Nie ma próbowania

26 sierpnia 2015 Blog

Pobudka o 6:30. Czajnik na gaz, a w tym czasie poranna toaleta. Mydło, szczoteczka do zębów, krem do twarzy. Potem kilka ruchów grzebykiem, psik dezodorantem i włożenie łańcuszka na szyję. Zalać kawę, upić na szybko kilka łyków, włożyć buty i wyjść po bułki na śniadanie i przy okazji wyprowadzić pieska. Na klatce schodowej spytać sąsiadkę o zdrowie, powiedzieć kilka "dzień dobry" na osiedlu. Znać wszystkich dookoła i mieć swoje małe skromne rytuały.

Mniej więcej tak wyobrażałam sobie kiedyś bezpieczeństwo. Nie wiedzieć czemu, zawsze kojarzyło mi się ze starością i skromnością. Nigdy nie wyobrażałam sobie bezpieczeństwa inaczej, niż dziadkopodobnego mieszkania w bloku, wychodzenia na poranne zakupy, kojarzenia i dobrego znania sąsiadów, chlipania herbatki z filiżanki i gotowania dwudaniowego obiadu, którego składnikiem zawsze są ziemniaki.

W życiu nie pomyślałabym, że bezpieczeństwo wcale nie musi się mieścić w ramach, w dodatku dość ciasnych i nudnych. Zanim zdążyłam zobaczyć, że może mieć ono inny smak i wcale nie mieć wieku, zdążyłam się wpędzić w totalne poczucie niedoczasu, że ta starość chowa się za rogiem, a ja jeszcze nie zdążyłam zrobić tylu rzeczy.

Zmądrzeć, przeżyć wakacji jak z teledysku Dj Tonki "She knows you", zakochać się na zabój jako dorosła osoba. Nie zdążyłam nawet kupić sobie własnego samochodu, bo wybierałam zawsze komunikację publiczną, żeby móc pospać, poczytać i posłuchać ludzi. No i przerażały mnie ceny benzyny. Dzieci też nie zdążyłam mieć, ani nawet nie byłam nigdy blisko sytuacji, w której posiadanie dziecka byłoby w ogóle jakąś opcją. Zawsze wszystko powierzchowne, na niby. Niby razem, ale wiesz jak jest. Nie zdążyłam też obejrzeć "Gwiezdnych Wojen", bo jako życiowa emerytka będę wolała się skupić na tanich gazetach, cykaniu zegarka w kuchni, letniej kawusi i krzyżówce, niż na naparzaniu się wiązkami światła. Wspomnienie tu o "Gwiezdnych Wojnach" jest tu dość ważne, ale to potem.

Generalnie miałam wszyte to w DNA, że bezpieczeństwo to stabilizacja, a stabilizacja, to fizyczne zakorzenienie, jakaś nieruchliwość, meta i koniec biegu. Niedobrze mi się robiło od słuchania ludzi, z których ust wypadały z impetem słowa klucze: wyzwanie, przygoda, nowe cele, rozwój, otwartość na nowe rzeczy i sytuacje. Ja chciałam być otwarta jedynie na perspektywę herbatniczka do popołudniowego seansu "Plebanii". Słowo, kuźwa, honoru.

Młodość ma jednak pewną niezbywalną cechę: nie jest starością. Pewnego dnia, niczym młodzieńczy trądzik, zaczęła wyłazić ze mnie porami skóry, czy tego chciałam czy nie.

Pewnego dnia, wszystkie nie mogę, nie mam z kim, nie mam dla kogo, tak na serio sobie przetrawiłam. Standardowe nie mogę skontrowałam prostym pytaniem: bo co?! Każde: nie mam z kim zaczęłam sobie tak rozpracowywać, że starałam się tego kogoś pozyskać pytając znajomych, przyjaciół i rodziny, albo po prostu robiłam coś sama. Na przykład sama pojechałam pod swój własny namiot, a znajomi jakoś się znaleźli. Nie mam dla kogo pewnego dnia oburzyło mnie samą, bo pod nosem sobie warknęłam: No jak to? A co ze mną?

No właśnie, człowiek pamięta o racie za mikser, a zapomina o sobie.

W lipcu przeczytałam genialny wywiad z Natalią Przybysz w Zwierciadle, która opowiadała, że jej guru od śpiewu polecił jej kiedyś, żeby każdą piosenkę o miłości, najpierw zaśpiewać do siebie. Śmiejcie się, ale to mnie po prostu pozamiatało.

My, parszywcy, zachowujemy się jak najgorszy rodzaj roszczeniowego petenta. Chcemy, nie mamy, więc wciąż żądamy. Oczywiście nic nie dostajemy od losu za free, więc wciąż mamy do tego losu o to pretensje. A pretensje rodzą frustrację, a frustracja z nas robi zgorzkniałych, pozamykanych, zazdrosnych i zawistnych typków, z którymi wstyd stać w kolejce.

Bo pilnowanie własnych interesów to nie jest to samo, co dbanie o siebie. Lubienie siebie. Zadawanie sobie pytań i poszukiwanie odpowiedzi.  Na przykład, czy lubię ludzi, którymi się otaczam? Czy spełniam się w pracy, którą mam? Czy mam jakąś rzecz, o której marzę? I czy ta rzecz jest obiektywnie możliwa? Czy mnie bawią takie, a nie inne relacje? Czy osoby, które nazywam przyjaciółmi, naprawdę postrzegam jako przyjaciół? Czy są rzeczy, na które czuję się skazany? Czy są jakieś rzeczy, których mi brakuje? Czy czegoś mi potrzeba?

A potem...

Powodów, dla których warto obejrzeć klasykę w postaci "Gwiezdnych Wojen" jest sporo, ale jednym z nich, jest kilka mądrych zdań, które uważam za klucze do lepszego życia. Bez wdawania się w szczegóły, w V części (Imperium Kontratakuje), jest motyw mistrza Yody i jego ucznia, czyli Luke'a Skywalkera. Ten pierwszy go trenuje i pokazuje mu, jak wielką ma moc, którą jednak musi nauczyć się władać. Luke ćwiczy, stara się, jednak co chwilę coś go rozprasza, bo skupia się na niewłaściwych rzeczach, mimo, że drzemie w nim olbrzymia moc i talent. Po którejś z porażek, następuje wymiana zdań, która mnie życiowo otrzeźwiła.

Yoda: Musisz oduczyć się tego, czego się nauczyłeś i uczyć się od nowa.

Luke: Dobrze, spróbuję.

Yoda: Nie! Nie próbuj. Rób, albo nie rób. Nie ma próbowania.

Chwilę później ma miejsce scena, w której Luke'owi nie udaje się za pomocą swojej mocy wyciągnąć z bagien swojego statku, którym niefortunnie w nim wylądował. Yoda robi to więc za niego i mimo, że dzieje się to na oczach Luke'a, ten nie potrafi pojąć co się stało.

Luke: Nie mogę w to uwierzyć...

Yoda: I dlatego ci się nie udaje.

Między innymi na tym momencie musiałam mocno zaciskać gardło, by towarzystwo, z którym miałam zaszczyt ten film oglądać (oni pewnie po raz szesnasty), nie uważało mnie za pannę, która węszy melodramat nawet w epickim filmie science-fiction.

No, bo przecież jak cokolwiek, nawet najmniejsza rzecz, może się udać bez przekonania, że jesteśmy w stanie to zrobić? Połowy rzeczy nawet nie spróbujemy, w przekonaniu, że zakończą się porażką, a drugą połowę spieprzymy przekonaniem, że jesteśmy właśnie w trakcie odnoszenia porażki.

To właśnie wtedy najczęściej się cofamy. Rezygnujemy z czegoś, pozostajemy przy czymś znanym i wymoszczonym, tylko dlatego, że czujemy się tam bezpiecznie. Bezpiecznie czyli wolni od porażki. No bo niby porażki nie da się odnieść, nie robiąc niczego. Moim zdaniem jednak, porażką jest właśnie niepróbowanie.

Strach jest czymś, co wpędza nas w zapierdziałe fotele i w myślenie o tym, że nie damy rady. Kilka dni temu podjęłam decyzję, jedną z tych życiowych (na ten moment) i od kilku dni wciąż męczy mnie strach, że nie dam rady, że będę zmęczona, że zrezygnuję i się poddam. Tak, jakby to zależało od jakichś innych czynników, a nie ode mnie. Przecież to ode mnie zależy, czy mi się uda i powiedzie. Przecież wystarczy uwierzyć, że mi się uda.

I to właśnie tam, gdzie ta wiara mieszka, a dobre myślenie się dzieje, jest bezpiecznie. I co ważne dla mnie i dla Was, to miejsce po grób będziecie mieć zawsze przy sobie.

Podobne wpisy

  • Mania

    O rajuśku, jak ja Cię lubię :) świetny, świetny tekst :)

  • Kinga Mrożek

    Czekałam na Ciebie, na tekst. Jesteście. Tekst jak zwykle celny, niezawodny, mądry. Mam nadzieję, że wakacje udane, widać,że Ci służyły ;-) dobrze,że już jesteś. Pozdrawiam :-)

  • callay

    Hmm… wcześniej też miałam takie skojarzenie z bezpieczeństwem. Rezygnujesz z wyzwań, bo tak jest bezpieczniej, bo wtedy nie ma porażki. Aż pewnego dnia uświadamiasz sobie ile w życiu straciłeś, bo nigdy nawet nie spróbowałeś, a ile mogłeś osiągnąć. Super post. Kto wie, może zmieni coś w moim życiu :)

  • dziękuję Ci za ten tekst..ja w siebie znów zwątpiłam. ze nie umiem pisać. że nie podołam. ze nikt nie bedzie czytał. że i tak mnie oleją/wysmieją/obejdą łukiem szerokim…a przecież to ode mnie wiele zależy. tylko tej pewności jakos brak. czas wziąć się w garść. głowę pochyloną podnieść w górę i powtarzać sobie”dam radę” :)

  • m0gart

    Klasyczne zagadnienie co do strefy komfortu ;) Obawiamy się tego, co nieznane, dlatego siedzimy w miejscu i otaczamy się tym, co niegroźne i oswojone. Ale faktem jest, że wiele się o tym mówi, lecz z działaniem różnie bywa, bo nieznane napawa nas lękiem. Boimy się tego, co za horyzontem, więc zostajemy w swoich fotelach z kubkami słodkiej herbaty w dłoniach. Herbata nas jednak niczego nie nauczy, a fotel nie poniesie w rejony, w których czekają nowi ludzie i nowe doświadczenia.
    Cytując Marka Twaina: Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował
    tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść
    bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij,
    odkrywaj!

  • Krzysztof Pawlus

    The force is strong with this one…

    • Tony Halik

      Yes, but those are not the droids yo’re looking for :)

  • Ewa

    ” męczy mnie strach, że nie dam rady, że będę zmęczona, że zrezygnuję i się poddam.”
    Och, to najwyżej się poddasz jak uznasz, że nie dajesz rady, bo tak też się dzieje i nie ma w tym nic złego. Musimy być świadomi naszych ograniczeń, ale świadomość ta powinna wynikać ze sprawdzania a nie z błędnych przekonań nie popartych żadnymi dowodami.
    Przynajmniej będziesz miała świadomość tego, że próbowałaś! Powodzenia!! :)

  • Monika

    genialny tekst- inspirujący :)

  • Maria

    Dziękuję za ten „zapierdziały fotel”, naprawdę. Tzn. cały tekst bardzo mnie rozgrzał, ale dopiero na „zapierdziałym fotelu” przestawiła mi się pewna klapka. Cudownie. Jeżeli masz tak pisać kosztem dłuższych przerw, to przerywaj jak najwięcej.

  • Zuzanna S

    Super tekst, i tak jak niżej Kaloshka odniosłam go do mojego pisania, do mojej chęci prowadzenia bloga :) Trzeba w siebie wierzyć, każdy inny może się od nas odwrócić, my sami ze sobą będziemy całe życie.

    zuzannaposzukuje.blogspot.com

  • kasia

    świetne masz teksty, bardzo mądre i dojrzałe. Widać, że sama naprawde przerabiasz w głowie te wszytskie rzeczy o których piszesz!! Oby tak dalej i powodzenia !!!

  • I to jest prawda Kobieto, jak w mordę strzelił trzeba ruszyć ten tyłek z kanapy i próbować, droga do celu jest ważniejsza niż jej koniec. Ja wolę próbować, ponosić klęski ale wiedzieć, że nie skończyło się na czczym gadaniu:) Trzymam kciuki!

  • Bartek

    Świetny tekst. Mam ostatnio podobne przemyślenia i podjąłem w końcu pewne decyzje, które odwlekalem długo, a które mogą w ciągu najbliższych tygodniach wywrócić życie do góry nogami. Ale musze to zrobić, żeby ruszyć dalej:)

  • Piękne i mądre słowa, w pełni się zgadzam.

  • Klaudia

    Daje do myślenia, dziękuję :)

  • Marta

    Uwielbiam czytać twoje teksty bo co i rusz mi pocieknie łezka, ale taka pozytywna. Bo wiem żę są ludzie o podobnej wrażliwości i patrzeniem na świat :)

  • Starsza Pani po 30

    im jestem starsza tym mniej boję się nowych wyzwań i coraz bardziej wierzę w powodzenie wszystkiego, czego się podejmuje:) taka jest moja „starość” i mam nadzieję, że sie to nie zmieni – lubie siebie taką:D

  • po prostu dziękuję .

  • Katarzyna Walkiewicz

    jesteś super:) dzięki :*

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress