Lyle Stevik – człowiek, przez którego internet nie mógł spokojnie spać

25 maja 2018 Ludzie

Było to jakiś rok temu, gdy internet huczał o tragedii w Marsa Alam. Szukając zagranicznych informacji na temat zmarłej w Egipcie Magdaleny Żuk, trafiłam na kanał Johna Lordana - youtubera, który zajmuje się wyłącznie niewyjaśnionymi zabójstwami, śmierciami i zaginięciami z całego świata. Nietrudno zgadnąć, że przepadłam na kilka tygodni, słuchając jego długich audycji, w których starał się obiektywnie przedstawić fakty, ale także pomagać rodzinom ofiar i osób zaginionych. Tak trafiłam na pojęcie websleuths - internetowych śledczych, którzy próbują rozwiązywać najtrudniejsze zagadki kryminalne świata zza ekranów swoich komputerów. Brzmiało to dla mnie niepoważnie, tym bardziej, że w Polsce pojęcie kanapowego detektywa jest raczej negatywne i mocno nieprofesjonalne. 

2017

Pewnego dnia włączyłam telewizor, wybrałam znów kanał Johna i zobaczyłam tę twarz. Młodego bruneta, o szczupłej i ładnej twarzy, z lekko długimi czarnymi włosami zaczesanymi do tyłu. Mimo, że lekko się uśmiechał, jego twarz była inna. Niepokojąca. Dziwna. Szybko się zorientowałam, że to portret stworzony na podstawie zdjęcia post mortem, zrobionego w prosektorium. Twarz ze zdjęcia nie żyła od szesnastu lat. 

Mężczyzna ze zdjęcia i jego historia wywróciły mnie na drugą stronę. Nie ma w niej nic nadzwyczajnego, ani szokującego, bo policyjne bazy danych pełne są niewyjaśnionych śmierci, w dodatku bardziej spektakularnych. Lyle Stevik - bo tak podpisany był człowiek ze zdjęcia - został w mojej głowie na całe życie.

2001

14 września 2001 roku, trzy doby po atakach terrorystycznych w USA, świat pogrążony jest w szoku i załobie. Tymczasem do recepcji Lake Quinault Inn - małego i niedrogiego motelu w Amanda Park w stanie Waszyngton, wchodzi na oko dwudziestokilkuletni wysoki mężczyzna. Prosi o pokój. Na hotelowym formularzu na prędce sporządzonego przez recepcjonistkę pisze swoje dane. Lyle Stevik, 1019 S. Progress Ave. Meridian. Za nocleg płaci 43.87 dolarów gotówką i bierze kluczyk do pokoju numer 8.

Wybudowany w latach sześćdziesiątych motel nie był obskurnym miejscem, ale próżno było w nim szukać luksusów. W pokoju wynajmowanym przez Lyle'a był zwykły, nieco zakurzony dywan, lodówka, mały ekspres do kawy, łazienka, łóżko, toaletka, stolik nocny, pożółkłe od papierosowego dymu zasłony i wąska wnęka z wieszakiem, służąca za garderobę.

Lyle'owi pokój nie przypada do gustu, bo godzinę po zameldowaniu, pojawia się w recepcji. Poirytowany i wzburzony żąda zmiany pokoju. Unika kontaktu wzrokowego, jest wytrącony z równowagi. Wzbudza w recepcjonistce niepokój. Mimo, że hotel mieści się na uboczu, Lyle skarży się na hałas. Recepcjonistka zastanawia się, dlaczego podjęcie decyzji o zmianie pokoju zajęła gościowi aż godzinę? Wręcza mu klucz do pokoju numer 5, zmieniając na formularzu ósemkę na piątkę.

Piątka ma to samo zakurzone wyposażenie, jednak różni się szczegółami i rozmieszczeniem mebli. Ma też szerszą wnękę z rurką na wieszaki. Lyle spędza tam piątkową noc i postanawia przedłużyć pobyt. Nie wiadomo, jak spędza kolejne dni, ale w weekend nie wpuszcza sprzątaczki, za to prosi ją o kilka dodatkowych świeżych ręczników.

Poniedziałek 17 września jest typowym jesiennym dniem. Szarym, dżdżystym, chłodnym. Opustoszały hotel tonie w mżawce. Jest po 11:00, a jedyny gość Lake Quinault Inn wciaż się nie wymeldował, mimo, że doba hotelowa już dobiegła końca. Obowiązek przypomnienia o wymeldowaniu spada na pokojówkę, która o 11:30 puka do drzwi numer 5, jednak nikt nie odpowiada. Puka raz jeszcze i gdy znów nie dostaje odpowiedzi, ostrożnie wchodzi do środka. Lyle Stevik jest w pokoju. Nie śpi. Plecami do drzwi klęczy w rogu pokoju, z głową uniesioną do góry. Ma otwarte oczy. Pokojówka jest przekonana, że się modli. Zakłopotana brakiem reakcji gościa wychodzi i dzwoni do swojego współpracownika, prosząc o radę, co ma zrobić z pobożnym dziwakiem spod piątki.

Pracownik po chwili pojawia się w hotelu i razem z pokojówką wraca do pokoju Stevika. Mężczyzna niepewnie wchodzi do pokoju, w którego rogu wciąż w tej samej pozycji klęczy Lyle. Zauważa czarny skórzany pasek zaciśnięty wokół szyi, przwiązany do wieszaka we wnęce. Widzi luźno opadające sine dłonie i nieobecny wzrok. Stevik nie oddycha. Nie żyje.

Zanim przyjeżdża policja, obsługa zauważa leżącą na stoliku nocnym złożoną na pół kartkę papieru z notatką "For the room" (za pokój), a w kartce 160 dolarów w ośmiu nowych dwudziestudolarówkach. Oboje zdziwieni są tak dużym napiwkiem.

Przybyły na miejsce lekarz stwierdza zgon. Policjanci przeszukują pokój. Na oknie zarzucona jest narzuta z łóżka. Na podłodze leżą zdjęte z rurki we wnęce wieszaki. Na stoliku rzucone są dwa zużyte ręczniki. Trzy dodatkowe, o które Stevik prosił w sobotę, leżą wciąż złożone na krześle. W szufladzie trochę drobnych, pasta Colgate i szczoteczka Oral-B. W koszu na śmieci lokalna gazeta, plastikowy kubek Pepsi, rolka po papierze toaletowym, oraz zgnieciona w kulkę biała kartka z ręcznie napisanym drukowanymi literami słowem SUICIDE (samobójstwo).

Lyle Stevik - suicide

Koroner za przyczynę śmierci uznaje uduszenie. To, co jasne od początku, się potwierdza. Lyle Stevik się powiesił. Policja chce dotrzeć do krewnych Lyle'a, jednak w pokoju nie znajdują żadnych dokumentów. Nie miał ze sobą żadnego dowodu tożsamości, płacił tylko gotówką. Policja pyta pracowników hotelu, czy pamiętają, czy Stevik miał ze sobą jakiś bagaż. Recepcjonistka nie jest w stanie powiedzieć, czy miał ze sobą plecak, czy nie. Być może kierowca jedynego kursującego w okolicy autobusu coś pamięta? Ale kierowca nie dość, że nie pamięta, czy przyjezdny mial plecak, to nie pamięta w ogóle nikogo podobnego do zmarłego mężczyzny. Mieszkańcy Amanda Park również nie przypominają sobie żadnego szczupłego i wysokiego bruneta kręcącego się po okolicy.

Policja liczy, że Lyle wkrótce znajdzie się w bazie osób zaginonych. Ale ani przed jego śmiercią, ani w tygodniach po, nikt nie upomina się o swojego syna, brata, męża, o czarnych dłuższych włosach zaczesanych do tyłu.

Odciski palców i DNA Stevika przechodzą przez policyjne bazy danych. Cisza. Policjanci jadą 600 kilometrów na 1019 S. Progress Avenue w Meridian - pod adres podany podczas meldowania do Lake Quinault Inn. Trafiają na hotel, w którym nikt nie kojarzy Lyle'a Stevika, ani mężczyzny z fotografii.

Śledczy przeczesują kartoteki i spisy ludności. Po kilku dniach mają jasność, że ktoś taki, jak Lyle Stevik nigdy nie istniał.

Rozpoczyna się tkanie z setek luźnych nici, prowadzących do nikąd. Dlaczego Stevik powiesił się na tak niskim wieszaku? Psycholog stwierdza, że musiało być to źródłem dodatkowego cierpienia, gdyż w trakcie (nawet zamierzonego) duszenia się, organizm wchodzi w tryb przetrwania i wszystkie siły skupia na przeżyciu. Zdławienie tej siły, to ponadludzki wysiłek. W swoich ostatnich chwilach, nie dbał o swój komfort, ale o komfort tych, którzy go znajdą (uregulowany rachunek i wysoki napiwek), a także sąsiadów - Stevik między ścianę a wieszak, wepchnął dwie poduszki, które miały wyciszać potencjalne uderzenia metalu o wnętrze wnęki. Dlaczego najpierw napisał kartkę informującą o samobójstwie, a następnie ją wyrzucił? Dlaczego czekał aż trzy dni? Dlaczego zrobił to w hotelowym pokoju?

Śledczych zastanawia wiele rzeczy. Za duże ubrania: jasnoniebieskie Levi'sy, szara koszulka z Fruit of The Loom, szaroniebieska koszula w kratę i pasek z widocznie zużytymi wszystkimi dziurkami. Podejrzewają, że Lyle sporo schudł w czasie poprzedzającym śmierć. Na jego dłoniach zauważają symetryczne, trochę zagojone i charakterystyczne dla bulimików rany, powstałe w wyniku wywoływania wymiotów. Czy Lyle był bulimikiem?

Koroner zwraca uwagę na niezwykle zadbane zęby - tak doskonały zgryz musi być efektem długiego i kosztownego leczenia ortodontycznego. To zdaje się potwierdzać pasta do zębów i szczoteczka - jedyne znalezione kosmetyki w pokoju zmarłego mężczyzny. Prowadzący śledztwo ma przeczucie, że tożsamość Stevika znajdzie się w którymś z domów należącym do klasy średniej, dość daleko od Amanda Park.

Ale jak odnaleźć rodzinę kogoś, kogo pochodzenia nie można być pewnym? Lyle może być zarówno rasy kaukaskiej, jak i latynosem, pochodzić z Bliskiego Wschodu, albo być po części rdzennym mieszkańcem Ameryki? Mężczyzna z pokoju numer 5 nie ma żadnych znaków szczególnych, poza blizną po wycięciu wyrostka i charakterystycznych, przyrośniętych do szczęki płatków uszu. Żadnego kolczyka, tatuażu, specyficznej blizny. Wyróżnia go tylko pieprzyk po lewej stronie mocnego podbródka. To trochę za mało.

Po kilku dniach badań, ciało Lyle'a Stevika zostaje pochowane 12 kilometrów od miejsca śmierci - w Aberdeen. Nie zostaje odprawiona żadna ceremonia, a grób jest nieoznakowany. Lyle znika z powierzchni ziemi.

Zdjęcia Lyle'a obiegają całe Stany. Ale Stany milczą. Nikt nie rozpoznaje w nim, ani dziecka, ani ukochanego, ani krewnego, ani kolegi z pracy, czy ze szkoły. Poszukiwania tożsamości mężczyzny z pokoju numer 5 w Lake Quinault Inn ustają. 

2006

Po pięciu latach od śmierci Lyle'a Stevika, jego sprawa trafia w ręce jednego z kanapowych detektywów. Internet jeszcze dobrze nie zna mediów społecznościowych, a ludzie nie mają jeszcze świadomości, że w internecie nic nie ginie i jak potężna to siła. Jeden człowiek zaraża sprawą drugiego i tak po kilku latach tworzy się niemała grupka internetowych śledczych, badających wszystkie możliwe tropy.

Czy Lyle to terrorysta, który nie zdecydował się na dokonanie ataku, dlatego uciekł przez cały kraj i popełnił samobójstwo? Czy może stracił w atakach kogoś bliskiego? Jak naprawdę się nazywał? Może zainspirował się książką "You Must Remember This", gdzie jednym z bohaterów jest Lyle Stevick, który rozważa samobójstwo? Ale w książce nikt nie ginie. A może Stevik, to jego prawdziwe nazwisko? Może pochodzi z bałkanów (Stević) albo z Norwegii (Stevik)? Może był ofiarą sextrafficingu? Może wiedział coś, czego nie powinien był wiedzieć? A może po prostu nie miał siły na dalsze życie? 

Dlaczego jednak nikt go nie szuka?

2015

Historia Lyle'a trafia na Reddit i wkrótce staje się najsłynniejszą historią człowieka NN w Stanach. Dotąd nieznana, tajemnicza, mroczna, smutna i przedziwnie zwykła historia fascynuje już nie tylko mieszkańców USA. Dociera do Europy, Australii, Azji i obiega cały świat. W świetnie moderowanym wątku na Reddicie, pojawiają się nie tylko przeróżne teorie, ale wreszcie padają konkretne nazwiska. Wszystkie prowadzą do ślepych zaułków.

W sprawę szczególnie angażuje się Kanadyjka Lyndsay Sawler, która na Reddicie podpisuje się nickiem Urbex. Odkąd poznała historię Lyle'a, nie potrafi przestać o nim myśleć. A myśli, jak bardzo musiał być samotny człowiek, który wybrał sobie tak bolesną śmierć w tak odludnym miejscu i którego nikt, przez kilkanaście lat nie szukał.

Człowiek, który za życia zrobił absolutnie wszystko, by zachować anonimowość i nie zostać odnalezionym i zidentyfikowanym, po swojej śmierci staje się legendą. Dla jednych jest jedną z wielu cikawych zagadek, dla innych staje się ważną częścią życia.

2018

Wątek na Reddicie zalewają nowe analizy, opracowania zdjęć z sekcji zwłok uwzględniający naturalne ułożenie ciała, pomysły, co można jeszcze zrobić. Pojawia się pomysł zbadania izotopów szkliwa Lyle'a, by zlokalizować jego pochodzenie. Takie badania jednak koszują, a śledztwo dotyczące ustalenia jego tożsamości, od dawna jest zawieszone. Zaangażowani w sprawę internauci robią zbiórkę i w kilkadziesiąt godzin pieniądze na kosztowne badania zostają zebrane.

Podczas, gdy próbki przy współpracy śledczych wędrują do laboratorium, ktoś tworzy wątek, w którym analizuje fryzurę Lyle'a, która w 2001 roku była bardzo modna wśród mającej meksykańskie korzenie młodzieży. Typ włosów - czarnych, grubych i prostych zdaje się potwierdzać tę teorię.

Izotopy wskazują sześć hrabstw w Nowym Meksyku. Eddy County, Chaves County, De Baca County, Quay County, Harding County, Union County. To wciąż za mało.

Zebrane pieniądze znacznie przekraczają potrzebną do badań izotopów kwotę, dlatego pojawia się pomysł, by zwrócić się do fundacji DNA Doe Project (na polski można by przetłumaczyć jako "DNA Nikomu Nieznanych"), która przeprowadza badania DNA i porównuje je z DNA dobrowolnie uploadowanymi do serwisów zajmujących się tworzeniem drzew genealogicznych. Taka opcja możliwa jest między innymi w MyHeritage.com, choć w Polsce jest jeszcze niedostępna.

DNA Lyle'a zostaje wrzucone do kilku baz genealogicznych bez większych oczekiwań. Po kilkunastu latach śledztwa i tysiącach ślepych wątków, nie oczekuje się zbyt wiele. Tymczasem DNA Lyle'a znalazło swoją rodzinę w hrabstwie Alameda w Kalifornii.

Fundaca DNA Doe Project o wyniku badań zawiadamia policję. Śledczy wraz z grupą wolontariuszy dość szybko ustalają najbliższą rodzinę Lyle'a i jadą do Kalifornii. Ta wizyta dla rodziny to szok, bo przez niemal siedemnaście lat, byli przekonani, że ich syn żyje. W pewnym momencie swojego życia postanowił odciąć się od rodziny, a ta uszanowała jego decyzję. W chwili śmierci miał 25 lat. Krewni proszą o anonimowość zarówno dla siebie, jak i dla swojego syna. 

Komunikat o rozwiązaniu sprawy Lyle'a trafia na Reddit z informacją, że za dwa dni cały wątek zostanie zamknięty. Lyle został zidentyfikowany. Rodzina nie chce ujawnić jego danych, ale dziękuje, że tysiące osób włączyły się w poszukiwania tożsamości ich syna. Część internautów przyjmuje wiadomość z radością, dla części to gorzka pigułka - wciąż nie wiedzą, kim jest samotny i nieszczęśliwy brunet z Amanda Park. Nie rozumieją rodziny, która nie szuka swojego dziecka. Nie rozumieją, jakim cudem, przez ponad szesnaście lat nie natknęli się na jego podobiznę. Jak mogli go nie rozpoznać?

Lyndsay Sawler wciąż nie może uwierzyć, że jej wieloletnia praca zakończyła się sukcesem. Czuje spokój, choć na wieść o odnalezieniu rodziny Stevika potwornie się rozpłakała.

Być może wkrótce prawdziwa tożsamość Lyle'a Stevika wycieknie którymś z wątków na reddicie. Być może poznamy historię, która poprzedziła samotny koniec. Prawda o Lyle'u jest najprostszą z możliwych prawd. To historia o smutku, osamotnieniu i porzuceniu. Jego skrzętnie skrywana tożsamość, została odnaleziona, a on sam, zwrócony rodzinie, od której uciekł. I tak naprawdę nie wiadomo, czy to w tym wszystkim nie najsmutniejsze.

Wersja audio:

(Nagrywana tuż po pięciogodzinnym pisaniu tekstu, zdrowo po północy. Bardzo przepraszam za zająknięcia i przestoje, ale nie mam jeszcze nic do montowania dźwięku)   

Podobne wpisy

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress