Wierzę w Miłość #LoveWins

28 czerwca 2015 Blog

Untitled-2

Pamiętam z gimnazjum pewną lekcję religii, kiedy mówiliśmy o dylematach moralnych. Byłam wówczas bardzo wierząca i równie bardzo praktykująca i prawie zawsze miałam jakąś religijną odpowiedź racjonalizującą różne rzeczy na świecie. No, ale przyszedł ten dzień, kiedy zadałam katechetce pytanie, które paliło mi dziurę w głowie od jakiegoś czasu, a odpowiedź na nie kompletnie mnie zszokowała. I można powiedzieć, że zmieniła moje życie.

Już nie pamiętam, czego dokładnie dotyczył temat lekcji, ale pamiętam, że podając różne przykłady nieszczęść, zeszliśmy nagle na osierocone dzieci i te, które czekają na rodziny w domach dziecka. Mówiliśmy o tym, że tych dzieci często nikt nie chce, że są porzucane przez swoich rodziców w zbyt późnym wieku i tak dalej, i tak dalej. I jakoś w głowie urodziła mi się taka myśl, że przecież jest tak wiele homoseksualnych par, które chciałyby mieć dzieci, a nie mogą i przecież to prawdziwy cud, kiedy łaknące miłości dziecko, trafiłoby do rodziny pragnącej tę miłość dziecku dać. Niezależnie od tego, kto tę rodzinę (płciowo) tworzy. Przecież Bóg jest miłością, przecież on też chciałby pewnie, żeby te dzieci były kochane, a nie cierpiały latami w domach dziecka.

Mieliśmy świetną katechetkę: młodą, nowoczesną, otwartą i życiową kobietę. Byłam pewna, że przyzna mi rację, że powie, że faktycznie tak by było lepiej dla wszystkich: dla tych dzieci, dla tych rodziców, oraz dla systemu. Okazało się, że nie. Że ci ludzie nie mają prawa. Że są gorsi. Że lepiej, żeby dzieci były w domach dziecka, niż z nimi.

Tak się złożyło, że znałam pewnego chłopca, który mając 4-5 lat był torturowany, gnębiony i zastraszany przez własnych rodziców. W maleńkiej miejscowości, w której mieszkał , uchodził za dziwadło, bo był niesamowicie blady, miał wręcz białe włosy, białe rzęski, brwi i ciągle był przerażony. Kiedy uciekał z domu, sypiał w rowach, albo w wilgotnych zawalających się drewnianych barakach. Chodził głodny, brudny, pogryziony przez robaki (rodzice mieli system kar: wrzucali go do piwnicy w podłodze, w której zimą na wsiach trzyma się ziemniaki i trzymali go tak długo, aż im przejdzie wściekłość na niego). Latem, w trzydziestostopniowych upałach, chłopczyk ubrany był w wełniany sweter i za małe gumowce, w których odparzały mu się stopy. Po latach tortur, trafił w końcu do domu dziecka, gdzie przeżywał drugi koszmar - koszmar porzuconego dziecka.

Nie potrafiłam się zgodzić z tym, co powiedziała mi pani na religii. Myślałam zawsze o tym chłopcu, z którym zdążyłam się zżyć. Że to niemożliwe, żeby on czuł się lepiej w betonowym, okratowanym, zamkniętym molochu, w którym jest jednym z setki takich samych, samotnych i nieszczęśliwych dzieci, niż w ciepłym, pełnym miłości domu. I wtedy po raz pierwszy pomyślałam, że coś jest nie tak.

Do maturalnej klasy, oficjalnie nie poznałam ani jednej homoseksualnej osoby. Pamiętam za to moją bliską koleżankę, która zerwała w pewnym momencie fajnie zapowiadającą się znajomość z naszym kolegą, który jawnie głosił homofobiczne poglądy. Nie: nietolerancyjne, ale pełne nienawiści, pogardy i agresji. Nie do końca rozumiałam jej decyzję, bo przecież kwestia osób homoseksualnych na początku XXI wieku, w polskich średnich miastach naprawdę oficjalnie nie istniała. Wszyscy byli hetero, nawet ci, którym "heteryzm" nijak nie pasował do twarzy.

A potem wyjechałam na studia do Krakowa i nagle zobaczyłam, jak wygląda świat. Śmiejcie się, że tak mówię, ale naprawdę, uwierzcie mi, że przeskok był gigantyczny. Po kilku miesiącach okazało się, że bycie hetero, wcale nie jest jakąś oczywistością. Że są ludzie, których znam, lubię, z których zdaniem się liczę, a którzy są homo- lub biseksualni i wcale się z tym nie kryją, nie wstydzą się, nie tłumaczą się przed wszystkimi, że są, jacy są. No, przynajmniej w Krakowie się nie musieli tłumaczyć.

Ta różnorodność ani mnie nie zraziła, ani mnie nie zafascynowała. Wzięłam ją, jako coś najbardziej normalnego na świecie. Są nas miliardy, różnimy się od siebie, żyjemy ze sobą i powinno nam wszystkim być ze sobą dobrze.

Minęło kilka lat i okazało się, że wiele osób z liceum, do którego chodziłam, wyszło z szafy. Praktycznie żaden tego typu coming out mnie nie zaskoczył. Było to wręcz czymś oczywistym, co chyba wszyscy latami czuli, ale nikt o tym nie rozmawiał. No, bo jak? A wreszcie: co mi do tego?

I tak mijały lata, aż przyszedł dzień, kiedy poznałam fantastycznego człowieka. Człowieka, z którym dosłownie rozumiałam się w każdej kwestii: poczucia humoru, poglądów, gustu muzycznego, kulinarnego, alkoholowego. Spędzaliśmy ze sobą mnóstwo czasu, wisieliśmy na słuchawce po kilka godzin dziennie, sikając ze śmiechu i rozmawiając na ściśniętym od ciągłego śmiechu gardle. Przeżyłam absolutną fascynację człowiekiem, taką, która zdarza się w życiu bardzo rzadko. Taką, że myślę, że mogłaby się skończyć na ołtarzu. Tylko, że nigdy tak skończyć się nie mogła.

Pewne rzeczy się czuje i ja je czułam. Ale przecież jak spytać o coś tak ważnego i osobistego? Przecież, gdyby był homoseksualny, to by mi powiedział. A z drugiej strony, dlaczego miałby mi o tym mówić? Przecież to nie jest żaden wstyd być homoseksualistą, dlaczego więc nikt nic nie wie?

Po kilku miesiącach tych rozważań, spiliśmy się razem ukochanym przez nas alkoholem. Przy końcu butelki odważyłam się na to cholernie trudne pytanie:

- Jesteś gejem?

Strasznie się wkurzył, a ja poczułam, jak ziemia pode mną się zapada i pochłania mnie czarna otchłań.

- A jeśli jestem to co?! - wypalił oburzony.

- To nic, po prostu tyle się znamy i chciałam wiedzieć - powiedziałam przerażona.

- No, jestem i co... - powiedział już spokojny.

- No i nic! - wypaliłam z ulgą - Dlaczego mi nic przez tyle czasu nie powiedziałeś?!

- Bo to nic nie zmienia. Poza tym, mam dość tłumaczenia się z tego kim jestem. Nie wszyscy to rozumieją, kumple w pracy rzucają nieraz głupie hasła. Jestem zmęczony tłumaczeniem się przed innymi z tego, kim jestem. To jest moja sprawa.

Rzuciłam się mu wtedy na szyję i naprawdę długo, długo płakałam. Nigdy wcześniej nie doświadczyłam podobnych emocji, a tymi emocjami była mieszanina olbrzymiego sprzeciwu, bólu, jakiego doświadcza człowiek, gdy widzi, że jego bliskiemu dzieje się krzywda, empatii, smutku i rozczarowania światem.

Przecież to mogłam być ja. Przecież to niewyobrażalne dla mnie, nie móc być sobą, bo zwyczajnie jest się zmęczonym tym, że są ludzie, środowiska i miejsca, w których jest się permanentnie ocenianym, kategoryzowanym, traktowanym inaczej. I jakim, do cholery, prawem, obcy ludzie, wpieprzają się do mojego życia, u jego kompletnych podstaw?!

JAKIM PRAWEM?!

 

To jest tak samo, jakby ktoś uważał (przepraszam, gigantyczna część społeczeństwa), że nie mam prawa zakładać rodziny, pracować, pokazywać się na ulicy, bo na przykład mam nadwagę. Chociaż nie, bo wagę można zrzucić. Ok, gdyby ta gigantyczna część społeczeństwa pozbawiała mnie praw, bo jestem za niska. Albo, że mam niebieskie oczy. Albo, że mam jakiś tam gen, który należy ze społeczeństwa, zdaniem tej grupy, wyeliminować.

Dzisiaj za zupełnie normalne uważamy to, że na przykład, taka ja, piszę sobie blog, pracuję, płacę podatki, głosuję, mogę prowadzić samochód. Że mówię otwarcie o swoich poglądach, że jakość mojego człowieczeństwa stanowię ja sama, a nie zamożność mojego męża, za którego wydała mnie moja rodzina. Dzisiaj za zupełnie normalne uważamy to, że za ciężkie pieniądze kupujemy bilety na koncerty Rihanny, czy Kanye Westa, spijamy słowa z ust Beyoncé, a prezydentem jest Barack Obama. Przecież do 1964 roku (czyli za czasów naszych rodziców!!!) w USA panowała segregacja rasowa, a czarnoskórzy mieszkańcy USA byli dyskryminowani w podły sposób.

Jaki wpływ na swój los mają ofiary prześladowań? Czemu winne były kobiety, czym zasłużyli sobie Afroamerykanie, albo choćby my, Polacy, w czasie II wojny światowej? I, o ile, jestem w stanie przyjąć, że na przykład nasi oprawcy widzieli w nas faktyczny problem na drodze do swojego celu, tak powiedzcie mi, w czym komu przeszkadza FAKT, że ktoś jest odmiennej orientacji seksualnej?

Można usłyszeć, że skoro "oni" chcą równości, to po co urządzają parady? Po co "im" protesty, po co "im" organizacje? Dokładnie dla tego samego powodu, dzięki któremu działy się praktycznie wszystkie rewolucje na świecie. Bo nigdy nie chciałabym ani na chwilę żyć w świecie, w którym legalnie dyskryminuje się jakąś grupę ludzi, z powodów etnicznych, narodowych, rasowych, poglądowych.

Podziwiam każdą osobę, która pomimo strachu, przeszkód i negatywnej opinii nawet najbliższych osób, odważyła się na wierność samemu sobie. Niestety, używam słowa "odważyła się", bo póki co, żyjemy w świecie, w którym bycie sobą wymaga niejednokrotnie heroicznej wręcz postawy.

Tych kilkanaście lat temu, na lekcji religii, wydarzyło się coś, co miało na mnie wpływ na całe dalsze życie. Wydaje mi się, że to był taki moment, w którym zmieniłam nieco swoje wyznanie. Z "wierzę w Boga" na "wierzę w Miłość".

Bo w końcu (...) Miłość nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje.

PS.

Dzisiaj Włodek Markowicz (którego prywatnie uważam, za człowieka numer jeden na polskim YouTube), wrzucił wspaniały film, w którym mówi między innymi o tym, że jest dumny z tego, że może wyrazić swoje poparcie dla osób homoseksualnych chcących zawierać związki małżeńskie. I jak zwykle mówi o tym we wspaniały sposób. OBEJRZYJCIE!

Podobne wpisy

  • Włodek w nagraniu poruszył kilka ważnych tematów, jednak nie mogę się zgodzić w pełni ani z nim ani z Tobą. Nie zamierzam nikomu odbierać możliwości wspólnego życia ale decyzję podjętą w USA uważam za krok w tył. Homoseksualizm niestety wiąże się z dezorientacją seksualną bardziej niż z orientacją i odkrywaniem własnej tożsamości. Zaczęło się od wykreślenia go z listy chorób, a kończy na społecznej aprobacie.

    • krotkiporadnik

      Dlaczego dezorientacją?

      • Niektórzy się tacy rodzą, ale moda na bycie „homo” nie sprzyja życiowym wyborom. Ludzie, którzy urodzili się i mieli dotychczas jasne zdanie na temat własnej seksualności często pod wpływem przekonywań czasem decydują się na skok w bok. Nie wszyscy rzecz jasna, ale są tacy. Taka atmosfera powoduje powszechną dezorientację. Chyba zgodzimy się ze sobą w kwestii tego, że każdy człowiek powinien poznać siebie i wiedzieć kim jest. Po decyzjach jakie zapadły w USA zdecydowanej większości ludzi tam mieszkającym będzie zwyczajnie trudniej.

        • Ja się z kolei nie zgodzę z Twoją teorią „dezorientacji”. Osoby, które pod wpływem mody czy ciekawości decydują się na skok w bok albo inny eksperyment – to nie te, które mają problemy z homofobicznym społeczeństwem. Nie oni toczą walkę o prawa dla homoseksualistów i nie oni na nich skorzystają.
          Prawdziwy problem dotyczy tych, którzy mają homoseksualizm głęboko zakorzeniony we własnej tożsamości i chcą godnie żyć pozostając w pełni sobą. Nie odmawiajmy im tego prawa tylko dlatego, że „moda na homoseksualizm” może komuś uderzyć do głowy. To sztuczny problem.

        • Ola

          Odpowiedź sobie na pytanie: czy gdyby w Polsce zalegalizowano małżeństwa jednopłciowe, przeszłoby Ci przez myśl żeby puknąć się z jakimś facetem, aby sprawdzić czy to Ci się przypadkiem nie spodoba. Nie sądzę. Orientacja to nie sweter, który przymierzasz i albo Ci pasuje, albo nie.

          • Myślę, że sprawa jest bardziej złożona aniżeli ją opisujesz. Na pewno nie dotyczy to wszystkich osób ale pewnej grupy, która może na to pójść widząc pewne rozluźnienie w tych kwestiach.

          • Jerzy

            Zgadzam się.

        • Agnieszka Wiącek

          Jestem kobietą i uwierz mi, wolałabym być homoseksualna, bo z dziewczynami po prostu lepiej się dogaduję. Ale tego nie da się po prostu sobie zaplanować. Albo się to czuje, albo nie.

          • Pełna zgoda. Zaplanować się tego nie da. Jeśli jednak ktoś ma miękki charakter, wtedy środowisko może skutecznie na niego wpłynąć tak aby podjął decyzję o spróbowaniu. Niektórzy moi znajomi nie rodzili się homoseksualistami ale się nimi stawali – stąd to moje przekonanie.

          • Agnieszka Wiącek

            Sądzę, że musieli mieć takie skłonności, chociaż może nie byli ich świadomi. Jeśli są z tym szczęśliwi, to super.

          • Jerzy

            Bardzo dobrze.

    • Joanna

      Dezorientacją? Uważasz, że można się zdezorientować seksualnie i niechcący, zamiast hetero, zostać homo?

      • Jerzy

        Właściwe pytanie . A poza tym, żadna ustawa o zawieraniu małżeństw przez pary homoseksualne nie spowoduje tego, że nie będą mieszkać razem, albo że ich nie będzie przybywać. Tak czy owak będą się ujawniać, bo po prostu są – „oni są wśród nas”, albo „my jesteśmy wśród was”. Tak że mowa o jakiejś dezorientacji nie ma tu racji bytu.

  • Asia

    Dziwi mnie to, że w takich dyskusjach zawsze pojawia się opozycja: cudowni homoseksualni rodzice i paskudni hetero. Dlaczego nie postulujecie uproszczenia procedur adopcyjnych dla normalnych rodzin? To jest nienormalne, że teraz trzeba kilka lat czekać i iść jak przez mękę, to dlatego ludzie się zniechęcają. A nie, że homoseksualnym niby odbiera się prawo. Jak chcą mieć dziecko to niech sobie zrobią. Sami ze sobą. Absolutnie nie potępiam takich ludzi, ale nie zaakceptuję tego. Nie uznam czegoś, co zostało skreślone z listy chorób przez głosowanie. Biblia mówi: mężczyźni współżyjący ze sobą nie wejdą do Królestwa Niebieskiego. I dla mnie to ważniejsze niż to, co krzyczy teraz „nowoczesny” świat.

    • krotkiporadnik

      Nie, nie. Absolutnie nie przedstawiam sprawy tak, że źli rodzice hetero – super rodzice homo. Mówię w tekście o przykładzie znanym mi dobrze z mojego własnego życia i nastoletniej rozkminie na temat miłości i tego, co dla takiego chłopca, byłoby lepsze. I jak najbardziej jestem za uproszczeniem procedur adopcyjnych, bo wiem, jak bardzo skomplikowany jest w tym kraju proces adopcji dziecka i z jak wieloma obostrzeniami jest związany.
      Szanuję, że możesz czegoś nie uznawać, jednak nie każdy ma za przewodnika Biblię i chrześcijańskiego Boga.

      • Jerzy

        Bardzo popieram Twoje słowa. Jeżeli chodzi też o Biblię, to napisali to tylko ludzie.

    • cegielka

      http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=19

      http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=1155

      To tak w kwestii moralności zawartej w Biblii i w kwestii Sodomy również.

      Kobiety zyskały prawa również przez głosowanie(i lata nacisków ze strony sufrażystek),wcześniej wiele rzeczy niekoniecznie zgodnych z prawdą mówiono i pisano( w tym teorie uznawane za naukowe) na nasz temat np. że jesteśmy pomiotem szatana,albo że jesteśmy głupie i nigdy nie dorównamy mężczyznom.
      Jeżeli ważniejsze jest dla Ciebie prawo biblijne niż to co „krzyczy” nowoczesny świat to radzę Ci nie zdradzać a nawet nie prowokować podejrzeń o zdradę,bo możesz zostać ukamienowana i pamiętaj,żeby swoich niewolników bić tylko po zmroku i nie do śmierci,bo to podlega karze ;)
      Homoseksualizm skreślono z braku dowodów,wystarczy poczytać obiektywne źródła.Głosowanie jest standardową procedurą jeśli chodzi o kwestie sporne.Pozdrawiam.

    • Kot Leon

      Popieram, skoro sami nie potrafią sobie „zrobić ” dziecka to nie powinni też wymagać tego, by dziecko im „przyznano „. W.sprawie małżeństw nie mam nic przeciwko, nie przeszkadza mi homoseksualizm sam w sobie, ale adopcji mówię.zdecydowane nie.

      • Jerzy

        Masz prawo się nie zgadzać, ale argumentacja nie na miejscu.

  • krotkiporadnik

    Homoseksualizm istnieje od tysięcy lat – w starożytnej Grecji, która jest podwaliną naszej kultury, był czymś zupełnie normalnym i powszechnie akceptowalnym. W Starożytnej Grecji raczej nie wiedziano jeszcze o hormonach, a już na pewno nie dodawano ich masowo do żywności, by zmienić orientację seksualną ludzi.

    WHO kilkadziesiąt lat temu wykreśliło homoseksualizm z listy chorób psychicznych, więc tę kwestię rozważono setki tysięcy razy.

    Idąc dalej: nie porównuj proszę orientacji seksualnej (hetero, homo, bi oraz aseksualizmu) do dewiacji. Nie widzisz różnicy? Pedofil wykorzystuje i potwornie krzywdzi dziecko, zoofil krzywdzi zwierzę, a nekrofil bezcześci zwłoki. Jaką krzywdę wyrządzają dwie osoby które kochają się mimo braku różnicy płci?

    Dotychczas nie stosowałam polityki banowania komentujących, ale „argument” odnoszący się do mojej płci i sugerujący, że to, co piszę, to jedynie emocjonalny bełkot, bo jestem kobietą, w pełni na to zasługuje.

    • Maria

      Wciąganie w rozmowę pedofilii i nekrofilii jest passé, ale torturowane przez pary hetero dzieci w wątku o adopcji – to już jest w pełni normalny argument i można go położyć na jednej szali.

      BTW – fragment o starożytnej Grecji mnie rozwalił. „Bycie homo jest ok, bo w starożytnej Grecji podczas imprez zakrapianych winem każdy mógł sobie urządzić homoseksualną orgię – a jak wiadomo, Grecja to podwaliny naszej kultury, więc heloł – wszystkie Twoje kontrargumenty leżą!”.
      A tak w ogóle nie trzeba teraz nawet włączać wiadomości, żeby wiedzieć, czym te „podwaliny kultury” są teraz dla Europy…

      • krotkiporadnik

        Hej, ja jestem hetero i nie demonizuję rodziców hetero, proszę, żebyś mi tego nie wkładała w usta. Ja opisałam moją własną historię, kiedy jako nastoletnia dziewczyna, nie wiedząca wiele o świecie widziałam samotne i opuszczone dziecko, które potrzebowało miłości i uczestniczyłam na lekcji w dyskusji o parach homoseksualnych i wtedy, podczas tamtej rozmowy, myślałam o tym, że nie wierzę, żeby temu chłopcu nie było lepiej w kochającym domu, nawet jeśli ten dom miałyby tworzyć dwie kobiety lub dwóch mężczyzn.

        Fragment o starożytnej Grecji był kontrargumentem, dla teorii Luqasha, który zasugerował, że homoseksualizm wywołały hormony dosypywane masowo do żywności, a zatem że działo się to całkiem niedawno.

        Poza tym, trzymając się faktów, to relacje homoseksualne w starożytności nie występowały jedynie podczas orgii seksualnych, tylko były czymś trwałym i powszechnym.

        • Maria

          Nie chciałam napisać, że demonizujesz wszystkich hetero – mam raczej na myśli sytuację, że ZAWSZE jest jakieś ekstremum. I skoro mamy nie mówić o dewiacjach, to nie mieszajmy też w dyskusję patologii. Bo zwyczajnie łatwo przechylić szalę w stronę emocjonalnego szantażu. To samo z faktami historycznymi – z jednej strony mamy ekstremalnie konserwatywną biblię, z drugiej – hedonistycznych Greków. Obie kultury mają wpływ na to, co dzieje się dziś. I obie się wzajemnie ścierają. I dla mnie osobiście wyciąganie argumentów z jednego i drugiego worka zwyczajnie nie ma sensu. No bo co z tego, że w starożytnej Grecji były związki homoseksualne? Heteroseksualne też. I co z tego, że ktoś wymyślił sobie jakąś teorię? To niczego nie zmienia.

          Zdaję sobie sprawę, że moje dość pesymistyczne nastawienie wynika ze skrajnych doświadczeń na tym polu – póki co jedyny obraz geja jaki znam, to właśnie taki obłożony dildosami Pan na paradzie równości, który wciska mi teksty o równości, jedną rączką zadowalając swojego kolegę na rogu ulicy przy okazji. Smutno mi z tego powodu i wierzę, że wielu normalnych homoseksualistów na tym cierpi, tak samo jak wielu katolików cierpi ze względu na ekstremalnych fanatyków w postaci morehowych babć, które też kościołowi nie robią dobrej „reklamy”. Życzę tylko sobie i światu, w którym żyjemy, żebyśmy nie popadali w paranoję. Bo ja się osobiście nieco obawiam tego zjawiska „seksualnej dezorientacji”, o której pisał jeden z komentujących. Ale być może niepotrzebnie.

          • krotkiporadnik

            Wydaje mi się, że musiałaś mieć pecha, że trafiłaś akurat na osoby, które niezależnie od swojej orientacji, zachowywały się obscenicznie. Parady miłości rodem z Berlińskiej Love Parade to zupełnie inny wątek, którego nie chciałabym poruszać akurat w tej dyskusji. W każdym środowisku znajdziemy osoby wyważone, jak i ekstremistów, niemniej uważam, że ekstremistyczna działalność praktycznie zawsze przynosi więcej szkód, niż pożytku. W tym przypadku szczególnie.

            Znam blisko trzy osoby homoseksualne i gwarantuję Ci, że nie powiedziałabyś nigdy, że czymś się różnią od przeciętnego heteroseksualnego człowieka, no, może z tą różnicą, że są zawsze dobrze ubrani ;) Mam także kilkoro dalszych znajomych, których orientacja nie brzmi: hetero i są to ludzie, którzy noszą skarpetki z H&M, piją herbatę z cukrem i cytryną, mają praktycznie te same wkurwy i problemy, co ja, lubią pić piwo, oglądać mecze, a w przypadku kobiet: są takie, które noszą trampki i takie które noszą buty na obcasie – dokładnie tak samo jak cała reszta hetero kobiet.

            Różnica jest tylko w tym, z kim ci ludzie dzielą swoje życie.

    • Aleksandra Rogala-Jacek

      „Dotychczas nie stosowałam polityki banowania komentujących” – Justyna to zacznij ją stosować, tyle Ci powiem :D

    • Luqash

      Kanibalizm też istnieje od tysięcy lat, w renesansowych Włoszech można było, w ramach zemsty, zjeść wątrobę pokonanego wroga. Skoro Włochy to podwalina naszej kultury to dlaczego teraz się nawzajem nie jemy?

      W linku, który tutaj zamieściłem, jest fragment który jasno opisuje w jaki sposób homoseksualizm został wykreślony z listy chorób psychiczny – dokonali tego sami homoseksualiści. Słyszałaś sformułowanie „Być sędzią we własnej sprawie”?

      „Jaką krzywdę wyrządzają dwie osoby które kochają się mimo braku różnicy płci?”

      Penis penetruje odbyt, którego ścianki są delikatniejsze niż ścianki pochwy.

      I tego co napisałaś nie nazwałem bełkotem. Ale emocje widzę, że są i w tym poście na facebooku też były.

      Napisałaś tam „Wiem, że mam rację”. Ja się pytam „Skąd wiesz, że masz rację?” Czy wspierasz swoje przekonania o jakieś logiczne przesłanki? Czy może karmisz się fantazja „Zakazanej miłości, która w końcu wygrywa”?

  • Eos

    Podpisuję się pod Twoim artykułem obiema rękoma!
    Sama miałam dylematy moralne, kiedyś byłam gorliwą katoliczką, skończyło się na ateiźmie. Zdenerwowała mnie właśnie hipokryzja Kościoła, bo z jednej strony głosi ,,miłuj bliźniego swego” żeby po chwili dodać ,,ale nie geja czy lesbijki!”.

    Gdy poznałam geja lub lesbijkę, to ZAWSZE dobrze się dogadywaliśmy, często ta relacja zamieniała się w przyjaźń. Dlatego może przez myśl mi nawet nie przejdzie nazwanie homoseksualizmu ,,dewiacją” czy ,,chorobą psychiczną”.

    A film Włodka piękny i mądry!

    • krotkiporadnik

      Dziękuję :)

  • Maria

    Przyznam szczerze, że jako osoba hetero nie mam absolutnie nic do homoseksualistów, chociaż ich zwyczajnie nie rozumiem, bo nie znam osobiście ani jednego i nie potrafię się do końca ustosunkować (zresztą – nie muszę), ale chyba do czasu. Ten temat wylewa się po prostu zewsząd. Temat tolerancji jest mi wmuszany z każdego możliwego medium ostatnio, teraz przeniósł się na blogi. Myślałam, że skoro nie czytam gazet i nie oglądam telewizji, to będę poza tym, ale ostatnio zastanawiam się, czy tęcza nie wyleje mi się z lodówki. I czuję się delikatnie mówiąc osaczona. „Toleruj mnie, akceptuj mnie, szanuj mnie – bo jestem gejem/lesbijką”. Niestety, ale odbieram to wszystko jako nachalność, męczy mnie to i tego nie ogarniam, bo ja jakoś nie uzależniam swojego życia od tego, jak inni ludzie patrzą na moją seksualność czy z kim dzielę życie i nie oczekuję, że ktoś będzie kwestionował to, czy jestem spoko czy nie, bo wolę kobiety czy mężczyzn. Wkurza mnie, że przez to, iż na świecie istnieją ludzie okrutni, którzy znajdą byle jaki powód, by szykanować innych, muszę się rozliczać z tego, że nie do końca popieram nazywanie pary homoseksualnej małżeństwem i zapierać się, że nie jestem gimbonarodowcem i tak, naprawdę nie życzę nikomu śmierci.
    I druga sprawa – wkurza mnie niesamowicie wyciąganie z rękawa torturowanych dzieci jako kontrargumentu dla adopcji przez pary homoseksualne. Czy za wszystkie nieszczęścia dzieci odpowiadają pary hetero? Wśród homo nie znajdziesz ani jednego zwyrola? Uważam, że stawianie obu sytuacji na jednej szali oznacza tyle, że coniektórzy jawnie stawiają je jako równoważne. Równie dobrze możemy prowadzić inne „obiektywne” spory, typu: lepiej być homo, bo w wielu rodzinach hetero mąż bije żonę i na odwrót. Co ma piernik do wiatraka?

    • „Przyznam szczerze, że jako osoba hetero nie mam absolutnie nic do homoseksualistów, chociaż ich zwyczajnie nie rozumiem, bo nie znam osobiście ani jednego i nie potrafię się do końca ustosunkować” – ja znam kilkoro i powiem Ci, że nie ma tu nic wielkiego do rozumienia. Rozumieć lub nie rozumieć to można jako konkretnych ludzi w ogóle. Akurat tych rozumiem, bo mamy wspólne tematy i możemy na siebie liczyć w razie potrzeby – dokładnie tak samo jak w przypadku heteroseksualnych bliskich znajomych i przyjaciół. Nie muszę rozumieć, dlaczego związują się z tymi konkretnymi osobami, bo to jest ich sprawa, ich uczucia, ich życie. Ciekawi mnie to owszem, trochę (ciekawi, czemu na poziomie emocjonalnym i intelektualnym się zakochali akuat w tych osobach i czy do siebie pasują), bo życzę im dobrze, bo ich lubię, bo kiedy kogoś lubię, to chcę być spokojna o to, że będzie szczęśliwy. Tak samo jak kiedy heteroseksualni znajomi z kimś się zwiazują, to trzymam kciuki, żeby to był ktoś, z kim się czują dobrze i kto ich nie skrzywdzi, a kiedy ta ukochana osoba wchodzi do kręgu znajomych, to jestem ciekawa, jakie ma pasje, co robi w życiu i czy to lubi, co lubi jeść i jakie filmy ją bawią.

      „Toleruj mnie, akceptuj mnie, szanuj mnie – bo jestem gejem/lesbijką”. – raczej toleruj, akceptuj, traktuj na równi – bo jestem człowiekiem tak samo jak inni. Przez stulecia był z tym problem, więc może teraz mówienie o tym, że są ludzie różnej orientacji i mają takie same potrzeby w związku jak heteroseksualni (na przykład, żeby w razie wypadku lub nagłego ataku choroby ktoś nie był sam, przerażony i zdezorientowany na szpitalnym korytarzu bez prawa do informacji, żeby nie okazało się, że kiedy trzeba do tego szpitala przynieść rzeczy, to nie ma prawa wejść do mieszkania, w którym nie zdążył się zameldować, a przyjechał z innego miasta, żeby być z człowiekiem, którego kocha tak zwyczajnie na co dzień, jak inne pary bez wzgędu na płeć) może wydawać się nachalny, ale to okres przejściowy. Żeby zawalczyć o równość, trzeba pokazać swoje istnienie i swoje potrzeby. I nikt nie stanie się gejem ani lesbijką od patrzenia na tęczowe flagi ani dlatego, że ma taki kaprys, bo chce być modny. Ani nie zawrze małżeństwa jakiegokolwiek, jeżeli nie ma takiej potrzeby.

      Nie musisz się z niczego rozliczać, możesz po prostu przejść do porządku dziennego nad czymś, co Ciebie zupełnie nie dotyczy, a dla jakiejś grupy jest ważne. W większości przypadków orientacja innych ludzi nie ma dla nas praktycznego znaczenia. Jedyne, kiedy liczy się dla mnie, to kiedy chcę z kimś iść na randkę. A jeśli pracuję czy mieszkam obok – to ani trochę moja sprawa. Może mnie interesować, czy ktoś jest w związku szczęśliwy. Z kim – to sprawa osób w związku świadomie i dobrowolnie będących. Żyjmy wszyscy swoim życiem i życzmy sobie nawzajem dobrze.

      A złe jednostki znęcające się nad innymi trafiają się wszędzie, W każdej orientacji, narodowości i wyznaniu mogą się tacy zdarzyć, co nie znaczy, Justyna wyjaśniła już któremuś z przedmówców, że powołała się na konkretny przykład z własnego doświadzenia, który skłonił ją do refleksji.

  • O tak! Smute to trochę (że bycie sobą wymaga nieraz heroizmu), ale prawdziwe. I myślę sobie, że właśnie dzięki takim ludziom jak ty czy Włodek (i takim wypowiedziom), koniec końców będzie lepiej :)

  • Znam kilka osób, które są homofobami i jak głośno wygłaszają swoje poglądy to jest wstyd, po prostu.
    Zastanawia mnie to, że jest np. jakiś chłopak zakochany w swojej dziewczynie i głosi homofobiczne poglądy. Przecież doskonale wie jak działa miłość i przecież jakby mu ktoś powiedział, że nie powinien kochać tej dziewczyny, bo to nienormalne to nic by się nie zmieniło w jego stosunku do niej. Czasem mi się wydaje, że ludzie z homofobicznymi poglądami, to ludzie, którzy nigdy nie kochali w życiu i nie wiedzą co to znaczy.

  • Ewa

    Adoptowanie dzieci przez pary homoseksualne moim zdaniem jest niezdrowe dla rozwoju dziecka, dziecko by prawidłowo rozwijać się potrzebuje zarówno pierwiastka męskiego jak i kobiecego. Nie chcę wnikać w to, że często w związkach hetero bywa tak, że wychowaniem dziecka zajmuje się tylko kobieta. Jest to odrębny temat do dyskusji. Ale energia kobiety i mężczyzny jest nie do zastąpienia dla dziecka przez dwóch mężczyzn, gdzie jeden jest bardziej kobiecy, lub przez dwie kobiety, gdzie jedna jest bardziej męska. Dlatego warto by zastanowić się trochę bardziej nad przyszłością takiego dziecka wychowywanego przez parę homo.

    Natomiast jeśli chodzi o same pary homo nie mam nic przeciwko i doskonale rozumiem, że człowiek po prostu może się zakochać w drugiej osobie, bez względu na jej płeć.

    • KasiaP

      I rozumiem że uznajesz, że jest model „normalnej” kobiety i mężczyzny, a dzieci powinny się tego modelu uczyć? To już i tak zostało zachwiane, kiedy kobiety poszły do pracy, role rodziców w rodzinie stały się płynne. Zmienia się mentalność, być może nasze dzieci już nie będą znały modelu kobieta – bogini domowego ogniska, facet – praca, opoka rodziny, a wtedy po co mają uczyć się tych ról?

  • emka

    brawo! dobrze napisane, zgadzam się w 100%… a najlepszy dowód na to, że homoseksualizm to nie wymysł pewnych ludzi tylko normalna rzecz to fakt, że w świecie zwierząt też występują przypadki homoseksualne- taka jest natura- są przedstawiciele hetero, homo i biseksualistów i nie ma w tym nic złego

  • Katarzyna S

    Przyglądam się temu co dzieje się w internecie od kilku dni..
    i przyznaję mam mieszane uczucia.
    Nie mam prawa negować Twojego tekstu. i nie chcę tego robić. bo cholera masz dobre argumenty. i jakoś to w pewnym sensie do mnie przemawia.
    nigdy nie wątpiłam w miłość dwóch osób tej samej płci… znam kilku homoseksualistów, którzy są świetnymi, dobrymi ludźmi..
    ale z drugiej strony… jestem katolikiem i wierzę, że jedyną rodziną jest ta heteroseksualna.
    i przyznaję mam mieszane uczucia.
    i wierzę w Miłość.
    ale chyba (jeszcze) nie wierzę w rodzinę stworzoną przez homoseksualistów.

    • Rudewredne

      To uwierz. Bo one istnieją i dobrze się mają.

  • Dzięki za ten tekst, trafia w punkt, w 100% się zgadzam!

  • Calamity Jean

    Ja nie wiem co mnie najbardziej rozbraja: to dziwne przekonanie, ze homoseksualizm to wynalazek XXI wieku, czy ta chorobliwa fascynacja tym co dwoje dorosłych ludzi robi we własnej sypialni   A każdemu kto uważa, że śluby gejów są złe proponuję po prostu nie brać ślubu z gejem. Żyjmy i dajmy żyć innym. Pozdrawiam :)

    • Piotr

      Wydaje się jednak, że dyskusja dotyczy nie tylko ślubów, ale i adopcji dzieci przez pary homoseksualne. Bądźmy uczciwi: jeśli związek homoseksualny uznamy za równie dobry, co heteroseksualny, to dlaczego te pary nie miałaby adoptować dzieci? Jeśli mówimy A, to musimy powiedzieć też B. Tylko tutaj pojawia się problem… Bo związki homoseksualne są statystycznie o wiele mniej stabilne (wielu partnerów i mało związków wieloletnich), częściej spotyka się w nich przemoc (badania określają zakres na 25-75% wszystkich związków homoseksualnych!), a ponadto około 50% gejów deklaruje, że nawet taki istniejący już związek nie jest monogamiczny (dane ze zwykłej Wikipedii, sekcja „związki” https://pl.wikipedia.org/wiki/Homoseksualizm).
      Jeśli tak bardzo często wygląda sytuacja, to dlaczego mamy zgadzać się na eksperyment na opuszczonym dziecku, oddając je do takich rodzin? Ryzyko kolejnych zranień jest ogromne… :-(
      Swego czasu długoletnia para gejowska Dolce&Gabbana sama stwierdziła, że małżeństwo i rodzina powinne być wyłącznie w tradycyjnym modelu kobiety i mężczyzny – za to bardzo ostro „zjechał” ich m.in. Elton John, który rozpieszcza dziecko z partnerem. Dlaczego D&G nie mogli wyrazić swobodnie swoich poglądów? Tym bardziej, że sami są homoseksualistami i ich opinia ma znaczenia! Skąd ten ostracyzm gwiazd?

      Polecam też na koniec krótki artykuł z perspektywy samych dzieci – otóż w USA ukazała się ciekawa książka kilkorga osób dorastających w „rodzinach” homoseksualnych… Byli w nich traktowani jak zabawki: http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/239304-sad-najwyzszy-usa-zalegalizuje-homomalzenstwa-na-poziomie-federalnym-protestuja-przeciwko-temu-dzieci-gejowskich-par-nie-mielismy-dziecinstwa.

  • Serantez

    No widzisz, ja miałem podobnie z moim przyjacielem :] i co zrobić gdy po latach okazuje się gejem, nie zrobisz nic.

    http://www.schody-seweryn.pl

  • lilka

    Moje podejscie do osob homoseksualnych bylo bierne. Nie zwracalam na nich uwagi tak samo jak oni nie zwracaja uwagi na mnie gdy ide z chlopakiem za reke. Jednak co raz czesciej czuje do takich osob nienawisc gdy probuja wmowic nam heteroseksualnym ze to ONI sa normalni i bardziej szczesliwi a my zwykli.
    W dzisiejszych czasach gdzie widac te osoby homoseksulane od razu sa wychwytywane i robia z nich kogos wyjatkowego kogos kto ma odwage wyjsc i powiedziec jestem inny i mozna to zauwazyc najczesciej w mediach. A przeciez mowia i tlumacza sie ze sa tacy jak my, wiec dlaczego robia w okol siebie tyle szumu? Walcza o prawa do dzieci bo chca byc szczesliwi ale kurde zyjac w terazniejszych czasach rzecza oczywista jest ze zadne dziecko nie chcialoby miec 2 ojcow czy 2 matki. I dlaczego nie zrozumieja tego jak te dzieci by sie czuly? Bo sa zapatrzeni tylko w swoje szczescie.
    Dla mnie prawdziwa milosc to szczescie dwojga ludzi ktorzy nie potrzebuja robic w okol siebie tyle szumu tylko sa i zyja dla siebie, a nie po to zeby sie pokazac ile odwagi maja i jak szczesliwi potrafia byc.

  • A
    • A

      I jeszcze jedno zdanie, które bardzo do mnie przemawia: dwie kobiety mogą być świetnymi matkami, ale żadna z nich nie będzie dobrym ojcem.

      • Jerzy

        Jest więcej rodzin tzw. normalnych, jednoplciowych, bez matki lub bez ojca – z róznych powodów ich nie ma, niż małżeństw jednoplciowych – homoseksualnych. Każda osoba, jak ta z podlinkowanej strony może czuć ból, że nie miała taty. Nie może to jednak przekreślać malżeństw homoseksualnych, które stanowią przecież znikomy procent małzeństw w ogóle. Bardzo jej współczuję. Sam wychowalem się w „niekomfortowych ” dla mnie warunkach (napisałem o tym w mailu do : justyna/krotkiporadnik.pl.

  • Świetny artykuł, na podstawie tego, co w Polsce stało się przy #LoveWins można prowadzić badania socjologiczne. Cieszę się, że tak pozytywnie do tego podchodzisz. Ta tęcza na Facebooku była tak pięknym okazaniem wsparcia środowisku LGBTQ, że nawet te niewiele znaczące zawłaszczanie polskiej flagi nie mogło tego zepsuć. Pozdrawiam i do zobaczenia na Slot Art :)

  • zawracacztylkanasnapchacie

    Po wczorajszej nocy wróciłam tu, przeczytałam raz jeszcze i stwierdziłam po raz kolejny, że to co się teraz dzieje jest tak bardzo, bardzo przykre że aż nie wiadomo co pisać, jednak tak bardzo chciałoby się zmienić obecną sytuację w Polsce (!!!) zarówno polityczną, jak i społeczną, a statystki i tak mówią swoje.

  • Kokosoweciastko

    Zdecydowanie popieram. Dla mnie nie ma żadnej różnicy, czy ktoś jest homo, bi czy hetero. Uważam, że każdy ma prawo do szczęścia i miłości. Natomiast bardzo mnie razi nienawiść i żółć wylewana przez internautów w stronę osób homoseksualnych. Dlaczego? Co im to daje? I co by zrobili gdyby dowiedzieli się, że osoba z ich najbliższego otoczenia jest innej orientacji. Pobili? Wyzwali? Zerwali znajomość?

  • Marcin Korniluk

    Zamiast się rozpisywać zachęcam do wysłuchania Andrew Salmona, homoseksualisty żyjącego w formalnym związku, który mówi o swoich i innych osób doświadzceniach związanych ze zmaganiem się z innością (nie tylko homoseksualizmem) oraz o tym czym dla niego jest miłość rodzica do dziecka.

    https://www.ted.com/talks/andrew_solomon_love_no_matter_what/transcript?language=en

  • Paweł Stolarski

    Każdy ma prawo do szczęścia i religia nie powinna w to ingerować

    https://pawelstolarski.wordpress.com/

  • Jerzy

    Bardzo mi się podoba ten artykuł, dlatego, że mówi wlaściwie też o mnie. Bardzo się wzruszyłem czytając go. Ja, w przeciwieństwie do „bohatera” tego artykułu mam ciągle taki. problem. Choć dawno już moje dzieci się usamodzielnily, to ja wciąż nie jestem sobą, a to właśnie przez takie podejście spoleczeństwa do właściewie, wszelkiej inności. Proszę mi wierzyć, mówię to do tzw. „normalnych i zdrowych” że nie jest łatwo tak żyć, a tym bardziej, że jeszcze to utrudniacie. Nigdy nie zdradzilem żony, bo nie moglem o tym myśleć . nigdy też nie zakochalem się w kimś innym – nie umiałbym tego zrobić kiedy formalnie jesteśmy w związku. Ale są, tkwią w świadomości ograniczenia wynikające wlasnie z takiego średniowiecznego podejścia spolecznego do tych spraw. Bardzo dziękuję za ten artykuł.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress