Jak skutecznie i bezboleśnie popełnić samobójstwo?

15 czerwca 2015 Blog Głowa

Siedzę w moim pokoju na dziesiątym piętrze wieżowca i patrzę na zimowe miasto. Dziś widok, który zawsze mnie zachwycał, potwornie mnie boli i przeraża. Za ścianą rodzice, którzy dowiedzieli się o mnie kilku strasznych rzeczy i błyskawicznie zareagowali. Mam całkowity szlaban, zabrany telefon, odcięty od internetu komputer i złamane serce. Myślę o tym, co mam zrobić, żeby się nie obudzić jutro rano. Żeby nie dożyć swoich siedemnastych urodzin, które przypadają za kilka dni. Chcę zrobić wszystko, żeby już nigdy nie czuć się tak strasznie jak teraz. Chcę się zabić.

Rok wcześniej zakochałam się w najprzystojniejszym chłopaku, który kiedyś chodził do mojej podstawówki. Zawsze bałam się do niego podejść, bo był starszy, superpopularny, jeździł świetnie na rolkach, rowerze, był hakerem i miał najpiękniejsze na świecie czarne kręcone długie włosy. Oboje zmieniliśmy szkoły, minęły lata, pojawiło się Gadu-Gadu, a wraz z nim, odwaga, żeby napisać do kogoś, do którego ze strachu nigdy się nie odezwałam.

Spotkaliśmy się i okazało się, że się sobie spodobaliśmy i że będziemy parą. Byłam tak wniebowzięta, że trudno jest mi sobie przypomnieć, kiedy byłam tak szczęśliwa. Było super: na urodziny T. dał mi złotą rybkę, chodziliśmy na spacery, obejrzałam z nim kilka części Harry'ego Pottera w kinie, zaczęłam chodzić na imprezy w mieście, kiedy już rodzice zaczęli mi pozwalać wychodzić piątki i soboty wieczorem z domu.

Ale T. miał duży problem, którego ja nie zauważałam, albo nie chciałam zauważać, natomiast moi znajomi i rodzice coś podejrzewali. Po kilku miesiącach, w wakacje, na jednej z domówek organizowanych przez jego znajomych, przez przypadek weszłam do pokoju, w którym widziałam, jak wciąga coś nosem. Śmiejcie się, ale dla piętnastolatki, która wypiła pierwsze piwo kilka tygodni wcześniej, taki widok był straszny. Byłam przerażona i potwornie smutna.

Postanowiłam zachować to dla siebie i nie pisnęłam słowa rodzicom o tym, co widziałam. Ale zaczęłam być bardziej uważna. I tak dowiedziałam się, że T. nie zdał do następnej klasy w liceum, a ponadto wywalili go ze szkoły. Że zmienił towarzystwo na takie, które buja się dziwnymi samochodami z przyciemnianymi szybami. Że kiedy T. się "bawi", to potem przez dwa, trzy dni nie ma z nim kontaktu. No i że generalnie ja w życiu T. znaczę tyle, co chodzenie na roraty dla osoby, która nie wierzy w Boga.

Zaczęłam więc robić wszystko, żeby znaczyć coś więcej. Zaczęłam okłamywać rodziców, opuszczać szkołę, nie chodziłam na dodatkowe lekcje i zajęcia, pożyczałam mu pieniądze, po kryjomu w nocy siedziałam z nim na gadu (bo akurat wtedy miał czas ze mną rozmawiać - prawdopodobnie dlatego, że wszyscy inni już spali), a rano nieprzytomna szłam do szkoły.

Było mi potwornie wstyd, że jestem taka "normalna". Że mam całkiem dobre oceny w szkole, że mi zależy na nauce, że mam dbających rodziców, kolację o ósmej, kanapki do szkoły i soczek, że mam absolutnie wszystko, czego potrzebuję: podręczniki, książki, encyklopedie, wycieczki, spodnie z Lee, superstary z Adidasa, plecak z Alpinusa, kieszonkowe i telefon na kartę. Że mogę zadzwonić po tatę i tata zawsze przyjedzie, odbierze, pomoże.

A mi zależało na tym, żeby mnie rodzice olali, żebym nie miała tych cholernych kanapek, soczków, fajnych butów i plecaka. Chciałam tylko tego, żebym mogła iść do małego pokoju T., w którym mógł nawet palić papierosy, położyć się na jego materacu i patrzeć jak gra w Quake'a, pisze z kimś na gg, puszcza muzę z Winampa i pali papierosy. Chciałam tak przeżyć swoje życie.

Ale Tomek tego nie chciał, bo mimo wszystko bałam się jego znajomych i jego ulubionych zabaw, takich jak ćpanie, jeżdżenie autem po mieście tuż po wciągnięciu kreski, wykonywania największych durnot w stylu zatrzymywania tramwajów kładząc się na torach, albo jeżdżenia pod prąd, "bo tak jest fajnie".

No więc postanowiłam zostać taka jak on. Za kilka tygodni miałam mieć urodziny i wybłagałam rodziców o pozwolenie na domówkę. Domówki wtedy oznaczały, że rodzice wychodzą z domu, wracają o 23:00, a po imprezie ma nie być prawie śladu. Wybłagałam o czas do północy.

Zaprosiłam moich wszystkich znajomych z poprzedniej i obecnej klasy, ale było mi trochę obojętne, czy przyjdą, czy nie, bo najważniejsze było, żeby przyszedł T. i jego koledzy. I żeby przynieśli amfetaminę, "tabsy" i zioło, bo chcę spróbować. I kiedy o moim planie mówiłam mojej ówczesnej najlepszej koleżance, jakimś cholernym cudem, moja mama usłyszała tę rozmowę. I zachowała się jak rasowa matka broniąca swojego dziecka.

Poczekała aż skończę, wysłała mnie do sklepu, a w międzyczasie przekopała mi cały pokój. Zabrała telefon, przeczytała wszystkie SMSy: wysłane, odebrane, zapisane, robocze - wszystko. Spisała numer T. i poprosiła, żeby mnie zostawił w spokoju, na co podobno zgodził się bez większego trudu. Kiedy wróciłam do domu, powiedziała, że jej przykro, ale nie będę mogła zrobić urodzin, bo usłyszała moją rozmowę z koleżanką. Pozwoliła mi powiadomić o tym znajomych, patrząc mi na ręce, jak piszę SMSy i do kogo je wysyłam. Poinformowała mnie o szlabanach na wszystko i o tym, że od dzisiaj tata będzie mnie zawoził i odbierał ze szkoły, a raz w tygodniu będzie chodził do mojej wychowawczyni pytać, czy faktycznie chodzę na lekcje. Że wszyscy korepetytorzy będą poinformowani o tym, że za każdym razem, kiedy nie pojawiam się na zajęciach, lub je odwołuję - mają dzwonić do rodziców. Wisienką na torcie była wizyta u psychologa, który zaczął podejrzewać, że albo już biorę narkotyki, albo, że mam tak wyprany mózg, że prawdopodobnie zostałam wciągnięta do sekty.

Moje życie się skończyło. To znaczy ja byłam skończona. Odcięta od wszystkiego i wszystkiego pozbawiona, a do tego skompromitowana przed T. Przecież znam swoją mamę i wiem, co mogła mu powiedzieć, prosząc, by zostawił mnie w spokoju. O ile nie blefowała.

Wiem, że moi rodzice byli przerażeni i że jedyne, czego chcieli, to za wszelką cenę uratować swoje dziecko, które pod ich nosem chciało wpędzić się w kompletne bagno, a może i zabić, bo znając siebie pewnie chciałabym udowodnić, że jeśli już zacznę ćpać, to nie jako zielony człowieczek, ale jako profesjonalistka. Ale jedyne, co ja czułam wtedy, to wstyd, upokorzenie, żal, rozpacz, strach i lęk przed tym, co teraz będzie. A, że wiedziałam, że cokolwiek się stanie, to stanie się bez T., więc wolałam, żeby w ogóle się nie wydarzyło.

No więc znalazłam tabletki na sen. Pomyślałam sobie, że tak będzie najlepiej. Że zjem kolację, że powiem dobranoc, że puszczę sobie do snu Moby'ego God moving over the face of the waters i zasnę. Że nawet jeśli nie trafię do nieba, to się za mnie wymodlą inni i że będę kiedyś znowu szczęśliwa, bo tutaj nie ma na to szans. Że samobójstwo to żaden grzech, bo ja jestem dobra, tylko nie mam już na to wszystko siły.

Pościeliłam sobie łóżko, wykąpałam się. Przed północą włączyłam wieżę i chciałam sobie puścić płytę, ale okazało się, że mama musiała w ciągu dnia słuchać radia. Było tak, że bez pilota nie mogłam przełączyć się z radia na CD, a pilot najwyraźniej został gdzieś indziej. Nie chciałam nikogo budzić, więc mogłam albo przełożyć plan tabletkowy, albo słuchać radiowej Jedynki i się zabić.

No i wtedy usłyszałam jakąś panią, która jak gdyby nigdy nic, odczytywała stan wód w wybranych profilach wodowskazowch w dorzeczu Wisły. Że w ujściu takim, ta takim, będzie stan jakiś tam, a w Zawichoście będzie inny. Że dziś siódmy lutego 2002 roku, że słońce wzejdzie o 7:08, a zajdzie o 16:32. Że dziś będzie tłusty czwartek, a dzień będzie mieć aż 9 godzin i 26 minut.

Jak to dziś piszę, kręci mnie lekko w nosie na płacz, że te najbardziej błahe, bzdurne i nudne informacje sprawiły, że cały ten kamień, który miałam zamiar rozpuścić na zawsze tabletkami, właśnie spadł mi z serca.

Bo przecież jutro jakiś rybak wstanie o świcie i sprawdzi stan wód w Zawichoście. Że jakiś pan cukiernik za dwie godziny wstanie i zacznie harówkę przy pączkach i faworkach. Że pani z radia do szóstej rano będzie mieć dyżur. O piątej trzydzieści przyjdzie do radia jej kolega z pracy i ją zmieni. I że życie będzie się dalej toczyć i że... że świat się wcale nie skończy. Że mogę przecież jutro wstać, umyć włosy, zęby, wypić ciepłą herbatę, pójść do szkoły i zacząć wszystko od nowa. Iść na spacer, wrócić do ciepłego i bezpiecznego domu. Pójść, jak kiedyś, do koleżanki i śmiać się z głupot. Że latem będzie ciepło i będę spać przy otwartym balkonie. Że mogę sobie dać szansę.

Tamtej nocy przesłuchałam radia do rana. Po przebudzeniu, zupełnie spokojnie poprosiłam rodziców, żeby nie zawozili mnie do szkoły, bo to dla mnie ogromny wstyd, a przecież i tak, zawsze mogę z niej wyjść, niezależnie od tego, czy pojadę pod nią samochodem, czy tramwajem. Zgodzili się.

Poszłam do szkoły i postanowiłam, że wczorajszy dzień był ostatnim takim dniem w moim życiu, w którym chciałam się poddać i pożegnać ze światem.

Chcesz ratunku, nie śmierci

To, że włączyłam wtedy radio było albo przypadkiem, albo jakimś cudem. To, że uspokoiła mnie obca pani czytająca stan wód w dorzeczu Wisły było niezwykłym zbiegiem okoliczności. Ale działającym. Zdaję sobie sprawę z tego, że na kogoś podziała głos z radia, na kogoś grzanki, a na kogoś - coś kompletnie innego. Zdaję sobie sprawę, że w chwili, w której nie masz nadziei na nic, masz w dupie to, czy ktoś ci pomoże i cię uratuje, bo jedyne czego chcesz, to przestać cierpieć, bać się i lękać. Ale uwierz i zaufaj mi, że ten ból i strach mogą zniknąć tylko wtedy, kiedy będziesz żyć! Samobójstwo nie jest jedynym rozwiązaniem i mówię tak tylko dlatego, że w tej chwili po prostu nie wiesz, że zabijanie się nie jest żadnym rozwiązaniem.

Samobójstwo może poczekać

Jeśli przyjdzie ci do głowy taka myśl, że nic już nie ma sensu, że świat się po prostu skończył, proszę, nie podejmuj jeszcze żadnej decyzji. Niezależnie od tego, jak bardzo teraz nienawidzisz swojego życia, to pomyśl przez chwilę, że to jedyna rzecz, którą tak naprawdę masz. I jedyna, nad którą tak naprawdę masz kontrolę. Bo masz. I jeśli nikomu nie ufasz, nawet (albo w szczególności) swoim najbliższym, to pomyśl, że podejmowanie tak cholernie ważnej, bo życiowej (dosłownie!) decyzji, warto z kimś skonsultować. Nawet z kimś obcym.

Są ludzie, którzy na Ciebie czekają

O każdej porze dnia i nocy, możesz anonimowo skontaktować się i porozmawiać z ludźmi, którzy jeszcze cię nie znają, ale czekają na to, żebyś do nich zadzwonił. Może wyda ci się to absurdalne, ale tym ludziom na TOBIE ZALEŻY. Ci ludzie czekają tu:

116 123 – Telefon zaufania dla osób dorosłych w kryzysie emocjonalnym
22 425 98 48 – Telefoniczna pierwsza pomoc psychologiczna
116 111 – Telefon zaufania dla dzieci i młodzieży
801 120 002 – Ogólnopolski telefon dla ofiar przemocy w rodzinie „Niebieska Linia”
800 112 800 – „Telefon Nadziei” dla kobiet w ciąży i matek w trudnej sytuacji życiowej.

Mnie też nie znasz, ale jeśli tu trafiłeś, to szukasz odpowiedzi na potwornie trudne i ważne pytanie. I warto, żebyś wiedział, że są inne rozwiązania, prócz tego, które wydaje ci się jedynym.

Paradoksalnie, od tamtej lutowej nocy, wszystko stało się lepsze. Później, w naprawdę trudnych sytuacjach, z którymi przyszło mi się zmierzyć (śmierć taty, jego bardzo ciężka choroba, moja depresja), zawsze pamiętałam, że jutro jest dzień. Że za kilka poranków znowu może być znośnie. A potem lepiej, i lepiej, i lepiej.

Bo nawet jeśli dziś w twoim życiu hula burza i jest sztorm, to stan wód wkrótce się unormuje. Nawet w Zawichoście.

 

***

Jeśli jesteś w trudnej sytuacji i masz powracające myśli na temat odebrania sobie życia, koniecznie powiedz o tym bliskim osobom. Jeśli masz złe kontakty w domu, zwróć się do kogoś zaufanego, nawet jeśli jest do sympatyczna pani ze sklepu warzywnego, sąsiadka, nauczycielka, czy kolega z pracy. Nie bądź z tymi myślami sam. 

Jeśli planujesz własną śmierć (nawet jeśli na razie to tylko myśli bez realnego zamiaru) zgłoś się do najbliższego szpitala lub zadzwoń na pogotowie. W Polsce myśli samobójcze są traktowane jako stan zagrożenia życia (czym zresztą są) i leczone są ”z urzędu”. Trafisz wtedy pod opiekę specjalistów, którzy udzielą Ci pomocy i zadecydują o sposobie leczenia.

Jeśli boisz się zgłosić do szpitala sam, poproś kogoś, by zrobił to za Ciebie. Jak głupio i brutalnie by to nie zabrzmiało: samobójstwo możesz popełnić zawsze, ale najpierw spróbuj sobie pomóc. Nie masz nic do stracenia.

Jeśli jesteś bliskim osoby, którą podejrzewasz o myśli samobójcze, zadaj jej o to pytanie wprost. Bardzo często werbalizacja samobójczych myśli obniża napięcie rosnące w osobie noszącej się z takim zamiarem i stanowi punkt wyjścia do rozmowy i pomocy.

Jak rozpoznać osobę rozważającą samobójstwo?

Taki człowiek w ostatnim czasie:

  • zmienił swoje dotychczasowe nawyki, np. porzucił swoje hobby
  • jest wyraźnie przygnębiony
  • rozmawia o śmierci, zaczyna się nią ponadprzeciętnie interesować
  • rzuca mimochodem sygnały o tym, że chciałby się zabić, nawet, gdy są one trudne do wychwycenia i mało oczywiste
  • stracił zainteresowanie wszystkim, czym interesował się wcześniej
  • odcina się od znajomych i rodziny, wyraźnie się izoluje
  • traci apetyt, chudnie w niezdrowy sposób
  • przestaje o siebie dbać, zapomina o higienie osobistej, nie zwraca uwagi na czystość ubrań
  • zaniedbuje pracę, naukę i swoje dotychczasowe obowiązki
  • ma problemy ze snem
  • ma duże wahania nastrojów, bywa drażliwy, agresywny, albo apatyczny a potem nagle staje się nadpobudliwy, nerwowy
  • często mówi o tym, że nikt go nie rozumie i nie jest w stanie mu pomóc, nawet bliscy ludzie
  • porządkuje swoje życie, załatwia zaległe sprawy, odwiedza dawnych znajomych, godzi się, spisuje testament, rozdaje swoje rzeczy
  • zwiększa spożycie alkoholu, a gdy jest pijany mówi o tym, że czuje się niezrozumiany, że przerasta go życie i że nie widzi dla siebie przyszłości.

Bądź uważny, nie ignoruj tych sygnałów. Nie wstydź się pytać i oferować pomoc. Stawką jest czyjeś życie.

Pamiętaj też, że nagła poprawa samopoczucia u osoby, która wcześniej mówiła o samobójstwie i była bardzo przybita, może oznaczać, że wkroczyła ona w fazę presuicydalną (przedsamobójczą) i podjęła już decyzję o pozbawieniu się życia. Najprawdopodobniej wie już jak to zrobi, kiedy i gdzie. Podjęcie tej decyzji sprawia, że człowiek czuje pewnego rodzaju ulgę, bo w jego mniemaniu znalazł on rozwiązanie swoich wszystkich problemów. Spytaj taką osobę wprost o to, czy chce się zabić i nakłoń ją do jak najszybszego zgłoszenia się do szpitala, lub sam to zrób.

***

O samobójstwach się nie mówi i chcę to zmienić

W mediach często stosuje się zasadę, by nie mówić o samobójstwach, szczególnie, gdy popełniają je znani ludzie. Uzasadnione jest to tzw. efektem Wertera, gdzie po każdej głośnej śmierci samobójczej na moment wzrasta liczba samobójstw. Zamiast rozmawiać o samobójstwach znanych osób, porozmawiajmy o samym samobójstwie.

Co wiemy o samobójstwie? Jak ogromny jest to problem, kto jest podatny na myśli samobójcze, jak poradzić sobie z myślami o odebraniu sobie życia, jak rozpoznać u bliskiego samobójcze zamiary, dokąd zwrócić się po pomoc i przez co przechodzą bliscy samobójców?

Przeczytaj tę historię i zobacz, co jest po samobójstwie.

***

Pamiętaj! Nie jesteś sam. To, że teraz wydaje Ci się, że nic nie może się zmienić i nigdy nie będzie już lepiej, nie znaczy, że tak będzie. Daj sobie szansę. Skorzystaj z pomocy specjalistów:

  • Bielsko-Biała, Katolicki Telefon Zaufania - 33-812-26-67, czynny codziennie między godz. 16 a 21. 
  • Częstochowa, Telefon Zaufania - 192-88 lub 34-366-49-88, czynny codziennie od godz. 16 do 6. 
  • Jastrzębie-Zdrój, Telefon Zaufania "Kontakt" - 32-471-78-78, czynny od poniedziałku do piątku od godz. 18 do 22. 
  • Katowice, Katolicki Telefon Zaufania - 32-253-05-00, czynny całodobowo. 
  • Katowice, Telefon Zaufania - 32-256-92-78, czynny codziennie od godz. 15 do 7. 
  • Telefon Zaufania dla Dzieci i Młodzieży, 116-111, czynny codziennie od godz. 12 do 20. 
  • Telefon Nadziei dla Kobiet w Ciąży i Matek w Trudnej Sytuacji Życiowej, 800-112- 800, czynny od poniedziałku do piątku, od godz. 15 do 7, w soboty, niedziele, święta całą dobę. 
  • Telefon "Niebieska Linia" Stowarzyszenia na Rzecz Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie, 801-12-00-02, czynny od poniedziałku do soboty, od godz. 8 do 22, w niedziele i święta od godz. 8 do 16. 
  • Ogólnopolskie Pogotowie dla Ofiar Przemocy w Rodzinie "Niebieska Linia", 22- 668-70-00, czynny od poniedziałku do piątku w godzinach od 14 do 22. 
  • Dziecięcy Telefon Zaufania Rzecznika Praw Dziecka, 800-12-12-12, czynny od poniedziałku do piątku w godzinach 8.15 - 20. 
  • Poradnia Telefoniczna dla Dorosłych Osób w Kryzysie Emocjonalnym, 116-123, czynny od godz. 14 do 22. 
  • Telefon Wsparcia w Sprawie Zaginionego Dziecka, 116-000, czynny całodobowo. 

Podobne wpisy

  • Justyna Kotylak

    Piekne…Dziekuje. :-)

  • An@Mari

    świetny tekst!

  • sp

    Dobra akcja, lecz płytka historia (pewnie kwestia wieku). Użyte argumenty mogą zadziałać w przypadku równie płytkich i impulsywnych powodów, jednak w starciu z poważną depresją i zaplanowaną misternie próbą, wysiadają całkowicie.

    • krotkiporadnik

      Oczywiście, że wiek robił swoje, ale nie nazywałabym tej historii płytką. Znam osoby, które targnęły się na swoje życie z jeszcze bardziej „błahych” powodów. Nastolatkowie są na samobójstwa szczególnie podatni, a ich powody zdrowym mogą wydawać się wręcz śmieszne.
      Czegokolwiek by to nie dotyczyło, przekaz jest prosty: dać sobie szansę choćby na sekundę, tak jakby przejechać jeszcze kilka kilometrów dalej na rezerwie, bo trochę dalej jest stacja benzynowa.

      • sp

        W przypadku poważniejszych sytuacjach niż nastoletnie problemy (nie umiejszając im) przekaz jest pozbawiony jakiekolwiek mocy. Czasem po prostu nie ma szansy, a każde jutro jest oznaką słabości/nieudolności, co tylko potęguje odbiór samego siebie.

        • krotkiporadnik

          Oczywiście, zdaję sobie z tego sprawę. Cel tego wpisu jest jednak jasny: jeśli uda się trafić wszystkimi dziś napisanymi na ten temat artykułami na pierwsze strony google, ludzie, którzy rozważają samobójstwo nie zobaczą prostych metod na unicestwienie się, ale słowa o tym, że może być inaczej. Nawet jeśli z 1000 osób jedna się zastanowi, to było warto to napisać.

          • sp

            Chcącemu nie dzieje się krzywda

          • krotkiporadnik

            No i tu się nie zgadzamy.

          • Ruds

            Udało się Wam! Wczoraj obchodzony był Międzynarodowy Dzień Zapobiegania Samobójstwom, przez co przypomniałam sobie o tej akcji. Wszystkie pozycje na pierwszej stronie Google, to teksty napisane w ramach #hackgoogle :).

  • To cudowna inicjatywa, teksty na ten temat :) … Nie wiem co mam powiedzieć, czytałam już u Okularnicy post o takim samym tytule. Jestem po prostu… to cudowne co robicie dziewczyny :)

  • anika

    Mnie tez zawsze uspokaja ta Pani z jedynki ktora po polnocy zdaje sprawozdanie o stanie wod w dorzeczach Wisly. Jest w tym jakas magia x

    • krotkiporadnik

      To prawda – jakaś spokojna pewność jutra :)

  • emka

    Z każdym wpisem lubię Twojego bloga bardziej! Dziękuję za to co piszesz i jak piszesz. I czuję, że jesteśmy do siebie trochę podobne. Ja jestem jeszcze na etapie, z którego Ty już wyszłaś, ale mam nadzieję, że kiedyś też się uporam z problemami, a Twój blog pomaga. Niesamowite, że ktoś może czuć tak jak ja, w tak wielu sytuacjach. To, jak sobie z tym radzisz jest mocno inspirujące. Wielkie dzięki! ;)

    • krotkiporadnik

      Słyszeć takie słowa to dla mnie zaszczyt. Dziękuję Ci :)

  • Agnieszka Kaluga

    Buziak.

  • Fox

    Justyna, obejrzyj film „Rusałka” ( http://www.filmweb.pl/film/Rusa%C5%82ka-2007-443597# ). Jest na temat i jestem przekonana, że zacznie Cię zastanawiać.

    Ja też mam na koncie epizod samobójczy. 5 lat temu. W jednym dniu skumulowały mi się: niespotykane wcześniej problemy rodzinne, ówczesna wielka miłość idąca za rękę z jakąś blondyną, a do tego doszedł przeokropny i brutalny film „Lincz” obejrzany rano, na który wcale nie chciałam, ale musiałam iść (wyjście SZKOLNE, o zgrozo!)

    Głupio to załatwiłam – w środku nocy czaiłam się w pobliżu mostu, przechodząc co jakiś czas i czekając na moment, kiedy nikogo nie będzie.Jak już przełożyłam nogę za barierkę i prawie znalazłam się w Warcie, jak spod ziemi wyrośli dwaj studenci z pobliskiego akademika. Szarpnęli za szmaty z powrotem na chodnik, wypytali szczegółowo o życie rodzinne i szkolne, wręczyli mi kwiatek i wygłupiając się odprowadzili licealistkę-niebogę wbrew woli pod same drzwi domu, nakładając dożywotni zakaz robienia głupstw.
    Kwiatek do dzisiaj noszę w portfelu. O głupstwach nie ma mowy.

    • krotkiporadnik

      Przepiękna historia! Masz kontakt z tymi chłopakami?

      • Fox

        Nie, a żałuję- bo nie zdążyłam podziękować. Wszyscy byli zbyt
        zaaferowani moim niedokonanym utonięciem. Choć problemy które do niego
        prawie doprowadziły dziś wydają mi się tak błahe, że chyba czułabym
        wstyd przed chłopakami.

        Mam też trochę wrażenie, że nieprzypadkowo się tam znaleźli. Staram się nie wierzyć w zrządzenia losu, ale – nie wiem czy Tobie się tak kiedyś przytrafiło – że czasem, kiedy jest naprawdę źle, w życiu pojawia się ktoś tylko na moment, by
        pomóc, a potem znika i przepada na dobre.

        • Piotr

          To byli aniołowie.

  • KasiaP

    Całe życie, rok w rok myślałam, że nie dożyję kolejnego. Jestem bardzo wrażliwa, introwertyczna, ale przede wszystkim absurdalnie lękliwa. Całe życie ciągle się bałam, miałam lepsze i gorsze okresy, czułam się z tym sama i życie dzieliło się na „depresję” i „zakochanie” czyli jedyne szczęśliwe okresy, dające poczucie bezpieczeństwa i akceptacji których tak pragnęłam. Nie umiem nawet opisać, jak bardzo czasem cierpiałam psychicznie przygnieciona lękami, nie mogłam nawet wytrzymać w szkole i uciekałam. I wiecie co? Żyję i obecnie mam się w miarę dobrze. Książki, terapie i „normalne” czynności do których zmuszała mnie praca (musiałam przełamać wiele lęków, na przykład przed ludźmi) pomogły mi poznać świat z lepszej strony, zobaczyć, że nie wszędzie jest moje miejsce, ale to nie znaczy że nigdzie go nie ma. Przede wszystkim że istnieją ludzie tacy jak ja, że nie jestem jakimś wybrykiem natury, że są ludzie przed którymi można się otworzyć, ludzie dla których coś znaczysz lub będziesz znaczyć. Nadal mam problemy z samooceną i boję się, że cokolwiek zmieni się w moim życiu, ale pracuję nad sobą bo widzę, że było warto, że pragnienie śmierci powolutku, latami, zamienia się w pragnienie życia. Żeby wygrać trzeba pracować. Nad samoakceptacją, akceptacją otoczenia, zaufaniem, wiarą że się uda, nad przekonaniem, że jesteśmy nieszczęśliwi, bo to jest W NASZEJ GŁOWIE, a nie w naszym życiu. Świata nie zmienisz, nad sobą możesz pracować. Nie chodzi o to, by stać się kimś innym, tylko by dobrze się ze sobą czuć i nauczyć się radzić sobie w życiu, po swojemu.

    • Krystian Fiedoruk

      Brawo Kasiu! O to właśnie chodzi. Tak jak napisałaś, świata nie zmienisz. Jedynie praca nad samą sobą ma tu sens. Olewaj ludzi, którzy Cię nie rozumieją – nie fochaj na nich, a jedynie ignoruj grzecznie. Ciężko będzie Ci zmienić ich sposób myślenia. Skoncentruj się tylko na wartościowych osobach, a tak jak zdążyłaś zauważyć, jest ich sporo!
      Co do lęku przed ludźmi: oni się nie przejmują tym co Ty myślisz o nich. Dlaczego zatem Ty masz się przejmować, co oni myślą o Tobie? Szkoda energi!
      Przejmowałem się opiniami innych, odkąd pamiętam. Unikałem konfliktów, wymiany poglądów, byłem ugodowy… i wcale nie było mi z tym dobrze. Zmieniam to skutecznie ostatnio i powiem Tobie, że dobrze mi z tym :)

    • Tommy

      Jak tak to czytam to cieszę się,że jest coś takiego jak śmierć.
      I na szczęście dotyczy kżdego z nas. :):)

    • kamil

      NAPRAWDE WARTO ZAINWESTOWAC W CYJANEK !!!!

  • luke

    Gdybym chciał popelnić samobójstwo i wszędzie widział że ludzie oszukują i wklejają te numery telefonów, to poczułbym się bardzo samotnie.

    Czytanie tego, to straszne odrzucenie i alienacja. Myślisz, że samobójca nie wie, że może sobie zadzwonić na telefon zaufania?
    Uważam, że cała akcja, tak na prawdę zachęca do samobójstwa, a publikatorzy prawdopodobnie mają krew na rękach. Straszne, ale prawdziwe i pomyśleć, że wymyślili to pedagodzy, psychologowie i inne mądre główki.

    Zerowa wiedza o samobójcach!! Samobójca odczuwa spokój, gdy ma pewność, że może to zrobić kiedy zechce i nie musi żyć na siłę,

    • Krystian Fiedoruk

      jeżeli trafi to do osób, które chcą się zabić z, jak to ktoś wcześniej w komentarzach napisał, płytkich i impulsywnych powodów, to artykuł jest wart przeczytania! Może przemówi do rozsądku osobom, które taką decyzją chcą zwrócić na siebie uwagę i zapobiegnie to, np. samookaleczeniu. Dla mnie to już dużo. Nikt nie jest w stanie naprawić wszystkich głów jednym artykułem…

      • Wwza7

        „Do osób, które chcą się zabić z płytkich i impulsywnych powodów” – takie osoby na pewno nie będą googlować „jak się zabić”, tylko to zrobią, nie wyjdzie im i trafią do wariatkowa.

    • Angelika

      Mylisz się, samobójcy nie zawsze wiedzą o tych stronach.
      Ja byłam głupia, młoda, nic o nich nie wiedziałam ale chciałam…
      Na szczęście się opanowałam i poradziłam sobie ze wszystkim sama ale te strony i te numery byłyby dla mnie wielką pomocą.

  • Krystian Fiedoruk

    Największym lękiem rodzica jest to, że jego dziecku może stać się coś złego i że nie będzie w stanie temu zapobiec. Stąd te wszystkie kontrole, nakazy i zakazy. Wiem, nudne i niepotrzebne z punktu widzenia dziecka. Sam dopiero niedawno to pojąłem, jak moja 8-latka poszła do szkoły.
    Świetny artykuł. Szczególnie mnie ujął fragment o Twoich kochających rodzicach i normalnym domu. Udowadnia to, że czasem może to nie być wystarczające. Bardzo cenna dla mnie uwaga – zakodowano!

    Gdy czytam tego typu wpisy lub oglądam dokumenty związane z samobójczymi próbami nastolatków, to zastanawiam się, jak zapewnić moim dzieciom dostęp do tego typu materiałów, gdy już będą na nei gotowe. Uważam za bardzo istotne uświadomienie pewnych rzeczy młodym ludziom. Wiadomo, wnioski muszą wyciągnąć z tego same, ale można je spróbować nakierować.

    Pozdrawiam i życzę pięknego dnia!

    krystian z jakprowadziclepszezycie.pl

  • Wwza7

    Zadzwonię i co powiem? Że straciłem pracę, zostawiła mnie dziewczyna, a za tydzień tracę mieszkanie i co usłyszę? „Wszystko będzie dobrze” i „Świat jest piękny”? Ja nie potrzebuję cholernego wyżalania się, ja potrzebuję cudu albo śmierci, żeby nie stoczyć się na same dno i zachować resztki godności.
    Jest masa ludzi, którym lepiej by się żyło beze mnie, a jednak nikt nie chce mnie zabić. Czy jak zadzwonię tam, to usłyszę jak przekonać ludzi do zabicia mnie? Albo który środek najskuteczniej zabija? Wątpię, a jak już przedstawiłem – mnie nie można pomóc.

    • Nikt

      Stary, jak ja Cie rozumiem. Poklepywanie po plecach i porady w stylu ” weź się w garść” albo „inni mają gorzej”. Znam te uczucia dokonale, gdy całe życie się wali i nie widać wyjścia i jeśli mam być szczery to mi bliżej do tego żeby odejść niż szukać pomocy. W kazdym razie powodzenia!

    • BanujMnieToNieZatrzyma

      historia moze i ujmujaca… zycia nie zmienisz a jest jakie jest…

  • Adam.

    A mnie śmieszy taka akcja i obłuda ludzi, którzy są jej „uczestnikami”. Sam mam takie problemy od wielu lat, które się nasilają i ludzie, których znam mają to w d… Uciekają ode mnie i się tym nie przejmują. Dla mnie to tylko chęć podbudowania swojego ego kosztem życia innych, Najłatwiej napisać „życie jest piękne, nie rób tego, zadzwoń na magiczny numerek” i zgrywać społecznego superbohatera . Bawią mnie też niektóre komentarze i oklepane teksty, zwłaszcza kobiet, gdyż nie raz doświadczyłem od nich pogardy w związku z takimi problemami. Prawda jest taka, że każdy z tych „bohaterów” chce mieć tylko do czynienia z normalnymi lub wręcz idealnymi ludźmi. Jestem pewien, że co najmniej, co 2 druga osoba, która zachwala tą „akcję” właśnie taka jest tj. obłudna, lekceważąca itp. Ale ważne, że pod takim artykułem pojawi się kilkadziesiąt komentarzy wyrażających podziw i szacunek. Cel osiągnięty, ego zostało podbudowane, a blog zyskał kolejnych odbiorców i zwolenników, a ty „durny – niedoszły samobójco” zadzwoń sobie na jedną z infolinii i nie zawracaj mi głowy -.- Ciekawi mnie, kto pracuje na takich infoliniach? Dostają prowizję za każde połączenia od osoby z myślami samobójczymi? Strasznie to słabe i żałosne…

    • Adam, spróbuję przedostać się przez Twój komentarz, który jest skrajnie na „nie”. Przede wszystkim, współczuję Ci znajomych, którzy mają Twoje problemy w dupie. Tacy znajomi nie są warci Twojej uwagi.

      Nie wiem, czy przeczytałeś mój tekst, ale nie znajdziesz w nim zdania, w którym piszę o tym, że życie jest piękne i że wszystko jest supcio, a nawet jeśli nie, to zadzwoń sobie gdzieś tam, ulży ci, a ja będę miała spokój.

      Nie możesz być pewien tego, czy każda z osób, która włączyła się w podobną akcję, jest obłudna czy lekceważąca, bo nie znasz tych osób, nie mówiąc już o tym, że większość z nich miała do czynienia z takim problemem osobiście, lub były świadkiem załamania bardzo bliskiej sobie osoby.

      Prawda jest taka, że nie ma tutaj magii: na kaszel bierze się syrop, na ból głowy ibuprofen lub paracetamol, a jeśli ma się poważne problemy ze swoim samopoczuciem psychicznym, idzie się po pomoc, dlatego na końcu tekstu znajdziesz numery, pod którymi ta pomoc jest. I wiem to zarówno z perspektywy osoby dzwoniącej, jak i odbierającej telefon.

      Część osób, która tam pracuje to wykfalifikowani psychologowie, którzy biorą na siebie odpowiedzialność i misję w pomaganiu innym. takie numery często są numerami fundacyjnymi. Chęć niesienia pomocy (mimo, że być może jest ci trudno w to uwierzyć) istnieje w ludziach i potężnie motywuje ich do działania.

      Ja nie jestem ani psychologiem, ani psychoterapeutą, więc nie mogę doradzać innym osobom, gdyż jestem niekompetentna. Czytam każdą wiadomość, każdy komentarz i większość z nich odpisuję, jeśli potrafię. Nie mogę radzić komuś jak ma rozwiązać swój problem, mogę tylko powiedzieć, żeby dał sobie czas i szansę, tak jak ja sobie dałam kilkanaście lat temu. Mi wtedy zabrakło takiej pomocy z zewnątrz.

      Przykro mi, że mówisz o podbudowywaniu sobie ego. To mogę zrobić robiąc sobie selfie w dobrym świetle, a nie pisząc o tak ważnej sprawie.

      Jeśli będziesz chciał pogadać i chociaż trochę się otworzyć na drugiego człowieka, to napisz do mnie. Jak widać, nie lekceważę Twojego zdania, mimo, że jest ono skrajnie lekceważące moją osobę i to, co ta moja osoba robi.

      Pozdrawiam!

      • Adam.

        Tak? Najbardziej jestem na „nie” wobec kobiet… A wiesz dlaczego? Bo każda z nich mną gardzi, zwłaszcza te, które się zachwalają ile to pomagają… Każda bez wyjątku… Wytknij mi, że zmyślam i generalizuję… Jestem samotnikiem i żadna kobieta ze mną nie wytrzymała… Przeważnie były to płytkie znajomości, czasem przyjaźnie, a nawet związki… Żadna… Każda z was po prostu pragnie ideału czego doświadczam każdego dnia. Ja taki nie jestem, więc nie spełniam waszych wymagań…

        Durne telefony nie pomogą mi… Żaden specjalista mi nie pomógł, próbowałem wielu psychotropów… Telefon wolontariuszy ma być moim ratunkiem? W ogóle się tam dodzwonię? Dlaczego mam ufać anonimowej osobie, skoro żaden specjalista opłacany za wielkie pieniądze tego nie zrobił? Nawet nie wiem z kim rozmawiam, nawet nie wiem, czy to nie podstawieni ludzie, którzy mają dobrą gadkę… Przerabiałem wiele nurtów terapii (grupowe, indywidualne), psychiatrów, psychiatryk i ciągle mi się pogarsza. Gdy do nich chodziłem w ostatnim roku, to aż nie mogłem patrzyć jak udają… Myśleli, że ukryją fakt, iż nie potrafią mi pomóc, to było takie wymowne, że aż piękne… Ale widzisz, jest jeszcze we mnie odrobina naiwności… Akurat dzisiaj dostałem pierwszy atak paniki i nie mówię tego dlatego, żęby wymusić na Tobie troskę.

        • Adam, niczego na mnie nie musisz wymuszać, sam fakt, że piszesz tak emocjonalne komentarze sprawia, że się Twoją sprawą w jakimś stopniu przejmuję. Prosiłam Cię, byś odezwał się do mnie prywatnie, bo są tam bardziej intymne warunki do rozmowy, ale już ok, niech będą komentarze.

          Pisanie do mnie negatywnych tekstów o kobietach, bo te, które poznałeś były dla Ciebie niedobre, lub po prostu Ci się z nimi nie ułożyło, jest po pierwsze kompletnie mylnym założeniem, a po drugie jest niesprawiedliwe zarówno dla mnie, jak i dla reszty kobiet. Nie mam do Ciebie pretensji o to, że mi nie wyszło z chłopakiem 10 lat temu, ani nie uważam, że każdy mężczyzna to kretyn, skoro wczoraj widziałam idiotę na ulicy. Nie będzie Ci w życiu łatwiej od takich założeń.

          Nie jestem osobą kompetentną do radzenia Ci i diagnozowania Twoich rzekomych zaburzeń, ale ja też miałam kilku psychoterapeutów, bo nie zawsze oczekiwania się pokrywały z rzeczywistością, ale wiem też ile razy chciałam z terapii uciekać nie przez terapeutę, ale przez to, że jest na niej trudno, mimo, że byłam przekonana, że to przez to, że lekarz jest do dupy.

          Napisałeś, że nie mogłeś patrzeć jak terapeuci udają – prawdopodobnie to w Twojej głowie się wytworzyło przekonanie, że tak jest. Takie zjawisko nazywa się projekcją (zakładam, że je znasz, jako doświadczony pacjent) i jest bardzo powszechne u każdego człowieka, a u zaburzonego szczególnie.

          Masz rację: nikt Ci nie pomoże. Na pewno nie zrobi tego nikt, jeśli będziesz miał takie nastawienie, jak teraz: że Tobie się nie da pomóc, że wszyscy są chujowi, interesowni, źli, fałszywi, drwią z Ciebie, a obcy ludzie z internetu jeszcze sobie robią dobrze z Twojego nieszczęścia. Ale skoro jest nadzieja (Ty nazywasz ją naiwnością), to może jednak spróbujesz założyć, że ludzie nie są źli i nie każdy na ulicy chce Ci dowalić lub sprawić Ci przykrość?

          • Adam.

            A więc napisałem, nie wiem, czy to odebrałaś.

  • Maja

    Co mam zrobić jak nie mam chłopaka, ale mi się podoba jeden który jest o 3 lata odemnie starszy? Boje się do niego podejść, a z moją babcią się nie da porozmawiać spokojnie bo odrazu mnie bije, jest awantura, że ja nie moge mieć chłopaka. Już wolę się zabić niż żyćmam jedną przyjaciółkę i jedną koleżankę która jest jego kuzynką i mówi, że mu się podobam. Moge jej zaufać? Ja chodzę do 6 klasy a on do 3 gimnazjum. Ja jak go widzę bo to się rumienię i on też jak mnie widzi. To zakochanie czy nie szczęśliwa miłość? Moja mama mnie olała, ojca nieznam, ciocia mi dokucza. A w tą niedzielę muszę iść na boisko, bo jest mecz w którym ja muszę grać z Rafałem w któzym się podkochuje od 6 lat. Mam iść? On mi się co dziennie śni i , że się w tym śnie pyta czy będe jego dziewczyną. I natym się kończy muj sen bo mnie budzi budzik do szkoły. Co mam robić? Zabić się czy napisać na Facebook’u?

  • Joasia

    Czytając komentarze wydaje mi się, że niektórzy ludzie nie maja problemów…

    Moje mnie przerastają i dlatego tu trafiłam..

    Leżę na łożku, zwijając sie w kłębek, słucham Korka i Bal u Pana Boga i marzę by ktoś / coś mnie zabrało z tego świata.. :(

    Mam dosyć takiego życia..

    • Joasiu, jeśli chcesz porozmawiać, proszę, napisz: kontakt (małpa) krotkiporadnik.pl lub na Facebooku. Mam czas i całą noc przed sobą.

  • nikt

    Mnie to wszystko powoli przerasta, cała moja psychika, moje problemy, moje porażki… Nigdy nie czułem się szcześliwy. nigdy się szczerze nie uśmiechnałem, całe życie czuję ból, który mnie zganiata i zabija, metodycznie powoli prowadzi mnie na stryczek. Walczę ze sobą już dość długo i przegrywam, czuję to, nie mam siły by podnieść się z łóżka, nie mam już siły by iść dalej. Nie wiem dlaczego cierpię, dlaczego tak jest, dlaczego ja. Nigdy nie chciałem od życia wiele, nigdy… a dostałem jedynie ból. Nie chce umierać, ale nie chcę też tak żyć, a nie widzę wyjścia…. Te impulsy są coraz silniejsze, a ja nie mam odwagi ani siły krzyczeć „pomocy”…

    • BanujMnieToNieZatrzyma

      patrz na inne wyjscia… kiedys moze znajdziesz to wlasciwe…

      • Tommy

        Nie ma czegoś takiego jak właściwe wyjście.No oprócz śmierci. :)

  • Tyryry

    Tytuł artykułu wprowadza w błąd. Osobiście polecam https://en.wikibooks.org/wiki/Suicide/Suffocation/Helium

  • BanujMnieToNieZatrzyma

    powiem tak jesli ktos na serio chce popelnipc samobojstwo to nawet taki mdlawy blog go nie powstrzyma-po prostu to zrobi…. jesli go powstrzyma to oznacza ze nie chcial go popelnic…

    • PoProstuJa

      lecz moze go sklonic do pomyslenia, do „przesuniecia terminu” tego, co chcial zrobic jeszcze dzis, moze mu dac czas do namyslu nad tym czy to na pewno dobre rozwiazanie

    • Tommy

      Masz rację,jak ktos chce to zrobić to żadne brednie o życiu go nie powstrzymają. :)

  • czar

    Dziękuje bardzo zrobienie tej strony i że są jeszcze jeszcze dobrzy ludzie uratowała mi życie Cezary Dalidowicz

  • Cezary

    Chciałem podziękować za zrobienie tej strony i za to że są jeszcze
    dobrzy ludzie ta strona BARDZO Mi pomogła Cezary Dalidowicz pozdrawiam

  • Cezary

    Chciałem podziękować za zrobienie tej strony i za to że są jeszcze
    dobrzy ludzie ta strona BARDZO Mi pomogła pozdrawiam Cezary Dalidowicz

  • Yasei

    To nie jest tak, ze ja chce umrzec, bo mam problemy, bo zyje sam w swojej glowie. Potrafie normalnie funkcjonowac i zyc pelnia zycia. Jednak, swiat mnie przeraza. Pelen okrutnych hipokrytow. Niebezinteresownych egoistow. Przeraza mnie gniew i samolubnosc. To ze ludzie ktorzy maja jakies szczatkowe zasady, sa wysmiewani i wbijani w ziemie przez tych, ktorzy sie tych zasad pozbyli. Ogromnie wkurwia mnie fakt, ze cierpia slabsi. Ze gdy juz ktos komus okaze milosc, wspolczucie, empatie – to zostaje najczesniej wykorzystany i zostawiony sam sobie. Sam jestem czescia tego brudnego gowna – ktore wywoluje we mnie, tyle skrajnych emocji. To o czym pisze mozna uznac za krytyke – ale mam w nosie opinie i oceny. Jestem czescia tego cholernego gatunku ludzkiego i brzydzi mnie to. Czasem gdy juz nie mam sily sie temu przeciwstawiac i plyne z pradem, to mam wrazenie ze zachowuje sie jak szaleniec i odmieniec. Nie mam przyjaciol, ani pogladow. Sam nie wiem o co chodzi w moim zyciu. Po kilku dlugo letnich zwiazkach, zyje jako singiel z jakims dziwnym poczuciem, stania sie rodzicem… Mam dosc tego wszystkiego. Ja nie pasuje do tego swiata, do ludzi i spoleczenstwa. Jestem zmeczony tym stanem. Cialo jest w pelni zdrowe, mam stala prace – staram sie to doceniac, jednak duchowo jestem pusty i rozdarty. Nie chce sie uzalac nad soba, ale moze lepiej bedzie jak takie cos jak ja, zniknie i nie bedzie juz wiecej nic psulo? Pytanie retoryczne, bo wydaje mi sie, ze jak bede mial ze soba skonczyc to poprostu to zrobie. A ta strona i ten wpis ktory tutaj znalazlem, nie mi go oceniac. Mam nadzieje ze komus pomoze. Czemu to napisalem, bo ja nie znam was, wy nie znacie mnie. Dobrze jest sobie zrobic rachunek sumienia i zastanowic sie nad wszystkim.

    • noname

      Mam nadzieje ze nic sobie nie zrobiles.

  • Tommy

    Różne głupoty czytałem,ale takich jeszce nie. Jak sądzę,ten artykuł ma mnie odciągnąć od samobójstwa i dalej toczyć ten syf zwany życiem.
    Powiem wam od siebie.Nie żałuję was skoro chcecie się męczyć to wasza sprawa.To wy będziecie cierpieć nie ja :):) Pamiętajcie tylko,że na szczęście kiedyś każdy z nas umrze. :):):):)

  • Iskandar

    Takie pytanie do zgromadzonych . Jaki jest sens życia , gdy widzisz jak twoja przyszłość mija cię , a ty nie masz na to wpływu . Nie jest tak że wiem wszystko , ale dostatecznie by stwierdzić prawdopodobieństwo realizacji moich marzeń , będących sensem życia każdej osoby . A obecnie realizacja moich , jest na poziomie , niemożliwym . Jaki jest sens tego całego brania na klatę trudności życiowych , gdy widzisz że nie spełnisz się jako istota . Zamiast dostać się do wyśnionej szkoły , siedzisz z bandą niereformowalnych przez system edukacji pacholęt , niemających chęci zmiany świata na lepsze , tylko zabawy ,chulanki , swawole, okraszone chlaniem taniego sikacza ,i bezmyślne śmianie się z każdej możliwej głupoty z internetu . Jawię się tu jako 17 letni człowiek , bez motywacji , wypalony , bez energii , bez nadziei na lepsze lata ,mający kumpli raz na ruski miesiąc ,z twarzą pozwalającą iść na podryw bez przeskód ,bez znalezionej miłosci ,lubiany ale jednocześnie pogardzany przez każdego . Urodziłem się na zadupiu zachodniej Polski , dom jest zawalony szmatami jakie nasnosiła moja rodzicielka ,nie cierpię własnego domostwa,nie posiadam ojca który wskarze mi jak postępować jako mężczyzna . Czytałem dużo książek by wiedzieć jak postępować w życiu .Wielokrotnie miałem momenty żeby skończyć moją żałosną historię , ale zawsze był powód dla którego mam tego nierobić . Zabicie , oznacza tchórzostwo , nie jesteś nic warty w zaświatach , czytałem wiele komentarzy samobójców , i śmiem twierdzić że nie chcę dołączyć do grupy , nastolatków z deprechą z błachych pobudek , bo ,,ojej straciłam chłopaka ”,,nikt mnie nie lubi ” . Jasne że możesz zrobić ze swoim życiem , co ci się żywnie podoba . Ale perpektywa nie spełnienia marzeń ? I co ? Spytają cię w zaświatach dlaczego postanowiłeś skończyć , i jak im odpowiedzieć ,o słuszności twojej decyzji ? Jak będziesz świętował z przodkami ? Każdy będzie miał opowieść niosącą prawdę i wartości uniwersalne . A ja ? Czy stworzyłem coś pięknego ? Czy sprawiłem ten świat lepszym , dla przyszłych marzycieli ,chcących kształtować tzeczywistość ?

    • Dzięki za Twoje spojrzenie na problem samobójstw. Jeśli chciałbyś porozmawiać, daj znać!

  • Piotr

    Samobójstwo jest efektem czynników, tzn. jak pokładło się życie danego człowieka równolegle z tym jaką ten człowiek ma konstrukcje psycho-emocjonalną (melancholicy mają najbardziej przejebane = introwertyk+neurotyzm, stanowią grupę ryzyka – vide JA). W wielu przypadkach to jest konieczność, której nie da się uniknąć. Czy myślicie, że Judasz mógł ominąć samobója? Nie rozśmieszajcie mnie :) Nie było takiej logicznej możliwości. Błędy, które człowiek popełnił w przeszłości w styczności z wrażliwością emocjonalną, generalnie niską odpornością i samooceną + o zgrozo wrażliwością sumienia, wstydem, uruchamia proces „walka-ucieczka”. Przyparty do muru, zbliża się niebezpieczeństwo, nawarzyłeś gigantyczne piwo. A jak wiadomo z lekcji biologii, są tylko trzy formy reakcji człowieka na ten mechanizm obronny „podjęcie walki, paraliż-mniej więcej imitacja trupa aby zmylić niebezpieczeństwo (napastnika), ucieczka”. Ludzie o dużej odporności walczą, słabi doświadczają paraliżu/ucieczki. Silni samobójstwo nazywają ucieczką. Słaby tak robi, bo chce uniknąć kontaktu z potwornym bodźcem, którego nie umie kontrolować i przetworzyć na własną korzyść. Tak to wygląda. Silni żyją, słabi giną. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze kultura, w której żyjemy. Jest ekstrawertyczna, nie mówiąc już o propagandzie sukcesu, siły, piękna, kasy, talentów, itd. No i czasem nasza własna ambicja/nierealne marzenia/ nam szkodzi, szczególnie gdy łykniemy haczyk. Moja reakcja na wieść o popełnienie samobójstwa przez człowieka jest zawsze taka sama. Przykro mi, pomodlę się i zawsze sobie mówię: „Rozumiem Cię bracie”. Szach i mat.

    Ja zawsze byłem słaby. Introwertyk, neurotyk, do tego ektomorfik, może i radosny od dziecka ale wyśmiewany, nie rozumiany przez kolegów. Myślę, że jestem też głupi i nie roztropny. Tak sobie rosło małe drzewko, po drodze w 1 klasie zatrute przez uzależnienie (z 25 letnim stażem). Kilka razy miałem w życiu sytuacje, że mnie Bóg cudem wyratował od śmierci. Po co? Bałem się tych sytuacji jak fiks. To były czasem sekundy czasem dłuższe chwile grozy – gdy np. się topiłem i cudem mnie wyratowali. Kilka lat temu miałem próbę samobójczą, sporo policjantów i strażaków mnie szukało. Jeszcze byli wkurwieni, że zamiast oglądać mecz polska-ktoś tam musieli jakiegoś zjeba z nożem szukać w zimie po górach. Pamiętam tą lekceważącą atmosferę i cyniczne komentarze w wozie policyjnym. Znaleźli mnie wtedy tylko dlatego, bo żal mi było mojej mamy (jak to na maminsynka przystało) i postanowiłem włączyć komórkę. Wiedziałem, że BTS mnie namierzy i zgarną niebawem. I dla komfortu emocjonalnego rodziny, dalej nie mogę się podnieść. Więcej tylko błędów na sumieniu, uzależnienie-ciąg dalszy, zmarnowane okazje, dalej nie skończone studia – drugi raz podchodzę i nie umiem skończyć, bo zjeb niezdolny jestem. Mogłem bułki w piekarni robić a nie iść za presją taty, „zdać studia trzeba, trzeba być dyrektorem”, do tego zadłużenie jak fiks na koncie bankowym. Wiedzcie,że lepiej umrzeć niż żebrać na ulicy ze wstydem. Z perspektywy 32 lat, widzę że lepiej umrzeć młodo i mieć mniej grzechów na sumieniu, niż żyć długo na tym łez padole. Próbować wiadomo z mizernym skutkiem i na koniec odpalać sobie tlenek węgla w dawce śmiertelnej, co by w 3 min paść trupem. SZACH-MAT

  • jola

    ja też myślę o tym jak odebrać sobie życie tylko w taki sposób w który moi bliscy nie musieliby podejmować zbyt wielu czynności. Nie chece żyć bo jestem samotna mój ukochany ma rodznę i swoje życie a mie uwiódł …… chyba dla sportu albo z nagłej potrzeby zreszta wszyscy w moim życiu zadają się ze mną po coś a to żeby pozyskać pracę, wsparcie, mieszkanie itd mam już dość moi bliscy rozmawiają ze mną gdy czegoś potrzebują a ja już ie mam siły mam toksyczną matkę hipochondrycznego ojca i brata który ma syndrom nie myslenia wobce byłej żony która zabrała mu wszystko a on nadal ją kocha …. JA MAM DOŚĆ….w lipcu między 19 a 22 zakonćze swoje życie bo nic nie jest warte żEGNAM Jola..

    • joanna

      te jolka zyjesz ? mosz pochtac mieszkanko

  • Ada

    Nienawidzę siebie. Nienawidzę ludzi, którzy plączą się wokół mnie. Nikomu na mnie nie zależało, a ja tak bardzo potrzebowałam, by ktoś zwrócił na mnie uwagę. Pojawił się ktoś, kogo kochałam. Ale on nie mógł przy mnie być. I cierpię przez to każdego dnia. Nie wiem, czy spotkam go po śmierci, ale ona daje mi nadzieję, że jeszcze się zobaczymy. Każdego dnia tak bardzo za nim tęsknię. Każdego dnia myślę, co by było gdyby żył. Tak mi go brakuje. Nie mogę bez niego funkcjonować. Boję się popełnić samobójstwa, bo jestem wierząca, ale gdyby nie to, już dawno zażyłabym jakieś tabletki i popiła alkoholem. Nienawidzę mojego życia. Bóg zabrał mi wszystko. Pozostała tylko muzyka i słowa.

    • Ada, jeśli potrzebujesz rozmowy, napisz do mnie. kontakt[malpa]krotkiporadnik.pl

  • Krzys K

    A ja zgine dzisiaj pije kolejne piwko i następna sete by mnie odwagę miałem już 3 podejścia. Cięcie żył. Tablety na sen.. Po 60 na receptę i dużej ilości wysokoprocetowego alko wstałem po trzech h. Dziś wisiałem już na klamce. Chamstwo udało im się. Teraz myślę na base junping. Boję się że 4 piętra to mało i obroci mnie w nogi. Tylko główka mnie ratuje. Mam Poważne problemy rodzinne. Przepraszam wszystkich. Trzymajcie kciuki niech się uda

    • Krzysiek, jeśli możesz cokolwiek dziś zrobić, to pójdź po pomoc. Wyjdź z domu, idź do szpitala, powiedz to, co tutaj napisałeś. Nie jesteś sam.

      • Krzys K

        ;)nie pomożesz komuś kto sam nie wie jak mu pomóc. Psychologia psychiatra? Terminy z NFZ! Chemia i zero wyników. Szukałem pomocy! Lekarz rodzinny w przychodni mnie zlal. Mam problem i chce zasnąć. Brak mi sensu życia i walki o nie

        • Masz rację, ja Ci nie pomogę, ja mogę Ci powiedzieć, że KTOŚ INNY może. Lekarz rodzinny to lekarz rodzinny, nie psychiatra. Jeden człowiek być może Cię zawiódł, ale poszukaj jeszcze kogoś, daj sobie pomóc.

          • Krzys K

            Dziękuję. Nie wiem nic nie wiem
            Mogłem nie Pisać teraz alko kręci mi w głowie bardziej i ty również za co dziękuję bardzo. Ktoś obcy zwrócił uwagę na kogoś kto sam sobie tak życie ulozyl..l. Fajnie dzięki. :)oby inni mieli więcej siły. Dobranoc

          • Jarosław Alcatraz

            zabij się

        • kamil

          ZAZYJ CYJANEAK !!!!!

        • Izabella Bekier

          Wiesz, kiedyś szukałam sama sensu życia, ale jest taki jeden cytat. ,,Nie możesz znaleźć powodu dla którego żyć? Znajdz powód, aby umrzeć.” Zmieńmy wene. Po co wgl szukac powodow na smierc skoro masz wiele do powiedzenia. Pamietaj!! To ty jestes swojego życia artystą.

  • Asia

    Fajnie napisane. Czasami warto przypomnieć komuś że póki życie trwa może się zmienić również na lepsze. Warto zaryzykować i na to poczekać. A może i z czasem o to powalczyć.

  • Andrzej1980

    Tak, tym ludziom na mnie zależy. Jasne. Im zależy na każdym, bo taka jest ich praca. Tak jak kilka dni temu miałem próbę samobójczą i pogotowie do mnie przyjechało z policją, strażą pożarną, bo chcieli wyłamywać drzwi. To pan doktor z pogotowia powiedział, że mu zależy na mnie, na moim życiu… TAK. On tak każdemu niedoszłemu samobójcy mówi, bo musi tak mówić żeby go uratować. Taka jest jego praca.

  • chce umrzeć a nie życ jak szma

    chce umrzeć a nie ratunku cwelu

  • Name

    Ma być krutkip poradnik a nie opowiadanie…

  • hujnatoklade

    hyba was pojebalo

    huj

  • Dziki_wieprzeg69

    ide skakać nikt mnie nie uratuje

  • p

    Dziękuję

  • Gunia

    Wszędzie są te numery tel :-:

  • XXXX

    Chujowo troche, przyszedlem znalesc fajny sposob a tu jedyne czego sie doczytalem to kolejnego idioty piszacego jakie to zycie jest fajne i nie mozna sie zabijac.
    Nah, screw you.

  • Małgosia G

    chcę się zabić, ojciec który mi całe rzycie nie płacił alimentów gdy w 2013 roku znalazł go komornik spłacił długi i złorzył sprawe do sądu o to bym mu oddała te alimenty. Paradoks wygrywa tą sprawe. skąd ja mu oddam te 40.000 zł nie mam jestem chora na dyskopatie i niedosłuch komisja odebrała mi grupe. sąd wmawia mi że muj znajomy co mi pomaga u mnie mieszka co jest chore jak się czasem pomorze bezdomnemu to odrazu mieszka. W chwili obecnej mam przegraną sprawe sądową i chce się zabić.

  • dosyc

    Z tego, co tu wypisałaś, wyłania się obraz rozpieszczonej i rozpuszczonej dziewczynki, która nie umie doprowadzić do końca swoich spraw. Opływająca w dobrobyt dziewczynka ma we łbie poprzewracane, do szczęścia brak jej tylko opłacenia przez rodziców narkotyków, które by ćpała ze swoim chłopcem… Żenada. Jak ma się od rodziców wszystko, czego dusza zapragnie, czyli ciuchy, gadżety, opłacona szkoła, to o co jeszcze chodzi? O faceta? No totalne dno. Jak masz to wszystko, to znaczy, że masz warunki do nauki i się ucz, póki młoda jesteś, a nie kombinujesz, jak tu uprzykrzyć rodzinie życie. Facet to musi ciebie ciągnąć w górę, musisz się rozwijać przy facecie, a nie wpadać w narkotyki i biedę. A jak masz we łbie poprzewracane i nie chce ci się z tym żyć, to dopnij choć jedną sprawę do końca, a nie wypisujesz na blogu jakieś numery telefonów do ludzi, którzy mają totalnie gdzieś telefonujących, bo siedzą tam pod telefonem za pieniądze i modlą się, żeby żaden niedoszły samobójca nie zadzwonił jak im się dyżur kończy i już chcą iść do domu. Dzwoniłaś pod te numery telefonów, że tak je zachwalasz? Jesteś rozpieszczona, rozpuszczona i zakłamana. Faktycznie, poziom wód w Polsce nie ma na to najmniejszego wpływu.
    Jeszcze jedno. Uważajcie, jak znajdziecie strony, gdzie podają te numery telefonów, to są lipne strony, na tych lipnych stronach z pewnością reklamują te numery telefonów i prawdopodobnie usiłują trzepać kasę na niedoszłych samobójcach. Zanim zadzwonisz, to pomyśl, na ile kasy ciebie naciągną albo na ile kasy wystawią rachunek twojej rodzince za udzielenie ci porady psychiatrycznej.

    • Nie będę się wdawać w czczą dyskusję. Ale może nie przeczytałeś ze zrozumieniem. Mam 31 lat, a nie 16, nie byłam rozpieszczona i rozpuszczona, a oceny miałam świetne. Po prostu byłam szaleńczo zakochana, brakowało m czegoś i poszukiwałam tego w nim – a on ćpał. Koniec historii.

      Sama znam osoby, które pracują w telefonach zaufania i są to wspaniali ludzie, którzy walczą o innych.

    • alice in wonderland

      Ta wypowiedź brzmi jakby napisała ją osoba, która nigdy się nie zakochała i nigdy sama nie doświadczyła smutku czy innych uczuć. Wszyscy ludzie, którzy mają myśli samobójcze i dosyć życia przez nieszczęśliwą miłość to osoby, które mają poprzewracane w głowach? Czyli te, które mają poukładane to takie, które się uczą i rozwijają? Tylko o to chodzi w życiu? Mam 16 lat, jestem młoda, więc muszę korzystać i się uczyć! Co z tego, że codziennie nie mam siły nawet wstać z łóżka i wszystkie rzeczy, które jakoś trzymały mnie przy życiu się spierdoliły, idę się uczyć. Nie dla wszystkich życie jest takie proste. „Facet mnie nie kocha? To znajdę sobie innego”. Są też ludzie, którzy bardzo kochają i przeżywają te uczucia najmnocniej jak się da. Dla niektórych może to słabość i „poprzewracane w głowie”, ale dla mnie w takiej sytuacji oceny czy stan majątkowy rodziców to tak błahe sprawy i wcale nie mają wpływu na to, czy ktoś cieszy się z życia czy nie

  • dosyc

    I jeszcze jedna sprawa. Podstawowy błąd to pieprzenie niedoszłemu samobójcy jakiś bajdurzeń o życiu. Jedynym sprawnym programem dla chcących popełnić samobójstwo jest danie im pracy, która pozwoli na własne życie, a nie na życie, jakiego chce rodzina, i to pracy w jakieś nieznacznej odległości od dotychczasowego środowiska, żeby mieć kontrolę nad tym, co się pozostawiło. I to praca, która pozwoli na spłatę długów, kupienie sobie mieszkania, a nie życie pod presją na kredytach i pożyczkach. Wiem. jest to nierealne. Więc na co czekasz? Trzeba uciekać od nierealności…

    • Większej bzdury nie słyszałam. To jak powiedzieć osobie chorej na depresję, żeby się wzięła w garść, to przestanie myśleć o głupotach. Wielu samobójców ma pracę, rodzinę, hobby.

  • Shadow18

    Dzień dobry

    Jak mam żyć mam wrażenie że z roku na rok jest gorzej. Czuje się potwornie samotny nie potrafie rozmawiać z ludźmi, nie lgną do mnie. Nie moge już znieść jak widze jak rodzą się przyjaźnie i miłości a Ja tego nie doświadczam. Staram się być dobry dla ludzi ale mam wrażenie że nikt mnie nie widzi. Byłem prawie 7 lat w związku moja eks w przeciągu 4 miesięcy miała już 3 chłopaków. Ja żadnej dziewczyny. Próbowałem się 3 razy zabić ale nawet tego nie umiem. Jak mam sobie z tym poradzić? Chodziłem na terapie, brałem leki ale nie pomagały na dłuższą mete.

    • Cześć,

      Czy mogę Cię prosić, żebyś odezwał się do mnie prywatnie? kontakt [małpa] krotkiporadnik.pl

      • Shadow18

        Witam

        Wysyłałem 2 krotnie maila czy dotarł?

  • Zero

    Fajny poradnik, szkoda że nie znalazłem w nim tego czego teraz Pragne … znajde to I załatwię swój temat tak aby nie zrobić bałaganu.

  • Kris

    czas to kwestia stawiania sobie godzin, one tworzą dni , tygodnie i miesiące , kto sobie czas wyznaczył może nim sterować ale dzień zawsze minie i jakiś element też zatonie, nieważne kiedy to nadejdzie lecz ważne żeby wiedzieć o tym, ważne by ten dzień, ta godzina była prawidłowo rozpoznana i dobrze skonsumowana …. 534 969 092

  • magda siwerska

    Dobry wieczór, mam nadzieję, że ktoś to jeszcze przeczyta. Już jakiś czas temu myślałam o samobójstwie, ale nigdy te plany nie były tak realne jak dziś. Zainteresował mnie Twój wpis, ponieważ mam bardzo podobną sytuację. Mam swojego kochanego pieska (który ma raka), mieszkam w domu,zawsze mam średnią z paskiem, mam dach nad głową, mam co jeść, chodzę w butach vans, nike, posiadam dobry telefon, całkiem dużo ubrań. Ale żeby nie było,że jestem materialistką.. Mam dwóch prawdziwych przyjaciół, po niespełnionej miłości od jakiegoś czasu wychodzę z pewnym chłopakiem, daje mi on szczęście, zależy mi na nim i wiem, że z wzajemnością, nikt w rodzinie nie choruje. Brzmi wręcz idealnie. Także w czym problem? Zawsze jak przebywałam za domem, byłam sobą, potrafiłam sie dobrze bawić, szczerze uśmiechać. Ale tylko jak wracam do domu, zakładam jedną z moich masek. Nie rozmawiałam z rodzicami o niczym można powiedzieć, nie wiedzieli, że miałam już chłopaka, nie wiedzieli wielu rzeczy o mnie. Nie do końca są dla mnie jak rodzina. Do rzeczy…….jak na nastolatkę mogłam wracać dośc późno, było tak iż zadaję się głównie ze starszymi ode mnie o 2-4 lata. Po prostu lepiej sie dogaduję z takimi osobami jak i one ze mną. Wczoraj wróciłam o 23;15, za mną ciężki i męczący dzień, więc poprosiłam kolegę aby kupił mi papierosy. Jako że byłam przekonana iż mama będzie już w łóżku i nie będzie mnie sprawdzała (bo nigdy tak nie robiła) spaliłam kilka. Dopowiem jeszcze, że nie palę nałogowo, jednak zdarza się od czasu do czasu. Po przekroczeniu progu, mama od razu do mnie podeszła, zaczęła przeszukiwać i zabrała paczkę, mówiąc, że teraz będzie miała dowód. Wiedziałam co sie stanie jak pokaże to dla taty. Zostałam obudzona o 6, czyli wtedy kiedy tato wrócił z pracy. Zaczął krzyczeć na mnie, widziałam zwątpienie w jego oczach, pytał czemu palę.. Chciał iść do apteki aby kupić coś na uzaleznienie, chciał zapisać do psychologa, chciał zadzwonić do każdego z rodziny. Nastepnie pokłócił się jeszcze z mama, a raczej mama z nim o to że pije.. Skończyło się tak, że nie mogę wychodzić przez dwa tygodnie wakacji, nie mam telefonu, kieszonkowego, tato nie chce widzieć mojej najlepszej pzyjaciółki, która jest dla mnie jak siostra. Poprosiłam abym mogła wyjść chociaż na dwie godziny aby spotać się ze wspomnianym wyżej chłopakiem, zoostałam tylko zwyzywana i zgnojona. Nie, nie chce się zabić tylko przez tę sytuację. Dokładniej przez tych ludzi, przez rodziców. Oni sprawili, że straciłam jakiekolwiek chęci do życia, że czuję się słaba i niechciana, zbędna, że moje nogi są w bliznach, że umieram od środka, czuję pustkę.Potrafiłam dostać za to że krzywo pokroiłam ciasto, dostałam w twarz usłyszałam „nienawidzę Cię” tylko dlatego że nie jadłam mięsa przez dwa miesiące, chciałam zostac wegeterianka . Jestem wrażlliwą osobą i nawet po zwyczajnym zwyzywaniu potrafię płakać. Dziś płaczę cały dzień. Wiem, że upadłam i nie jestem w stanie się już podnieść. A nawet jeśli, będę tylko fizycznie żywa, nie będę potrafiła korzystać z życia, śmiać się szczerze . Nie wiem co zrobić, z chęcią bym się zabiła, dostała ulgę, ale z jednej strony szkoda mi przyszłości która mnie czeka, wiem że będzie lepsza, szkoda mi czegoś czego jeszcze nie przeżyłam, nawet zwykłego skoku na bungee. Ale przecież nie da się żyć marzeniami i przyszłością. Życie jest jedno i nie chcę aby moja teraźniejszość taka była. Nie wiem co zrobić. Z góry dzięuję za poświęcony czas i wysłuchanie żali nastolatki.

    • Kochana, bardzo mi przykro, że tak się stało i że dostałaś szlaban. Ja też za palenie fajek dostawałam kary i to na miesiąc, albo na spotykanie się z chłopakiem. To trudne do wytrzymania, szczególnie na świeżo, ale ten szlaban jest nic nie wart w porówaniu do Twojego życia, które jeszcze jest całe przed Tobą i możesz nawet nie wiedzieć jak wspaniałe rzeczy na Ciebie czekają.
      Radziłabym Ci napisać list do rodziców i powiedzieć im o swoich uczuciach i spytać dlaczego reagują taką agresją, zamiast z Tobą porozmawiać. Przecież gdybyś Ty ich biła i wyzywała, byliby oburzeni, więc dlaczego w drugą stronę ma być inaczej? Jaki przykład takim zachowaniem dają Tobie?

      A oprócz tego postarałabym się nie dawać im powodów do takich awantur. Palenie w domu nie jest najlepszym pomysłem :)

      • magda siwerska

        Dziękuję za odpowiedź, wcześniej również dostawałam szlabany na wychodzenie z domu na różny okres czasu. Nie rozumiem tylko co ma to dać, przecież dużo bardziej pomogłaby długa i szczera rozmowa. A co do listu, jak dla mnie to bardzo dobry pomysł ale nie jestem przyzwyczajona pokazywać uczuć, szczególnie co do nich, więc myślę, że będzie mi później ciężko spojrzeć im w oczy. Żałuję wczorajszego dnia, naprawdę. Akurat w wakacje ponownie straciłam ich zaufanie, nie będą chcieli żebym gdziekolwiek wyjeżdżała jak i nocowała nawet u koleżanek. Chciałabym to naprawić, bo czasu nie da się cofnąć, nie wiem tylko jak i czy w ogóle się da.

        • Madziu, może powiedz im to, co teraz napisałaś? Oni Cię kochają, tylko pewnie z bezradności nie wiedzą co robić i dają te szlabany i uciekają się do agresji. Spróbuj z nimi porozmawiać, powiedzieć, że żałujesz i daj znać. Jak to nic nie da, to pomyślimy co dalej :)

  • Szymon Bryk

    I znowu krętacz który wlepia fałszywy tytuł dla swojego artykułu, będącego tylko jakimś reportażem zamiast tutorialem do samobójstwa.

    • Bo temu – jak to nazywasz – „krętaczowi” zależy na tym, żeby kogoś uratować przed śmiercią, a nie mu w niej pomóc.

      • Szymon Bryk

        Spoko, już się przyzwyczaiłem do tego, że artykuły o tytule „Jak popełnić samobójstwo” to tak naprawdę artykuły o tym, jak uniknąć samobójstwa. A to tylko przedłuża agonię

        • Nie zgodzę się z Tobą. Przez dwa lata, dzięki temu jednemu tekstowi kilkadziesiąt osób zgłosiło się do poradni zdrowia psychicznego lub do szpitala, bo były w bardzo złym stanie. I to są osoby o których wiem. Zakładam, że tych, które mi o tym nie powiedziały, jest więcej.

          • Szymon Bryk

            Są też ludzie którzy stracili fizyczne zdrowie, i to w taki sposób że nie da się tego cofnąć. Przekonywanie na siłę że należy żyć w każdej formie, to nie potrzebny ból.

          • Są też ludzie, którzy zajmują się tym, by pomagać osobom w ciężkiej sytuacji życiowej, nawet tragicznej odzyskać sens życia, zmienić postrzeganie otoczenia i leczą z chorób lub zaburzeń psychicznych. Stan chęci pozbawienia się życia jest stanem chorobowym i można oraz da się go wyleczyć. Zabić możesz się zawsze, więc nic nie stoi na przeszkodzie, aby wcześniej spróbować poradzić sobie inaczej. Ponadto zachęcam Cię do przeczytania reportażu na tym blogu: „Krajobraz po śmierci” o rodzinie i bliskich osoby, która popełnia samobójstwo. To zawsze jest reakcja łancuchowa i rozprzestrzenianie tragedii.

          • Szymon Bryk

            czyli uważasz że żaden człowiek na świecie nie powinien nigdy popełnić samobójstwa?

          • Oczywiście, najłatwiej wepchnąć do jednego worka samobójstwa wywołane depresją, a samobójstwa honorowe, lub takie, które popełnia się w chwili, w której raczej nie ujdziesz z życiem w tragicznej sytuacji i wolisz spaść z 40. piętra, niż ulec spaleniu żywcem. To są trzy kompletnie różne rzeczy. Ja mówię o myślach samobójczych, o planowaniu swojej śmierci z powodu zaburzeń osobowości, emocjonalnych, czy psychicznych. O ile sytuacje wojenne i katastroficzne są sytuacjami (raczej) nie do wybrnięcia, tak chęć pozbawienia się życia z powodu zaburzeń, jest jak najbardziej do uniknięcia i wyleczenia.

          • Szymon Bryk

            A skąd wiesz że wojenne sytuacje są nie do wybrnięcia? Albo jakieś klęski żywiołowe? Póki człowiek jest przy życiu, zawsze jest nadzieja na przetrwanie. Nie jest powiedziane że na wojnie na pewno zostanie się zabitym. Mogą nas spotkać różne nieprzyjemności, ale śmierć może nas ominąć w tych sytuacjach. Pamiętaj o waszym katolickim prawidle, że tylko Bóg ma prawo zabrać to, co nam dał. Gdy zabijamy siebie, to niszczymy Boży plan. Tak więc, aby być konsekwentną, nie powinnaś dopuszczać jednych samobójstw, a krytykować inne samobójstwa tylko dlatego, że człowiek znalazł się w różnych okolicznościach. Tak jak mohery mówią – tylko Najwyższy ma prawo odebrać nam życie, my nie możemy za Niego decydować o naszym końcu.

  • Szymon Bryk

    Kolejny krętacz który wlepia kłamliwy tytuł dla swojego artykułu, będącego tylko jakimś reportażem zamiast tutorialem do samobójstwa. Już się przyzwyczaiłem do tego, że artykuły o nazwie „Jak popełnić samobójstwo” to tak naprawdę artykuły o tym, jak uniknąć samobójstwa. Te fałszywce i łajzy w ogóle nie chcą pomóc samobójcom, tylko przeszkodzić im w uwolnieniu się od tego syfu jakim jest życie. Osoby walczące o wszelkie życie to niewrażliwi, szczęśliwi ludzie, spoglądający z wyższością moralną na tych, których nie są w stanie zrozumieć. Tak samo jak nażarty nie zrozumie głodnego.

    • Nie rozumiem, dlaczego drugi raz wklejasz ten sam komentarz. Nie życzę sobie, byś obrażał mnie, ani inne osoby chcące pomóc tym, którzy szukają dla siebie ratunku. Ponadto, zanim wyrazisz opinię na temat autora, zadaj sobie chociaż minimum trudu i przeczytaj coś więcej. Gdybyś przeczytał, wiedziałbyś, że ten blog opowiada o mojej wieloletniej walce z depresją, zaburzeniami osobowości, a także zaburzeniami kompulsywno obsesyjnymi. Jak masz siać durny defetyzm, to idź to robić na swojej naszej klasie, a nie tu, gdzie ludzie przychodzą po pomoc.

      • Szymon Bryk

        nie wiedziałem że chadzasz na naszą klasę. Ale tam nie ma takich wprowadzających w błąd tytułów jak tu

        • Ok, podzielileś się już swoją opinią.

          • Szymon Bryk

            Tak, ale tylko jeśli chodzi o ten komentarz. Poza tym durny defetyzm jest szerzony właśnie przez takich blokerów samobójstwa i podtrzymywaczy życia, bo wy już z góry przewidujecie porażkę samo-śmierci, nie wierzycie w sukces odniesiony przez osobę która decyduje się na odejście z tego świata. Wasza niewiara w powodzenie czynu samobójstwa jest tu jedyną rzeczą uniemożliwiającą koniec cierpienia wielu osób.

      • Vidi12

        Niektórzy mają dosyć życia… n ie są zawiedzionymi w miłości nastolatkami… ie żyją ich żony… dziecko… mają 60 lat … co mi powiesz ? Justynko :(

  • Paweł

    Dlaczego szukając porady jak skończyć z tą bezsensownością istnienia trafia się na artykuły, które chcę odwieść od tego co nieuniknione. Czy to aż takie dziwne, że chociaż nad jedną rzeczą chce się mieć kontrolę.

  • Iza

    Czytam to i nie jestem w stanie powstrzymać łez. Wiem, że potrzebuję pomocy, ale tak bardzo wstydzę i boję się po nią sięgnąć… Nie mam wielkich problemów – dach nad głową, jedzenie, znajomi, którzy się interesują i osoba, która twierdzi, że kocha… A jednak ostatnio coraz częściej myślę albo o samej śmierci, albo o sposobach, w jaki mogłoby się moje życie zakończyć. Również przez samobójstwo… I jedyne, co mnie powstrzymuje przed targnięciem się na życie, to strach przed tym, co dalej. Nie ma chyba powodu, żebym tak się czuła i dlatego zwlekam… a im dłużej zwlekam, tym precyzyjniej obmyślam plan odebrania sobie życia… Nawet, jeśli poszłabym po pomoc, nie wiem, co miałabym powiedzieć… Nie mam pojęcia, jak to się skończy… Dziś cały dzień byłam sama w mieszkaniu. Cały dzień dręczyły mnie „te” myśli…

    • Iza, nie myśl o tym, co miałabyś powiedzieć w gabinecie. Wahasz się, myśli są natrętne i utrudniają Ci życie – to wystarczy, by pójść. Jeśli nie potrafisz powiedzieć tego wprost, pokaż lekarzowi ten komentarz. On dalej będzie wiedział, co zrobić.

    • Ewela

      Naprawdę nie ma się czego wstydzić i zdecydować się na czyjąś pomoc. Może zabrzmi to dziwnie, ale akurat w tym aspekcie depresję trzeba traktować jak każdą inną chorobę tzn. iść do lekarza. Wiem, że łatwo powiedzieć, ale staram się tak ją traktować, sama leczę się już długo, najważniejsze to podjąć decyzję o pójściu do lekarza. Nie pomożesz nigdy osobie, która tej pomocy nie chce. Ja taką decyzję podjęłam, bo nie mogłam już wytrzymać, mimo złych myśli okazało się, że mam w sobie resztki siły i chęci do życia. Podjęłam taką decyzję ku zaskoczeniu psychiatrów, psychologów, którzy przekonywali mnie, że rzadko się to zdarza i to jest już pierwszy powód do dumy. Dumy z samej siebie, tej, której tak nie cierpię, nie lubię, nie potrafie nawet na nią patrzeć. Większy szok przeżyła moja rodzina, a raczej to co z niej zostalo. Starają się mnie wspierać, choć nie do końca rozumieją, ale ja ich „rozumienie” sobie odpuściłam, pewnych rzeczy się nie zmieni i już. Tak jak wspomniałam – leczę się już długo, raz jest lepiej, raz gorzej, niestety deprecha jest czasem jak bumerang – wraca. Teraz właśnie też przeżywam ciężki czas, ale walczę, chodzę do specjalistów, też mam te złe myśli, ale tak jak napisała Justyna – nigdy nie wiadomo co Cię ucieszy lub choć o odrobinę popawi humor: pani w radio, grzanki, dobra kawa, mruczenie kota czy jeszcze coś innego. Nie ma się czego wstydzić, pamiętaj, że ludzie, którzy nigdy nie mieli do czynienia z depresją, nawet nie osobiście ale choćby pośrednio, nie zrozumieją tej choroby. I będą przyklejać metki. I będą na Ciebie patrzeć jak na egzotyczne zwierzę lub na tą „której się nic nie chce”. Trudno. Ich też sobie odpuściłam. Życzę podjęcia tej pierwszej decyzji, bez poczucia wstydu i strachu.

  • Karolina Koczara

    Trafiłam tu dziś, sama nie wiem skąd. Ale zapewne tak jak każda osoba, która tu trafiła. Mam świadomość wartości samego życia, jednak od wielu lat bez przerwy zmagam się z przekonaniem o bezwartowości mojego własnego życia. Życie ma wartość dla osób które je szanują, które żyją, które również mają problemy ale żyją i chcą tego. Myśli samobójcze chodzą za mną od dawna. Odkąd byłam jeszcze dzieckiem (12 lat). Z opowieści wiem, że nigdy nie dostrzegałam wartości swoich czynów, swoich wysiłków czy w końcu swojego życia. W szkole podstawowej miałam za zadanie napisać wypracowanie o swoich wakacjach. Moje wypracowanie brzmiało: „Byłam u babci. Było fajnie”. Mama próbując zachęcić mnie do rozwinięcia tego podpowiadała ” no ale co tam robiłaś, jaka była pogoda, co ci się podobało, co cię zdenerwowało, ile osób poznałaś, gdzie i w co się bawiłaś?” Moja odpowiedź była bardzo krótka. „A kogo to obchodzi?” Zauważam, iż mimo, że minęło już kilka lat nadal myślę w ten sposób. Moje życie jeżeli jest bezwartościowe dla mnie to nie ma żadnej wartości wcale. Życie jest wiele warte kiedy jest doceniane. Ja tego nie widzę. Moje odejście być może byłoby ciosem dla bliskich (wliczając cała rodzinę i znajomych to zaledwie 7 osób i kot), byłoby to dla nich bolesne przez chwilę, a później ich życie wróciłoby do normy. W końcu czas leczy rany. Jednak na dłuższą metę moje odejście byłoby naprawdę odciążeniem dla moich bliskich. Mój ojciec musi płacić wielkie pieniądze za moje studia. Co jest dla niego wielkim stresem bo musi utrzymać stanowisko w korporacji aby nie stracić pracy i nie zostać bez środków do życia, dla mnie na szkole, na kredyty, na jedzenie. (Zostawił mnie i moją mamę 4 miesiące przed moja maturą, a więc nie poszła mi na tyle dobrze by dostać i się na sensowny kierunek do i sensownej szkoły) Powiedział parę słów za dużo kiedy chciałam wyjaśnić pewien zaistniały konflikt, w którym potrzebowałam pomocy pomiędzy mną, a jego konkubiną z którą mieszkam. Nie jesteśmy sobie wrogie, a ona jest kompletnie bezkonfliktową osobą, ale nie należę do tego domu w którym mieszkam. Mój ojciec wraca na weekendy do domu. Nie chce słyszeć o jakichkolwiek problemach, chce mieć w domu sielankę bo problemy to ma w pracy. Nie jestem w stanie sama rozwiązywać problemów zaistniałych w domu bo kolokwialnie mówiąc znajduję się na samym dole piramidy hierarchicznej. Nie mam prawa głosu, a ojciec czyli jedyną osobą która mogłaby mnie wesprzeć i reprezentować moje zdanie i moje stanowisko, reaguje na każdą moją próbę i sygnalizowanie, że jest jakiś problem wybuchem złości, agresją albo podejściem typu „Masz problem? To się dogadaj. To twój problem”. Kiedy jeżdżę czasem do mojej mamy, która mieszka sama w innym mieście na każdym kroku co bym nie chciała zrobić to nie pozwala mi na nic. Nie mogę pofarbować włosów bo zrobię syf i nie posprzątam. Nie mogę w spokoju nic ugotować bo wiecznie komentarze że brud syf i znowu to samo i znowu bałagan w JEJ mieszkaniu, kiedy nawet nie zdążyłam skończyć gotować. Co mnie bardzo zabolało wyrzuciła moja jedyna rzecz którą miałam w jej mieszkaniu, takie kapcie w kształcie krówek. Uwielbiałam je, niestety troszkę się zaczynały rozlatywać od podeszwy. Kiedy przyjechałam nie mogłam ich nigdzie znaleźć. Okazało się, że je wyrzuciła. Bo ona nie będzie trzymać w swoim mieszkaniu śmieci. Pomimo wielu prób poruszania tego tematu i rozmów o tym jak mnie to zabolało i tłumaczenia, że nie miała prawa tego zrobić. Twardo stoi przy swojej racji nie rozumiejąc jak bolesne to dla mnie jest. Potrzebuję od niej zrozumienia i potwierdzenia „tak, popełniłam błąd, nie powinnam była tego robić, przepraszam” co zasklepiłoby moja ranę. Jednak nie mam na co liczyć. Kiedy do niej przyjeżdżam jestem problemem, odlicza dni kiedy wyjadę, wścieka się, że wstaję o 10 i robi o to awantury bo śpię w salonie, a salon powinien być w nieskazitelnym stanie. Salon to salon, w salonie nie śpi się do 10. Choćbym bardzo chciała mogę wstać maksymalnie o 9 ponieważ w nocy zwykle nie śpię i kładę się wcześnie rano spać jeśli się uda.
    Reasumując jak sama na pewno możesz zauważyć najbliżsi mają ze mną problem. Ja sama mam ze sobą problem. Ciężko mi już wciąż wmawiać sobie na siłę, że wciąż czeka mnie w życiu coś dobrego. Tak na pewno spotka mnie coś dobrego. Co jakiś czas spotyka mnie coś dobrego. Jednak nie daje mi to odpowiedniej rekompensaty mojego codziennego cierpienia i zmagania się sama ze sobą. Ponoć cierpię na nerwicę. Matka to akceptuje i przyjmuje do wiadomości. Ojcu nawet nie powiem bo mnie wyśmieje prosto w twarz. Przez to jestem lekomanem a w przejawie jakiegoś ekstra pozytywnie
    racjonalnego stanu wyrzuciłam wszystkie leki jakie brałam i jakie miałam w domu (a w hipochondrii i i cierpienia na różne dziwne choroby można skompletować niezła apteczkę) kiedy dowiedziałam
    i się o nerwicy a później o hipochondrii zrozumiałam i podjęłam i decyzję o zaprzestaniu zażywania jakichkolwiek lekow. Nawet na ból głowy nic nie biore. A czesto mam migreny. A wiec jakakolwiek farmakoterapia nie wchodzi w grę. Psychoterapia również nie wchodzi w grę bo po prostu nie mogę sobie na to pozwolić nie pracując. A na pracę również nie mam możliwości gdyż studiuję podwójnie.

    Mam kilka miesięcy stan depresyjny z przerwami na kilka dni. Ale wiedząc o nerwicy czasem wydaje mi się że to sobie wymyślam. Że ze mną jest wszystko okej. I tutaj mój stan poprawia się na 2-3 dni. A potem drastycznie leci w dół z dnia na dzień, kiedy zasypiam z uśmiechem na ustach a budzę się nie mając siły by postawić stopy na ziemi i pójść do pracy. Ostatnimi czasy wszystko się bardzo nasiliło. Przygotowałam plan spłaty moich studiów dla ojca, przygotowałam kosztorys swojego pogrzebu i wykaz moich rzeczy do sprzedania i ile potencjalnie będzie z tego pieniędzy. Ubezpieczyłam się jakoś czas temu na życie z wiedzą że po 2 latach nawet po samobójstwie moi bliscy dostaną wypłatę odszkodowania. Przygotowałam listę rzeczy do oddania i dla kogo. Przygotowałam też listy. Jednak przeraża mnie ten kosztorys. Ponieważ uświadomiłam sobie że żyjąc przynoszę straty, a umierając nawet z takim przygotowaniem nie jestem w stanie spłacić kosztów swojego utrzymania i swojej śmierci. Jednak śmierć może ukrócić te koszty. W przeliczeniu na perspektywę 3 lat moi bliscy wyjdą na plus niż gdybym nadal żyła. Marzę tylko o tym aby możliwa była humanitarna eutanazja, a nie tylko barbarzyńskie targnięcie się na swoje życie, które jest dodatkowym szokiem dla bliskich.

  • Noname

    Od jakiś 5 lat pragnę się już nigdy nie obudzić. Ale wiem ,że tego nie zrobię będę męczył się bez żadnego celu przez następne 40-60 lat patrząc jak ludzie mówią lub piszą o swoich śmiesznych w moich oczach problemach, przyjaźnią się, tworzą związki, zakładają rodziny. Ja nie mam już nic i nic nie sprawia mi jakiejkolwiek radości a sam dokładnie wiem ,że każdy kolejny rok będzie gorszy tak jak dotychczas. Mimo ,że nigdy nikogo nie miałem i nie mam chociaż jednej osoby z którą mógłbym powiedzmy wypić piwko i się wygadać to przez ostatnie kilka miesięcy coś się zmieniło tj. mimo ,że w środku czuję się jakbym gnił z samotności i ciągłych porażek ,nie mam ani odwagi ani już nawet ochoty do kogokolwiek zagadać bo wiem ,że w tym momencie gdybym został odrzucony mógłbym ostatecznie pęknąć i zrobić coś durnego. Ludzie w większości są durniami więc ta decyzja miałaby jakikolwiek sens… Gdybym chciał mógłbym pisać dokładniej co takiego się stało i działo ,że jestem już niemal na dnie ale co to zmieni.. PS:Ciekawe ,że gdy poszedłem do psychologa jak miałem małą chęć coś zmienić zaproponował test z którego nie wyszło nic ponad to co wiem od dawna a jedyne co ten „profesor” miał do zaproponowania to zapisanie się do pani ,która miała stwierdzić co dla mnie jest odpowiednie leki (uzależnienie i okłamywanie samego siebie) lub grupa z „podobnymi” problemami (gdzie nie chciałem iść bo skończyło to by się jakimś dosadnym komentarzem z mojej strony a nie chcę żeby ktoś cierpiał tylko dlatego ,że ja z nienawidziłem ludzi z wzajemnością :) pozdrawiam.

  • Ika

    To co napiszą nie ms najmniejszego znaczenia dla kogoś kto chce popełnić samobójstwo. W końcu każdy może decydować o własnym życiu i jego końcu czy to się komuś podoba czy nie.

  • Marek

    nie wszystkim da sie pomoc. ja o samobojstwie mysle codzien od conajmniej 5 lat ciagle to przekladam. ale naprawde zycie nie ma sensu nie wazne jak dlugo i dobrze czlowiek by sie staral to z gory jest zaplanowane. ogolnie kazda porazka sprawia ze jestem silniejszy, ale to co sie ostatnio wydarzylo potwierdza, ze dalsza egzystencja nie ma najmnieszego sensu. wiec poradzcie mi nie jak uniknac tylko jak skutecznie to zalatwic

  • Werkas

    Mój bliski kolega kilka lat temu powiesił się w lesie.
    Do dziś mam jego numer,nieskasowane smsy a w portfelu 50 groszy długu za kawe z automatu.
    Nic (w przeciwieństwie do niego)) mi się w życiu nie udało i niestety z każdym rokiem jest coraz gorzej.
    Zamykam sie w sobie,ale mam jeszcze troche siły do walki.
    Gdy przychodzą ciemne chmury a wraz z nimi głupie myśli (czesto czuję się tak, jakby ktoś mnie powołał do życia a potem zostawił)
    wtedy stosuje zasade numer jeden: łapie kontakt ze soba samym, a potem KOLANA. Pomaga.
    Punktem zwrotnym był koncert Jarka Wajka.Swietnie że mogłem też chwile z nim pogadać.
    Zaciekawiła mnie treść na twoim blogu. Poczułem się jakbyś mnie przez niego zaadoptowała.
    Kto wie może pomogłaś mi by nie robić głupstw.
    Należe do osób zamkniętych stojącą na obrzeżach nie w centrum. W moich poszukiwaniach sensu życia bardzo ciężko jest mi
    znaleźć coś co by mnie ujęło. Tobie udało się to fantastycznie.

    Trafiłem na twój blog po wpisaniu „jak skutecznie popełnic samobójstwo” i oniemiałem.
    Przez chwilę to sie nawet poczułem oszukany ale szybko mi przeszło.

    „Puszczaj chleb twój po wodzie; bo po wielu dniach znajdziesz go”

  • Anna Maria

    Nie daje sobie rady niestety mam wrażenie że jest coraz gorzej nic mi się w życiu nie udaje i to mnie przeraża ale i powoduje powolne zobojętnienie na otaczającą mnie rzeczywistość

  • Czarny bez

    Witam,
    Od ponad 3 lat męczą mnie myśli o samobojstwie. W tym czasie wydarzyło się sporo. Moi rodzice ciagle się kłócili, rozchodzili, schodzili. Przeżywałam agresje ze strony reszty rodziny, która miała problemy z alkoholem. Próbowałam popełnić samobójstwo. We wrześniu rok temu. Po tym odrazu trafiłam do szpitala psychiatrycznego. Dla moich rodziców było to nie do pomyślenia. Nie pozwalali mi się tam integrować z osobami, które mnie rozumiały lepiej niż ktokolwiek. Później zostałam wypisana dzień po tym, jak powiedziałam lekarzowi, że planuje się zabić, jak tylko wyjdę. W tamtym czasie zakochałam się z wzajemnością z najpopularniejszym chłopakiem w szpitalu. Oboje byliśmy załamani, bo potrzebowaliśmy i pomocy i swojego wsparcia. Wyszłam. Przez następne trzy dni nie rozmawiałam z nimi. Tata przeczytał moje wiadomości w telefonie. Jak pisałam, że chce wrócić, że marze o tym, że zrobię sobie krzywdę. Dostałam karę i ciagle się kłóciliśmy. Później ucichło, ale znowu przeczytał wiadomość od tego chłopaka, który napisał, że się skrzywdził. Znowu było źle. Pare miesięcy później, gdy kontakt ze wszystkimi ze szpitala się urwał pojawił się mój aktualny chłopak. Cudowny, kochany, troskliwy. Naprawdę ideał z idealną rodziną i brakiem problemów. Problem polegał na tym, że mieszkaliśmy daleko. Byłam wyizolowana, więc kontaktowałam się z ludźmi tylko przez internet. Pierwsze miesiące były całe szczęśliwe dla was oboje. Później zaczęłam się załamywać i choć miał pieniądze i mógł przyjeżdżać, bo i tak robił to co tydzień na weekend albo czasami na tydzień (ja podobnie), to wtedy nigdy nie przyjeżdżał. Jak mama miała operacje, jak lek nie pozwalał mi chodzić do szkoły, jak ciagle słyszałam obelgi w swoją stronę czy próbowałam się zabić. Ostatnio też mówi rzeczy, które mnie ranią. Rzeczy przez które czuje się, jakbym go więziła przy sobie, a przecież nie robię tego. Lepiej wspiera mnie ostatnio jego kolega z klasy, który stał się moim przyjacielem. Kocham mojego chłopaka. Jest cudowny, stara się, ale jego próby pomocy mi bardziej motywują mnie tylko do zrobienia sobie krzywdy. Ostatnio pierwszy raz od paru miesięcy zrobiłam sobie krzywdę. Ostatnio mam też problemy w szkole. Mialam się przeprowadzić do miasta chłopaka nieslugo, ale teraz mama już nie wie. Moi rodzice nigdy jie zabiorą mnie do psychologa lub paychiatry. Nawet jeśli proszę o to. Z każdym dniem coraz bardziej planuje swoją smierć. Nie mam już nawet żadnej nadziei, że coś się zmieni. Co robić?

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress