Przepraszam

2 kwietnia 2015 Blog

pudelek

Kiedyś byłam takim upierdliwym trollem, którego kilka osób wywaliło ze znajomych. Poprawiałam przecinki, wytykałam błędy logiczne, podpuszczałam w komentarzach. A potem pojawiły się fanpage na Facebooku, które zaczęły robić to za mnie. I wtedy zaczęłam zauważać, że hejt jest taki se, więc zaczęłam pisać miłe komentarze, bronić niesprawiedliwie potraktowanych i pisać wiadomości do wszystkich ludzi, którym inni ubliżyli, albo których sponiewierali w komentarzach, nie przejmując się, czy ich znam, czy nie. Stałam się empatyczna. Ja - eks-redaktorka Pudelka.

Wstęp do tego wpisu napisałam kilka dni temu, ale oderwałam się od pisania, co w 90% przypadków u mnie kończy się porzuceniem tekstu na zawsze. Ale na szczęście są wersje robocze, które czasem wracają niczym bumerang. Wszystko przez wiadomość od Pauliny, która nakazała mi przeczytać list otwarty Tomasza Kammela do Pudelka, który dziennikarz opublikował na swoim Facebooku.

Przez spory kawałek czasu pracowałam w Pudelku. Był to czas, kiedy Facebooka miał co setny znajomy, a Nasza-Klasa była pokazywana w Wiadomościach jako fenomen internetu. Pudel był objawieniem, perłą szyderki, kubłem zimnej wody na panoszących się po salonach celebrytów i głosem przywołującym do porządku i trzeźwości fanów Joli Rutowicz.

Żeby było śmieszniej, o pracę tam nigdy się nie starałam. Dostałam ją w taki sposób, którego nie powstydziłby się scenarzysta "Klanu". Napisałam "donos", bo mnie poruszył wywiad z Piotrem Kraśko u Wojewódzkiego. Po kilku dniach dostałam maila z dwoma pytaniami: Czy zgadza się pani na publikację tego listu na łamach naszego portalu? i Czy chciałaby pani dla nas pracować?

Studencina dziennikarstwa pragnąca pisać i zarabiać, zgodziła się od razu. I tak zaczęła się moja kilkunastomiesięczna przygoda z plotką, sensacją i komentarzem.

Nie, nie wymyślaliśmy nigdy plotek. Nie, nie dopisywaliśmy niczego. Nie, nie robiliśmy fotomontaży. Nie, nie publikowaliśmy wszystkiego "jak leci" - bardzo wiele petard i bomb chowaliśmy w szufladzie. Takie podejście uspokajało moje dość wrażliwe sumienie, bo wierzyłam w tę misję zimnego prysznica. Byłam dumna z pracy w pierwszym polskim portalu plotkarskim Pudelek.pl (sześć razy pe), który tak otrzeźwiał srołbiznes.

Tak, byliśmy nieobiektywni. Czepialiśmy się cellulitu i za dużych stóp w za małych butach. Byliśmy naprawdę upierdliwi i prawie zawsze pisaliśmy źle o ludziach, którzy właściwie nic złego nie robili, ale nazywali się na przykład Gosia Andrzejewicz. No, ale ktoś musiał z tych ludzi szydzić. I byłam to ja.

Na długi czas zszyłam się z moim komputerem, z którym spędzałam czas od 10:00 rano, do 2:00-4:00 nad ranem. Każdego dnia, siedem dni w tygodniu. Jeżdżąc pomiędzy Śląskiem, a Krakowem, pisałam w pociągu, pisałam z imprez, na które jeszcze byłam zapraszana (bo nie było dni wolnych, więc chodziłam na imprezy z laptopem i iPlusem).

Ludzie pukali się w głowę i mówili: Daj spokój, przecież nie jesteś kardiochirurgiem, żebyś zawsze musiała być w pracy. Ale ja naprawdę musiałam być w pracy. No, bo przecież misja, bo ludzie czekają.

Często miałam tak, że stojąc gdzieś w tłumie, zastanawiałam się, która z osób, która mnie mija, już dzisiaj czytała, co napisałam. Przecież czytało "nas" codziennie kilka milionów ludzi. Zastanawiałam się, co by powiedzieli, gdyby się dowiedzieli, że to ja serwuję im te newsy o rozpadającym się małżeństwie Foremniak, o Hannie soon-to-be Lis, która tak potwornie pograła i skradła męża przyjaciółce. O tym, że Liszowska nosi za małe buty, a ktoś inny brzydko wpieprza hot-doga w centrum handlowym. Czy przybiliby mi piątkę, czy powiedzieli, że jestem podła i zepsuta?

No nic, czasy moje w Pudelku się skończyły, bo przestano mnie zapraszać na imprezy, zawaliłam sesję, miałam dość uwiązania do komputera i w ogóle drażniła mnie ta hiperpłodność o innych ludziach. Ale naprawdę, ja - wrażliwa na krzywdę innych ludzi, nigdy nie przypuszczałam, że taką Dodę, Kayah, czy Maseraka, może zaboleć taka pudelkowa szpilka. Nie pomyślałam jednak, że jak tych szpilek będzie ileś-set, ból może być duży.

Kilka dni temu, zobaczyłam na którymś prześmiewczym fanpage'u zdjęcie Weroniki Rosati w beznadziejnych ciuchach. Wtajemniczeni wiedzą, że to zdjęcie z planu Pitbulla, gdzie rewelacyjnie grała Dżemmę - dziewczynę Despera. Zerknęłam w komentarze: obok bekizmów, hejtów i szydery, ku mojemu zdziwieniu, było mnóstwo komentarzy tłumaczących skąd pochodzi zdjęcie (ale któremu hejterowi chce się czytać kontrargumenty?) i bardzo pozytywnych na temat aktorki. I ruszyło mnie to bardzo, bo "za moich czasów" Weronika Rosati była kozłem ofiarnym Pudelka.

Zaczęłam się zastanawiać, jak daleko mi do tamtych czasów, bo nie potrafiłabym dzisiaj usiąść przed komputerem i na sygnał napisać w 30 minut negatywnego tekstu o tym, jak obcy mi kompletnie człowiek robi zakupy ze swoim nowym partnerem (ależ szybko się pocieszył, po co tak się obnosi z nowym uczuciem, co na to eks?). W ogóle nie potrafiłabym chyba skrytykować kogokolwiek "za brzydki ryj", jak to się zwykło mawiać.

Po liście Tomasza Kammela, (który na szczęście, nie jest już adresowany do mnie), zrobiło mi się po raz pierwszy w życiu głupio z powodu tego, że pracowałam w takim miejscu jak Pudelek.

Są artykuły, które napisałam i które do dziś lubię, bo uważam je za konstruktywną krytykę pewnych postaw i zachowań, ale niestety, większość wszystkich, które napisałam, to po prostu bawienie jednych uprzykrzaniem życia drugim. Nie pamiętam, czy coś o Tomaszu Kammelu napisałam (raczej dziwnym by było, gdyby nie), ale dziś, po bodaj sześciu latach, chciałam przeprosić za to, że karmiłam bandę hejterów, utwierdzając ich w przekonaniu, że mają rację szydząc i nienawidząc innych i - co więcej - mają do tego święte prawo.

Nadal uważam, że miejsca, gdzie nabzdyczonym gwiazdom przebija się balon, są potrzebne i takim miejscem kiedyś z pewnością był Pudelek. Że osoby publiczne muszą potrafić mierzyć się z merytoryczną i konstruktywną krytyką, (a której w Polsce "twarzą" wciąż jest na przykład Karolina Korwin-Piotrowska). Że potrzeba takich miejsc, jak Ścianka Myśli, która w satyryczny sposób oczyszcza powietrze w dusznym środowisku celebrytów, gwiazdek i prawdziwych gwiazd (bo u nas wszystkie te światy mieszają się na każdym kroku).

Uważam jednak, że hejt zawsze będzie tylko hejtem, czyli zawiścią, nienawiścią, złośliwością i zazdrością, niezależnie od tego, jaką ideologią go podszyjemy.

Podobne wpisy

  • Zastanowiło mnie jedno zdanie. A raczej wybuchłam śmiechem, przepraszam, ale Karolina Korwin Piotrowska jako symbol merytorycznej i konstruktywnej krytyki? Przez wiele lat szanowałam jej pracę. Jednak ostatnie artykuły, wypowiedzi, sposób pisania oraz inne zachowania, które po prostu gorszą- nie wiele różnią się od Pudelka. No nic, to jedynie moja opinia.

    Właściwie wszystko sprowadza się do jednego. Nie uczmy innych, że upokarzanie może być pożądanym zachowaniem. Ubliżanie innym-pozbawione konsekwencji. Rzeczywiście świat nie jest przeciwko nam. Nie czyńmy go gorszym dla innych osób.

    • Absolutnie zgadzam się – krytyka pani Karoliny nie jest konstruktywna. Jest po prostu złośliwa i podła.

    • Karolina Piotrowska

      Pozdrawiam i proszę o przykłady mojego złego zachowania :-)

      • Dla mnie konstruktywna krytyka opiera się przede wszystkim na odnoszeniu się do zachowań, nie zaś atrybutów danej osoby. Tym bardziej nie zamierzam oceniać Pani zachowania jako złe. Wzbudza we mnie jedynie niesmak. Chociażby ostatni artykuł dotyczący pieniędzy w blogosferze. Rozumiem, emocje, subiektywność, ok. Jednak walcząc o wysoki poziom mediów, zwracajmy większą uwagę o używane przez nas wyrażenia. Przykładowo: „żeby się upodlić, podczytuję Jessikę albo niezawodną jeśli chodzi o martwicę mózgu Szarlizę”. Poza tym wiele wyrażeń zasłyszanych w Maglu towarzyskim oraz znalezione w innych artykułach.

        Pozdrawiam. Proszę się nie przejmować, „”zastęp butnych, chamskich i bezkarnych” już tak ma :)

        Ah.. i jak to mówią… „You can’t make everybody happy. You’re not a Nutella jar”

  • Basia

    O matko..trafiłam tu 3 dni temu zupełnie przypadkiem (czyt.ktos z moich znajomych polubił na FB poprzedni wpis o facetach) i przepadłam. Przez te 3 dni przeczytałam wszystko co tu napisałaś od dechy do dechy, od października 2012 do dziś. Jesteś niesamowita!
    Usmiałam się podczas początkowych analiz Klanu, Na Wspólnej czy Lekarzy, zamyśliłam się przy wpisie o Święcie Zmarłych i zastanawiałam się nad sobą gdy czytałam, że najważniejsze to ‚poznać siebie’ ale też przy fragmencie ze zdjęciami Twojego podwórka z dzieciństwa i wspomnienach, prawie ryczałam przy wpisie o Marcinie czyli Kasi,zastanawiałam się nad swoimi związkami (w głowie zrobiłam też podobną listę dobrych rzeczy jakie wyniosłam z poszczególnych związków i za co mogę tym facetom podziękować, choć znacznie krótszą):)
    Przez 3 dni przestudiowałam większość swojego życia. Dzięki Tobie ! ;) Jestem jakieś 7 lat młodsza od Ciebie ale myślę, że przedstawiasz tak naturalne i uniwersalne prawdy, że wiek nie ma znaczenia.
    Ze sporym opóźnieniem gratuluję BLOGA ROKU! Nie zawitałaś wtedy do mojej lodówki, nie widziałam Cię też w śniadaniówce ale od trzech dni siedzisz w mojej głowie (na tej szarej sofie z IKEI-pisałaś kiedyś, że Ci się podoba;D) Świąteczne porządki w mieszkaniu skonczyły się na odkurzaniu ale w głowie sprzątasz Ty-Twoim blogiem:) A przecież zawsze najpierw warto uporządkować ‚siebie’;)
    Pozdrawiam Cię serdecznie ;)

  • jestem zdania, ze niestety tego typu praca ZAWSZE stwarza pole do nadużyć. bo z jednej strony można ulec złudzeniu bezkarności, a po drugie – łatwo sie zapomina, że po drugiej stronie karabinu jest … tylko człowiek

  • Proszę, usuń ten link, bo jest do Twojej wiadomości (nie w celu spamowania) http://www.aniamaluje.com/2014/07/10-powodow-aby-nie-czytac-dupelka.html to tak z mojej strony o tym, co robi z człowiekiem cyztanie takich portali.

  • Dustie

    Dziś Pudelek jest raczej Barankiem, bo pod względem tekstów są bardzo potulni, w porównaniu z czasem, kiedy portal startował i tworzył de fakto nową kategorię serwisów internetowych. Wówczas hejt lał się strumieniami i naprawdę było czuć, że każdy tekst jest nasączony jadem. Dokładnie tak, jak napisałaś – niektórym obrywało się po prostu z automatu, tak jak wspomnianej Gosi Andrzejewicz. Ileż zdjęć jej zażółconych zębów przewinęło się przez portal! Wtedy celebryci dopiero się rodzili, samo zjawisko także – wszak to Taniec z Gwiazdami jest genezą polskich „znanych z bycia znanymi”, a wtedy sami zainteresowani jeszcze często nie umieli obsługiwać przeglądarki internetowej (ale od czego są znajomi i umiejętność przytaczania plotek w towarzystwie). Kiedyś też napisałem tam donos – na stylistki zwracające torby ubrań w sklepach odzieżowych. Propozycji pracy nie dostałem, ale już wtedy od dłuższego czasu zastanawiałem się jak czują się autorzy tekstów Pudelka wiedząc, że ktośtam za chałturę dostał kilka tysięcy złotych (a przynajmniej tak było „wiadomo”), a oni, będąc redaktorami portalu, za góra 2 tysiące netto miesięcznie piszą o tym złośliwości w internecie. Sam miałem dość długi etap autentycznej obsesji czytaniem Pudelka, łącznie z okresami kiedy sprawdzałem stronę kilkanaście razy dziennie, ale równie szybko zmęczyłem się takim „życiem czyimś życiem” i nie mogłem wyjść z podziwu, że ktokolwiek znosi pracę polegającą na interesowaniu się kimś innym.

  • Ty przepraszam a mimo to i tak wiele kobiet (podejrzewam, że i facetów, ale nie przyznają się do tego XD) wchodzi na pudelka nie żeby szukać sensacji, a po prostu zobaczyć, co słychać u gwiazd show-biznesu. Jeżeli kogoś nie interesuje życie prywatne i nagonka na skandal wokół niego, to z tych tekstów pudelkowych wyniesie tylko to, co go interesuje.

    Z drugiej strony muszę przyznać, że miałaś naprawdę emocjonującą pracę ;). Czy zdarzyło Ci się, że po Twoim tekście Pudelek dostawał pisma od prawników o zniesławienie? ;) Wiemy, że w ostatnim czasie niektóre gwiazdy wychodzą naprzeciw „tabloizacji” ich życia na tego typu portalach.

  • Nie znam nikogo kto czyta Pudelka czy innego Papilotka. Błogosławionam.

  • Livia

    Nigdy Pudelek nie był moją lekturą obowiązkową a i o tych co Go pisali nie miałam dobrego zdania. To miło, że przepraszasz ludzi których kiedyś skrzywdziłaś.

  • Sylwia

    Bardzo ciekawy tekst. Nigdy nie zastanawiałam się kim są ludzie, którzy piszą tekstu na takie plotkarskie portale, ale gdzieś podświadomie myślałam o nich wszystkich (totalna generalizacja i całkowicie bezosobowo), że są moralnie ubodzy, źli, na pewno nie wierzą w Boga, a na co dzień to właśnie złośliwe trolle, nie mają znajomych, a już NA PEWNO nikt nie zaprasza ich na imprezy. Jaki to człowiek głupi potrafi być i prosty w swoich ocenach, nawet tych nieświadomych :)

  • Lubię w Tobie grzeczność pisania i dziwnie mi z myślą, że pisałaś w plotkarskim serwisie. No ale rozumiem, że każdy orze jak może i każdy ma jakąś wtopę z miejscem pracy. Nie zmniejsza to mojego lubienia, Twojego pisania. Jednak zastanawia mnie jedno. Pisząc dla Pudelka chcąc nie chcąc musiałaś głównie krytykować i plotkować. Dziś piszesz miło, grzecznie i na temat. Nie za duża zmiana? Nie dusi Cię czasami w środku jakiś stary plotkarski nawyk w pisaniu?

    • krotkiporadnik

      Ja tego tak nie postrzegam. Na drugim czy trzecim roku studiów, w czasach kiedy Pudelek kwitł i był naprawdę czymś świeżym i miał inną formę od tej dzisiejszej, na studiach dziennikarskich, praca tam była naprawdę czymś fajnym, nawet z zawodowego punktu widzenia. Bardzo ćwiczyła warsztat, pisanie pod presją czasu itd. Jak już wspomniałam – nie pracowałam tam bo chciałam sobie poplotkować, tylko wierzyłam, że ma to wyższy cel i szerszy kontekst. Dlatego też nie mam teraz potrzeby pisania plotek czy pisania w dokuczliwym stylu, bo to nie był mój styl, tylko styl miejsca, w którym pracowałam. Ponadto, mój grzeczny styl niejednokrotnie przeplatany jest kurwami :)

      • Dlatego napisałam o nawyku pisania, a nie o Twoim stylu. A korzystasz z tego doświadczenia i wiedzy, które tam zdobyłaś teraz? Niektóre rzeczy nawet świętego są w stanie wyprowadzić z równowagi, a wtedy pozostaje tylko to jedno soczyste słowo ;)

        • krotkiporadnik

          Korzystam z doświadczenia i wiedzy warsztatowej. Wiele rzeczy z tzw. kuchni otworzyło mi oczy na świat showbusinessu, więc teraz inaczej trochę na niego patrzę. A charakter niestety mam taki, że prędzej skisnę niż komuś okażę werbalnie wkurwa :)

          • W świecie, w którym nikt nie mówi dziękuję, przepraszam i proszę, o czym ostatnio pisałaś, to miła nowość na polskim rynku, jednak trochę niezdrowa.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress