Rzeczywistość kontra polskie seriale. Odcinek siódmy: Dlaczego Paweł Karpiński powinien stracić pracę?

28 kwietnia 2014 Blog
O mojej dziwnej słabości do “Klanu” chyba wie każdy, kto choć trochę mnie zna. Nie jestem szczerze w stanie powiedzieć dlaczego lubię ten serial i czy oglądam go dla tak zwanej beki, czy oglądam go, bo jestem ciekawa losu bohaterów. Myślę, że obie te kwestie mają znaczenie, choć od dłuższego czasu ciekawi mnie w tym serialu poziom absurdu i oderwania jego twórców od rzeczywistości. Zazwyczaj robiłam tu sobie podśmiechujki z przedstawiania zawodu dziennikarza, albo ze wciskania kitu, że młodzież, zarówno bardzo młoda, jak i starsza, pije tylko sok pomarańczowy z jednej i tej samej wysokiej szklanki. Dzisiaj piszę w ważnej sprawie, która mnie po prostu wkurwiła do białości. "Klan" to nie "Ranczo", które jest serialem komediowym, traktującym co prawda o polskiej rzeczywistości, ale z lekkim przymrużeniem oka. "Klan" jest serialem obyczajowym, kręconym niejako po to, by imitować rzeczywistość. Emitowany jest w czasie realnym, czyli u Lubiczów jest dzisiaj dokładnie taki sam dzień jak u nas. Mają te same święta, tak samo przed chwilą mieli Wielkanoc, i tak samo, jak my, za chwilę wyjadą na majówkę. "Klan" to dla setek tysięcy ludzi okno na świat. Wiem to, bo z wieloma takimi osobami miałam w życiu do czynienia. Wiem, że obraz kraju zza miedzy, lub za granicy małych miasteczek, czy nawet blokowych ścian, czerpią między innymi stamtąd. Jeśli powie się w "Klanie" kilkadziesiąt razy, że trzeba segregować odpady, to widownia powoli zacznie je segregować. Jeśli w "Klanie" Monika Ross przeprowadza (a robi to) szkolenie dotyczące nowych banknotów NBP, to widzowie po kilku scenach maglowania będą wiedzieć, jak rozpoznać nowe pieniążki. Od tego, w jaki sposób scenarzysta i reżyser postanowią przedstawić jakiś problem, zależy to, w jaki sposób będzie on postrzegany przez armię ludzi. Szkoda, że Pan Karpiński i armia ludzi z nim pracująca, postanowili drzeć łacha z jednego z groźniejszych i coraz szybciej szerzących się zagrożeń ostatniej dekady, a mianowicie ze stalkingu. Stalking - trudne słowo. Angielskie. Czy je spolszczać, czy nie spolszczać, co w ogóle znaczy? W polskim kodeksie karnym stalking (zdefiniowany jako uporczywe, złośliwe nękanie mogące wywołać poczucie zagrożenia) stanowi przestępstwo, zagrożone karą pozbawienia wolności do 3 lat lub – w przypadku doprowadzenia ofiary do próby samobójczej – do 10 lat. Kiedy obok słowa stalking pojawiają się słowa: “przestępstwo”, “kodeks karny”, czy “pozbawienie wolności”, raczej nie ma z czym polemizować. Scenarzyści “Klanu” postanowili stalking przedstawić w tak żenujący i karygodny sposób, że ręce opadają. W skrócie: Ola Lubicz (Kaja Paschalska) pracuje jako kuratorka sądowa. Jakiś czas temu na stanowisku jej przełożonego pojawił się nowy człowiek, który po czasie okazuje się jej prześladowcą. Dręczy Olę najpierw SMSami, potem głuchymi telefonami, potem wysyła jej prezenty z niewybrednymi wiadomościami, aż wysyła jej jadowitego skorpiona pocztą. Ola idzie na policję, ta ją wyśmiewa (tu akurat jest duży związek z rzeczywistością). Ola dowiaduje się, że jej stalkerem jest jej własny szef. Zamiast zgłosić to gdziekolwiek, ignoruje temat. Nie idzie do jego biura z dyktafonem, nie szuka świadków, którzy poświadczyliby, że facet dręczy ją psychicznie. Nie. Zamiast tego, Olka wymyśla genialny plan i… postanawia uwieść swojego oprawcę, a raczej zasugerować, że prześpi się z nim, w zamian za to, że ten da jej spokój. What. The. Fuck. Przez kilka tygodni, jako urzędniczka państwowa, przychodzi do pracy ubrana w czerwoną, obcisłą sukienkę z takim dekoltem, że jej biust doczekał się swojego fanpage’a. Mimo, że Olka ma kumatą siostrę, kumatego faceta i pracuje z kobietą, której się zwierza, nikt nie bierze jej wyszminkowanej na czerwono buzi w łapę i nie mówi jej stanowczego “OGARNIJ SIĘ”. Wszyscy mówią: “No, Olu, rób jak uważasz”. I Ola robi. Wszyscy pozwalają na to, żeby wieczorem poszła SAMA spotkać się z typem, który kilka tygodni wcześniej WYSŁAŁ JEJ SKORPIONA. Z dialogów, jakie Lubiczówna prowadzi ze swoimi super znajomymi i bliskimi, możemy wywnioskować, że ona nawet nie ma zamiaru przespać się z tym facetem - ma zamiar zagrać kobietę z lekkim podejściem do sfery seksualnej i tym raz na zawsze zniechęcić do siebie napalonego faceta. WHAT THE FUCK?!
Ola Lubicz walcząca ze swoim stalkerem.
Mija kilka dni, facet się nie odzywa. Po jednym dniu ciszy, Ola, ponoć świadoma zjawiska jakim jest stalking, ogłasza, że osiągnęła swój cel. Po tygodniu przeżywa ciężki szok, gdyż napalony na nią, psychiczny koleś, którego tygodniami uwodziła i otwarcie zaproponowała mu seks… uwaga - zgodził się. WHAT THE FUUUUUUCK?!?!?!?! Nie mogę pominąć kwestii tego, że sceny związane z tym wątkiem, podgrywane są dźwiękami w stylu “niesforny Jaś” lub “typowy poniedziałeczek w biureczku pani Danusi i pani Lusi”. Ani tej, że szef-stalker przedstawiany jest jako sympatyczny gość i że widz naprawdę nie wie do końca jak go oceniać - czy dobrze, czy źle. Nikt ani razu poważnie nie ostrzegł dziewuchy o tym, że to igranie z ogniem, że konsekwencje tak idiotycznych zachowań, mogą być tragiczne i druzgocące. Nikt przez sekundę nie pomyślał, żeby zgłosić to jakiejś dyrekcji, nikt nie doradził jej, by zmieniła pracę, wzięła urlop, podczas którego poszłaby do psychologa lub jedynego psychiatry w Warszawie - dr Rafalskiego. Wszyscy za to gotowi byli stać jak wryci i patrzeć, jak pani kurator o mózgu pisklaka ociera się o biurowe mebelki w minówce i rozsiewa feromony wokół swojego szefa psychola. I że to wszystko w gruncie rzeczy jest niesforne, zabawne i nawet troszkę pocieszne. I wierzcie mi, że bym się nie czepiała, gdyby był jakikolwiek sygnał, puszczenie oka do widza, kiedy wątek ten pojawiał się w serialu. Wysyłanie jadowitego egzotycznego zwierzęcia nie jest zabawne. Ani paniczny strach bohaterki, która nagle przechodzi transformację w otępiałą i głupią babę, która ma jakiś swój “plan”. Jestem bardzo ciekawa jak czują się prawdziwe ofiary stalkingu, którym po oczach bije ignorancja twórców “Klanu”, przedstawiających przestępstwo, jako niewinny flirt w pracy. Ciekawe, czy tak samo idiotycznie podeszliby do tematu przemocy domowej (cóż, że cię leje Bożenko, ważne, że ładny jest i że nie pije), albo do ciężkiej choroby. Stalking boli mnie o tyle bardziej, że znam temat aż nazbyt dobrze i wiem, jak wielkie spustoszenie sieje wokół osoby będącej ofiarą stalkera. Od fizycznej przemocy różni się tylko tym, że nie zostawia siniaków i że nie da się zrobić obdukcji. Abstrahując od tego, jak ogromny potencjał tkwił kiedyś w tej telenoweli i jak wielkie szanse miał na to, by stać się bardzo dobrym serialem na miarę porządnych obyczajówek z młodości naszych rodziców (z dobrym scenariuszem osadzonym w realnej rzeczywistości, z konfliktem wartości i interesów i z wybitnie skrojoną tajemnicą w tle) i jak bardzo szansę na legendarną jakość zostały zmarnowane, nie mogę pojąć, w imię czego ludzie produkujący ten serial, robią sobie z widzów jaja i uważają ich za debili wciskając tak okropny szlam i szmirę. Rozumiem, że po 17 latach (!) może przyjść zmęczenie materiału, wypalenie zawodowe, znudzenie. Że zwyczajnie przestanie się mieć pomysł na to, co dalej zrobić z losami bohaterów. Ale kurwa mać, żeby zamiast zmienić ekipę głównemu scenarzyście, która dostarczy mu świeżego spojrzenia na ten serialowy (w chwili obecnej już) gniot, powie: “Panie Pawle, przesadzasz pan. Nie można tak. To głupie i śmieszne”, to ekipa woli pokazywać milionom Polaków Polskę, jakiej nie ma, jaka nie istnieje. I żeby ta Polska pokazywana im, była chociaż jakimś niedoścignionym marzeniem… Bo Polska pokazana w “Klanie” jest po prostu głupkowata i żenująca.
Poprzednie odcinki cyklu:
  1. Bzdury

  2. Dziennikarze

  3. Soczek

  4. Ból głowy

  5. Agencje i wydawnictwa

Podobne wpisy

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress