Nigdy nie chciałam być feministką

14 września 2016 Kobieta

Nigdy jakoś wyjątkowo dużo nie myślałam o feminizmie. No bo przecież o czym tu myśleć? Jest jak jest, jest dobrze, w moim otoczeniu dobrze traktuje się kobiety, więc o co ten cały hałas?

Mój dom był tradycyjnym domem, ale domem zrozumienia i dialogu pomiędzy moimi rodzicami. Mama pracowała, potem spokojnie mogła z pracy zrezygnować i zająć się domem. Tego chciała, realizowała się w ten sposób, a czasy spędzone z ze mną i z moją siostrą w domu wspomina do dziś, jako jedne z najpiękniejszych. Kiedy w wieku 38 lat postanowiła pójść na studia, nie było żadnych problemów natury: a po co ci to, a czy ty przypadkiem nie jesteś za stara i co z domem i dziećmi? Mama chciała, mama poszła, a rodzina się przeorganizowała. 

W takim domu byłam wychowywana .

Mój tata, ojciec dwóch córek, nigdy, przenigdy nie zasugerował nam, że brakuje mu syna, albo że na niego liczył, gdy mama była w ciąży. Nigdy nie było mowy o kolejce, którą chciał z synem budować, albo o meczu, który mógłby z nim obejrzeć. Kolejki miałam za to dwie, mnóstwo klocków lego, uwielbiałam uprawiać z tatą sport i go oglądać, a czas, który spędzialiśmy razem był czasem ojca i dziecka, a nie ojca i córki.

Nigdy nie przyszło mi do głowy, że można czuć się nieswojo z powodu własnej płci. Że w ogóle można z tego powodu głupio się czuć.

Przyszedł czas, w którym wyrwana z domowego bezpieczeństwa zaczęłam krążyć po świecie i pojawiać się w miejscach, w których byli ludzie wychowywani inaczej. Muszę też wspomnieć, że bardzo długo wierzyłam, że wszyscy ludzie są z zasady dobrzy, a zło jest tylko statystyczną mutacją i choć w przyrodzie występuje spektakularnie, to jednak dość rzadko.

Być może dlatego w jednej z moich prac nie miałam mojemu przełożonemu za złe, gdy zdenerwowany mówił do mnie "lalko", przed którą pojawiały się przeróżne określenia. No, po prostu się wkurzył, trudno. Do chłopaków mówił zawsze "stary".

Być może dlatego w innym biurze zupełnie przypadkowym wydawało mi się to, że pewnego dnia zostałam skrytykowana przez wyżej postawionego kolegę za buty, w których przychodziłam wówczas do pracy. Pracy za biurkiem, pracy bez kontaktu z klientem. Za to, że zimą chodziłam w uggach (eskimoskach), dostałam korytarzową życzliwą reprymendę, że nie wypada w takich butach przychodzić do pracy. Uwalone błotem buty do chodzenia po górach, czy puchate sportowe adidasy na nogach kolegi były ok, ale czarne czyste uggi w dobrym stanie nie.

Być może dlatego też zupełnie zmieniłam swoje zachowanie, gdy podczas wyjazdu integracyjnego w innej pracy, w trakcie zwykłego picia wódki, kolega powiedział mi, że jestem zbyt kumpelska, jak na dziewczynę przystało. Że powinnam uważać, bo takich kobiet się w tej firmie nie lubi.

Być może dlatego dopiero po roku słuchania jeszcze innego - żeby było śmieszniej - żonatego kolegi, zaczęło mnie już poważnie wkurwiać, gdy dawał mi rady dotyczące ubioru, wagi i mnie samej. Z "troski o mnie" mówił mi ile powinnam schudnąć, by on chciał się ze mną umówić. Jak długie spódniczki do moich odchdzonych nóg byłyby najlepsze. No i że nie mam żadnej depresji, tylko jestem za gruba i dlatego mi smutno.

Wtedy dotarło do mnie, że wokół mnie są ludzie, którzy uważają, że mogą posunąć się dużo dalej tylko dlatego, że jestem kobietą. Którzy moje zachowanie, poglądy i przekonania zawsze przepuszczają przez filtr mojej płci i dopiero potem są w stanie się odnieść do tego, co mówię.

Zaczęłam reagować na takie zachowanie i ogólnie stałam się bardziej asertywna wobec pewnych zachowań. Niestety, na wiele z nich nie miałam jak zareagować, bo oficjalnie nie mogłam wiedzieć o ich istnieniu. Mówię między innymi o zarobkach na równoległych stanowiskach, przy podobnym, lub przemawiającym na korzyść moją i moich koleżanek doświadczeniu.

Nigdy nie chciałam być feministką, bo feminizm to walka o równouprawnienie. A jeśli o coś się walczy, to znaczy, że coś jest nie tak. Że tej równości nie ma, a ja się na to nie godzę. Nigdy nie potrzegałam świata na jednych i drugich, białych i kolorowych, na kobiety i mężczyzn. Dla mnie wszyscy są ludźmi zasługującymi na taki sam szacunek, prawa, godność. Samo pisanie o tak oczywistych rzeczach wywołuje u mnie nudności. Nie mieści mi się w głowie, jak można inaczej postrzegać tak elementarne kwestie?

Nigdy nie chciałam być feministką, bo chciałam i chcę żyć w świecie bez podziałów. 

Ale żyję w świecie, w którym kobiety trafiają do więzienia za poronienie (Salwador). Żyję w świecie, w którym na karę śmierci skazuje się kobietę, która dopuściła się grzechu cudzołóstwa, czyli na nasz język: poszła z kimś do łóżka bez ślubu (Iran). Żyję w świecie, w którym więzienie może grozić lekarzowi walczącemu o życie brzemiennej kobiety, jeśli w wyniku tej walki płód lub dziecko nie przeżyje (Polska). Że do więzienia możemy trafić my, Kobiety, jeśli zostaniemy postawione przed wyborem: życie za życie, a w tym wyborze wybierzemy siebie.

Żyję w świecie, w którym za brutalny gwałt, którego świadkowie byli tak zdruzgotani, że zeznając nie mogli powstrzymać szlochu, gwałciciel zostaje skazany na pół roku więzienia i wychodzi z niego po trzech miesiącach, bo sędzia uważa, że 20 minut nie może zaważyć na życiu młodego obiecującego człowieka (USA)Żyję w świecie, w którym kilka miesięcy później inny sędzia pyta ofiarę gwałtu, czy po prostu nie mogła trzymać kolan razem, albo czy nie dało się przycisnąć miednicy tak mocno do blatu, by oprawca nie miał jak się dostać do pochwy? Podczas tego samego procesu sędzia udzielił porady oskarżonemu o gwałt mężczyźnie, by sam zapamiętał i przekazał znajomym, żeby byli o wiele bardziej delikatni w stosunku do kobiet. Żeby byli wobec nich bardziej cierpliwi i ostrożni, by chronić samych siebieCierpliwi wobec kobiet, by nie popaść w kłopoty. 

Obaj gwałciciele są dziś na wolności. Jeden po niewyobrażalnie niskim wyroku, drugi czeka na apelację. Ich ofiary wciąż dochodzą do siebie po traumie i horrorze, jaki został im zafudnowany. Sędziowie w imieniu prawa użalają się nad oprawcami, pozostawiając ofiary z ich tragedią, wieńcząc ją napisanym między wierszami komentarzem o tym, że kobiety po alkoholu po prostu zawsze chcą seksu, a to, że jest czasem brutalny, niekoniecznie musi być złe. Dlatego warto być bardziej delikatnym, by nie popaść w kłopoty.

Nigdy nie chciałam być feministką, ale żyję w świecie, w którym po prostu nie można żyć inaczej. Taki świat jest obrzydliwy.

Podobne wpisy

  • Natalia

    Sama prawda. Niektorzy faceci sa cudowni, ale wiekszosc z nich to swnie. Traktuja kobiety tylko jako obiekty seksualne, w ogole ich nie szanujac. Mimo tego, ze w wielu aspektach zycia jestesmy rownie dobre badz lepsze to i tak czesto uwazane za mniej inteligentne. O sprawie gwaltu nawet ciezko jest myslec bo to co sie dzieje to juz ostatnie skurwysyństwo.

    • Nie tylko mężczyźni zachowują się protekcjonalnie i szowinistycznie wobec kobiet. To nie tak, że tylko faceci są ble i najgorsi i źli. To w tym wszystkim jest również bardzo smutne.

      • Zgadzam sie! Czesto kobiety same o sobie mówią źle, albo pretensjonalnie, w ramach żartu. Trzeba. mieć do siebie dystans I śmiać się z siebie, ale mówienie o sobie, że się nie umie prowadzić auta bo jest się kobietą, albo tłumaczyć brak pohamowania w emocjach okresem sprawia, że jesteśmy traktowane i widziane jako mało inteligentne I targane emocjami I hormonami I nie umiemy same myśleć ani podejmować decyzji.

    • Ola

      No i za takie właśnie wypowiedzi dostaje się feminizmowi. Potem wstyd powiedzieć, że się jest feministką bo to dla wielu równa się byciu sfrustrowaną i nienawidzącą mężczyzn.Większość facetów nie jest zła, takie mówienie to seksizm. Nie należy walczyć z mężczyznami, a z tym jak funkcjonuje nasze społeczeństwo. Zwracać uwagę na dyskryminację, edukować przyszłe pokolenia. No i kobiety potrafią być nie raz większymi szowinistkami niż mężczyźni

      • Dokładnie! :) Poza tym niestety, ale często trafiamy na takich mężczyzn jakimi same jesteśmy kobietami… Niektóre kobiety nie biorą odpowiedzialności za siebie, swoje zachowanie i swoje życie, a później za wszystko winią mężczyzn. Ja uważam, że świat jest pełen wspaniałych ludzi, zarówno kobiet jak i mężczyzn, a widzi się i trafia się po prostu najczęściej na to, czym samemu się emanuje.

  • myślę, że dochodzi się w pewnym momencie życia do takich wnioskow. ja też kiedyś nie myślałam o feminizmie w ogóle, mnie akurat olśniło na urlopie macierzyńskim – wcześniej mi się wydawało, że jakbym żyła w czasach, w których siedzenie w domu kobiet to norma to bym się z tym pogodziła. posiedziałam parę miesięcy z dzieckiem w domu zrozumiałam co to jest i od czego uwolniły nas feministki dając nam dostęp do pracy na równi z mężczyznami.
    ciekawy aspekt poruszyłaś – dotyczący komentowania jednopłciowości dzieci („mecz bym z synem obejrzał”, „kolejkę bym mu kupił”). wiesz, to jest tak głęboko zakorzenione w naszym społeczeństwie… ten ideał rodziny, która składa się z dzieci obojga płci. w środowisku matek często padają utyskiwania na komentarze „życzliwych”: „a co zrobicie jak będzie trzecia dziewczynka?” „dwóch chłopców i dziewczynka? TO WRESZCIE RODZINA W KOMPLECIE”, itp
    może to już wtedy się zaczyna?
    pozdrawiam

  • To jest cholernie przykre, że tak jest i aż mnie skręca jak czytam o tych wszystkich strasznych rzeczach, na jakie narażone są kobiety, praktycznie na całym świecie. Też bym chciała nie musieć walczyć o swoją godność i prawo do tego, aby być traktowana z szacunkiem, a moje nie, znaczyło nie. Pocieszające jest to, że rośnie świadomość zarówno kobiet jak i mężczyzn, że każdy ma prawo do życia na swój sposób, w poszanowaniu praw innych. Mimo wszystko, jeszcze sporo musi się zmienić, aby kobiety były traktowane na równi z mężczyznami jeśli chodzi o płace, pracę, standardy etyczne i moralne.

  • Magda

    „sędzia uważa, że 20 minut nie może zaważyć na życiu młodego obiecującego człowieka (USA).” – czytając o tej sprawie natknęłam się na informacje, że to słowa ojca chłopaka, a nie sędziego. Choć oczywiście wymiar kary zastosowany przez sędziego jest skandaliczny i sędzia poprzez to zdaje się przychylać do słów ojca.

    • Tak, to słowa, które ojciec chłopaka wypowiedział tuż po ogłoszeniu wyroku. Skład sędziowski tak później uzasadnił też zwolnienie Brocka Turnera po trzech miesiącach, że ten czyn nie może przeważyć na całym życiu chłopaka. Połączyłam te dwie wypowiedzi w jedną, bo zdaje się być identyczna.

  • Tusky

    Bullshit

  • Dawno mnie tu nie było. Zajrzałam, a tu takie piękne zmiany wizualne i ty – taka sama. Same dobre wiadomości :)

  • Bardzo duże wrażenie wywarło na mnie to, co napisałaś. Ciężko mi się odnieść, więc napiszę tylko, że mega Cię rozumiem i się zgadzam.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress