Justyna, nie rób sobie tego

19 lipca 2017 Głowa

Gdy byłam młodsza w mojej rodzinie mityczną rolę odgrywała Silna Wola. Człowiek posiadający Silną Wolę był doskonały, szlachetny, odważny i po prostu miał charakter. Jako dziecko do krwi obgryzałam paznokcie. Ba, obgryzałam je w ten sposób do 24. roku życia! Prócz wstydu za paskudne dłonie, odczuwałam też olbrzymi wstyd za to, że nie potrafię sobie powiedzieć "nie" i nie obgryzać. Miałam słabą wolę. Nie byłam przykładem do naśladowania.

W wieku 24 lat przed pewną ważną randką poszłam do manicurzystki i wybłagałam ją o ratunek. Przez kilka godzin milimetr po milimetrze przedłużała żelem moje krwiste kołki, aż doszła do normalnej długości paznokcia. Kilkanaście tygodni noszenia żelu na dłoniach spowodowały, że nawyk cudownie zniknąl, a ja odzyskałam paznokcie i poczucie własnej wartości w obrębie dłoni.

Potem zrozumiałam, że coś takiego jak Silna Wola jest czymś tak mitycznym jak odpukiwanie w niemalowane drewno, albo krakanie. Brak "Silnej Woli" to najczęściej cały wachlarz różnych zaburzeń, braku motywacji, stanów depresyjnych i lękowych. U mnie brak "Silnej Woli" zaczyna się w żołądku, który wiecznie domaga się jedzenia. Podwójne posiłki, posiłki między posiłkami oraz przystawki do tychże.

6 tygodni temu weszłam na wagę i prawie zemdlałam. Ponad 98 kilogramów rozłożonych w moim 160-centymetrowym ciele. Być może to był mój wake up call, bo pomyślałam sobie o tym, że jeśli przekroczę magiczną liczbę 100, po prostu coś się we mnie zmieni na zawsze. No, przynajmniej tego się obawiałam.

Trzymam się zdrowego jedzenia od ponad miesiąca. Wzięłam siebie sposobem i zamówiłam dietę pudełkową. Ani jednego grzechu w postaci dodatkowego posiłku. Jeśli mam ochotę zjeść coś, czego nie mam w menu, oddaję Krzyśkowi któryś z posiłków. Jeśli nie mam ochoty na któreś danie, nie jem go, w zamian jedząc sałatkę z pomidorów, albo pomidory z cebulą na waflach kukurydzianych lub ryżowych - taka moja namiastka najbardziej letnich kanapek mojego dzieciństwa. Nie piję alkoholu (nie robię z tego zasady, ale staram się zostawiać go sobie na specjalne i jednak rzadkie okazje), nie jem słodyczy i mam za sobą zrobienie dwóch dużych tiramisu, po których nawet nie oblizałam łyżki.

Dostałam także leki, które pomagają mi poradzić sobie z napadami jedzenia, bo - jak wiecie, lub nie - mam zaburzenia odżywiania w postaci kompulsywnego objadania się. Mam wrażenie, że działają, bo od dwóch tygodni potrafię spokojnie zasnąć i nie muszę nic jeść przed snem, ani nie łapie mnie panika, że już dziś nie będę mogła nic wziąć do ust. Nie chcę też się brać gwałtem, więc jeśli skręca mnie z głodu - jem. Pomidory, ogórki, wafle ryżowe, lub sałatę z cienkim vinegretem.

Było kilka sytuacji stresowych, w których normalnie poszłabym do sklepu i kupiła coś do rozładowania stresu. Pewnie zupkę, pewnie cheetosy, pewnie znalazłby się tam i kabanos, chleb tostowy i tona żółtego sera.

Jak zawsze wychodziłam z domu i szłam do sklepu. Snułam się pomiędzy półkami, ale oprócz dręczącej myśli o tym, jak zaraz wszystkie smaki wzmocnione glutaminianem wypełnią moje podniebienie, myślałam też o tym, ile już wytrzymałam, że zaczęłam odzyskiwać kontrolę, że są pierwsze efekty. Chodziłam między regałami wypchanymi ulgą i mówiłam pod nosem: Justyna, nie rób sobie tego. Nie warto. I wracałam do domu z pomidorem, pietruszką i cebulą, którą później jadłam na kolację. Zasypiałam bez poczucia winy i kamienia w żołądku.

Nie mówię, że to idealne rozwiązanie, ale mam wrażenie, że wreszcie robię coś w całkowitej zgodzie ze sobą i dla siebie. Mam poczucie, że nie pozbawiam się czegoś, ale coś sobie daję. Tak, jakby ciało i dusza miały wreszcie okazję połączyć się w jedną część. W żółwim tempie, ale zauważalnym dla mnie.

Co najbardziej przełomowe, mam wrażenie, że wreszcie zrozumiałam, że taki powrót do siebie i do formy jest procesem i to długotrwałym i że nie działa na zasadzie wszystko, albo nic. Dotychczas jedno odstępstwo od diety potrafiło ją zatrzymać, bo miałam poczucie porażki, rozczarowania i przerwania jakiegoś łańcucha.

W trakcie ostatnich sześciu tygodni poza pudełkami jadłam pyszny ramen w Vegan Ramen Shop, byczy won-ton w Nam Saigon i prawdziwą "zupkę chińską" z Japonii (cóż za oksymoron!). Jadłam czereśnie, ktorych nie miałam w diecie, ale nie chciałam pozbawiać się smaku moich ulubionych owoców. Byłam na obiedzie u pełniącej obowiązki Teściowej i jadłam ziemniaki, kurczaka, domową pomidorówkę. 

Bilans na dziś to pięć kilogramów na minusie. Dziś zaczęłam też drugi miesiąc pudełek i testuję sobie jak smakuje życie bez glutenu i laktozy, ale jako, że jadę na weekend do mamy, a potem ona przyjeżdża do mnie, to robię kilkudniową przerwę od cateringu.

Jak tym razem mi się udaje wytrwać? Kompletnie nie wiem, co przestawiło się w mojej głowie, ale postanowiłam zrobić to tym razem po prostu inaczej. Łagodnie, z życzliwością do siebie samej, z planem na to, żeby zadbać o siebie wewnętrznie i zewnętrznie. Uprawiam nieśmiało nieme afirmacje i przez pół dnia pracy mam przed sobą lusterko do makijażu i odkrywam, że bez makijażu też można coś w sobie polubić. Spoko kolor włosów, ładne brwi, sensowne usta i oczy - wiadomo. Na przekór sobie noszę kolorowe ubrania, maluję usta na intensywny kolor, oglądam sobie sporo ciuchów i sukienek w necie i planuję, które sobie kupię z następnej wypłaty.

Nie spinam się tym, że jako świadkowa na ślubie mojej siostry będę wyglądać grubo i że natychmiast muszę coś zrobić, by w dwa miesiące schudnąć 15 kilo. Zależy mi na tym, by zdrowo zejść do prawidłowego BMI, bez efektu jojo, za to z trwałą zmianą w myśleniu. Nie chcę robić nic na wyścigi - chcę dotrzeć do mety. A czy truchtem, czy marszem to kwestia drugorzędna.

Podobne wpisy

  • Ka Mila

    Nie wiem dlaczego ale bardzo mnie wzruszył ten post. Przesyłam Ci tonę miłości i dobrek energii! To w jaki sposób jesteś sama dla siebie jest cudowne ! Tak trzymaj ❤

    • Cieszę się! Dziękuję za tonę ciepłych słów!

  • Ne mo

    Doskonale Cię rozumiem, to bardzo ważne, aby robić „to” w zgodzie ze sobą, z resztą wiem to po sobie, bo kilka(naście?) lat zajęło podjęcie mi podobnej decyzji. Tak jak Ty miałam kiedyś zdiagnozowane kompulsywne objadanie się, problem po terapii bardzo się uspokoił, ale bardzo zainteresowały mnie tabletki, o których piszesz, co to, skąd to, pomaga czy też nie? Walczę cały czas ze swoją wagą, wiem co powinnam robić, lubię swoje ciało, ale to nie jest to, pewnie wiesz dokładnie o czym mówię. Będę wdzięczna za odpowiedź :)

    • Powiedziała mi o nich znajoma farmaceutka, że jest nowość na rynku. Poszłam do dietetyka, ten powiedział, że mogę spróbować, ale wolałam skonsultować się z psychiatrą, bo to leki działające na OUN. Lek nazywa się MySimba, jest wydwany na receptę i musi być brany pod ścisłą kontrolą lekarza.

  • Klaudia

    bo podstawa, to być dla siebie dobrym i znaleźć sposób, który pozwala nam osiągnąć cel i czuć się dobrze ze sobą. bez poczucia winy i ciągłych pretensji do siebie.
    powodzenia i radości z osiąganego sukcesu! :)

  • Tekstualna

    Nie wiem, jak dla innych ale dla mnie jesteś prześliczna i szalenie atrakcyjna, kobieca i do zjedzenia na miejscu!

    • No ja nie wiem, ja chyba dzisiaj nie pójdę spać, bo jak czytam tak miłe rzeczy, to aż serce mi wali. Dziękuję :* <3

  • inkaniekawa

    mądra, piękna i świadoma zuch dziewczyna :) gratulacje i baaardzo mi imponujesz!

  • Doris

    To co opisałaś ja nazywam silną wolą, ależ mamy rozbieg w nazewnictwie! Nie odkryłam jeszcze niestety co powoduje przełączenie tego magicznego przycisku w głowie, że człowiek nagle rozumie, przestaje się spinać i działa z większą świadomością. Ech, gdyby ktoś mi zdradził ten sekret w czasach nastoletnich…ile stresu mniej bym miała za sobą…

  • Józek

    Przez przypadek trafiłem na ten artykuł – dawno nie odwiedzałem tego bloga z oczywistych powodów, kto ma w dzisiejszych czas chwilę na czytanie o oczywistościach. Zachęciło mnie chyba zdjęcie – udane. Przeczytałem tekst i boli mnie mózg od tego wszystkiego. Zadaje sobie pytanie, po co się tak uzewnętrzniać i to w tak prosty i nachalny sposób? Skąd tak chęć „parcia na szkło”? Odnośnie samej treści, to gratuluje oczywiście systematyczności, ale jak to jest w ogóle możliwe żeby ważyć tyle ile prawie dwu metrowy mężczyzna?

    • Cześć Odważny Człowieku Który Nigdy Nie Podajesz Imienia I Nazwiska.

      Zadaję sobie pytanie: po co człowiek, nie posiadający czasu na czytanie oczywistych oczywistości sam trafia regularnie w to miejsce, które za każdym razem mu się nie podoba, tylko po to, by o tym powiedzieć? Cóż za straszliwe marnowanie energii i cennego czasu! Po co się tak uzewnętrzniać z opiniami i to w tak nahalny i sposób?

      Z chęcią też odpowiem Ci na pytanie dotyczące wagi odpowiedniej (Twoim zdaniem) dla niemal dwumetrowego mężczyzny. Otóż „Józku”, człowiek, który za dużo je, przyjmuje zbyt dużo kalorii, których nie jest w stanie spalić. Niespalone kalorie przekształcają się w tkankę tłuszczową, a ta powoduje przyrost wagi, a w konsekwencji sprawia, że człowiek robi się gruby. To tak w dużym skrócie, ale chciałeś wiedzieć, jak to możliwe. No więc tak działa przemiana materii.

      Niesamowicie mnie bawią Twoje komentarze tym bardziej, że zastanawiam się gdzie i kiedy nadepnęłam Ci na odcisk, że już tyle czasu próbujesz mi się odgryźć w komentarzach. No, ale Twoje parcie na szkło się opłaciło: zauważyłam Cię. Ba, nawet Ci odpisałam!

      Możesz spać spokojnie.

  • Jolanta Kwaśniak

    DIETA PODOBNO REWELACYJNA ALE RÓWNIEŻ JEST JEJ CENA 1500 ZŁ MIESIĘCZNIE BEZ WEEKENDÓW. LEKKA PRZESADA. POZDRAWIAM

    • Nie wiem, gdzie sprawdzałaś, ale ja mam pełny miesiąc z weekendami za niecałe 1400. Podrawiam.

  • Michalina

    śliczna z Ciebie dziewczyna i małymi kroczkami, konsekwentnie dojdziesz do wyznaczonego celu. Ja zawsze sobie powtarzam, że nie ma znaczenia że efekty mogą pojawić się dopiero za np. kilka miesięcy – przecież ten czas tak czy inaczej upłynie a ja będę bliżej celu. Trzymam za Ciebie kciuki:)

    • Dziękuję Ci bardzo za słowa wsparcia. Masz całkowitą rację! :)

  • Justyna, ten wpis jest świetny, a Ty jesteś naprawdę mega dziewczyną. Boże, nigdy nikomu obcemu tego nie mówiłam! Powodzenia, ściskam kciuki, i zbanuj Józka, bo nawet mnie wkurwia :D

  • Kasia Dubkiewicz

    Pełna podziwu dla Pani szczerości i mądrości trzymam kciuki, wierzę w Panią całym serduchem!

  • Ależ Ty jesteś fajna! Trzymam kciuki za to, żeby to poczucie współgrania duszy i ciała zostało z Tobą na zawsze :-) :-****

  • Monika

    Mogłabyś zdradzić jaki lek pomógł w opanowaniu kompulsywnego obżerania?

  • Monika

    Zajrzałam na fb (jestem „nowa”) i w szoku jestem. Gdzie Ty masz te kilogramy?? Że niby ponad 30kg nadwagi?? Ja widzę śliczną dziewczynę i nie wyobrażam sobie aż takiego schudnięcia! Same kości to też nie jest fajne. Ciałko jest seksi u kobiety. Wyglądasz też dużo młodziej niż mówi metryka. Czyli coś te liczby u Ciebie oszukują ;)
    A kompulsywne obżeranie to niestety też i mój problem (tyloletni że przerażające) ale ja wyglądam marnie niestety (m.in. zbyt szczupło, brak mięśni). Nie jest to jedyny problem-ani psych ani fiz. Co gorsze właściwa zdrowa dieta od dawna jest bardzo istotna dla mych problemów zdrowotnych, ale niestety nie byłam w stanie tego ogarnąć. Ostatnio jeszcze łuszczyca doszła (są też od dawna alergie) więc gluten, nabiał, cukier koniecznie powinnam odstawić. Ale gdzie tam! Właśnie miałam teraz trzydniową biegunkę po zamówionej o drugiej w nocy pizzy (fakt że byłam po alko ale biegunka chyba raczej nie od alko). Brałam przeterminowany o rok nifuroksazyd czy jakoś tak, i niby działał, ale coś złego dzieje się dziś z nerkami (ból pleców, spuchnięte nogi). Czyżby skutki uboczne tego leku (a ponoć działa tylko w jelitach) czy może kolejna jakaś faza zatrucia, może jednak ten alko (duża ilość wmuszana wręcz niewiadomo po co skoro nic pozytywnego nie daje)? Ale dopiero trzeciego dnia by obciążył nerki? Nie od razu? Zdecydowanie za mało też dzisiaj piłam (wody oczywiście;)) i to też błąd. Teraz nadrabiam na noc ale czy przy spuchniętych nogach dobrze jest pić dwa litry wody jeśli na codzień nawet litra nie piję przeważnie? Coś mi się kojarzy że nie bardzo. Ale zwyczajnie chce mi się teraz pić cały czas. No nic, odstawię już lek, zobaczymy jutro. Ale ten ból pleców jest niepokojący. Heh.. Cały organizm już do całkowitej renowacji-i to niestety fakt a nie użalanie. Nie miałam nawet zamiaru teraz nic pisać o sobie (ew jedynie wspomnieć że nie obcy mi dramat obżerania wbrew sobie) ale jak już zacznę pisać to niestety się rozpisuję:/

    • A myślałaś może o wizycie u dietetyka lub psychodietetyka?

  • Anna

    Może i (chwilowo) ważysz za dużo, ale twarz masz przepiękną, a uśmiech to już w ogóle och <3

  • Kasia

    Jeszcze tak niedawno pisałaś posta o tym, jak zaczęłaś w miarę regularnie ćwiczyć i się ruszać.. Przy zachowaniu tamtej dyscypliny aż tak bardzo przytyłaś, jak to możliwe?

    • To niedawno było w listopadzie zeszłego roku, o ile dobrze pamiętam. Dwa tygodnie po napisaniu tego wpisu tuż po treningu skręciłam nogę i wylądowałam w ortezie. Nie poddawałam się i chodziłam nadal na treningi. To był błąd, bo przeciążyłam nogę i trzy tygodnie później miałam już zerwane więzadła i torebkę stawową. To mnie unieruchomiło do lutego, w lutym zaczęliśmy robić remont i zdrowe gotowanie nie wchodziło w grę (przy braku kuchni) a cała kasa leciała na remont. Gdy zaczynałam treningi ważyłam 93kg. W czerwcu moja waga sięgnęła 98kg. Dzisiaj na wadze zobaczyłam 91.8, więc po roku udało mi się zejść z wagi. Teraz ruszam się głównie w wodzie, żeby odciążyć stawy, na cięższe sporty przyjdzie czas jak ja sama będę lekka.

      • Kasia

        Kurde, sama borykam się z kontuzją kolana, wiem jaki to ból. Trzymam kciuki, powodzenia :)

  • Neeze

    Tak z ciekawości, jaka dietę wybrałaś? Ile kcal?
    Ja tez od jakiegoś czasu mam Dietę pudełkowa :)
    Gratuluje efektów :)

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress