Co musisz wiedzieć o psychoterapii?

Chodzisz do szkoły, albo studiujesz. Może masz pracę, jesteś w związku, albo jesteś sam. Może jesteś szczupła, albo masz nadwagę. Masz kochającego partnera, albo egoistycznego męża, który Cię nie rozumie. Może jesteś ekstrawertyczką i masz wrażenie, że wszyscy wszystko o Tobie wiedzą, albo jesteś zamkniętą w sobie osobą, która nie znosi wychodzić z domu i rozmawiać nawet z najbliższymi. Może masz depresję, może zmagasz się z uzależnieniem, a może dręczą Cię kompleksy, niskie poczucie własnej wartości i lęki?

Nieważne kim jesteś; czujesz się źle i pragniesz, żeby ten stan minął. Wiesz, że samo nie przejdzie, bo wiele razy próbowałeś to coś przeczekać. Chcesz pomocy i rozważasz terapię, ale w głowie masz tysiąc pytań: do kogo pójść, jak tego kogoś znaleźć, jaką terapię wybrać? A co jeśli nie polubię psychoterapeuty? I co, jeśli nie można mi pomóc? Mam nadzieję, że ten tekst pomoże odpowiedzieć na kilka z tych pytań i choć trochę rozwieje wątpliwości, które kłębią się gdzieś w środku.

W ciągu ostatnich dwóch miesięcy dostałam siedemdziesiąt trzy maile, w których dzieliliście się ze mną swoimi troskami, problemami i wątpliwościami. W każdym z tych maili padło chociaż jedno pytanie o terapię. O te pytania postanowiłam oprzeć ten tekst.

Zacznę od podstaw, czyli zapewnienia o tym, że nie ma nic złego i nienormalnego w podejmowaniu terapii. Uczęszczanie do psychoterapeuty nie jest stygmatem, ani certyfikatem na chorobę psychiczną. Przede wszystkim, terapii nie poddają się tylko osoby chore; podejmują się jej między innymi osoby z problemami emocjonalnymi, z traumami, pogrążeni w żałobie, z doświadczeniami wyniesionymi z domu rodzinnego. Na terapii walczą o swoje lepsze życie, niejednokrotnie stawiając czoła potwornie trudnym lękom, wspomnieniom, uczuciom i doświadczeniom. Na psychoterapię trafiają także osoby dotknięte między innymi depresją, nerwicą i uzależnieniami. Te ostatnie to choroby. Skoro nie jest wstydem pójście do dentysty czy ginekologa, gdy coś nam dolega, to dlaczego miałoby nam być wstyd poprosić o pomoc, jeśli choruje nasze wnętrze?

Warto zaznaczyć, że terapia terapii nierówna i nie do końca jest to obojętne, którą z metod terapii wybierzemy. Istnieją cztery główne nurty psychoterapii, chociaż możemy spotkać się także z innymi metodami, które trudno zaklasyfikować do którejś z pierwszych czterech szkół.

Nurty psychoterapii (indywidualnej):

  1. Psychoanalityczny (psychodynamiczny)

  2. Poznawczo-behawioralny
  3. Humanistyczno-egzystencjalne (min. Gestalt)
  4. Systemowe
  5. Inne (m.in. psychoterapia ericksonowska, analiza transakcyjna, NLPt, zorientowana na proces, socjologiczna itd.).

Z doświadczenia wiem, że opisy potrafią równie zachęcić, co odstraszyć, a przede wszystkim zmylić i spowodować błędne założenia. O ile na temat większości terapii mam jedynie teoretyczną wiedzę ze studiów i dalszego pogłębiania wiedzy, o tyle na temat terapii, którą sama przeszłam, wiem trochę więcej. Jest to wiedza na tyle uniwersalna, że mogę się nią z Wami podzielić i odpowiedzieć na pytania z maili.

W jakim trzeba być stanie, żeby pójść na terapię? Czy do pójścia do psychoterapeuty popchnął cię jakiś niewyobrażalny dół,  źle zdarzenie, czy po prostu stwierdziłaś,  że musisz taką decyzję podjąć i po prostu się na nią zdecydowałaś?

W moim przypadku były to wszystkie trzy powody. Niewyobrażalne doły, które czasem mnie łapały, a o których jakimś cudem nigdy nie pamiętałam, bo wypierałam je z pamięci, a poza tym, zdarzały mi się bardzo często. Zdałam sobie z nich sprawę, kiedy moja współlokatorka pewnego dnia wparowała do mojego pokoju i powiedziała, że mam iść wreszcie pod prysznic. Zdałam sobie wtedy sprawę, że od czterech dni leżałam w łóżku i nic nie robiłam. Miałam właśnie takie „ataki dołów”. Gdy z tych dołów wychodziłam, to przytłaczał mnie świat i ja sama. Miałam poczucie, że jestem absolutnie najgorszym człowiekiem na ziemi. Potem do tego uświadomiłam sobie, że jestem ciągle, ale to przez całą dobę, dzień w dzień, nieszczęśliwa i głęboko smutna.

Gdy dotarł do mnie cały ten zestaw informacji, usiadłam przed komputerem i postanowiłam poszukać pomocy. Od momentu uświadomienia sobie do pierwszej sesji terapeutycznej minęły trzy tygodnie.

Wskazaniami do rozpoczęcia terapii jest permanentne lub regularnie uczucie smutku, bezsilności, poczucie beznadziei i rozpaczy. Jeśli to złe samopoczucie utrudnia codzienne funkcjonowanie zarówno w domu, jak i w pracy, a także wpływa niekorzystnie na kontakty z innymi ludźmi, wówczas warto skorzystać z pomocy psychoterapeuty. Warto także być czujnym na niebezpieczne dla zdrowia zachowania: nadmierne picie, zażywanie leków, uciekanie w nałogi.

Czuję się źle i czuję, że potrzebuję pomocy, ale znajomi i bliscy twierdzą, że wystarczy, gdy z nimi porozmawiam i będzie mi lepiej.

Bardzo możliwe, że od rozmowy ze znajomym, przyjacielem, czy kimś bliskim samopoczucie się poprawi. Jednak jeśli ktoś cierpi na depresję, to zapewnianie go tym, że jutro będzie lepiej i że życie jest piękne, nic nie da, a jedynie wytworzy jeszcze większą barierę i odgrodzi go od "zdrowego" otoczenia. Podobnie nie da się wyleczyć zaburzeń emocjonalnych, stresu pourazowego, czy osoby współuzależnionej podczas kilku przyjacielskich towarzyskich i szczerych rozmów, nawet jeśli przynoszą one tymczasową ulgę. To jak z cieknącą pralką, spod której kałużę chcesz wytrzeć kawałkiem papierowego ręcznika. Zbierze trochę wody, ale pralka wylewać będzie nadal. Nie pomoże wycieranie wody, bo przy kolejnym praniu kałuża znów się pojawi. Trzeba naprawić pralkę.

Jak długo to trwa?

Czas trwania terapii jest różny, w zależności od wybranej terapii, a także od stanu, w którym znajduje się pacjent i od jego motywacji. Terapia behawioralno-poznawcza zaliczana jest do terapii najkrótszych, psychodynamiczna do najdłuższych. Ogólnie czas trwania terapii można zamknąć w klamrach od trzech miesięcy do czterech lat.

Czy pójście do psychoterapeuty oznacza rozpoczęcie terapii?

Nie. Pierwsze spotkania są spotkaniami rekonesansowymi. Terapeuta poznaje nas, stawia pierwszą diagnozę, proponuje rozwiązanie. Może także nie podjąć się terapii z różnych względów, między innymi dlatego, że uzna, że inny rodzaj terapii będzie dla nas korzystniejszy. Jeśli jednak terapeuta uzna, że będzie nam w stanie pomóc, wówczas zaproponuje terapię i określi jej zasady zawarte w kontrakcie.

Jak często odbywają się sesje i czy są regularne, czy chodzę wtedy, kiedy chcę?

W niektórych terapiach sesje odbywają się przez kilka tygodni codziennie, w innych minimum raz w tygodniu. Liczbę spotkań, ich rytm i regularność omawia się na samym początku terapii, podczas "podpisywania" kontraktu. Kontrakt jest czymś na kształt umowy pomiędzy pacjentem a terapeutą i określa warunki i zasady terapii: godzinę i termin spotkań, koszt, zgodę na leczenie, a także zasady dotyczące rodzaju relacji. Terapeuta zobowiązany jest do prowadzenia psychoterapii tylko za zgodą i wiedzą pacjenta.

Muszę iść na terapię. Co robić?

Przede wszystkim, jakikolwiek przymus jest niewskazany. Motywacja do pójścia na terapię powinna być chęcią i potrzebą, nie zaś jakimkolwiek przymusem: muszę iść, bo mi wszyscy każą, albo: jeśli nie pójdę, to mnie zostawi narzeczony. Taka motywacja jest zewnętrzna, więc jeśli tylko pojawi się chwilowe polepszenie samopoczucia, sytuacji, motywacja do terapii zniknie.

Po drugie, uzależnianie swojej terapii od innych osób spowoduje, że cała uwaga z terapii zostanie przeniesiona na jej pozorne efekty i reakcje otoczenia na nasze zmiany, czy sam fakt poddania się terapii.

Dlaczego to tak ważne, by terapii chcieć? Dlatego, że każda terapia opiera się na pracy z pacjentem/klientem i to od niego zależy jej powodzenie i przebieg. Jeśli do terapii jest się w jakiś sposób przymuszonym, niemożliwe jest wytworzenie niezbędnego do pracy zaufania i kontaktu z terapeutą. Jeśli nie ma zaufania, bardzo szybko pojawi się rezygnacja, poczucie bezsensu i niechęć wobec terapeuty i samej terapii.

Ile to kosztuje?

Trzeba przyznać, że terapia nie jest tanią rzeczą. Jest refundowana przez NFZ, ale zanim doczekasz się swojej kolejki, może minąć kilka miesięcy, a nawet kilka lat (w przypadku niestandardowych terapii). Ponadto NFZ woli finansować krótkotrwałe terapie (np. behawioralno-poznawczą), a nie finansować terapie, których termin zakończenia trudno określić.

W miastach prywatne terapie kosztują przeciętnie od 80zł do 120zł za sesję. Znam osoby, które korzystały z terapii w różnych fundacjach i stowarzyszeniach, gdzie terapie były dofinansowywane, przez co ich koszt oscylował wokół 30-40zł za sesję.

Wiem, że to najbardziej przyziemny aspekt terapii i wiele osób jej z tego względu nie rozpoczyna, jednak zaryzykuję tezę, że każde pieniądze są warte tego, by sobie pomóc. Rozpoczęłam terapię, gdy zarabiałam 800zł netto miesięcznie i pół renty, którą opłacałam wynajmowany pokój. Cztery sesje w miesiącu kosztowały mnie 400 lub 500zł (w zależności od tego, z ilu tygodni dany miesiąc się składał). Na życie zostawało mi niewiele, ale jakimś cudem dawałam radę i uważam do dziś, że była to najlepsza podjęta przeze mnie decyzja.

Psycholog i psychoterapeuta - czy to to samo?

Nie. Psycholog i psychoterapeuta to dwa zupełnie osobne zawody. Psycholog nie jest psychoterapeutą, o ile nie zdobędzie niezbędnych ku temu uprawnień, których zdobycie trwa kilka lat i wymaga ukończenia kursów oraz szkół psychoterapii. Psychoterapeuta może być psychologiem, choć nie musi - może być psychiatrą, socjologiem, antropologiem, filozofem itd. Co ważne, psychoterapeuta zanim zacznie przyjmować pacjentów (lub klientów), przechodzi własną psychoterapię, trening teoretyczny i praktyczny, staż kliniczny i praktykę pod superwizją. Odbycie własnej psychoterapii jest etycznym wymogiem do wykonywania zawodu psychoterapeuty.

Czuję, że terapia jest mi potrzebna, ale nie wiem, jaką terapię wybrać.

Szczerze powiedziawszy, kiedy ja wybierałam swoją terapię, niewiele wiedziałam o istniejących nurtach. Czasem coś mi gdzieś świtało, a najlepiej zapamiętałam Gestalt, więc wyguglałam terapie tą metodą w mieście, wybrałam ośrodek w pobliżu swojej pracy i terapeutkę, której wygląd wydawał mi się niezagrażający mojemu poczuciu własnej wartości. Podkreślam to ostatnie, bo bardzo bałam się oceny ze strony terapeuty, równie tej na punkcie mojego wyglądu.

Po kilku sesjach okazało się, że moje pragnienie terapii było uzasadnione, ale że moje zaburzenia nie nadają się na terapię tą metodą. Zmieniłam więc i metodę terapii i terapeutę i tak trafiłam pod skrzydła psychoterapeuty psychodynamicznego.

Warto mieć wiedzę na temat istniejących nurtów psychoterapii, z drugiej jednak strony, każdy dobry psychoterapeuta przekieruje pacjenta/klienta do innego specjalisty, jeśli uzna, że inna metoda może bardziej mu pomóc. Niejednokrotnie zdarza się tak, że płeć psychoterapeuty odgrywa znaczącą rolę i również w tej materii zdarzają się przetasowania.

Jakiego psychoterapeutę wybrać?

To czasem ważniejszy wybór, niż wybór samej metody. Nie powinniśmy się kierować ani wyglądem, ani wiekiem psychoterapeuty, mimo, że mamy święte przekonanie, że młody terapeuta na pewno nie da rady. Najważniejsze są bardzo przyziemne sprawy: wykształcenie, doświadczenie zawodowe, obecna praca, ukończone kursy, certyfikaty, oraz fakt czy terapeuta poddaje się regularnej superwizji.

Superwizja to konsultacje na temat pracy psychoterapeuty. Jej celem jest pomoc psychoterapeucie w prowadzeniu terapii z konkretnymi pacjentami. Superwizja pomaga usunąć ewentualne przeszkody mogące zaszkodzić relacji z pacjentem, a także zapewnić wysoki rodzaj usług terapeutycznych.

Postawmy się w sytuacji hipotetycznej: jeśli do wyboru macie dojrzałego terapeutę, który ma gabinet psychoterapii i właściwie tylko tyle o nim wiadomo, a młodego, którego rubryka "o mnie" pęka w szwach, wybierzcie tego drugiego.

Co jeśli terapeuta uzna, że jestem wariatem?

Psychoterapeuta nie jest od oceniania. A do tego jego praca generalnie na tym polega, że spotyka się z ludźmi zaburzonymi, z tymi, którzy mają problemy o podłożu psychicznym i emocjonalnym. Nawet jeśli miałbyś być jakimkolwiek wariatem, to w tym kontekście dla psychoterapeuty możesz być jedynie ciekawszym i bardziej interesującym przypadkiem oraz wyzwaniem.

Czy są metody mniej lub bardziej skuteczne?

Do niedawna zdania psychoterapeutów były skrajnie podzielone. Obecnie coraz częściej mówi się o tym, że skuteczność wszystkich metod jest bardzo zbliżona. Warto pamiętać jednak o tym, że to nie metoda sama w sobie leczy, a psychoterapeuta umiejętnie ją stosujący. Skuteczność terapii opiera się na podejściu psychoterapeuty, ale przede wszystkim na zdyscyplinowaniu, motywacji i pracy pacjenta włożonej w proces leczenia.

Czy chodząc do kilku psychoterapeutów naraz, mogę szybciej się wyleczyć?

Nie. Takie działanie może jedynie zaszkodzić i do terapii wprowadzić więcej chaosu. Wyjątkiem jest np. odbywanie terapii indywidualnej wzbogaconej o terapię grupową, ale wówczas psychoterapeuci powinni ze sobą współpracować i na bieżąco konsultować wyniki i postępy terapii. Tak jest w przypadku terapii DDA (dla osób wywodzących się z domu, gdzie był problem alkoholowy lub z jakimś uzależenieniem), gdzie terapia grupowa wzbogaca i wzmacnia terapię indywidualną. W grupie pacjent ma szansę zobaczyć, że nie jest osamotniony w swoim problemie, zobaczyć swój problem w innych, a także nauczyć się lepiej komunikować.

Terapia DDA jest refundowana przez NFZ i trwa około 2 lat.

Boję się tego, że będę musiał się przyznać do swoich błędów i słabości. Że będzie trudno, a tak naprawdę potrzebuję kogoś, kto mnie zrozumie i pocieszy.

Ludzie na ogół boją się trudnych i przykrych rzeczy. Unikamy trudnych rozmów, nawet jeśli ich efekt może być pozytywny. Uciekamy od konfrontacji nawet z dobrze znanymi nam problemami i zjawiskami. Natura wielu zaburzeń emocjonalnych polega na tym, że pewne rzeczy pozostają w ukryciu i nie mamy o ich istnieniu pojęcia, mimo, że w rzeczywistości codziennie utrudniają nam normalne funkcjonowanie. Terapia pomaga te rzeczy wydobyć i tutaj pojawia się lęk: co to będzie, czego się na swój temat dowiem, jak sobie z tym poradzę? Bez obaw: odkrywanie tej prawdy nie polega na oficjalnym komunikacie: panie Sebastianie, jest pan kawałem sukinsyna, ale jest procesem. Odbywa się stopniowo i nie dotyczy określania i oceniania nas, a uświadamiania nam emocji oraz reakcji na pewne sytuacje.

Podstawową rolą terapeuty jest zrozumienie nas, bo bez tego nie byłby w stanie przeprowadzić skutecznej terapii. Jest nią także poprawienie nam samopoczucia, ale trwale, a to nie może się wydarzyć, jeśli sesje terapeutyczne będą polegały na klepaniu po ramieniu i podawaniu chusteczek do nosa, w akompaniamencie komplementów, które pomogą na sekundę, a po pięciu minutach wyparują.

Na psychoterapii nie ma żadnego sądu, ani dywaniku i nikt nigdy nie powie Ci czegoś w rodzaju: Zapraszam, proszę teraz się do wszystkiego przyznać i powiedzieć jak bardzo jest pan beznadziejny. Możesz nawet być sceptyczny, nie czuć przez pewien czas, że coś działa, ale to trochę tak, że kropla drąży skałę - że sobie coś uświadamiasz, zauważasz połączenia pomiędzy kropkami, lepiej rozumiesz swoje zachowanie i czasem zdajesz sobie sprawę z tego, że zupełnie inaczej coś odbierałeś, niż było w rzeczywistości.

Zresztą, wachlarz rzeczy, które można odkryć jest bezkresny. Czasem się zdarzają sesje, po których wychodzi się jak na skrzydłach, czasem są takie, po których mówisz w środku "Aha, okej" i idziesz do Rossmana kupić papier toaletowy i lakier do paznokci, jak gdyby nigdy nic. Są sesje, po których siadasz w samochodzie i beczysz, albo dzwonisz do kogoś i opowiadasz mu o tym, czego się właśnie dowiedziałaś, bo albo Cię to szokuje, albo boli, albo się z tym nie chcesz zgodzić.

Ja bym to wszystko porównała do lotu samolotem. Zawsze odczuwa się lekki, albo nawet całkiem konkretny lęk i strach, ale bez tego lotu nie dostaniesz się do miejsca, do którego chcesz dolecieć.

Jak nawiązać więź z terapeutą? 

To jest bardzo trudne pytanie, ale chyba najważniejsze. Ze swojego doświadczenia wiem, (a powie ci to pewnie każdy terapeuta, w co trudno będzie ci uwierzyć i wejść), że terapia to prawdziwa relacja. Że to nie kosmetyczka, czy manikurzystka, do której regularnie chodzisz uzupełnić hybrydę i wyregulować brwi, ale ktoś, komu mówisz o bardzo ważnych rzeczach, kto ciebie poznaje, rozszyfrowuje, naprowadza, wspiera, ale i cię chroni.

W nurcie psychodynamicznym jest np. tak, że nie utrzymujesz żadnego kontaktu z psychoterapeutą poza terapią. Dotyczy to także np. dotyku. Nie podajecie sobie ręki, nie rozmawiacie po sesji, nie wysyłasz SMSów z pytaniami (to znaczy: wysłać możesz, ale dostaniesz odpowiedź, że porozmawiacie o tym na sesji). Mi trochę trudno było zaakceptować fakt, że nie mogę włożyć tej relacji do żadnej szufladki, że to nawet nie jest koleżeństwo, ani przyjaźń. Po czasie zrozumiałam, że jest to niesamowicie ważne, by zachować sztywne ramy tej relacji, bo dzięki temu doskonale i dokładnie wiesz, na co patrzeć, a nie zajmujesz się myśleniem o tym, czy np. kogoś uraziłaś, czy nie. Jeśli takie myślenie się pojawi, trzeba o nim powiedzieć terapeucie, bo zazwyczaj wtedy wychodzi jakaś ogólna zasada, którą stosujesz wobec ludzi, a w psychoterapii projektujesz ją na terapeutę. Takie odkrycie jest ważne i na terapii masz okazję się mu przyjrzeć wraz z terapeutą. Czystość relacji i atmosfery pozwala zauważyć  właśnie takie paproszki, które wirują w powietrzu.

Czy terapia może być czymś co mnie zaprowadzi do mojego upragnionego celu, czy tylko rozdrapie stare rany i jeszcze bardziej zniechęci do życia?

Na rozdrapywanie ran trzeba się po prostu przygotować. Może się też okazać, że nie będzie tego wcale tak dużo, albo że bolą cię inne rzeczy, niż ci się wydaje. Trzeba terapeucie po prostu zaufać, nawet jeśli będziesz (a będziesz) przechodzić różne fazy: od obojętności, przez zachwyt, po totalne zniechęcenie, czy nawet irytację. To jest po prostu proces i trzeba się na to nastawić.

Psychoterapia nie boli, jest długotrwała (przynajmniej psychodynamiczna), ale zmiany są na stałe, bo polegają na zmianie twojego podejścia do siebie z wrogiego i sabotującego, do takiego, które można nazwać przyjaźnią z samym sobą. Tego nie da się pozbyć. Psychoterapia daje ci też narzędzia do tego, żeby po terapii sobie poradzić w trudnych sytuacjach. Obserwujesz siebie, zastanawiasz się nad lękami, reakcjami i odreagowaniem, nad ucieczkami - dlaczego się pojawiają i skąd pochodzą. Terapia uczy zrozumienia siebie i szacunku do swojej osoby.

Od 10 lat próbuję zebrać się w sobie i pójść na terapię. Mam wiele pytań: jak to jest z tą terapią? Nie zapytam czy warto, bo jestem przekonana, że warto, ale bardziej mam pytanie jak się do niej zabrać,  aby się nie zniechęcić? Czy trzeba wytrwać pod każdym pozorem, nawet w takiej, która mnie będzie dołować? Czy zamiast nurtu szukać bardziej osoby, która 'zrobi mi dobrze '? 

Jak się zabrać, żeby się nie zniechęcić? Myślę, że jeśli od 10 lat myślisz o terapii, to znaczy, że czujesz, że jej potrzebujesz. Mnie przy terapii trzymały trzy rzeczy:

- przekonanie, że jak nie to, to już mi nic nie pomoże,
- poczucie totalnego zagubienia i braku kontroli,
- ciekawość na swój temat, tego kim jestem i jak może być, gdy się pozbędę tego ciężaru.

Za każdym razem, kiedy chciałam rezygnować, przypominałam sobie o tych trzech powodach, albo mówiłam o tym mojej przyjaciółce, która też przeszła terapię. Kończyło się na tym, że o wszystkich obawach mówiłam terapeutce, bo ważne jest, by wyłapywać takie rzeczy - to zazwyczaj są ucieczki, a ucieka się zawsze przed czymś ważnym, przed konfrontacją.

Co do robienia ci przez kogoś dobrze: jak jesteś głodna, możesz pojechać do McDonald’s, zamówić zestaw, zjeść pysznego burgera, z ciepłymi, chrupiącymi fryteczkami i popić słodką colą. Będzie Ci dobrze i się najesz, ale nic z tego posiłku dobrego nie wyniknie, poza zaspokojeniem głodu, a poza tym, po dwóch godzinach znów będziesz głodna i to nawet bardziej. Możesz też zjeść pełnowartościowy posiłek, który ugotujesz, zjesz, Twój organizm się pożywi, cukier nie będzie skakał jak szalony, metabolizm będzie rozhulany, a Ty głodna zrobisz się umiarkowanie i to po kilku godzinach.

Terapia jest od robienia ci dobrze, ale w baaardzo długofalowym procesie. Generalnie, żeby mieć ładnie w domu też musisz najpierw zedrzeć tapety, położyć nowe, pomalować sufity, a potem jeszcze posprzątać ten syf, doczyścić kropelki farby z parkietu, a potem jeszcze umeblować. W połowie remontu możesz chcieć wszystko rzucić i położyć się spać. No, ale robisz to do końca, bo wiesz, że na końcu będziesz mieć wreszcie wymarzone mieszkanie.

Z głaskania po plecach, pocieszania i sztucznego nadmuchiwania motywacji są same nieszczęścia (patrz: tu).

Na co warto uważać?

Posiadając wskazania do terapii warto wybrać terapię z klasycznych nurtów. Obecnie rynek zalewają kursy oraz "terapie", których skuteczność nie jest potwierdzona, oraz których nie dotyczą zasady i kodeks etyczny psychoterapeutów. Przy zaburzeniach emocjonalnych i osobowości nie pomagają kursy motywacyjne, programowanie NLP i inne metody samorozwojowe. Należy z dużą ostrożnością i rozwagą podchodzić także do niekonwencjonalnych metod, które przy złym stanie psychicznym pacjenta/klienta oraz bez odpowiedniego nadzoru, mogą spowodować znaczne pogorszenie (np. ustawienia Hellingera).

Co warto wiedzieć, gdy już rozpocznie się terapię?

Będą trudne chwile i spadki formy.
Terapia jest procesem, który przebiega dynamicznie: będą momenty wznoszące, ale będą też takie, które na jakiś czas mogą pogorszyć nasze samopoczucie. W takich chwilach często pacjenci kwestionują skuteczność terapii, jednak pojawianie się takich momentów świadczy o tym, że terapia działa. Dlaczego? Pacjenci zagłębiając się w swoje emocje i doświadczając pewnych trudnych uczuć, reagują pogorszeniem formy. Należy wtedy szczególnie pamiętać o tym, że jest to nieodłączny element terapii, a nasze samopoczucie wkrótce się poprawi.

Relacja z psychoterapeutą przechodzi przez różne etapy.
To jedna z najtrudniejszych rzeczy do przebrnięcia w terapii. Uczucia względem terapeuty będą przechodzić przez całą gamę uczuć: od zachwytu i wdzięczności, przez znudzenie, rozdrażnienie, zobojętnienie, aż po złość, wściekłość i irytację. Takie emocje są wpisane w specyfikę relacji z terapeutą i oznaczają, ze terapia działa, rozwija się i przechodzi przez różne fazy.

Osoby trzecie (mimo szczerych intencji) nie powinny ingerować w proces terapii.
Z mojego punktu widzenia najważniejsze jest zaufanie do terapeuty i mam tu nie tylko na myśli kwestie poufności, ale przede wszystkim skuteczności jego metod. W pogorszeniach samopoczucia bardzo często zdarzają wątpliwości co do skuteczności terapii i niechęć do jej kontynuowania. Może się zdarzyć, ze zmiany w zachowaniu zaobserwują bliscy i będą doradzać przerwanie terapii lub zmianę psychoterapeuty. Łatwo wtedy ulec takim namowom i sugestiom, dlatego o każdym problemie i wątpliwościach związanych z terapią, należy poinformować psychoterapeutę i rozwiać wątpliwości.

***

Zdaję sobie sprawę, że to zaledwie kropla w morzu pytań, jednak mam nadzieję, że rozwiałam chociaż część wątpliwości i przybliżyłam Wam temat psychoterapii.

Chętnie poznam Wasze doświadczenia z terapeutami i psychoterapią. Co dodalibyście do tego tekstu?  Czego Wam w nim zabrakło? Czy nurtują Was jakieś inne kwestie?

Czekam na pytania, uwagi i sugestie oraz zapraszam Was do rozmowy zarówno w komentarzach, jak i w mailach lub na Facebooku.

***

Bardzo chciałam podziękować osobom, bez których ten tekst by nie powstał. Dziękuję Dorocie Fogel i Mai Sieńkowskiej za konsultację merytoryczną, Kat za inspirację, Pani Karolinie za udaną i bezcenną psychoterapię, a także D., M., R., O., A., T., J., O., K., W.  za pytania i zaufanie.

21.11.2016

Chciałam też szczególnie podziękować Pani Ani Dymnej za zaproszenie mnie do programu "Spotkajmy się" i poruszenie tematu depresji, która zbiera coraz większe żniwo. Odcinek z moim udziałem możecie zobaczyć tutaj:

 

 

zrzut-ekranu-2016-11-21-o-13-04-04

Podobne wpisy

  • Ja przeszłam przez terapię metodą analizy transakcyjnej. To świetne podejście dla osób zmagających się z problemami lękowymi. Jeśli ktoś szuka pomocy w Warszawie, to mogę polecić bardzo dobrą terapeutkę. Morze łez wylałam na jej kanapie, ale było warto. Dużo lepiej rozumiem siebie, łatwiej mi poradzić sobie z problemami.

    • Zofia Paprota

      Jaka to terapeutka?

    • Basia

      Witaj, rozpoczęłam analizę transakcyjną ponad rok temu – zaczynam zauważać drobne zmiany w swoim zachowaniu, jednak lęki się nadal utrzymują. Mam obawy, że nigdy nie wyzbędę się tego paraliżującego strachu. Jak długo trwała Twoja terapia i kiedy zaczęłaś odczuwać jej realne skutki?

      • Cześć, ja też miałam obawy, że nie wyzbędę się swoich lęków. A jednak udało się. Zajęło mi to około dwóch lat stałej terapii (pozniej sa takie wizyty kontrolne raz na jakiś czas). Ale nie sugeruj się tym, ile mi to czasu zajęło, to sprawa dość indywidualna. O swoich obawach jak najbardziej powinnaś powiedzieć terapeucie, bo one są bardzo ważne w procesie terapii.

  • Ann

    Dobrze to napisałaś. Ja od siebie dodałabym jeszcze, że istnieją również terapeuci pracujący eklektycznie, a więc wyszkoleni w kilku nurtach psychoterapii. Osobiście uważam, że jest to najlepsza forma terapii, bo w zależności od problemów i potrzeb osoby dobiera się techniki, które będą jej najbardziej pomocne. Ale najważniejsza mimo wszystko jest osoba terapeuty, bardzo silne działanie lecznicze ma właściwa relacja terapeutyczna.

    • Marta Żak

      Teoria wyznacza technikę pracy. Aby dobrze rozumieć teorie nie wystarczy przeczytać książki, jeszcze trzeba mieć spore doświadczenie i lata superwizji aby właściwie daną metodę stosować. Ja pracuje od 10 lat i ogarnięcie danej teorii Psychodynamicznej plus zastosowanie jej w pracy zajęło mi wiele lat… (Określenie z czym mi się dobrze pracuje tylko w samym nurcie psychodynamiczny!)… I nadal mam poczucie, że jestem na początku. Nie pojmuje jak ktoś może liznąć wielu teorii (a nawet nurtów, podejść!!!) i uważać że coś potrafi. Eklektyzm to masło maślane.

      • Ann

        Dobry terapeuta jest otwarty, wszechstronny i skłonny przyznać się do własnej niewiedzy. Dlatego terapeuci pracujący latami (nie tylko czytający książki) w jednym nurcie zauważają po jakimś czasie pewne jego ograniczenia i decydują się na naukę innej szkoły terapeutycznej, po to by rozwinąć swój warsztat. Eklektyzm to nie „liźnięcie” trochę tego, trochę tamtego. To również lata nauki i praktyki.
        Świat nie ma obowiązku mieścić się w ramach naszego pojmowania, nie musi więc Pani rozumieć, by umieć uszanować, że można inaczej. Nad egocentryzmem pracuje się całe życie.

  • Ewa Aniołkowska

    Dwa razy rozpoczynałam terapię indywidualną DDA, niestety dwa razy uciekłam. Byłam też na terapii DDA -grupowej, wprowadzającej. Coś z niej wyniosłam, jednak nie pomogłam nią sobie tak jakbym mogła pomóc w terapii indywidualnej. Uciekłam, bo zbyt mocno bolało, czułam się mocno przytłumiona tym rozdrapywaniem. Czułam się też nieswojo – to ja miałam mówić, terapeuci nie zadawali pytań, czekali aż zacznę cokolwiek opowiadać. Myślę, że ciężko mi było się do pewnych rzeczy przyznać, nie byłam do końca szczera. Żałuję, że nie wytrwałam. I wiem, że sama sobie nie potrafię wielu kwestii ułożyć w głowie, pewnych mechanizmów zmienić. Dlatego terapia mnie czeka, ale teraz jak już pójdę to ją skończę, nie ma innego wyjścia.

    • Gosia Kokot

      Jakbym czytała o sobie ;)

    • Alicja Baranek

      Dobrze, że o tym piszecie. Jestem terapeutą poznawczo-behawioralny. Tzw.terapia DDA nie ma żadnych naukowych podstaw, nie ma nawet takiego zaburzenia w oficjalnym spisie chorób i zaburzeń psychicznych, którymi posługują się terapeuci i psychiatrzy (DSM lub ICD). Wielu moich pacjentów wspominalo o podobnych, nieciekawych doświadczeniach z tego typu grupowych terapii.
      Justyna- świetny tekst. Gratulacje. I w ogóle ciekawy blog. Dorzuciłabym jeszcze informacje o skuteczności terapii różnych nurtów, bo jednak najlepiej przebadaną pod tym względem terapią, zapewne z powodu dobrze opisanych protokołów leczenia jest cbt.
      Pozdrawiam serdecznie,
      Twoja koleżanka z 3LO Ala Holewa (obecnie Baranek).

      • Ewa Aniołkowska

        Więc Twoim zdaniem DDA to wymysł, całkowicie bezpodstawny?

        • Pawel

          To nie wymysł tej osoby, po prostu nie ma takiej klasyfikacji jako jakieś zaburzenie, syndrom. DDA to stygmatyzacja, nie jednokrotnie wmawianie ludziom większych problemów.

  • Cudo. Doskonały tekst. Napawa mocno optymizmem ;-)

  • Gosia Kokot

    A ja z terapii DDA zwiałam. Porozdrapywałam to i owo, poczułam się trochę le popiej i nie wiedziałam, o czym jeszcze mogę opowiedzieć terapeucie. Było mi z tym tak niezręcznie, że postanowiłam skończyć terapię. Tłumaczyłam sobie tę decyzję „niedopasowaniem charakterów” i widocznymi efektami. Po jakimś miesiącu efekty zniknęły. A ja zdziwiona liczę dni w miesiącu, kiedy jest mi samej ze sobą dobrze. Ostatnio doliczyłam się jednego.

  • Ciekawy artykuł. Przede wszystkim warto moim zdaniem krytykować coaching itp. „samorozwoje” bo osoby się tym zajmujące biorą często za spotkanie ogromne pieniądze, w porównaniu z prawdziwymi psychologami, a skuteczność takich metod jest niepotwierdzona naukowo i wątpliwa etycznie. Co do głównych nurtów psychoterapii, to chyba psychodynamiczna najlepiej nadaje się na uświadomienie sobie przyczyn problemów, a potem dopiero behawioralna. Chociaż czytałem, że w badaniach naukowych skuteczna okazuje się tylko behawioralna, a psychodynamiczna nie bardzo – co po części jest teoretycznie do przewidzenia, gdyż opiera się w pewnym stopniu na psychoanalizie Freuda, czyli pseudonauce…

  • Ten wpis to kawał dobrej roboty, gratuluję.

  • Czytam ten tekst i do oczu napływają mi łzy, tak właśnie bo doskonale wiem o czym piszesz. Jakiś czas temu sama zaczęłam chodzić do psychologa, ale jestem właściwie na samym początku tej drogi. Czasem mi się wydaje (gdy mam dobry humor) że psychoterapia właściwie nie jest mi potrzebna, ale potem zdaję sobie sprawę, że problemy z mojej głowy same nie znikną, tyle razy próbowałam sobie z nimi sama poradzić, ale widać nieskutecznie. Czasem potrzebna jest pomoc kogoś wykwalifikowanego, kogoś kto spojrzy z dystansem. Nie wiem jak to długo potrwa, trudno mi powiedzieć czy mi cokolwiek pomaga, na razie ciągle tylko płaczę gdy opowiadam o swoim życiu. Mam nadzieje, że to jednak wkrótce się zmieni. Bardzo bym sobie tego życzyła.

  • Magda

    Jestem DDA i juz po behawioralnej na depresje. Obecnie na behawioralnej na dda ale teraz jest duzo gorzej. Mam duzo objekcji co do podejscia terapeuty do mnie i do zasadnosci tej techniki na mnie. Odkad zaczelam terapie ponad 3 miesiace temu mialam moze 2 dni dobre. A tylko dlatego ze wyjechalam i zlapalam oddech. Kazde spotkanie to mordega ciesze sie ze juz mija moje 45 min. Mam obojetny stosunek do terapeuty. Nie wybralam go bo poniewaz inne osoby chodza do innych psychologow i juz tylko ten sie ostal dla mnie. Morduje sie tak ale czynnie szukam innych terapi albo intensywnych albo gupowych. Tak naprawde nie ufam mu i nie wierze w jego komptetencje poniewaz klepie to samo co wczesniejszej terapi i tu nie mam odpowiedzi albo jakies moral ktory musze zakcepotowac i podane w suchej formie jak slogan z chinskich ciasteczek . Jestem zmeczona psychicznie i fizycznie.
    Akurat nie mam powodu zeby wytrwac poza tym ze niechce wracac wiecej do polski a terapia i zamkniecie przeszlosci pozwoli mi sie uwolbic od Polski i bede mogla zyc normalnie gdziekolwiek byle nie tu. Tylko jak mam wytrwac na terapi w ktora nie wierze i z osoba w ktora nie wierze.

  • Iwa

    Ja korzystam z terapii grupowej już czwarty rok. To psychoterapia systemowa. Mi pomysł terapii podsunęły pewne osoby które poznałam 5 lat temu. Na początku bardzo się wzbraniałam, ale w końcu uległam gdy zobaczyłam, że sobie nie radzę. Na początku korzystałam z indywidualnej, ale rezygnowałam dwa razy z terapeutów, bo mi nie pasowali. W końcu trafiłam do tych których jestem do dzisiaj. Stwierdzili niezaspokojenie emocjonalne. Najpierw trzy miesiące indywidualne, w końcu grupa. Moja sesja trwa 2 godziny, prowadzą ją dwóch terapeutów- kobieta i mężczyzna. Początki były trudne, zwłaszcza, ze miałam ogromny problem z wyrażaniem swoich uczuć publicznie. Miałam wiele razy ochotę uciec. Czułam się bardzo odrzucona, wyłam nocami. Było bardzo ciężko. Nie poddałam się, bo chciałam po prostu pomóc sobie, miałam silną wolę, choć wiele razy wątpiłam w siebie. Ciężko było przyjść na grupę, ciężko było siedzieć, miałam ochotę wiele razy uciec. Przeszłość się otwierała, trudne wspomnienia. Bolało. Jednak wytrwałam. Nie ominęłam ani jednego spotkania. Co dla mnie był cud, bo czasami musiałam siebie za rękawy prowadzić, żeby przyjść na sesję. W terapeutce widzę matkę, która mnie odrzuca, a w terapeucie ojca. Jednak ufam i ufałam im na tyle, by oddawać jakąś część mnie. Wiedziałam, że jak nie przyjdę będzie gorzej. Najtrudniejsze były zwroty grupy, terapeutów.

    Dziś widzę jak bardzo terapia mnie zmieniła. Widzę owoce i jestem z siebie dumna, że dałam radę i się nie poddałam. Jestem zupełnie inną osobą niż 3 lata temu. Zmieniło się patrzenie na siebie, na innych ludzi, moje odbiory, zachowania. Czuję się silniejsza ze sobą, bardziej asertywna. Mogę przyjąć już trudne zwroty grupy, czuję się przez nich akceptowana, choć jeszcze jest różnie, ale umiem sobie powiedzieć skąd to jest i skąd to przenoszę. To pomaga. Coaz bardzie widzę jak umiem wyjść na przeciwko swoim lękom. Terapia ratuję życie choć trudna jest.

  • Emm

    Zaczęłam psychoterapię w maju. Od półtora-dwóch miesięcy jest mi bardzo, bardzo źle. Obecnie zupełnie nie wiem, jak poradzić sobie ze swoimi emocjami. W związku z tym zastanawiam się, czy terapia jest skuteczna i czy kiedykolwiek mi pomoże. Jestem zupełnie przytłoczona. Czuję się bardziej zagubiona niż przed terapią. W związku z tym moi bliscy też przeżywają trudne chwile. Liczyłam się z tym, że będzie trudno, ale chyba nie że aż tak. Czy to normalne reakcje pojawiające się podczas tego trudnego procesu? Ma ktoś podobne doświadczenia?

  • Maciek

    Łoooo… Lalka, tak się zastanawiałem po całym Twoim gadaniu o przeżeraniu się i rzeczywiście w niezłej kategorii latasz. Z Dymną w tej samej byś chyba mogła wyskoczyć. Tucznik jak złoto.

    • Sprawiłeś mi przykrość tym komentarzem, bo – co pewnie mogłeś wyciągnąć z tego tekstu i programu (o ile nie zatrzymałeś się na samym zdjęciu), że zmagam się zaburzeniami odżywania. To, że jestem gruba – zauważyłam już dawno. Wiem to, bo mam wagę, lustro, ubrania. Pani Ania też. Nie odkryłeś żadnej nowości. Zastanów się, po co chodzisz po czyiś blogach i mówisz ludziom przykre i chamskie rzeczy, bo ludzie szczęśliwi i zadowoleni z siebie nie robią takich rzeczy. Chciałam z Tobą wejść w dyskusję, jak zwykle coś wytłumaczyć, ale… po prostu nie mam ochoty poświęcać Ci mojej uwagi ani minuty dłużej. Żal mi Ciebie.

      • Małek

        Schudnij zamiast robić z siebie ofiarę.

        Rozdrapywanie bolesności swojego życia i wywlekanie ludziom przed oczy nie jest wartością samą w sobie. Nie pomagasz nikomu. Pokazujesz tylko, że jedna osoba nie radząca sobie z życiem tak samo jak oni, odmieniła je. Zaczęła pisać bloga, by mogli go czytać inni, równie życiowo nieporadni. To się nazywa circlejerk.

        I nie „chodzę po czyichś blogach”. Trafiłem tu za historią stalkera, która okazała się wyjątkowo rozrywkowa. Masz dobre pióro, więc liczyłem na więcej. Ale zawiodłem się pretensjonalnym gównem jakie się stąd wylewa.

        Jeśli uważasz, że swoją szczerością i otwartością mnie rozbroiłaś i dałaś nauczkę, to – nie. I dziękuję za gimbo-psychoanalizę.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress