Jak rozwalić związek?

Recept na udany związek jest tysiąc dwieście milionów: trzymać krótko, albo puścić wolno. Mieć wspólne zainteresowania, albo mieć skrajnie różne. A to mieć podobne charaktery, a to różnić się we wszystkim. Te przepisy tworzą zazwyczaj nasze ciotki, matki, koledzy z pracy, przyjaciele, koleżanki ze studiów. Wszyscy - niezależnie od tego, czy w związkach są, a jeśli są, to czy są to związki udane - mają złote rady i sprawdzone sposoby na to jak dobry związek wyglądać powinien. Dlaczego zaś tak mało mówią o tym, jak można go spieprzyć?

Oczywiście, ja sama nie jestem ekspertką (czy ktokolwiek jest lub nie jest?): nie mam na swoim koncie długoletniego wartościowego i dobrego związku. Nigdy się nie zaręczyłam, nigdy mi się nikt na poważnie nie oświadczył. Jestem jednak niestrudzona w poszukiwaniu złotego środka i tworzeniu atmosfery i warunków, które sprzyjają rozwojowi dobrej relacji, w szczególności związku. Są jednak rzeczy, które uważam za drogowskaz do zepsucia nawet dobrze rokującego związku i których nie jestem w stanie przełknąć.

#1 Nie łykam nieuczciwości

Uczciwość jest na pierwszym miejscu mojej listy, bo według mnie jest podstawowym budulcem zaufania i spoiwem w związku. To coś więcej niż oddanie 2,64zł reszty z zakupów: to traktowanie drugiej osoby poważnie, czyli na równi ze sobą.  Uczciwość to informowanie partnera o swoich uczuciach, myślach, problemach, obawach. To dawanie szansy na rozwiązywanie problemów wtedy, kiedy występują, a nie po fakcie, kiedy nic nie można z nimi zrobić i jest już za późno. Uczciwość to transparentność i nie mam tu na myśli wglądu w skrzynkę odbiorczą, a uczucia, intencje, plany.

#2 Nie łykam osaczania

Jest takie oklepane powiedzenie, które kiedyś zapadło mi w pamięć: Jeśli coś kochasz, puść to wolno. Kiedy do Ciebie wróci, jest Twoje. Jeśli nie, nigdy Twoje nie było. Nie, żebym od razu chciała je sobie tatuować na lędźwiach, ale jest w nim dużo prawdy. Są ludzie, którzy swoje związki budują na zasadach ograniczonego zaufania, długiej (ale wciąż) smyczy i kontrolowaniu. Myślę, że wynika to z wielu lęków wynikających z niskiego poczucia własnej wartości, ale jaką wartość ma związek, który w ryzach trzymają tylko nakazy i zapewne szantaż emocjonalny? W końcu, jak kontrola i osaczanie miałyby pomóc w utrzymaniu związku, jeśli jedna z osób nie wierzy w to, że można z nią być bez przymusu i nadzoru?

Wolność to podstawa rozwoju. To wybór, spełnianie się i szczęście, które dzięki niemu można osiągnąć.

Osaczanie i ograniczanie wolności pachnie przemocą i sprawia ból. Nie jestem sobie w stanie wyobrazić, w jaki sposób można się rozwijać i dojrzewać w relacji, która narzuca bardzo sztywne ramy i zamyka w klatce. Chów klatkowy - brzmi znajomo?

#3 Nie łykam wampirów emocjonalnych

Są ludzie, którzy noszą w sobie mnóstwo niepokoju i konfliktów. Szukając dla nich ujścia często wywołują konflikty w relacjach z bliskimi - także w związku. Życie z wampirem składa się z nieustannej szarpaniny, kłótni, emocjonalnych dramatów i przeciągania liny, a to pochłania praktycznie całą życiową energię.

Od wampira trudno się oderwać, bo zazwyczaj stosuje szantaż emocjonalny: odejdziesz, to coś mi się stanie. I tak przejmujesz złudną odpowiedzialność za wampirze życie. Żyjesz w ciągłej gotowości do konfliktu, kłótnie są dla ciebie stałym elementem w tygodniowym kalendarzu; całą uwagę skupiasz na tym, by do kolejnej awantury nie doszło. Jesteś coraz mniej wydajny w pracy, coraz mniej skupiony na sobie, pogarszają się twoje relacje z otoczeniem. Szukasz ucieczki. Czy tak wyobrażałeś sobie związek?

#4 Nie łykam podwójnych standardów

Kiedyś wydawało mi się, że dobry związek polega na tym, że ktoś silniejszy i bardziej ułożony dostaje pod opiekę kogoś, kto gorzej sobie radzi, albo sam nie jest w stanie sobą zarządzać. Że w związku jest hierarchia i podział na szefa i podwładnego. Oczywiście, wiele związków działa na podobnej zasadzie, jednak są to związki, gdzie bardziej dominująca osoba jest wodzem, a nie dyktatorem.

Podwójne standardy przeczą jakiejkolwiek równości w związku i partnerstwu. Ja mogę rozmawiać ze swoim byłym, natomiast ty ze swoją byłą nie. Dlaczego? Bo tak. Mów mi o wszystkim, co czujesz. Chcę wiedzieć. Ja nie będę mówił, bo ja to co innego. Tak po prostu.

Uważam, że związek powinien opierać się na równych zasadach, a poczucie tej równości powinno pulsować w skroniach. Nie ma ważniejszej i mniej ważnej pracy. Nie ma też gorszych lub lepszych marzeń i tylko od was zależy, czy będziecie sobie pomagać je spełniać, czy będziecie to robić osobno. Albo wcale.

#5 Nie łykam bierności

Komedie romantyczne i inne harlequiny nauczyły nas tego, że starać się trzeba najbardziej na początku. Wtedy stać nas na porywy serc, na gesty, niespodzianki, wyznania i zabieganie o drugą osobę. Kiedy się to udaje, odpinamy szelki, zdejmujemy buty i wygodnie rozsiadamy się w fotelu. Związek się wydarzył, nastąpiło zdobycie partnera/partnerki, więc niech się toczy i dzieje co chce.

Nic nie dzieje się samo i nawet w dobrze funkcjonujących związkach, które stwarzają partnerom wspaniałe warunki do rozwoju i poczucia bezpieczeństwa, trzeba się starać. Powiem więcej, te związki właśnie dlatego dobrze funkcjonują, bo partnerzy nad nim pracują i wkładają w nie całych siebie, swoje emocje, pracę nad sobą i dużo cierpliwości.

Bierność zabija i wysusza nawet najbardziej żyzne pola. Bierność rodzi frustrację, a ta bezproduktywne konflikty i... tak dotarliśmy do końca niejednej relacji.

#6 Nie łykam bezkompromisowości

Każdy ma swoje przekonania, wartości, którymi się kieruje i granice, których nie chce przekraczać - to rzeczy, które nas tworzą i sprawiają, że jesteśmy tacy, jacy jesteśmy. To tworzy nasze "Ja". Życie jednak nie składa się z ciągłego ślizgania się po krawędzi i testowania granic, a z pierdół, które potrafią czasem bardzo dzielić. Najgorzej, jeśli przy którejś z tych pierdół ktoś nagle postanawia się uprzeć i nie odpuścić. A nie odpuszcza, bo nikt mu nie będzie mówił, jak ma żyć, albo dlatego, że ma swój honor.

Nie wiem dlaczego ludzie kompromisy i ustępowanie uznali za oznakę słabości. Ja umiejętność pójścia na kompromis i dojścia do konsensusu uważam za wyższy poziom kultury osobistej, za oznakę dojrzałości i poczucia własnej wartości.

Bezkompromisowość kojarzy mi się z tresurą i dyktaturą. Albo tak, albo wcale. Dla mnie wcale. Dziękuję.

#7 Nie łykam przemocy

Wydawać by się mogło, że to takie oczywiste: nie akceptować przemocy. Okazuje się, że nie wszyscy wiedzą, że przemoc nie odbywa się tylko w fizycznym wymiarze. Przemocą jest także przemoc psychiczna, materialna, słowna, seksualna. Przemocy nie należy tolerować, przemoc nie jest wytłumaczalna i sama nie wyparuje z oprawcy. Osoby stosujące przemoc są osobami z zaburzeniami, które muszą przejść terapię, by funkcjonować na normalnych zasadach. Z przemocy nie da się ot, tak, wyleczyć, ale nie jest to żaden powód do tego, by ją usprawiedliwiać.

#8 Nie łykam niepewności

Niepewności wytwarzanej w partnerze celowo, czyli utwierdzania go w przekonaniu, że nie jest niezastąpiony, a więc i w każdej chwili, bez problemu może zostać wymieniony na kogoś innego. Takie zachowanie jest dla mnie zupełnym zaprzeczeniem miłości w związku, bo miłość powoduje, że chce się wszystkiego, co najlepsze dla osoby, którą się kocha. Nie wyobrażam sobie chcieć celowo sprawić przykrość partnerowi i czerpać z tego satysfakcję.

#9 Nie łykam braku odpowiedzialności

Odpowiedzialność często przychodzi z wiekiem, ale są też ludzie, którzy z odpowiedzialnością mają tyle wspólnego, że wiedzą po prostu jak to słowo napisać.

Odpowiedzialność to nie tylko ponoszenie konsekwencji, kiedy już przyjdą, ale przede wszystkim ich przewidywanie. Odpowiedzialność w związku to myślenie o tym, jak moje decyzje i moje działania wpłyną na drugą osobę i na związek, który razem tworzymy? Jak żyć, by poprawiać jakość naszego życia i rozwijać naszą relację stwarzając obojgu z nas równe warunki do rozwoju?

Odpowiedzialność to także planowanie. Bardzo często (trochę poprzez bierność) w związkach następuje rozłam, gdy na jedną z osób spada cała odpowiedzialność za rzeczy, które są wspólne.

Jedną z takich rzeczy jest na przykład antykoncepcja. Aż 57% Polek decyzję o metodzie antykoncepcji podejmuje sama. 32% po wysłuchaniu (nie decyzji) partnera. 25% podejmuje tę decyzję bez jakiegokolwiek porozumienia z partnerem, bo partner nie wykazuje zainteresowania tym tematem.

#10 Nie łykam seksizmu i antyfeminizmu

Mylnie uważa się, że ofiarami seksizmu są tylko kobiety. Problem ten dotyczy obu płci i przejawia się na ogół niewinnymi uogólnieniami: wszyscy faceci są beznadziejni, jeśli to chłop, to pewnie chce zaliczyć, albo te wszystkie hasła o byciu "jak baba".

Te niewinne przytyki sprawiają, że żyjemy w świecie, w którym właśnie takie stereotypy doprowadziły do straszliwej sytuacji, w której kobiety pozbawia się jakiegokolwiek wyboru i decyzyjności. Niezależnie od tego, jakie mamy poglądy i w co wierzymy, musimy mieć możliwość dokonania własnego wyboru. Kto i kiedy nas za niego osądzi to już inna sprawa. Indywidualna sprawa każdego z nas. Na pewno nie jest to jednak problem polityków i decydentów zza obitych zielonym aksamitem biurek.

Mówię to z pełnym przekonaniem, bo gdy dotarło do mnie, że ktoś tak po prostu może zarządzić, że mam mieć mniejsze prawa z racji posiadania dwóch chromosomów X, a gdy się z tym nie zgodzę nazwie mnie nawiedzoną wariatką, albo wrzeszczącą macicą, to we mnie pękło. Dlatego niezależnie od tego, kto i co na górze postanowi, będę zawsze orędować za wolnością która pozwala podejmować samodzielne decyzje, za rozstrzyganiem kwestii moralnych wedle własnego sumienia i za prawem do intymności i prywatności.

Nie potrafię zrozumieć wycofywania z aptek tabletek po stoskunku NIE: zapłodnieniu bez recepty, nie potrafię przeżyć tej demagogii. Jeszcze bardziej nie potrafię zrozumieć cyrków związanych z pozbawianiem kobiet dostępu do antykoncepcji (patrz: tutaj), czy napiętnowaniem ich z powodu jej stosowania.

Jeśli odkryłabym, że mój facet nie radzi sobie z różnicą płci i uważa, że coś muszę, powinnam, nie powinnam, nie mogę, lub mam zabronione z racji tego, że jestem kobietą, to byłby to całkowity koniec związku. Zdradę jestem w stanie wybaczyć. Tego nie.

Czego Polki nie łykają w związkach?

infografika_jpg (1)

Niewiele różnię się od statystycznej Polki, ale jestem ciekawa czego Wy nie łykacie w związku?

Powyższa ankieta jest anonimowa. Odpowiedzi z pytania drugiego będę mogła osobiście zadać ekspertowi podczas spotkania pod koniec czerwca. Rozmowę z ekspertem opublikuję na blogu w postaci video.

Dlaczego Was o to proszę?

Chcę, byśmy porozmawiali merytorycznie i o antykoncepcji i o zdrowiu seksualnym. Chcę, żebyśmy zaczęli rozmawiać na ten temat nie jak o rozbuchanych potrzebach i rui, jak lubią to robić ludzie w mediach, ale odpowiedzialnie, z dojrzałym podejściem do tematu. Bez Waszej pomocy mi się to nie uda.

Rok temu udało mi się, również dzięki Wam, takie warunki do dyskusji stworzyć w Krótkim Poradniku Odpowiedzialnego Seksu. Powracam z tematem w ramach kampanii Nie łykam, czyli wszystko, co powinnaś wiedzieć o antykoncepcji. Bądźcie uważni, wkrótce kolejne teksty, video, Q&A na Snapchacie i wiele wiele innych.

1

Podobne wpisy

  • Ada

    Chyba w opisie jednego z akapitów wkradł się błąd „Zaledwie 57% Polek decyzję o metodzie antykoncepcji podejmuje sama.” Chodzi o te decyzje, które podejmują wspólnie, prawda?

  • Uppsss

    Nie widzę żadnej ankiety.
    „Ten formularz mogą wyświetlać tylko użytkownicy w organizacji jego właściciela.” i kiszka :(

    • Uppsss, a sprawdzisz jeszcze raz? Poprawiłam paproszki. Dziękuję za czujność!

      • Uppsss

        Już jest super! :)

  • józek

    Nie łykam lol, trzeba popracować nad hasłem, bo nie mogłem się skupić nad tekstem śmiejąc się cały czas. Ogólnie kilka zdań lepszych, kilka bez finezji. Musisz wymagać od siebie więcej.

    • Radek

      … „Musisz wymagać od siebie więcej.”?? Naprawdę? A Ty kto? Jakiś Sensei sztuki piśmienniczej jesteś? Śmieszne

  • Bardzo fajny tekst, mądrze wprowadza w temat zastanowienia się nad antykoncepcją która jest arcyważną sprawą. Myślałam że „nie łykam” to Twój wewnętrzny slogan i bardzo mi się podobał jako zręczny zabieg nawiązania do hasła akcji tym bardziej. Pozytywności.

  • Już rozmowa o antykoncepcji, powinna obijać się o to, że seks jest ok, że wszyscy go uprawiamy, nie tylko w związkach, nie zawsze z miłości, nie zawsze dopiero po ślubie, nie tylko po to by mieć dziecko, i nie zawsze… szczerze, odpowiedzialnie i w płatkach róż. I to jest doskonale normalne. Brakuje mi w mediach seksów bez filtrów, tego zapachu śpiwora na działce lub pod namiotem, lub pod tak bardzo gołym niebem. Jakby dziecko w domowej apteczce, albo na półce w sypialni widziało prezerwatywy, kalendarzyk, albo tabletki antykoncepcyjne tak jak szczoteczkę do zębów, to wtedy naturalne byłoby w przyszłości zabezpieczanie się. Na szczęście każdy może sam myśleć i decydować o swoim zdrowiu i przyszłości, kobiety mogą pracować, wydawać pieniądze – także na antykoncepcję. Jeszcze parędziesiąt lat temu byłyśmy zależne od pana i władcy, mogłyśmy albo się słuchać, albo jak Jagna zostać wygnane na gnoju za robienie tego, na co mamy ochotę. Korzystajmy z tej wywalczonej ciężko wolności. :)

  • Kamil Dyluś

    Gotowa metoda czego nie robić, ale w takim razie co robić? :)

  • Aleks G.

    Juz po pierwszym „nie łykam” wiedziałam, że to będzie reklama.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress