Wpis, co przez gardło przejść nie chciał

14 marca 2015 Blog

0101

Żeby napisać ten wpis najpierw musiałam się zdrzemnąć, potem zrobić sobie herbatę, pogadać z przyjaciółką, sprawdzić dokładniej co słychać na Facebooku, następnie zrobić aktualizację kilku programów, aż w końcu zobaczyć idiotyczny filmik, w którym babka ubrana w bikini z mentosów, wchodzi do wanny wypełnionej colą. Wszystko dlatego, że mam taki kawałek mięsa na talerzu, do którego nijak nie wiem, jak się zabrać.

Po kilku dniach fejmu wyprowadziłam się z Waszych lodówek, laptopów, smartfonów i wróciłam do swojego domu w powiatowym mieście Zabrzu. Przyjemne dziesięć kilogramów uznania postawiłam sobie na parapecie przy biurku, przy którym zazwyczaj piszę. Chcę, żeby przypominały mi o tym, że ścieżyna, na którą kiedyś weszłam, okazała się dobrą drogą.

Jest jakaś magia i siła w tym, kiedy okazuje się, że coś, w co wierzyłaś (i być może byłaś jedyną osobą na świecie, która miała tę wiarę) ma sens. A więc z tą potężną dawką emocji zapisałam sobie w głowie jeden prosty plan:

1. Robić dalej swoje.

2. Nie zmarnować szansy.

3. Wymyślić, co dalej.

Powtórzę się setny raz (ale dziś ma to większy, niż kiedykolwiek sens): kiedy założyłam Krótki Poradnik, był 3. października i była środa. Byłam w swoim wynajmowanym mieszkaniu, więc na pewno między mną, a moim byłym chłopakiem musiało się znów robić bardzo źle. Starałam się o pracę w korporacji, która kilka miesięcy później wpędziła mnie w największe stany depresyjne i lękowe, jakie było dane mi przeżyć. No, ale wtedy tego jeszcze nie wiedziałam, więc bardzo mi na tej pracy zależało. Zależało mi też na tym, żeby coś zrobić. I tak napisałam pierwszy wpis.

Teraz jest piątek, trzynastego (dla Was: sobotni marcowy poranek), siedzę przed innym, niż wówczas laptopem, ale przy tym samym biurku, na którym dziś trzymam dwa wazony ze świeżymi kwiatami (okazało się, że bardzo lubię goździki i tulipany). Słucham muzyki, piszę coś do Was, a to, co materialnie różni wtedy od dziś, to te statuetki, które widzę i masa doświadczeń, które się przekuły w kawał wiedzy o sobie samej. W taki właśnie pokrętny sposób próbuję Wam powiedzieć coś, co nie chce mi przejść przez gardło. No, ale niech będzie.

Jestem (znowu) bezrobotna.

Gdy starałam się bardzo o pracę w tej korpo, to (o czym już chyba kiedyś wspominałam) zauważyłam niesamowitą zbieżność procesu rekrutacji z flirtem i pierwszymi randkami. Teraz widzę więcej analogii, bo praca jest jak związek. Albo się o nią zabiega i stara, a potem się w niej rozwija, dojrzewa, czerpie się z niej satysfakcję i zwyczajnie w świecie kocha, albo popada się w rutynę, stagnację, czuje się uwiązanie i znudzenie. Są też prace z przypadku, albo na siłę, ale o nich nie ma sensu mówić.

No i w końcu praca się kiedyś kończy, bo się ją albo rzuca, albo się ją traci, albo się ją zmienia. Rzucanie pracy, podobnie, jak rzucanie kogoś, wynika zazwyczaj z jakichś pobudek emocjonalnych, które na dany moment są silniejsze od chęci utrzymania tego, co się rzuca. Czym innym jest utrata. Zazwyczaj niespodziewana, trudna do zrozumienia, przykra oraz wywołująca dwa z najbardziej nieprzyjemnych uczuć świata: poczucie bezsilności oraz poczucie ostateczności. I niezależnie od tego, jak było dobrze, albo jak było źle, po stracie pojawia się smutek, nawet jeśli na horyzoncie pojawia się nowy ląd. No więc dziś pozwalam sobie chwilę postać na tyle odpływającej od portu łodzi i pomachać chusteczką na pożegnanie.

Najczęściej zadawane mi ostatnio pytanie to: Co teraz? Odpowiedź klasyczna: Nie wiem. Wiem, że mam swój trzystopniowy plan i mam zamiar się go trzymać. Z tego, czego zdążyłam się nauczyć, szczególnie w ciągu ostatnich dwóch lat, wiem, że zmiany są dobre i ożywcze. Nie znaczy to jednak, że się tak zwyczajnie, po ludzku nie boję tego, co mnie czeka. Nie znaczy to także, że dobrze się czuję z tym, że oficjalnie zaraz wyląduję na bezrobociu.

W byciu samej najbardziej brakuje mi dzielenia z kimś łóżka i to bynajmniej nie w erotycznym sensie. Brakuje mi zasypiania, budzenia się, ale przede wszystkim przebudzania się w nocy i odnajdywania bliskiego mi człowieka tuż obok. W byciu bez pracy brakuje mi rytuałów. Wstawania o konkretnej godzinie, picia ze swojego kubka (cholera, zapomniałam zabrać z biura), no i wreszcie - ludzi, z którymi spędzałam tak dużo czasu.

W nieposiadaniu pracy najbardziej przeraża mnie rozregulowanie się. Wstawanie zbyt późno, snucie się w piżamie po domu, robienie we wtorek tych wszystkich rzeczy, które zazwyczaj robi się w sobotę. Tak się składa, że ten sobotni poranek spędzę poza domem, w radiu. Kiedy nastawiałam sobie budzik, żeby przypadkiem nie zaspać, zobaczyłam wciąż aktywne budziki z komendą "powtarzaj w dni robocze". Poczułam się tak, jakbym własnie miała usuwać numer eks z ulubionych, albo usunąć jego zdjęcie z tapety na telefonie. No i postanowiłam, że mimo, że kocham długo spać, to nie będę tych budzików wyłączać. Że być może nigdy nie będę mieć lepszej okazji do tego, żeby naprawdę wziąć swój los w swoje ręce. 10kg szkła przede mną przypomina mi, że naprawdę można go kształtować.

0102

Historia zatacza koło. Mój pierwszy oficjalny dzień jako bezrobotna spędzę w Krakowie. Odpocznę od tego wszystkiego, co działo się przez kilka ostatnich tygodni, a emocji było co niemiara. Spędzę czas z moją drugą rodziną, pochodzę na spacery z wózkiem, pobiegam, zjem jedzenie gotowane od serca, spotkam się z ludźmi, za którymi tęsknię i z którymi bardzo chcę porozmawiać, a przyjaciółka zasugerowała, że być może nadszedł czas na obejrzenie... "Seksmisji". Odkurzę lustrzankę, porobię zdjęcia i żeby jeszcze bardziej wszystko spiąć klamrą, pójdę na śniadanie bezrobotnej do Charlotte. Czyli do miejsca, gdzie to wszystko się zaczęło. No i zacznę szukać, albo dam się znaleźć.

Brzmi, jak spoko plan, nie?

Podobne wpisy

  • patrycja

    Powodzenia!

  • Natalia

    Zupełnie Ciebie nie znam, ale chciałabym Ciebie teraz bardzo mocno przytulić. Mimo że nie lubię ludzi tulić.

    PS. Zaczytuję się w Twoim blogu od paru tygodni, zmienił moje życie. Dziękuję.

  • zolwica

    To jest bardzo spoko plan. W moim zyciu bylam w roznych sytuacjach, ktore kiepsko wygladaly, ale po czasie okazywalo sie, ze gdyby nie one, nie ruszylabym nigdy dalej, po lepsze. Chwila oddechu Ci sie nalezy:-) Trzymam kciuki, zebys wkrotce znalazla cos, co szczerze pokochasz!

  • xyz

    „Wróć do mieszkania, gdzie od wejścia już poczujesz, że niby jest spoko – ale kogoś tam brakuje.”
    Zacznijmy wszystko od nowa…

  • Trzymaj się, wiem że ogarniesz! Jak to Justyny ;)

  • Trzymam za Ciebie kciuki! :*

  • Madź

    Pfff ale dobrze, że nie tylko ja tak mam. tzn nie żeby mnie cieszyło, że u innych też mniej idealnie, ale jak ktoś ma te same strachy to tak jakoś przyjemniej przez uczucie mniejszego wyobcowania. poradzimy!!

  • Spoko zaiste :D

  • Ksenia Wołczek

    Trzymaj się cieplutko!
    Może właśnie ten koniec to jest zupełnie nowy początek? :) Jestem pewna, że po tym, co Cie ostatnio spotkało będą Ci się trafiały coraz lepsze rzeczy- w tym praca :)
    Powodzenia!

  • agna

    Cieszę się, że trafiłam na Twojego bloga. Nie znam Cię, a jakbym znała bardzo dobrze – to co piszesz, jest mi bardzo bliskie. Jestem po „trudnym” odejściu z pracy, to był kilkuletni „zwiazek bez przyszłości” i w końcu poczułam się wolna. Odeszłam, jest mi lżej :). Będzie dobrze!

  • Bardzo Spoko!

  • Życie takie już chyba jest. Czasem ma dla nas takie niespodzianki, na które zwyczajnie nie jesteśmy przygotowani. Jednak trzeba być dobrej myśli, bo jak kiedyś powiedział mój wykladowca od psychologii każdy koniec to początek czegoś nowego. I choć człowiek na początku może być podłamany to umie tez w sobie znaleźć siłę po to, aby się podnieść zawalczyć o swoje. Ważne jest, aby mieć kogoś kto wesprze, da kopniaka do działania, zmotywuje i powie, że kto jak kto ale Ty dasz radę na pewno. A jestem pewna, że tutaj na Twoim blogu jest mnóstwo ludzi, którzy dobrze Ci życzą i dodają otuchy. Oby tak zmiana była zmianą na lepsze! Lepsze dla Ciebie! Powodzenia!

  • Weronika Kołacz

    Nagroda ja najbardziej zasłużona! Samej gali nie oglądałam, ale o Twoim blogu dowiedziałam się z DDTVN i zdecydowanie Twoje posty będą moją (mam nadzieję) stałą lekturą :)
    Trzymaj się! :)

  • Whatmakesmehappy

    jakie to dziwne, że to pierwszy wpis, który czytam u Ciebie :) a zdecydowałam się skomentować, bo…….. po pierwsze to mieszkam tuż obok :P po drugie poniekąd korporacja doprowadziła i mnie do głębokiej depresji, w końcu zdecydowałam się zrezygnować z korpo bo w zanadrzu miałam coś jeszcze- dużo mniej dochodowego ale bardziej przyjemnego. Idę tą ścieżką już prawie drugi rok i z jednej strony robię to co jest moją pasją, a z drugiej tęsknie za biurkiem, telefonem (który będzie natrętnie dzwonił i będzie mnie denerwował), „zapachem” kawy i korporacyjnych wykładzin, tęsknię za przymusem wstawania- a przecież robię to co kocham :) Strasznie to dziwne i trudne do wytłumaczenia, trzymam za Ciebie kciuki !! teraz będę już czytać regularnie keep me updated ;)

  • Fajne oświetlenie. Masz gdzieś link do tego filmiku z mentosami? ;)

  • Życie nie jeden jeszcze raz powali Cię na kolana. Musisz upadać i podnosić się z najgorszego. Takie jest życie. Marzenia spełnią tylko ludzie, którzy pokonają wszystkie problemy, upadki itd. na swojej drodze. Myśl pozytywnie, a twoje życie będzie o wiele szczęśliwsze :)

  • Cyanna

    Zaczytuję się w tym, co piszesz od kilku tygodni i mimo, że pozornie jesteśmy sobie obce, czuję jakbyś była znajomą, dawno nie widzianą kumpelą. Jesteś taka szczera, prawdziwa i normalna, że chcę tu wracać.

  • asia

    Najgorsze to to ze trzeba strukture dnia od nowa dopasowac, mozg krzyczy do pracy a tu trzeba na sile wypelnic dzien zeby nie zwariowac. Mi sie caly czas wydaje ze wszyscy maja prace tylko nie ja, udawac ze jest ok chociaz nie jest sa dni ze jakos idzie ale i takie ze brak sily na wszystko. Wydaje mi sie ze ta walka jest najtrudniejsza zeby nie doprowadzic do marazmu mozgu i ciala. Wiem ze trzeba wykorzystac ten czas jak najlepiej dla siebie. Zawsze w takim momencie zycia dostaje sie jeszcze cos extra ….okazuje sie ilu sie ma prawdziwych przyjaciol. Pozdrawiam serdecznie.

  • Monia

    Od kilku miesięcy też stoję przed pytaniem co dalej. Opcje są różne, ograniczenia też, ale myślę, że warto dać sobie czas nad pobyciem samą ze sobą. Zastanowienie się czego tak na prawdę chcesz. I mimo, że nasza natura gdzieś podświadomie traktuje takie sytuacje w kategorii porażki, myślę, że warto spojrzeć na nią tak ja pisali inni. Tam gdzie coś się kończy, zaczyna się coś nowego. Jestem sporo starsza od Ciebie i mam w sobie sporo lęków o przyszłość, ale myślę, że z Twoim talentem do pisania, pokazywania ludziom gdzie mogą coś zmienić, mogłabyś być terapeutką :). Nie myślałaś o jakichś felietonach w dobrej prasie kobiecej…?

  • Ech ja na takim rozstaju jestem od października. Po odejściu z ukochanej pracy trafiłam w miejsce, z którego jeszcze szybciej uciekłam. I od tego czasu freelance’uję. I mimo że ogólnie „fajnie jest”, to wciąż szukam możliwości powrotu na etat.

  • Aga Grycz

    „e być może nigdy nie będę mieć lepszej okazji do tego, żeby naprawdę wziąć swój los w swoje ręce. 10kg szkła przede mną przypomina mi, że naprawdę można go kształtować.” Tak! :)

  • Super plan…wracanie do korzeni, miejsc gdzie wszystko się zaczeło- zawsze jest spoko ;)
    Powodzenia! ;)

  • Dziewczyno, uwielbiam Cię! Po przeczytaniu tego wpisu poczułam ogromną potrzebę, żeby Cię przytulić, tak po prostu. Z jednej strony dlatego, że uświadomiłaś mi smutną prawdę o mnie – jestem leniem, od dwóch miesięcy wstaję o 11, nic nie robię ze swoim życiem, a mnie się wydawało, że to takie fajne. Z drugiej strony dlatego, że jesteśmy w tej samej grupie o nazwie „bezrobocie”, a ja lubię niektórych członków tej mojej grupy. A z trzeciej strony (bo mój kij ma zawsze trzy końce) dlatego, że coś czuję, że w realnym świecie byśmy zostały najlepszymi przyjaciółkami :)

  • Mario

    Gratuluję
    sukcesów i życzę dalszych sukcesów w prowadzeniu bloga! A może napisze pani
    kiedyś o walczeniu z kompleksami? O dziwnych pomysłach, które mogą odmienić
    życie. Jak na przykład takie buty podwyższające: http://www.mario-bertulli.pl/content/52-meskie-buty-podwyzszajace

  • zdrowydzieciak.pl

    świetne porównanie pracy ze związkiem. Ja po 8 latach takiego związku – odeszłam, bo byłam znudzona, potrzebowałam nowych, świeżych emocji…i do dziś żałuję. Błąkam się od firmy do firmy, każdą rzucam po kilku miesiącach, żadna mi nie pasuje, bo porównuje do pierwszej…ehh…jak pierwsza miłość:-). Może nie jestem teraz bezrobotna, tylko na wychowawczym, ale zupełnie nie mam pomysłu na siebie. Moim jedynym pomysłem- był blog:-)

  • Czasem tak się dzieje, że wali się wszystko. Praca się kończy. Związek się kończy – TRUDNO! :) Będzie lepszy. Widocznie tak miało być, bo pisane Ci jest coś o niebo lepszego. A plan jest świetny, tylko się go trzymać ;) I nie bać się zmian!

  • Anuchna

    Myślę że niedługo mnie szef zwolni, bo zamiast pracować siedzę i czytam Twojego bloga! powodzenia Justyna, wierze że Ci się uda:)

  • A ja dziś z perspektywy czasu patrząc wiem, że najlepsze co mogłam zrobić to odejść z pracy, która podobnie jak Ciebie wpędziła mnie w stany depresyjne. Trzy razy składałam rezygnację: pierwszy raz ustną prosząc by została znaleziona na miejsce nowa osoba a gdy to nie spowodowało żadnego ruchu ze strony przełożonej (prywatnie spoko kobietka) drugi raz pisemnie z tą samą prośbą a już trzeci raz nie ugięłam się. Zostałam tylko jeszcze miesiąc by przyuczyć inną koleżankę. To była najmądrzejsza decyzja. Na moje szczęście miałam przy swoim boku osobę, która mnie wspierała w tej decyzji.
    To, co mogę poradzić – nie zatrzymywać się w miejscu i próbować swoich sił albo szukając nowej pracy albo próbując zacząć coś swojego. Łatwo nie będzie ale łatwo nie ma nigdzie a myśl, że nie mam nad sobą szefa … bezcenna.
    Pozostawienie ustawień budzika to bardzo mądra decyzja, nie zmieniaj tego i żeby nie zgnuśnieć (miałam chwilowy taki okres, okropieństwo) na każdy dzień miej ustalony plan zadań. Może to śmieszne ale w moim przypadku działa, gdy go nie mam cały dzień mi się rozpada.

  • Judyta

    A to ciekawe, gdy mnie swego czasu runęły oczekiwania, marzenia i ogólnie życie runęło w gruzy to z dużego miasta uciekłam do Zabrza, gdzie dziwnym zbiegiem okoliczności miałam mieszkanie do dyspozycji:) Choć nikt nie wyobrażał sobie, że odnajdę się w takiej nudzie, a najmniej ja sama- w dodatku bez pracy i bez pieniędzy- poradziłam sobie świetnie. Odpoczęłam psychicznie, w przeciągu krótkiego czasu znalazła mnie praca, a ja znalazłam sobie całe grono fajnych znajomych, w tym chłopaka. Oczywiście sielanka nie trwała długo, bo ja niespokojny duch jestem, ale okres tamten wspominam bardzo dobrze. Jako ciekawostkę dodam, że etap, jaki zakończyłam ostatnio to ni mniej ni więcej, a także korporacja, uciekłam za granicę po 5 latach wypruwania sobie flaków, bo czułam, że jeszcze 5 minut dłużej w tym syfie, a zwariuję. Cóż, jestem na emigracji, w ciągu 10 m-cy miałam 3 prace : z jednej się zwolniłam po 2 tygodniach, z drugiej wyleciałam, w trzeciej zacumowałam. Oprócz tego mam na koncie złamane serce i przeprowadzkę.Jeszcze Ci się sto razy karta odwróci:) Powodzenia !:))

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress