Krajobraz po śmierci

20 czerwca 2017 Głowa

Buty

Czerwiec. W małym mieście na zachodzie Polski panuje cisza charakterystyczna dla niedziel i wolnych dni: nikt nie jeździ po zakupy, autobusy kursują dużo rzadziej, a ludzie raczej spędzają popołudnie w domu. Hanna wolne popołudnie postanawia wykorzystać na odwiedziny koleżanki. Idzie do kościoła, potem zjada obiad i szykuje się do wyjścia. Zamyka mieszkanie, zjeżdża windą z ostatniego piętra wieżowca i spacerem oddala się od bloku. Miasto tonie w niedzielnej atmosferze. 

Kilka godzin później do Hanny dzwoni telefon. To sąsiadka. Mówi, żeby przyjechała do domu, bo coś z Michałem.

Hanna wychodzi od koleżanki, nie wie czego się spodziewać. Idzie w stronę osiedla, najpierw widzi tłum ludzi, potem stojącą pod blokiem karetkę i policję. Podchodzi bliżej i zwraca uwagę na ratowników medycznych pochylonych nad leżącym pod rzędem balkonów człowiekiem. Widzi jego buty. Traci przytomność.

To zaczęło się wcześniej

Michał jest najmłodszy z trójki rodzeństwa. Razem ze starszym bratem i siostrą Magdą wychowują się w bloku, na jednym z niewielu osiedli w mieście. Są ze sobą blisko, choć z racji wieku starsze rodzeństwo lepiej dogaduje się między sobą. Życie toczy się normalnie.

Wypełnione ludźmi mieszkanie powoli pustoszeje. Na studia do Wrocławia najpierw idzie najstarszy brat Marek, potem dołącza do niego Magda. Michał musi dokończyć szkołę. Zostaje z rodzicami. 

W końcu i Michał kończy liceum. Planuje pójść na studia. Chce - tak jak rodzeństwo - studiować we Wrocławiu. Gdy plany nabierają rumieńców umiera ojciec. Wszyscy bardzo przeżywają jego śmierć: Hanna pogrąża się w żałobie odcinając się nieco od bliskich, Magda i Marek cierpią i próbują odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Jest im trochę łatwiej, bo są z dala od domu, w którym umierał ich ukochany tata. Michał zmienia zdanie i nie wyjeżdża z Lubina. Decyduje się na studia zaoczne, by nie zostawiać matki samej. Siostra i brat namawiają go, by do nich dołączył i oderwał się od domu, w którym jest pozostawiony sam sobie. Ale on się upiera się i zostaje w domu. Tragedię przeżywa sam.

Zmiana

Michał jeździ na studia do Wrocławia, ale nie jest z nich zadowolony. Po jakimś czasie z nich rezygnuje. Wszyscy są zmartwieni decyzją chłopaka. Przecież studia to podstawa. Michał tłumaczy matce i pociesza ją, że nie każdy musi mieć magistra, że po prostu źle trafił, że potrzebuje czasu, by wybrać coś dla siebie. Poza tym, ludzie i bez studiów mogą być świetnymi ekspertami. Prosi, by się nie martwiła. Hanna się uspokaja, szczególnie, gdy Michał zapisuje się do szkoły policealnej w rodzinnym mieście. Będzie miał jakiś plan, będzie cel, będzie dobrze.

Michał zaczyna się bardzo interesować polskim rapem i hip-hopem: zmienia styl, zaczyna nosić luźne spodnie, zmienia towarzystwo. Mnóstwo czasu spędza teraz ze swoimi ziomkami, którzy mają dość buntowniczy stosunek do życia. Bliscy zauważają zmianę, ale to dość normalne, że dwudziestoletni chłopak po liceum zmienia towarzystwo, zaczyna się czymś interesować i buntować, tym bardziej, że zawsze był raczej spokojny.

Do szkoły chodzi w kratkę, aż w końcu przestaje chodzić w ogóle. Jest pod olbrzymim wpływem nowych znajomych i filmu "Jesteś Bogiem". Pewnego wieczoru, gdy Magda przyjeżdża do Lubina wraz ze swoim chłopakiem, Michał po kilku piwach mówi mu, że czasem myśli, by zrobić tak jak Magik i skoczyć. Paweł się tym przejmuje i serwuje mu wykład, że śmierć to nie rozwiązanie problemu. Poza tym, ma kochających ludzi wokół i że nie wolno tak myśleć. Jest młody i przecież wszystko przed nim. Do tematu śmierci nigdy już nie wracają.

Rzut

Magda i Paweł planują ślub. Wyznaczają datę na początek czerwca i od początku roku intensywnie się przygotowują do uroczystości. Ślubna gorączka pochłania większość wolnego czasu Magdy. W połowie kwietnia, późnym wieczorem tuż przed Wielkanocą dzwoni do niej Michał. Ten telefon wytrąca ją z równowagi. Michał błaga, by natychmiast po niego przyjechać i zabrać go z Lubina, bo dłużej tam nie wytrzyma. 

Mocno zaniepokojona Magda dzwoni do Marka i wspólnie ustalają, że trzeba po Michała jechać i przywieźć go do Wrocławia. Decydują, że będzie spał u starszego brata, bo u niej i Pawła nie ma miejsca. Wyruszają około północy i po drugiej są już z Michałem we Wrocławiu.

Michał wygląda strasznie. Nie potrafi zasnąć, nie może jeść, chodzi w bardzo brudnych ubraniach. Na pytania o to, co się dzieje, odpowiada formułkami: muszę wziąć się w garść, to nic takiego, muszę po prostu znaleźć pracę. Nie potrafi powiedzieć, dlaczego tak bardzo chciał wyjechać z domu.

Dwa dni później Michał spędza dzień u siostry i jej chłopaka. Podczas, gdy oni są poza domem, Michał ma szukać pracy. Gdy Magda wraca do domu, widzi, że jest mocno pobudzony, kręci się bez celu po mieszkaniu, wywraca oczami tak, że widać tylko białka. Jest pewna, że jest naćpany. Pyta go wprost, czy coś wziął, że się tak zachowuje. Michał wpada w szał. Jest dobrze zbudowany, ma metr dziewięćdziesiąt wzrostu; Magda czuje się kompletnie bezbronna. Jej młodszy brat szaleje w jej domu, a ona nigdy nie widziała go w takim stanie. Próbuje go uspokoić, ale Michał wybiega z domu.

Korzystając z jego nieobecności, Magda przeszukuje jego rzeczy. Spodziewa się, że znajdzie narkotyki, ale w plecaku niczego nie ma. Gdy Paweł wraca do domu, razem sprawdzają komputer, z którego Michał korzystał do szukania pracy. Okazuje się, że zamiast przeglądać ogłoszenia, przez cały dzień patrzył się w monitor. W historii wyszukiwania znajdują jedno, jedyne hasło: "egzorcysta Wrocław".

Prosty plan

Magda z Pawłem podejmują decyzję, że tuż po ich ślubie i zaplanowanej już od dawna podróży, wezmą Michała do siebie i zaopiekują się nim. Wiedzą, że dzieje się z nim coś złego. Pytają, jak mogą mu pomóc, proszą, by powiedział, co się dzieje, jednak on wciąż nic nie mówi. Uspokaja się i wszyscy oddychają z ulgą. Do ich życia wraca spokój

Przychodzi czerwiec, a wraz z nim ślub Magdy. To pierwszy ślub z tego pokolenia w rodzinie, więc wszyscy bardzo go przeżywają. Rodzeństwo bawi się na nim razem, szaleją do rana. Michał także.  Jest naprawdę spoko - mówi Pawłowi na koniec przyjęcia. To, co mówiłem w Wielkanoc, to nieważne. Już czuję się dobrze i wszystko jest okej.

Tego dnia Magda, jej bracia i Paweł robią sobie zdjęcie na ławce. Michał stoi z tyłu, jest uśmiechnięty, ale chowa część twarzy za plecami brata. Wygląda jakby żartował, stroił śmieszne miny.

Na drugi dzień po ślubie Magda z Pawłem jadą w wymarzoną podróż poślubną do Włoch. Planują wrócić pod koniec czerwca i wziąć Michała do siebie, znaleźć mu terapeutę i zapewnić opiekę. Chcą, by rozwiązał dręczące go problemy. Czują, że wszystko się ułoży.

Zabrakło tygodnia

19 czerwca 2014 roku Michał jest sam w mieszkaniu. Późnym popołudniem wychodzi na balkon i skacze z ostatniego piętra wieżowca. Ktoś z sąsiadów wzywa pogotowie, ktoś inny patrzy. Już nic nie da się zrobić. Ginie na miejscu. 

Sąsiedzi początkowo nie wiedzą kto skoczył, ale policja znajduje w kieszeni chłopaka portfel i klucze do mieszkania. Nic więcej. Hanna syna poznaje po butach, a potem mdleje. Być może w ten sposób los łaskawie oszczędza jej tego makabrycznego widoku.

Magda o śmierci brata dowiaduje się kilka godzin później. Dzisiaj nawet nie pamięta jak to dokładnie było. Wie, że z euforii i najpiękniejszego czasu w swoim życiu spadła w bezdenną przepaść. Do piekła.

Wraca z Pawłem do Polski. Podczas podróży powtarza sobie tylko, że przecież plan był inny, że po powrocie mieli się nim zająć, że przecież mówił, że czuje się lepiej.

- Ile nam zabrakło? Kilka dni? - Pyta co chwilę męża.

Znaki zapytania

Po samobójstwie Michała Magdzie wwiercają się w mózg pytania. Dlaczego na nas nie poczekał? Czy go bolało? Kiedy dokładnie umarł? Na atak serca w locie? Czy może przeżył upadek, był świadomy i cierpiał? A może zginął w kilka sekund? Jak wyglądał po upadku?

Krajobraz po śmierci

Żeby dostać się do domu, trzeba mieć zgodę prokuratora. Gdy Magda ją zdobywa, idzie na policję i wraz z funkcjonariuszem idą razem do zaplombowanego mieszkania. Pojawiają się kolejne pytania, a właściwie panika. Czy są jakieś ślady? Co po sobie zostawił? Czego się dowiem?

Krajobraz po samobójstwie wygląda spokojnie. Nie ma listu, nie ma pożegnania. Jest uchylony balkon, odsłonięta firanka i jego telefon na stole. Nic więcej.

Ale rzeczywistość nie jest cicha. Prokuratura wszczyna śledztwo, mieszkanie pozostaje zaplombowane. Na wszystko trzeba mieć zgodę prokuratury, a wejść do mieszkania można tylko w asyście policji.

Wszyscy bliscy są przesłuchiwani. Magda także zostaje wezwana w charakterze świadka. Paweł przed wejściem do gabinetu prokuratora mówi jej, żeby się przypadkiem nie wychylała, bo jeszcze każą jej identyfikować zwłoki. Tego się wszyscy boją najbardziej. Ale Michał miał przy sobie dokumenty, a świadkowie potwierdzili jego tożsamość. Ulga.

Michała nie można też od razu pochować. Zanim trafi do domu pogrzebowego musi zostać w szpitalnej kostnicy do czasu zakończenia oględzin. Nie wiadomo ile potrwają, dlatego Magda musi tam iść i poinformować, że ciało jej brata musi zostać tam dłużej.

Pracownica kostnicy kwaśnym głosem informuje, że za to wszystko trzeba będzie dodatkowo zapłacić. Żąda pieniędzy z góry, więc Magda płaci. Na odchodne mówi jej z wyrzutem, że dawno nie widziała tak niezorganizowanych osób. Że ileż ciało może leżeć w lodówce i że takie rzeczy powinno się wiedzieć wcześniej.

Właśnie zaoszczędziliście trzynaście złotych

Żeby pochować brata, Magda idzie do kancelarii parafialnej. Okazuje się, że otwarta jest tylko do 14:00, a jest kilka minut po. Dziś więc pogrzebu nie załatwi. Następnego dnia rano trafia w końcu do księdza proboszcza, który mówi, że pogrzebu nie udzieli. 

-To przez to, że jest samobójcą? - Pyta Magda.

-Nie, mamy dwudziesty pierwszy wiek. Podchodzimy do tych spraw inaczej i chowamy osoby po samobójstwie. - Odpowiada ksiądz. - Ja go po prostu nie kojarzę z kościoła, więc nie mogę mu odprawić mszy pogrzebowej, jak każdemu innemu praktykującemu parafianinowi. Nie mogę go też pochować na przykościelnym cmentarzu.

Ksiądz jednak się lituje i oferuje krótką mszę po pogrzebie, na cmentarzu. Magda chce, by jej brat miał normalny, "pełnowartościowy" -  w kościele. Nie zgadza się na propozycję proboszcza.

Trzeba Michała pochować gdzie indziej. Magda idzie do urzędu miasta załatwić miejsce na cmentarzu komunalnym. Obok okienka do załatwiania spraw związanych z pochówkiem znajduje się stanowisko dotyczące wywozu śmieci. Urzędniczka z tego okienka przysłuchuje się Magdzie i w pewnej chwili się wtrąca:

- Skoro pani już tu jest, to najlepiej za jednym zamachem wyrejestrować brata.

Magda nie wie za bardzo jak zareagować, nie ma zresztą sił na wdawanie się w dyskusje. Idzie do jej stanowiska i wyrejestrowuje Michała.

- Widzi pani? I już nie trzeba płacić za śmieci kogoś, kto tam nie mieszka. - Mówi kobieta z uśmiechem i pewnym rodzajem dumy w głosie. - Właśnie zaoszczędziliście trzynaście złotych. Miesięcznie!

Okruchy po drodze

W telefonie Magda z Markiem sprawdzają listę połączeń. Dzień przed śmiercią Michał dzwonił do Magdy kilkanaście, może nawet kilkadziesiąt razy, ale jakimś cudem połączenia w roamingu nie zostały do niej przekazane. Nie dostała o nich nawet powiadomienia. Tyle samo połączeń wykonał do brata, jednak nie wiadomo dlaczego dzwonił na stary numer. W plecaku rodzeństwo znajduje skasowany bilet na pociąg do Wrocławia datowany na dzień przed śmiercią i ulotkę katolickiego centrum pomocy psychologicznej i duchowej.

Chciał się z nami skontaktować. Chciał porozmawiać. Pojechał do Wrocławia, gdy jedno z nas tam było. Szukał nas. Szukał pomocy. Tak niewiele brakowało, by dzisiaj żył… - Te myśli dławią oboje. Nie pozwalają oddychać.

Jednocześnie zadają sobie pytanie, czy coś by to dało? Przecież gdyby wtedy, w Wielkanoc nie zabrali go z Lubina. to pewnie wtedy by skoczył. 

O ile tym razem byliby w stanie odroczyć nieuniknione? Młodych wciąż dręczą te same myśli. 

- Gdyby nam powiedział wprost, wszystko było do uratowania. Jeśli się bał, albo wstydził powiedzieć, mógł chociaż zostawić kartkę na stole w kuchni: "Chcę się zabić. Potrzebuję pomocy, nie mogę już dłużej wytrzymać" i poczekać, aż któreś z nas ją rano przeczyta. Gdyby tak zrobił, wszystko byłoby inaczej. Już dawno byłby pod opieką specjalistów i naszą. Nie pozwolilibyśmy mu zostać samemu. Zamiast powiedzieć wyraźnie, rzucał nam tylko jakieś okruchy, które trudno było wyjąć z kontekstu i poskładać w całość. - Mówi Magda. 

Nie, to nie on. To ten inny

Magdzie w wędrówce od urzędu do urzędu, od prokuratury do parafii, od kostnicy do mieszkania towarzyszy irracjonalne poczucie wstydu. Ma poczucie, że wszyscy na nią patrzą. Że oceniają. Przecież muszą się zastanawiać, co takiego musiało się dziać w ich domu, że Michał skoczył z okna. 

Udaje się znaleźć księdza, który odprawi mszę pogrzebową w kościele. Od śmierci Michała mija tydzień, śledztwo trwa, ale prokuratura zezwala na wydanie rodzinie ciała. Rodzina może zabrać Michała i przewieźć do domu pogrzebowego. Na ostatniej prostej trzeba iść na policję z papierkiem od prokuratora, że ciało może zostać wydane.

- Przyszła pani od tego samobójcy z czwartku. - Magda słyszy, jak policjanci rozmawiają między sobą.

- Od tego, co skoczył z dachu?

- Nie, od tego z czwartku.

Do Magdy dociera, że po samobójstwie jej brata ktoś zdążył ponownie skoczyć. W przeciągu tygodnia i to w tak małym mieście jak Lubin.

Na pogrzeb przychodzi sporo osób. Oprócz rodziny zjawiają się także znajomi Michała. Ksiądz odprawia piękną mszę, która nieco koi rany. Zwraca się głównie do rówieśników Michała i osób, które są w trudnym momencie ich życia. Prosi, by mówili o swoich uczuciach i emocjach otwarcie. By dali sobie szansę i dali szansę swoim bliskim. Żeby nie wahali się przychodzić i prosić o pomoc. 

Puzzle

Rodzeństwo próbuje odtworzyć ostatnie dni ich najmłodszego brata. Szukają wskazówek. Wiedzą już, że był we Wrocławiu, wiedzą, że chciał z kimś porozmawiać, że szukał pomocy.

W pokoju znajdują łańcuszek z krzyżykiem z bierzmowania. Cierpnie im skóra, gdy widzą, że z małego krzyżyka Michał spiłował Jezusa. Przypominają sobie o egzorcyście, którego szukał dwa miesiące wcześniej. Dziwne zachowanie, białka oczu, pobudzenie, agresja. Wszystko składa się na bardzo niepokojący obraz.

W poszukiwaniu odpowiedzi na nieznośne pytania trafiają do psychiatry. Ten mówi o depresji i ataku psychozy. Sugeruje, że mógł mieć schizofrenię. W bliskiej rodzinie były przypadki zachorowań. 

Schizofrenia nie jest dziedziczna, ale dziedziczne są predyspozycje do zachorowania na nią. Prawdopodobieństwo zachorowania jest tym większe, im bliższe pokrewieństwo z chorymi. Chora była babcia i ciotka. 

Połowa zachorowań ma miejsce przed trzydziestym rokiem życia. U mężczyzn pierwsze rzuty choroby występują między 15 a 24 rokiem życia, szczególnie, gdy w życiu chorego miał miejsce jakiś ważny zwrot. Lekarz sądzi, że śmierć ojca uruchomiła lawinę.

Michał nie wiedział co się z nim dzieje, bał się, nie wiedział skąd otrzymać pomoc. Czuł się bez szans, dlatego skoczył.

To nie tak miało być

Śmierć Michała to nie pierwsza śmierć bliskiego w życiu Magdy. Pożegnała ojca, z którym była bardzo zżyta, trzymała za rękę dziadka, gdy umierał. Mówi, że to zupełnie inny rodzaj śmierci. Spokojny, przynoszący ulgę w cierpieniu, pozwalający się pożegnać i odejść. Śmierć samobójcza to emocjonalna masakra piłą łańcuchową. Nagła, drastyczna, taka, której można było uniknąć. Jest to śmierć zaplanowana, nie można więc jej zrzucić na żaden wypadek i losowe wydarzenie. Magda do końca życia będzie mieć przed oczami obrazy podsuwane przez jej wyobraźnię. Do końca życia będzie się zastanawiać jak wyglądał jej mały brat tam, na trawniku pod blokiem. To nie do zniesienia.

Magda idzie na terapię, bierze leki. Wie, że bez tego nie poradzi sobie sama. Po trzech latach od śmierci Michała, czuje, że najcięższe już za nią i że przeżyła już żałobę. Jest mamą.

Hanna ma nowe życie. Sprzedaje mieszkanie, w którym jej syn spędził ostatnie minuty swojego życia. Wychodzi powtórnie za mąż. Próbuje żyć po tragedii.

Pewnej nocy Paweł ma sen. Jest tak realistyczny, że ma wrażenie, że śni na jawie. Do łóżka, w którym śpi z Magdą podchodzi Michał. Prosi go o rozmowę z siostrą, ale Paweł pokazuje mu, że Magda śpi. Michał prosi, żeby przekazać jej, że już naprawdę wszystko z nim dobrze.  Że nie cierpi i że jest mu dobrze. Wie, że się kiedyś zobaczą. Na odchodne mówi, że to wszystko nie tak miało wyglądać.

Marek wciąż nie otrząsnął się po śmierci brata.

Cyferki

W 2014 roku 6165 osób w Polsce popełniło samobójstwo. 521 z nich to osoby w wieku 19-24 lat. 836 osób na dzień swojej śmierci tak jak Michał wybrało czwartek. 2269 z nich postanowiło odebrać sobie życie w mieszkaniu. 373 osoby wybrały skok z wysokości. 645 osób zabiło się w wyniku choroby psychicznej.

5237 z nich stanowili mężczyźni. 

 

 

Ten tekst dedykuję Magdzie.

 

***

Jeśli jesteś w trudnej sytuacji i masz powracające myśli na temat odebrania sobie życia, koniecznie powiedz o tym bliskim osobom. Jeśli masz złe kontakty w domu, zwróć się do kogoś zaufanego, nawet jeśli jest do sympatyczna pani ze sklepu warzywnego, sąsiadka, nauczycielka, czy kolega z pracy. Nie bądź z tymi myślami sam. 

Jeśli planujesz własną śmierć (nawet jeśli na razie to tylko myśli bez realnego zamiaru) zgłoś się do najbliższego szpitala lub zadzwoń na pogotowie. W Polsce myśli samobójcze są traktowane jako stan zagrożenia życia (czym zresztą są) i leczone są ”z urzędu”. Trafisz wtedy pod opiekę specjalistów, którzy udzielą Ci pomocy i zadecydują o sposobie leczenia.

Jeśli boisz się zgłosić do szpitala sam, poproś kogoś, by zrobił to za Ciebie. Jak głupio i brutalnie by to nie zabrzmiało: samobójstwo możesz popełnić zawsze, ale najpierw spróbuj sobie pomóc. Nie masz nic do stracenia.

Jeśli jesteś bliskim osoby, którą podejrzewasz o myśli samobójcze, zadaj jej o to pytanie wprost. Bardzo często werbalizacja samobójczych myśli obniża napięcie rosnące w osobie noszącej się z takim zamiarem i stanowi punkt wyjścia do rozmowy i pomocy.

Jak rozpoznać osobę rozważającą samobójstwo?

Taki człowiek w ostatnim czasie:

  • zmienił swoje dotychczasowe nawyki, np. porzucił swoje hobby
  • jest wyraźnie przygnębiony
  • rozmawia o śmierci, zaczyna się nią ponadprzeciętnie interesować
  • rzuca mimochodem sygnały o tym, że chciałby się zabić, nawet, gdy są one trudne do wychwycenia i mało oczywiste
  • stracił zainteresowanie wszystkim, czym interesował się wcześniej
  • odcina się od znajomych i rodziny, wyraźnie się izoluje
  • traci apetyt, chudnie w niezdrowy sposób
  • przestaje o siebie dbać, zapomina o higienie osobistej, nie zwraca uwagi na czystość ubrań
  • zaniedbuje pracę, naukę i swoje dotychczasowe obowiązki
  • ma problemy ze snem
  • ma duże wahania nastrojów, bywa drażliwy, agresywny, albo apatyczny a potem nagle staje się nadpobudliwy, nerwowy
  • często mówi o tym, że nikt go nie rozumie i nie jest w stanie mu pomóc, nawet bliscy ludzie
  • porządkuje swoje życie, załatwia zaległe sprawy, odwiedza dawnych znajomych, godzi się, spisuje testament, rozdaje swoje rzeczy
  • zwiększa spożycie alkoholu, a gdy jest pijany mówi o tym, że czuje się niezrozumiany, że przerasta go życie i że nie widzi dla siebie przyszłości.

Bądź uważny, nie ignoruj tych sygnałów. Nie wstydź się pytać i oferować pomoc. Stawką jest czyjeś życie.

Pamiętaj też, że nagła poprawa samopoczucia u osoby, która wcześniej mówiła o samobójstwie i była bardzo przybita, może oznaczać, że wkroczyła ona w fazę presuicydalną (przedsamobójczą) i podjęła już decyzję o pozbawieniu się życia. Najprawdopodobniej wie już jak to zrobi, kiedy i gdzie. Podjęcie tej decyzji sprawia, że człowiek czuje pewnego rodzaju ulgę, bo w jego mniemaniu znalazł on rozwiązanie swoich wszystkich problemów. Spytaj taką osobę wprost o to, czy chce się zabić i nakłoń ją do jak najszybszego zgłoszenia się do szpitala, lub sam to zrób.

***

O samobójstwach się nie mówi i chcę to zmienić

W mediach często stosuje się zasadę, by nie mówić o samobójstwach, szczególnie, gdy popełniają je znani ludzie. Uzasadnione jest to tzw. efektem Wertera, gdzie po każdej głośnej śmierci samobójczej na moment wzrasta liczba samobójstw. Zamiast rozmawiać o samobójstwach znanych osób, porozmawiajmy o samym samobójstwie.

Co wiemy o samobójstwie? Jak ogromny jest to problem, kto jest podatny na myśli samobójcze, jak poradzić sobie z myślami o odebraniu sobie życia, jak rozpoznać u bliskiego samobójcze zamiary, dokąd zwrócić się po pomoc i przez co przechodzą bliscy samobójców?

Dziś poznaliście historię Michała i jego rodziny, bo rzadko mówi się o tym, co dzieje się z bliskimi po śmierci samobójczej. Samobójcy często nie mają świadomości tych konsekwencji i przyziemności niektórych spraw. Spora część osób myślących o samobójstwie (szczególnie młodych) nie do końca zdaje sobie sprawę z nieodwracalności własnej śmierci oraz tego, co spotka ich rodzinę. Gdy takie osoby zdają sobie sprawę, z tego, jak wygląda „życie” po samobójstwie, często rezygnują z zamiaru pozbawienia się życia i sięgają po pomoc.

***

 Pamiętaj! Nie jesteś sam. To, że teraz wydaje Ci się, że nic nie może się zmienić i nigdy nie będzie już lepiej, nie znaczy, że tak będzie. Daj sobie szansę. Skorzystaj z pomocy specjalistów (lekarzy, psychoterapeutów, psychiatrów) lub chwyć za słuchawkę i porozmawiaj:

  • Bielsko-Biała, Katolicki Telefon Zaufania - 33-812-26-67, czynny codziennie między godz. 16 a 21. 
  • Częstochowa, Telefon Zaufania - 192-88 lub 34-366-49-88, czynny codziennie od godz. 16 do 6. 
  • Jastrzębie-Zdrój, Telefon Zaufania "Kontakt" - 32-471-78-78, czynny od poniedziałku do piątku od godz. 18 do 22. 
  • Katowice, Katolicki Telefon Zaufania - 32-253-05-00, czynny całodobowo. 
  • Katowice, Telefon Zaufania - 32-256-92-78, czynny codziennie od godz. 15 do 7. 
  • Telefon Zaufania dla Dzieci i Młodzieży, 116-111, czynny codziennie od godz. 12 do 20. 
  • Telefon Nadziei dla Kobiet w Ciąży i Matek w Trudnej Sytuacji Życiowej, 800-112- 800, czynny od poniedziałku do piątku, od godz. 15 do 7, w soboty, niedziele, święta całą dobę. 
  • Telefon "Niebieska Linia" Stowarzyszenia na Rzecz Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie, 801-12-00-02, czynny od poniedziałku do soboty, od godz. 8 do 22, w niedziele i święta od godz. 8 do 16. 
  • Ogólnopolskie Pogotowie dla Ofiar Przemocy w Rodzinie "Niebieska Linia", 22- 668-70-00, czynny od poniedziałku do piątku w godzinach od 14 do 22. 
  • Dziecięcy Telefon Zaufania Rzecznika Praw Dziecka, 800-12-12-12, czynny od poniedziałku do piątku w godzinach 8.15 - 20. 
  • Poradnia Telefoniczna dla Dorosłych Osób w Kryzysie Emocjonalnym, 116-123, czynny od godz. 14 do 22. 
  • Telefon Wsparcia w Sprawie Zaginionego Dziecka, 116-000, czynny całodobowo. 

 

 

Podobne wpisy

  • tochybaomnie

    To bardzo ważny tekst, dobrze, że go napisałaś. Dziękuję.

  • Magda ZT

    Brakuje w tekście jasnego przekazu: jakiekolwiek objawy depresji, nie mówiąc o pojawiających myślach samobójczych czy rezygnacyjnych wymagają bezwzględnego sięgnięcia po pomoc specjalisty – w tym wypadku psychiatry. Nie terapeuta, nie telefon zaufania. To tylko opóźnia rozpoczęcie leczenia, które w wypadku zaburzeń depresyjnych, czy jak wyżej w tekście psychoz, jest podstawa ratunku dla osób zagrożonych samobójstwem.

    • Myślę, że w tekście wspomniałam o zgłoszeniu się do sepcjalisty/psychiatry/szpitala bardzo wyraźnie. Rozmawiałam ze specjalistami, w tym z psychiatrą, którzy zwrócili mi uwagę na to, że dla osoby w tak trudnym stanie, najważniejszy jest pierwszy kontakt – jeśli zadzwonią do psychiatry i usłyszą o terminie za miesiąc – zrezygnują. Jeśli będą chcieli zapisać się na terapię z NFZ, usłyszą o liście zapisów i kolejkach. Mało kto wie o tym, że z myślami samobójczymi trzeba zgłaszać się bezpośrednio do szpitala psychiatrycznego, a i tak jest to dla niektórych (o ile nie znacznej części) barierą nie do pokonania. Dlatego piszę też o tym, że najważniejsze jest to, by nie pozostać z tymi myślami samemu – powiedzieć o nich komuś jak najszybciej, by to ten ktoś mógł na chwilę przejąć stery i zaciągnąć chorego do szpitala/psychiatry.

      Przekaz jest prosty: zgłoś się do lekarza lub szpitala, zadzwoń po pogotowie, a jeśli tak bardzo się tego boisz, to chociaż powiedz o tym komuś zaufanemu, albo komuś, kto ma z tobą kontakt. Nie bądź z tym sam.

  • Uppsss

    Justyna, zwróć uwagę na letnie ‚spadanie ludzi w górach’. Dowiadując się o nieuleczalnej chorobie, załatwiają formalności (spadkowe, finansowe …) i wybierają Orlą Perć. Nie wracają. To jest dramat.

    • :(
      Masz może jakieś teksty/źródła na ten temat?

      • Małgorzata Nowakowska

        Jako pasjonatka Tatr, od kilku lat śledząca kroniki TOPR i statystyki wypadków stwierdzam, że to się zdarza niezwykle rzadko, przynajmniej na Orlej Perci. Góra samobójców to zdecydowanie Giewont, na drugim miejscu Nosal – bo tam są pionowe przepaści. Ale to też nie jest nagminne. A dramat chyba taki sam jak wyskoczyć z balkonu…

        • Ale faktycznie obserwuje się taki wzrost liczby wypadków? Bo też latem jest wielu turystów w górach, a więc i więcej wypadków. Być może zadaję głupie pytanie, ale nie mam wiedzy na ten temat, że jest to tak powszechne zjawisko. Małgosiu, podeślesz jakieś dane, statystyki?

          • Małgorzata Nowakowska

            Pod tym linkiem są statystyki dotyczące ubiegłego roku: http://601100300.pl/news/statystyki-topr-2016/
            Ale nie są zbyt szczegółowe, tzn. nie wyciągnie się na ich podstawie wniosku, czy „upadek/poślizgnięcie” zdarzyło się naprawdę niechcący, czy mogło być coś na rzeczy. Obserwuję natomiast wiele stron o tematyce tatrzańskiej, czytam o każdym wypadku śmiertelnym, zwykle jest oczywiste, ze stało się nieplanowane nieszczęście. Nie do końca jasne sytuacje zdarzają się rzadko. Np. w listopadzie 15 wyszedł ze schroniska przez okno (?!) młody człowiek, wcześniej dość dziwnie się zachowywał, potem ślad po nim zaginął, znalazł się na wiosnę, niestety w stanie już takim, że nie można było wywnioskować, co dokładnie mu się przytrafiło (jego ciało poszarpały dzikie zwierzęta, ale nastąpiło to już po śmierci). Z literatury (o ile dobrze pamiętam, to było w „Wołaniu w górach” M. Jagiełło) znam przypadek, że ktoś na oczach innych turystów skoczył ze Świnicy, mówiąc wcześniej „cześć”. Ale naprawdę – to są pojedyncze sytuacje. Ten Giewont czy Nosal zasłużyły na miano gór samobójców przez długie lata, nie przez jeden sezon.

      • Uppsss

        Teksty w necie znajdziesz, ale utkwił mi w pamięci i opisałem go wyżej – reportaż w Tv – taternicy, szpital, góry i rozmowy z rodzinami… już po. Świetny materiał, ale niestety dat nie przypomnę sobie.

  • Krzysztof

    Przyszło mi do głowy kilka rzeczy. Przede
    wszystkim wściekłość. Nie wiem jak mają inni, ale ja gdy mam myśli
    samobójcze to jestem wściekły na cały świat. I wściekam się jeszcze
    mocniej, gdy chce komuś pobiadolić o tym jak mi źle, a ten ktoś nie
    odbiera. I żadne racjonalne tłumaczenia nie działają. Mama ma nie tylko
    odebrać, ale teleportować się i zaopiekować się mną (nawet
    gdyby to zrobiła to niekoniecznie musiałoby mi to pomóc).
    Michał z Twojego tekstu dzwonił 20 razy. Masakra.
    Czasem
    da się coś zrobić przez telefon. Moja przyjaciołka wyszukała mi raz
    psycholożkę i kazała zadzwonić. Ostatnim razem do mnie
    zadzwoniła i choć nie pamiętam o czym rozmawialiśmy zaskoczyło mnie to
    na tyle, że na chwilę wybiło z amoku.
    Bo to jest amok
    (przynajmniej u mnie). I nic i nikt się nie liczy tylko jak tą sytuację
    ugasić, ukoić. Wszystko co wytrąca z tego amoku jest dobre, ale ja sam
    działam tak aby w nim pozostać. Pomaga fizyczna obecność drugiej osoby.
    Bo ja się wstydzę tych swoich zamiarów.
    W tej wściekłości
    ciężko jest znaleźć miejsce dla najbliższych. Wyobrażałem sobie nawet,
    że to mama pierwsza mnie znajdzie. Kocham ją, a jednak złość wygrywa.
    Przyszła
    mi na myśl jeszcze jedna rzecz. Jak żyć po próbie samobójczej. Sam
    chyba staram się nie pamiętać co zrobiłem swoim bliskim. A oni raczej
    nie pytają ( z wyjątkami) co się tak naprawdę stało. Temat jest obecny
    tylko w terapii.

  • Bardzo dobrze napisany i emocjonujący tekst. Dobrze, że ostatnio coraz więcej się mówi o zdrowiu psychicznym, bo jak na razie większość ludzi skupiło się tylko na tym fizycznym, o psychice mówiąc tylko przy okazji. A znaczna większość nie ma w ogóle pojęcia o depresji, stanach i osobowościach depresyjnych.

    Ja od dłuższego czasu interesuję się psychologią, ale się na nią nie wybrałam, bo raz, że na dobrą uczelnię bym się nie dostała, a dwa, że psychologiem raczej dobrym bym nie była, bo sama go potrzebuję. I właśnie do jednego idę, po kilku latach nie wiadomo czego, bo nie chcę nazywać tego depresją – okresów ciemności, tłumienia i wybuchów emocji, chociaż bywało momentami (czasami nawet dłuższymi) lepiej. Ale myśli i nieudane próby samobójcze mówią same za siebie. Boję się jak cholera. I z jednej strony chcę do niego iść, bo sama o to zabiegałam, z drugiej strony boję się i wstydzę. Boję się, że tak naprawdę nie muszę tam iść albo że mi nie pomoże. A może jednak terapeuta lub psychiatra…

    Mam nadzieję, że tego typu teksty coś dadzą. Że zdrowi zaczną myśleć trochę inaczej o chorych. A chorzy nie będą bali się prosić o pomoc, jeśli zobaczą, że bardziej znane osoby mówią i piszą o tym otwarcie. Bo to na pewno nie wina chorych. Nikt nie wybiera sobie depresji czy innych chorób psychicznych.

    Dziękuję za ten tekst. I przy okazji mam pytanie – czy planujesz serię reportaży o takiej tematyce, czy jest to tylko jeden post?

  • sidan

    Komentowałam już post na fejsie, ale w sumie chcę to napisać jeszcze raz – bardzo potrzebne są takie teksty jak Twój. Robisz bardzo ważną robotę nie tylko dla ludzi, którzy myślą o odebraniu sobie życia ale też dla bliskich. W moim otoczeniu zdarzyły się dwa samobójstwa, z czego jedna z osób kiedyś była mi dość bliska i mimo że nasze drogi się rozeszły parę lat przed śmiercią tej osoby to i tak przez długi czas w głowie miałam tylko moment kiedy ostatni raz na siebie wpadłyśmy, czy już wtedy coś nie grało. Myślałam o tym co mogło spowodować, że zdecydowała się na taki krok, o tym jaki niewyobrażalny ból musi odczuwać jej rodzina i przyjaciele. Non stop zastanawiałam się co ona miała w głowie kiedy już podjęła tę decyzję i to zrobiła. Od czasu do czasu nadal to do mnie wraca, a minęło już 5 lat. Ze swojej strony dziękuję Ci za opowiedzenie tej historii.

  • Piszmy o tym, piszmy!

  • Rudabanshee

    Dziękuję.

  • Niby sporo wiem o samobójstwach, znam cyferki, czytałam książki, zetknęłam się osobiście z samobójstwem kolegi, zetknęłam się z próbami samobójczymi bliskich osób, zmagam się z depresją przyjaciela, mam temat śmierci bardzo przemyślany, w zasadzie jest moim tematem codziennym, szczególnie ze względu na studia zajmuję się historią, otaczają mnie słowa i myśli zmarłych, często też samobójców – słowem to nie jest dla mnie tekst o sprawie „z kosmosu” i nie otwiera mi oczu na coś nowego, ale i tak mnie rusza. Zawsze. Nie wiem czy cieszyć się, że jestem empatyczna i przejmuję się sprawami ludzi, czy martwić że jestem nadwrażliwa. Ale to bardzo dobry tekst.

  • asloska

    Samobójstwo w bliskiej rodzinie prawdopodobnie uratowało mi życie.

    • Aż głupio mi zadać to pytanie, ale: dlaczego?

      • asloska

        bo właśnie widziałam, co się działo w rodzinie po śmierci. i zamiast myśleć o żyletkach, poszłam do lekarza.

  • Iwona Przybyłek

    Nigdy tak naprawdę nie można się z tego wyleczyć… coś o tym wiem.
    Ludzie nie chcą o tym mówić, wstydzą się, bo uczą nas, że mamy być silni, mówią, że mamy wziąć się w garść, że to takie wymyślanie, żeby zwrócić na siebie uwagę (ileż razy to słyszałam)… a potem pytania… dlaczego nie powiedział/a, przecież mogliśmy pomóc… samobójstwo to tragedia. Patrzmy uważnie, nie tylko na ludzi nam bliskich, ale też na tych, których znamy tylko z widzenia.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress