Kiedy ktoś odchodzi

8 października 2014 Blog

SLASJJJJ

Od niedzielnego wieczoru Polska jest jakby lekko przygaszona, smutniejsza i zadumana. Umarła pogodna, młoda i piękna, na dodatek znana wszystkim kobieta. Nikt nie myślał o niej na co dzień, ale odkąd nagle jej zabrakło, myśli o niej każdy. Dlaczego odejście kogoś tak bardzo nas boli, nawet jeśli to ktoś zupełnie nam obcy?

W śmierci zaklęte są: największy lęk, absolut i wszystko to, co wydaje nam się najgorsze. W śmierci też tkwi pewien banał, bo jak inaczej można nazwać fakt, że można doświadczyć jej tylko raz w życiu i zarazem jest to ostatnia rzecz, jakiej będzie nam dane doświadczyć? No i właśnie - czy to faktycznie jest jakieś doświadczenie, czy to po prostu koniec? Że co: zamknę oczy, zasnę i już nigdy nie będzie mi dane nawet pomyśleć o tym, co własnie się stało?

Mnie chyba jednak bardziej przeraża nie myśl o tym, że sama kiedyś umrę, a myślenie o tym, kto z moich bliskich odejdzie przede mną, kiedy to się stanie, czy zdążę się pożegnać i jak się o tym dowiem.

To dość niezwykłe, bo było mi dane doświadczyć, nie tyle śmierci mojego taty, co całego procesu umierania, przy którym śmierć wcale już nie wydawała się straszna. Była ostateczna i nieunikniona, ale kojarzona była raczej ze spokojem i końcem męki.

Kiedy przeczytałam o śmierci Ani Przybylskiej, strasznie mnie to zabolało, a z drugiej strony, poczułam olbrzymi spokój, kiedy przeczytałam, że odeszła w spokoju otoczona rodziną. Pomyślałam wtedy, że pewnie i dla niej śmierć mogła być końcem straszliwej męki, trudu i skazanej na porażkę walki; że odeszła pogodzona z tym losem, z którym ponoć nie sposób się pogodzić.

Ludzie często mówią, że w życiu nie byliby w stanie patrzeć, gdy ktoś umiera i czuć tę bezsilność i że woleliby, żeby ktoś zginął nagle, niż obserwować to przygasanie. Mnie z kolei z trudnością przychodzi myśl o tym, że moja mama po prostu wyszłaby rano z domu i już nigdy do niego nie wróciła. Że w pokoju, który rano opuszczała, nadal stałby kubek po kawie, lusterko do makijażu, szczotka do włosów.

Ze śmiercią w ogóle trudno dyskutować, kwestionować ją, zadawać pytania dlaczego: tak wcześnie / ona / on / teraz? Myślę, że po prostu nie warto takich pytań zadawać, bo są to pytania, na które zwyczajnie nie ma odpowiedzi. A nawet, jeśli by były, to i tak niczego by nie zmieniły - cierpienie pozostawione po śmierci bliskiej osoby, jest nie do złagodzenia.

Czas nie leczy ran, tylko je zabliźnia. Mniej bolą, ale zostają na całe życie. Zmieniają się z nami, z czasem przestają nam tak bardzo przeszkadzać i nie szpecą nas już tak bardzo. Z czasem się zwyczajnie do nich przyzwyczaimy, ale zdarzać się będą dni, w których na nie spojrzymy i przypomnimy sobie skąd się wzięły i jak dobrze było, zanim się pojawiły. Z mojej perspektywy, ten ostatni rodzaj przemyśleń jest najbardziej bolesny.

Kiedy miałam świeże emocje, usiadłam przed komputerem i nie odchodząc od niego nawet na minutę, napisałam w trzeciej osobie reportaż o tym, jak z mojej perspektywy wyglądało pożegnanie z tatą. Niby wiedziałam, że tak to się skończy, a i tak, przeżyłam szok, że jednak nie zdarzył się cud. Dzisiaj pewnie zupełnie inaczej bym o tym opowiedziała, ale obie historie mówiłyby dokładnie to samo.

Minęło sporo czasu, odkąd z mojego życia odszedł mój tata. Na pewno się przyzwyczaiłam. Na pewno absolutnie każdy aspekt mojego życia uległ potężnej zmianie i na pewno nie byłabym tu, gdzie teraz, gdyby nie jego śmierć. Na pewno chciałabym zapytać go jeszcze o wiele rzeczy. Pogadać z nim, jak dorosła kobieta, z dorosłym mężczyzną. Na pewno jestem ciekawa, co by powiedział o mojej pracy, o tym, że lubię pisać i czy lubiłby mojego kota. Mogłabym tych rzeczy "na pewno" mnożyć w nieskończoność.

Nie wiem, co i czy cokolwiek jest po śmierci, ale myślę, że można próbować ją zaakceptować, skoro jest tą jedyną pewną rzeczą w życiu każdego z nas.

Jak? Nie wiem. Jedyne, co przychodzi mi do głowy, to to, że może powinniśmy żyć tak, żeby wykorzystywać wszystkie szanse, wybaczać, próbować, nie marnować sił i czasu, pielęgnować przyjaźnie, dzwonić, pamiętać, spotykać się, rozmawiać i kochać. Żeby nie dać się jej zaskoczyć, kiedy akurat na jutro planowałeś ten długo przekładany telefon...

Podobne wpisy

  • z

    znowu się popłakałam dzięki Twojej historii. choć w sumie ta akurat jest też trochę moja.
    dziękuje, z.

    • krotkiporadnik

      Nie wiem, czy wypada dziękować za takie słowa, ale… dziękuję :)

  • „Żeby nie dać się jej zaskoczyć, kiedy akurat na jutro planowałeś ten długo przekładany telefon…” to zdanie uderza szczególnie. Mam tak, że czasem z całego tekstu zapamiętuję doskonale jedno zdanie, tak, że ono przyćmiewa całą resztę. To bardzo ważne zdanie. I tak bardzo warto je sobie zapamiętać… Pozdrawiam! [ Magdalena ]

    • krotkiporadnik

      To takie proste, a tak trudne zarazem. Dziękuję i pozdrawiam!

  • Bardzo piękne, refleksyjne spojrzenie na śmierć. Podzielam. Dziękuję.

    • krotkiporadnik

      Ja też, za takie słowa.

  • h

    piękne.

    w ogóle, piszesz tak, że chwytasz za serce. za moje serce chwytasz właściwie strasznie bardzo, w sumie nie wiem dlaczego (bo w sumie czy umiemy wytłumaczyć, dlaczego trafia do nas ten, a nie inny pisarz?), ale Twój styl pisania, Twoja wrażliwość, Twój sposób widzenia świata bardzo mi odpowiada. musisz być mega fajną dziewczyną! odkryłam Twojego bloga latem i przeczytałam całego od deski do deski. śmiałam się z recenzji seriali (nawet przesyłałam mojej siostrze na fb co ciekawsze i śmieszniejsze fragmenty Twoich tekstów, a uwierz mi, robię to tylko wtedy, kiedy coś jest naprawdę MEGA). wczoraj, kiedy czytałam Twój tekst o Twoim Tacie pierwszy raz, miałam łzy w oczach.
    lubię w Tobie to, że lubisz starsze panie i te ich plotki i inne fascynujące historie, że oglądasz „Klan”, że dostrzegasz te wszystkie małe i mało ważne (ale w gruncie rzeczy duże i bardzo ważne!) rzeczy.

    masz talent i nie przestawaj pisać.
    a w sumie to chciałam tylko Cię zapytać, czy czytałaś książkę Ingi Iwasiów „Umarł mi”? przeczytaj.

  • kk

    Dlaczego odejście kogoś tak bardzo nas boli, nawet jeśli to ktoś zupełnie nam obcy?

    Bo przypomina nam, że przyjdzie tez taka chwila, kiedy nasze płuca napełnią się po raz ostatni.
    A gdy umiera zaledwie 36 letnia, zadbana kobieta, to uświadamia nam jeszcze boleśniej, że chociaż statystyka obiecuje nam kolejnych pięćdziesiąt lat i pomimo, że unikamy papierosów, alkoholu i wyciskamy siódme poty na siłowni, to i tak nasz koniec świata może przyjść o wiele wcześniej.

  • Nie wyobrażam sobie, ze mogłabym się nie pożegnać z jakimś moim bliskim. Nawet jak wyjeżdżałam na dłużej niż kilka tygodni musiałam się ze wszystkimi poprzytulać, a żeby ktoś tak po prostu zniknął z dnia na dzień? Oby nie…

    Ja ostatnio po raz pierwszy od prawie 3 lat odważyłam się publicznie (czyli na moim blogu) napisać jak wyglądało moje ostatnie spotkanie z babcią. A co zabawne to napisałam to całkiem niedawno jadąc autobusem do pracy. Bo nawet po takim czasie nachodzą nas wspomnienia i ujawniają się emocje, które tak długo skrywaliśmy.

    Życzę Ci wszystkiego dobrego!
    Pozdrawiam :)

  • JA

    Dla mnie śmierć ukochanej mamy była szokiem, z którego po dwóch latach powoli sie otrząsam. Udar mózgu….tak nagle . Jeszcze 20 minut wcześniej z Nią rozmawiałam. Miałam tylko dopić kawę i do niej pójść! Nie zdążyłam. Ciągłe wyrzuty sumienia, co by było gdyby? Kocham Ją nadal bardzo. Życie od tamtej pory bardzo się zmieniło. Chyba po raz kolejny musiałam dorosnąć, zacząć sobie radzić sama. Bo przecież zawsze była Ona. Zawsze pomogła. Wychowała trójkę moich dzieci. Na Nią i jej bezkrytyczną miłość zawsze mogłam liczyć. A teraz zbliżają się znów znienawidzone przeze mnie święta. Bo jak usiąść przy świątecznym stole, przy którym One ze mną już nigdy nie usiądzie? Jak przeżyć tę wigilię , na którą zawsze tak czekała? Najlepiej byłoby zasnąć i obudzić się następnego dnia…Ale są dzieci, które nadal uwielbiają wigilię. Więc dla nich uśmiech na twarz i życie toczy się dalej.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress