Kilka kilometrów od Beksińskich

2 stycznia 2017 Ludzie

Na drugą randkę K. zabrał mnie metrem na Służew, by pokazać mi bloki, które widziałam w "Dekalogu" Kieślowskiego, a o których opowiadałam mu wcześniej przez telefon. Do Warszawy zawsze miałam stosunek nabożny, trochę taki, jak pewnie większość ludzi ma do Nowego Jorku, Paryża, czy Londynu. Zwiedzając te miejsca, chcesz dotrzeć do zakamarków, które znasz z filmów, a gdy tak się już stanie, na chwilę wstrzymujesz oddech i stapiasz się z tym miejscem. Ja tak mam z Warszawą i mam nadzieję, że nigdy mi to nie minie, choć zdaję sobie sprawę z tego, że może być trudno.

W każdym razie, tamtego listopadowego wieczoru kupiłam bilet kartonikowy i pojechaliśmy na ulicę Sonaty. Gdy tylko wyszłam na powierzchnię, zobaczyłam charakterystyczne balkony znane mi z I i II części "Dekalogu". Są charakterystyczne: kwadratowe, zamiast barierek jest betonowe ogrodzenie i przedzielająca je na pół, wystająca nieco poza balkon betonowa belka. Zbliżaliśmy się do pierwszego lepszego budynku, gdy na jego elewacji zobaczyłam niewielki mural z twarzą starszego mężczyzny w okularach. 

-To Kieślowski! - krzyknęłam na początku, chociaż bardzo szybko puzzle poukładały mi się w głowie i przypomniała mi się inna twarz. Twarz Zdzisława Beksińskiego. Wycieczka nabrała głębszego sensu, bo oprócz tego, że widziałam bloki z "Dekalogi" (mimo, że niekoniecznie film kręcony był akurat tam), to stałam właśnie w miejscu, gdzie ktoś stracił życie, a ja o tej zbrodni wiele wiedziałam. Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że mam na punkcie morderstw i zbrodnic dość sporego bzika.

Od tamtej wycieczki zaczęłam poznawać Beksińskich lepiej. Najpierw posłuchałam kilku audycji Tomka, później przeczytałam fragmenty książki Magdaleny Grzebałkowskiej, potem poszliśmy do kina na "Ostatnią rodzinę", a ostatnio zaopatrzyłam się w "Beksińskich Portret Podwójny" Grzebałkowskiej w Audiotece. I tak sobie słucham, wnikając w niezwykły, trudny do opisania świat, którego wrażliwość, głębia i niezwykle nieuchwytna aura miesza się z najzwyklejszą rzeczywistością, z którą stykamy się na co dzień. Piszę o tym, bo książka (wciąż jestem w trakcie lektury) wywiera na mnie ogromny wpływ i mimo, że to biografia, niesamowicie mnie inspiruje.

Ujmuje mnie niesamowita zdolność do samoobserwacji Zdzisława, która wyziera z listów pisanych do bliskich i znajomych. Fascynuje mnie przy tym cała złożoność zaburzeń, na które najprawdopodobniej cierpiał i schorzeń, które one generowały. Potwornie zawstydza mnie fakt, jak niewiele robię w życiu i w wolnym czasie, gdy wiem, ile w tym czasie robił zarówno stary, jak i młody Beksiński. Pisanie książek, opowiadań, wydawanie płyt, rysowanie komiksów, słuchanie muzyki, a przede wszystkim, całkowite oddanie się swojej pasji.  Te wybory sprawiły, że przez lata rodzina Beksińskich żyła na granicy biedy. 

Poczułam zazdrość do czasów, w których żyli. Do czasów nie bez internetu, ale do czasów bez mediów społecznościowych i wszystkiego na żądanie. Pierwsze nas zajmują i odciągają uwagę, drugie oduczają szacunku do rzeczy, które kochamy i o które nie musimy się wcale starać, bo zawsze możemy je w kilka sekund dostać. 

Czuję jakąś niesamowitą tęsknotę za zapachem papieru, książek i płyt, którymi było wypchane mieszkanie Tomasza. Do czasów, w których radio było alternatywą dla telewizji. Przekłuwało nocną ciszę i naprawdę potrafiło ogrzać w ciemną i zimną, głęboką noc. 

Te wszystkie tęsknoty są przy tym wszystkim zatopione w świecie dobrze mi znanym i bliskim - w osiedlu, w bloku z wielkiej płyty. Beksińscy jeździli windą ze Zrembu, mieli zsyp, balkon i pojedyncze okienko w kuchni. Wiem, że być może dla Was niewiele to znaczy, ale na moją wyobraźnię takie obrazy działają bardzo mocno.

No i dzisiaj weszłam na chwilę do kuchni, w której nie zapaliłam światła. Mieszkam na czwartym piętrze, ale widok mam na osiedle i kilkunastopiętrowe bloki. Wyobraźnia zaczęła działać. W końcu prawie każde palące się światło w oknie, to inny człowiek. Może w jednym z tych okienek mieszka ktoś, kto też tworzy i zmaga się ze swoją wrażliwością? Ja przecież też jestem takim okienkiem. Odrębnym, trochę wrażliwszym, poszukującym.

Mimo, że ich już nie ma, to nie mogę się pozbyć uczucia, że jestem zaledwie kilka kilometrów od Beksińskich, w tej samej otulającej i nieco przytłaczającej rzeczywistości. Wciąż jednak, w tak bardzo różnym świecie. 

I co zrobić z takim uczuciem?

Podobne wpisy

  • Migotka

    Czasami jak Cię czytam, mam wrażenie, że Twoje słowa są moimi słowami.

    I taki paradoks, bo Ty dla mnie robisz rzeczy, na które ja w swoim czasie nie jestem w stanie zrobić…

    Ściskam! I dziękuję:)

    • Takie komentarze – o podobieństwie myśli – chyba sprawiają mi największą przyjemność :)

  • A ja gdy myślę o Beksińskich nie mam przed oczyma płyt ani książek ani nawet obrazów. Zawsze moje myśli kierują się do Zofii, która w tym szalonym domu pełnym pasji i (mówiąc szczerze) nienormalności próbowała stworzyć pozory zwyczajnej rodziny. Trzymać ich więzi, tworzyć rodzinny ciepły kąt w domu, gdzie ciepło było pojęciem względnym.

    • Słuszna uwaga. Zofia to niezwykła postać, tak bardzo inna, a tak bardzo potrzebna obu Beksińskim.

  • Znam ludzi, ktorzy mają domy pełne książek, pelne plyt winylowych, klaserow ze znaczkami, kaset, gier planszowych, modeli do sklejania, a mój dom czasem pachnie terpentyną i farbami. To wciąż jest, tylko tak jak wtedy jest niszowe. Ja biorę np. udział w grupie pisania kreatywnego, w której co tydzień pisze się krótkie opowiadanie na określony temat – cholernie rozwija i jest taką fajną odskocznią. Polecam coś takiego, co pozwoli nam na chwile wylądować na zupełnie innej planecie. Mi to leczy te tęsknoty.

    • Hej, po czasie się odzywam, ale czy możesz zdradzić coś więcej na temat tej grupy? :)

      • Jak najbardziej! Motto grupy to “Write a short story every week. It’s not possible to write 52 bad short stories in a row.” :) Działa aktywnie od września zeszłego roku, w tym czasie napisałam i przeczytałam w cholerę świetnych historii. Zachęcam cię do spróbowania, temat w tym tygodniu to „Król uczynił ją swoją królową, chociaż wiedział, że to doprowadzi do wojny.”. Temat może być po prostu frazą w tekście, może być potraktowany dosłownie. Do niedzieli wieczorem piszesz krótkie opowiadanie, wysyłasz je mailem, w niedzielę wieczorem adminki wrzucają opowiadania na stronę. Szczegóły tu: https://grupa-pisania-kreatywnego.blogspot.com/. Chodzi głównie o to, by regularnie pisać, nie koniecznie super dopracowane i wybitne rzeczy, ale pisać. Chociaż w ciągu tych tygodni powstało parę perełek.

  • Muszę obejrzeć Dekalog brrrrr

  • To prawda, te balkony robią ogromne wrażenie – nawet jeśli tak jak ja mijasz je po raz tysiąc któryś, bo masz charakterystyczne służewieckie osiedla na trasie spaceru na pocztę i do warzywniaka :) Nie wiem, czy podczas Waszej wycieczki mieliście okazję wejść do środka, ale klatki schodowe jeszcze potęgują to wrażenie. Wprawdzie byłam w środku lata temu i na imprezie, więc być może to moje wrażenie jest w jakiś sposób wykrzywione, ale dobrze pamiętam ten klimat. Zimny, zygzakowaty korytarz, gigantyczny klocek skrzynki na listy obsługującej kilkaset osób i czterocyfrowe numery mieszkań na drzwiach. Bardzo sugestywne wspomnienie tamtych czasów – ich czasów.

  • kappacofe

    Pierwszy akapit wpisu mnie rozbroił. Mieszkam w Lodynie i widzialam dom w którym kręcili 101 dalmatynczyków, uliczki z harrego pottera czy mojego ukochanego sherlocka holmsa nie sa mi obce. Kiedy już jestem w tym miejscu ogarnia mnie nieposkromiony śmiech „serio to tutaj?” hahaha :)

  • Czytając Portret podwójny czułam dokładnie ten sam wstyd za wszystkie rzeczy, które mogłabym, a których nie robię w wolnych chwilach. Cudownie piszesz, mam ciarki momentami. Pozdrawiam ciepło !

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress