twoje wpisy są na gorszym poziomie. Lubię każdą wersję Ciebie bo w tych wszystkich wpisach widzę podobieństwo charakterów i nawet kiedyś koleżanka zapytała czemu wysyłam snapa jakiejś nudelkuli to odparłam, że to moja kumpela! Bo czuję się związana z tym blogiem i na wiele rzeczy właśnie znajduję TU odpowiedź, również takich błahych. Nie zmieniaj się! Pozdrawiam :)

  • A ja podbije komentarz pana Michała, „Rob swoje” :) Po prostu, z serca. A my tutaj będziemy. I wiesz co? Dzięki Twojemu tekstowi i mi nasunęło się kilka przemyśleń na temat mojego blogowania. Dziękuje Ci.

  • Warto nie przestawać pisać chociażby tylko dlatego, że widzisz, że zadowalasz innych ludzi, sprawiasz im po prostu przyjemność swoimi wpisami. Nie zostawiaj tego :) Taki drastyczny rozwój może przytłoczyć i przerazić, jasne. Ale to motywacja do dalszego rozwoju, którego nigdy nie należy stopować!

  • www.tynatru.blogspot.com

    Rozumiem tą arytmie w pisaniu – to bez sensu pisać tylko po to by pisać, działa to na zasadzie rodem z PRLu – „Nie ważne czy dobrze, czy źle gadają. Ważne, żeby gadali”.
    Blog jest pewną rodzaju formą sztuki, robić coś „na siłe” jest bez sensu, więc i ja na swoim blogu nie pisze tylko po to żeby pisać, choć przemyśleń są setki, poznaje się tysiące ludzi po szpitalach, pisze raczej formy podsumowaujące okresy między wpisami…
    Śledze i podziwiam tą lekkośc w pisaniu – dziękuję!

  • Aga

    Ten wpis jeszcze bardziej utwierdził mnie w przekonaniu, że jesteś cudowna :) powodzenia!

  • Marta

    Justyno nigdy nie podążaj w kierunku, ktory opisalas (jak najwiecej czytelników, jak nadluzej zatrzymac ich na blogu…) Jak to mówią jak coś jest do wszystkiego to jest do niczego. Masz swoich wiernych fanów i nam nie msisz sie przypodobywac :) Bądź sobą a my cie bedziemy czytać, bo właśnie to nas przyciągnęło do twojego bloga. Nie szukamy tu tematów na topie, wałkowanych do znudzenia na co drugim blogu. Pisz co ci w duszy gra i resztą się nie przejmuj. Jest dobrze. Bez spinki kochana :) Pewnie ci zaciązyła ta nagroda bardziej niż myślisz. Poczułas, ze teraz to już musisz ą i ę :) Czuć to było po tych „ponagrodowych” tekstach. Sama bym miała pietra co tu teraz … jak życie po życiu. Nagroda cieszy ale i zobowiązuje, ciąży. Dlatego co było to było a teraz jak Michał Szafrański pisze bądź sobą i już. Pozdrawiam :)

  • Kobieto! Masz mnie! Trafiłam do Ciebie nie pamiętam już nawet jak (bo po tak długim poście to się pogubiłam) przeczytawszy jedynie post „Inni mają dzieci…” a później skoczyłam na bloglovina żeby mi już żaden kolejny nie umknął, po czym jak strzałem w mordę dostałam tytułem posta „Pieprzę to, zamykam blog”! Nieeeeee – krzyczało we mnie krwawiące serce – czemu ona mi to roooobiiii…. już zaczęłą mi się robić podkówka, ale wtedy zaczęłam czytać posta i tak se ufnęłam, że chyba wszystkie powietrze ze mnie wyleciało. No, napisałam.

  • Justyna

    Cześć!

    Muszę się przyznać, że dotychczas byłam tajniakiem na Twoim blogu. Jednak teraz basta. Może za dużo analizujesz? Za dużo myślisz o tym jak blogowanie ma wyglądać? Może ono powinno płynąć z serca. Jak masz dzień głupawki to z głupawki, jak dzień doła to z doła. Skoro wszyscy zaakceptowali Cię i polubili taką jaką jesteś to nie kombinuj kobito. Bądź sobą. Ja Cię taką lubię.

    Pozdrawiam!

  • justyna

    Muszę, bo się uduszę;) Czytam Cię od jakiegoś czasu, trafiłam przypadkiem, jeśli mnie pamięć nie myli to z powodu któregoś serialowo-klanowego wpisu, które po prostu wymiatają. Przeczytałam całego bloga jednym tchem i żałowałam, że za szybko skończyłam;) Uwiodłaś mnie swoja naturalnością, szczerością, inteligencją, humorem. Czytanie Twoich wpisów jest dla mnie jak spotkanie z przyjaciółką na kawie, która często wyprzedza moje myśli i ma tak samo jak ja. Podsumowując- proszę Cie nie zmieniaj się! Nie wprowadzaj tych wszystkich blogerskich sztuczek, tych sztywnych, wymuszonych wpisów, które są tylko po to by zdobyć nowych/innych czytelników, a są tak różne od tego co dotychczas. Nie mówię, że takie zmiany zaszły u Ciebie, ale zauważyłam tę okropna tendencje, że coraz częściej blogerzy traktują pisanie tylko i wyłącznie jak maszynkę do zarabiania pieniędzy, gubią początkowy luz i swobodę i tworzą okropne, wymuszone, bezpłciowe gnioty, mające za zadanie przyciągnąć potencjalnych reklamodawców. Jak mawiał klasyk- nie idź tą droga;) Dla mnie jesteś najlepsza! Wierna czytelniczka- Justyna.

  • Do tej pory nie wiedziałam o istnieniu tego bloga. Spodobało mi się i dodaje do ulubionych! Pozdrawiam!

  • Kinga Mrożek

    Justynoooo, gdzie się podziewasz?

    • krotkiporadnik

      Już za chwilkę wracam. Miałam wakacje :)

  • Kinga Mrożek

    Ahhh, zazdroszczę tak długiego wakacjowania!:-) przyjemności! Czekamy!

  • Fajnie piszesz ;)

  • Maja Majczi

    Świetny wpis !!!
    Zapraszam na mojego bloga

    http://symptomia.blogspot.com/

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress