Jak to jest być ciulem?

7 lutego 2015 Blog

hva271

Ciul to słowo klucz. Na Śląsku jest wulgarne i oznacza mężczyznę, z którym (z racji jego sposobu bycia) raczej nikt nie chce się kumplować. W środkowej Polsce jest kimś niezaradnym, kimś, kogo wiecznie można własnie robić w ciula, a ten się nawet nie zająknie. Dzisiaj opowiem Wam o tym, jak to jest być ciulem, bo mam w tej dziedzinie profesurę.

Moja mama wpoiła mi do głowy, że w życiu warto być dobrym. Że warto się dzielić, dbać o innych, że nie wolno być chytrym, skąpym, egoistycznym i roszczeniowym wobec świata. Chyba nigdy nie spytałam dlaczego właściwie nie wolno, chociaż pewnie otrzymałabym odpowiedź, że tak jest po prostu nieładnie.

Na przykład wpojono mi zasadę o tym, że jeśli na talerzu są dwa kawałki ciasta, to zawsze powinnam najpierw dać drugiej osobie się poczęstować. A jeśli już dojdzie do tej jakże dziwnej sytuacji, w której to ja mam dokonać wyboru, zawsze powinnam wziąć mniejszy kawałek.  Do dziś mogę wymienić prawdopodobnie każdą sytuację, w której wzięłam ten większy kawałek ciasta, bo zawsze wywoływało to we mnie ogromne poczucie winy. We własnej głowie stawałam się wtedy nikim innym, jak okropnym chytrusem i człowiekiem pozbawionym dobrych wartości.

Do 26 roku życia żyłam w przekonaniu, że tak po prostu jest. Nie myślałam nigdy nad tym, czy przypadkiem nie przesadzam z tym służalczym podejściem do życia i czy w efekcie takiego nastawienia, czegoś tak naprawdę nie tracę. Ten stan bycia ciągle miłą, posłuszną, taką, żeby tylko przypadkiem ktoś sobie nie pomyślał o mnie źle, zaczął się we mnie rozwijać poza moją kontrolą. Bycie zahukaną kozą stało się moim życiem.

Mając te 26 lat, poszłam na którąś z kilkudziesięciu sesji u pana Szymona (zajmującego się wówczas moją głową) i opowiedziałam mu naprawdę bzdurną historię o tym, jak na sushi był tylko jeden kawałek mojego ulubionego rodzaju nigiri i go sobie po prostu wzięłam, nie pytając najpierw mojego chłopaka, czy być może nie chciałby go zjeść. Czułam się fatalnie, nawet wiedząc, że on i tak nie przywiązywał do tego żadnej wagi, nie mówiąc o tym, że pewnie by go po prostu zjadł i nie pytałby mnie wcale o to, czy przypadkiem mam na ten kawałek nigiri ochotę.

Tamtego dnia zapłaciłam 100zł za to, że przez 50 minut przeżywałam podłość swojego zachowania.

I wtedy pan Szymon zadał mi pytanie:

A dlaczego miałaby pani tego nigiri nie brać? Dlaczego to właśnie pani ma zawsze brać mniejszy kawałek ciasta? Dlaczego akurat pani ma nie siedzieć przy oknie, brać najgorsze łóżko i przepuszczać wszystkich w kolejce?

Pytanie wydało mi się wtedy tak głupie i irracjonalne, że popatrzyłam na niego z politowaniem i powiedziałam:

No... bo przecież po prostu tak nie można.

Ale nauka nie poszła tak całkiem w las. Zaczęłam o tym, co usłyszałam, myśleć za każdym razem, kiedy znów chciałam dla siebie gorzej. No, bo kurwa, to jest robienie sobie gorzej.

Gdybym może te trzy lata temu pomyślała trochę dłużej i bardziej wnikliwie o tym, co mi pan Szymon wówczas podsunął na tacy, dziś byłabym dużo spokojniejsza, a na pewno wolna od znacznie wielu więcej rzeczy, niż jestem.

Nie byłabym dzisiaj aż takim ciulem.

Nie bałabym się powiedzieć, że się na coś nie zgadzam. Wyrażałabym swoją opinię, kiedy wiedziałabym, że mam rację, mimo, że w pokoju pełnym ludzi tylko ja miałabym inne zdanie. Od dawna ubierałabym się tak, jak się lubię ubierać, nie tylko wtedy, kiedy czuję się trochę bardziej pewna siebie. Nie bałabym się bronić wtedy, kiedy ktoś mnie obraża. Pokazywałabym faka wszystkim ludziom, którzy z jakichś niezrozumiałych dla mnie przyczyn, uważają, że mogą mi powiedzieć, że za dwadzieścia kilo mniej, będę ekstra dupą. Nie otwierałabym służbowej skrzynki z drżącym sercem pięć razy dziennie, kiedy jestem na urlopie, nie mówiąc o tym, że byłabym spełniona zawodowo.

Ale jako ciul doprowadzam do sytuacji, jak ta z całkiem niedawna. Od kilkunastu lat mam wyrytą w pamięci datę urodzin mojego byłego chłopaka (od kilku lat szczęśliwie żonatego) i mam w zwyczaju składać mu życzenia. Ostatnio zamiast SMSem, postanowiłam zrobić to na Facebooku i ze zdziwieniem odkryłam, że nie ma mnie w znajomych. Mimo to, napisałam miłe, kurwa, życzonka, ale spytałam, czy mnie pamięć zawodzi, czy wydaje mi się, że byliśmy znajomymi.

Odpowiedź, jaką uzyskałam, mnie lekko zmiotła, bo okazało się, że niestety on postanowił usunąć mnie ze znajomych, gdyż nie omieszkałam nie przyjść na zjazd absolwentów naszego liceum, a on chciał mnie tam widzieć, a w trakcie imprezy namawiał, żebym przyjechała. Do tego, nie zareagowałam kilka lat temu na jego zaproszenie na urodziny, rzucone ot, tak, pewnie w odpowiedzi na inne miłe, kurwa, życzonka. Wspaniałomyślnie dał mi jednak szansę naprawić swój błąd, dając mi zaproszenie do kościoła w niedzielę na 18:00 , bo będzie za niego msza (co do cholery... od kiedy on jest praktykujący?!).

Jak zareagowałaby osoba normalna? Albo parsknęłaby śmiechem z niedowierzania, albo kazałaby mu spierdalać, albo powiedziałaby: stary, chyba ci się obraz w oczach przekrzywił.

Ciul jednak zareagował tak, że zaczął tłumaczyć, dlaczego nie przyszedł na zjazd (z jego powodu w głównej mierze, o czym jednak nie wspomniał), zaczął przepraszać, potem powiedział, że może przyjdzie, jak mu nic nie wypadnie (szczęśliwie - wypadło), a po rozmowie, ciul czuł się przykro, że jego były chłopak po raz setny potraktował go z buta.

Ciula nikt nigdy nie będzie szanował, bo ciul nie szanuje się sam. Właściwie wszystko robi źle, bo pierwszą rzeczą w życiu, jaką ciul zrobił, było to, że się urodził. Przecież mógł urodzić się ktoś lepszy, kto zasługiwałby tylko na duże kawałki ciasta. Ciul nawet jeśli ma talent, albo i kilka, i okaże swą krnąbrność poprzez chęć ich rozwijania, to i tak będzie mieć poczucie winy, że być może nie powinien, bo przecież mógłby robić coś zwykłego, szarego, jak on sam. Ciul, nawet kiedy wie, że jest w niego robiony, nie piśnie słowem. Bierze na klatę kary, opierdole, uwagi, winę, bo jest naprawdę święcie przekonany, że pokora i spolegliwość to najważniejsze cechy dobrego człowieka, a jego głównym obowiązkiem życiowym, jest nieprzeszkadzanie innym. Dlatego też, ciul jest skazany na wieczną samotność.

Życie jednak czasem płata figle i spośród szarej i gęstej mgły spowijającej horyzonty, ciul czasem może jednak dostrzec, że, kurczę, pewne rzeczy trudno uznać za przypadek. Że może jednak tym ciulem jest niesłusznie? Że może to nie inni źle o nim myślą, tylko przede wszystkim on sam?

Będąca ostatnio na tak zwanym topie, Małgorzata Halber, w wywiadzie z Tomaszem Raczkiem (polecam każdemu), powiedziała, że miała kiedyś jeden z tych naprawdę złych dni, kiedy nic się nie udaje; że nie dostała jakiejś akredytacji, że nie będzie prowadziła jakiegoś tam programu radiowego, bo zabrakło jej siły przebicia, że coś tam jeszcze i coś tam jeszcze i nagle dotarło do niej, że to wszystko przez to, że ma niską samoocenę.

I nagle mnie jakoś tak uderzyło: wszystkie razy, kiedy jak przez grubą szybę słyszałam te wszystkie mądre zdania, że większość rozwiązań naszych problemów tkwi w nas samych. Przecież są rzeczy, na których mi zależy. Przecież mam marzenia i ochotę na życie. Dlaczego więc mam ustępować komuś miejsca i znów oddać lepszy kawałek? Dlaczego tym razem mam nie wziąć go dla siebie? Czy naprawdę obchodzi mnie to, co ktoś o tym pomyśli, kiedy to zauważy (jeśli w ogóle zwróci na to uwagę).

Pomijając kilka okoliczności mojego życia, na które naprawdę nie miałam wpływu, a które albo bardzo je zmieniły, albo mają na nie realny i materialny wpływ, to bardzo wiele z tego, co teraz mnie spotyka i z czego nie jestem zadowolona, wynika tylko i wyłącznie z postawy rasowego ciula. Schylania głowy, nie konfrontowania się z innymi, a więc i też całkowitego braku jakiejkolwiek walki o samą siebie.

Mam poczucie, że robię coś dobrze, a ten blog jest właśnie tym czymś. Do tego robię kilka innych rzeczy bardzo dobrze (na przykład spoko gotuję, lubię odśnieżać chodnik i malować ściany). Moja kobieca, nie raz szarpana hormonami logika mówi mi, że wartość produkuje wartość, że nic się nie bierze z tak zwanej dupy, jest więc spora szansa na to, że ja tym ciulem po pierwsze nie jestem, a po drugie wcale nie muszę nim być.

Otrzepałam piórka i kończąc pisać ten wpis o 5:05 w sobotni poranek, rzucam w eter myśl, że może właśnie wszystkie życiowe porządki w życiu należy rozpocząć od weryfikacji własnej samooceny i zacząć od jej reperacji. Mentalność ciula rozprzestrzenia się jak nowotwór i przejmuje kontrolę nad naszym umysłem. Dlatego tak ważne jest dbanie o własną samoocenę i praca nad nią,  bo bez niej, to generalnie możemy siąść nad rzeką Bytomką i głośno zapłakać.

Nie mówiąc o tym, że Bytomka w dodatku bardzo śmierdzi.

***

socialImgSt

Ja piszę, Wy czytacie - lubicie mnie bardziej, mniej, albo po prostu normalnie. Jakkolwiek byście mnie nie lubili, możecie dziś to wyrazić. Nie prosiłabym Was o to, gdyby nie fakt, że mam realne szanse rozpykać ten konkurs, ale stanęłam do walki z ciężkim kalibrem stron o chorych dzieciach, sparaliżowanych osobach i chorych na raka, dlatego bez Waszych głosów nie uda mi się być w tej 10-tce. Zależy mi na tym, jak jasna cholera, bo to moje marzenie, więc jeśli dotarłaś/dotarłeś aż do tego miejsca, weź do ręki telefon teraz (bo potem zapomnisz) i wyślij SMS o treści B11219 na numer 7122 (1.23zł przeznaczony na Fundację Dzieci Niczyje). Dzięki!

Podobne wpisy

  • Krzysz

    Ciulskie uzalanie sie (:

    • krotkiporadnik

      Ciul się nie użala :)

      • aaa

        użala się przez internet, bo sie boi ;p

  • natafelka

    No to się właśnie dowiedziałam, że jestem ciulem. I mój syn także będzie ciulem, jeśli mu nie zacznę pozwalać jeść tego cholernego większego kawałka ciasta… jeśli nie przestanę uważać, że nawet w hotelu, gdzie wszyscy płacą za to samo, jesteśmy kimś gorszej kategorii i należałoby usuwać się z drogi, żeby „nie przeszkadzać” innym. Głośniejszym, asertywniejszym, lepszym? A ja tylko chciałam być uprzejma. Fuck :/

    • krotkiporadnik

      Nieprawda. Uprzejmość jest wspaniałą cechą i nigdy nie chciałabym się jej pozbywać. Bycie ciulem, które opisuję, to coś, co z uprzejmości, podlane niską samooceną, staje się życiową, bardzo autodestrucyjną postawą. Ostatnio modne jest określenie „zdrowego egoizmu”, do którego chyba każdy powinien dążyć. Na pewno każdy ciul :)

  • Marta Duśka Dziambor

    Sms na ciula wysłany :)

    • krotkiporadnik

      Ciul nie-ciul dziękuje ;)

  • Magda Dadak

    sms wysłany – powodzenia !

    • krotkiporadnik

      Dziękuję! :)

  • Pannacarolina

    Chyba jestem ciulem, ale nie w życiu, tylko w pracy…Zazwyczaj unikam konfrontacji, tłumacząc sobie (albo wmawiając), że nie chcę się z głupimi przepychać na łokcie, bo i tak nie ma żadnego sensu. „Koleżanki” z pracy, mówiąc ściślej, żmije biurwy, musiały to wyczuć i próbują to wykorzystać. Uświadomiłaś mi, że nie można wiecznie godzić się na wszystko i bezrefleksyjnie robić to, co mówi ktoś inny (niekoniecznie przełożony). Teraz zostało tylko opracowanie strategii. Może kilka rad dla początkującego nie-ciula w pracy?

    • krotkiporadnik

      Nie jestem Ci w stanie powiedzieć, jak nie być ciulem w pracy, ale mogę powiedzieć, jak sobie to wyobrażam :)

      • Pannacarolina

        Powiedz, powiedz! :)

  • Na Podkarpaciu ciul-frajer jest raczej ciulem-chamem. „Co za ciul” mówi się na złego chłopca. ;) Co region, co dom, to inne znaczenie.

  • Kurczę, wkurzę się, jak nie dostaniesz się do tego finału. Baj de łej, można głosować kilka razy? Liczy się liczba smsów czy liczba numerów z jakich zostały wysłane? No bo cholera, zasługujesz na to jak mało kto!
    W sumie, czytając twój post, od razu nasunął mi się mój, bo Twój problem bardzo bliski mi jest: http://dreamyana.blogspot.com/2014/11/jestem-niewaznya.html
    Nie pierwszy to zresztą i nie ostatni jaki w tym temacie planuję…
    Dobre wnioski tu przedstawiłaś, trzymaj się ich. Zawsze. Bo warto.
    A za Bloga Roku trzymam kciuki. Mocno!

    • krotkiporadnik

      Przede wszystkim, dziękuję za podesłany mi link. Po drugie, dziękuję za wsparcie i słowa otuchy, a co do SMSów, można wysłać tylko jeden z danego numeru, więc liczy się de facto liczba numerów, z jakich zostały wysłane. Będzie walka do ostatnich minut, coś czuję bo znów jestem na 8 miejscu, dlatego tak mi zależy, żeby nie spaść niżej :)

      • Cała przyjemność po mojej stronie! Uwielbiam Cię czytać :)
        W takim razie idę namówić jakiś znajomych żeby zagłosowali :D

  • Celina

    Wyslane choć uczciwie powiem że Malvine Pe też czytam z lubością. Pozdrawiam!

    • krotkiporadnik

      I się nie dziwię! Taka konkurencja to zaszczyt :)

  • Tarsis

    Wyslalabym na Twojego bloga i sto esemesow, ale z zagranicy sie nie da…

    a to co o czym piszesz jest mi niestety cholernie bliskie. Od czasow terapii radze sobie lepiej, zdecydowanie lepiej, ale dalej mam deficyty… Bycie ciulem na dluza mete po prostu czlowieka udupia i tyle.

  • Tym tekstem zdecydowanie mnie przekonałaś. Sms poleciał :)

  • Aliissssss

    Jestes chyba jedynym blogiem ktory czytam w miare regularnie i trzymam kciuki! Obys juz nigdy nie byla ciulem i wiedziala co ci sie naprawde nalezy i wiedziala ze po prostu na to zaslugujesz! Rzadko ktos ci to podsunie pod nos, trzeba po to siegac (ale tez nie jestem za rozpieraniem sie lokciami)… oczywiscie glos oddany.

  • Michał Jóźwiak

    Warto się dzielić, warto czasem ustąpić, warto być dobrym… Ale nie może to wynikać z jakiegokolwiek nakazu czy może nawet wewnętrznego przymusu. Z takiego poczucia warto się wyzwolić i mam nadzieję, że Ci się to uda :)
    Pozdrawiam! :)

  • Justyna

    Lubię to miejsce. Można poczuć się jak w domu, wygodnie i bez napinki. Nie dostaje się po oczach złudnym blichtrem i nie czyta się mądrości „lajfstajlowych”. Sms leci. Pozdrawiam imienniczkę : )) Powodzenia!

  • So what?

    Zajrzalam tu dzieki konkursowi na Blog Roku.
    Przeczytalam.
    Padlam (jestem ze Slaska. Ciul to baaaardzo nieladne slowo, nie dla dziewczynek ;) )
    Powstaje. Pomalu powstaje. To chyba wyszlo z mojej glowy. To moja domowa rewolucja sprzed kilku lat, po ktorej znakomita wiekszosc rodziny sie do mnie nie odzywa. Bo schamialam i ogolnie to mi uderzylo do glowy (nie wiem co, hehe). A ja tylko przestalam byc ciulem. Trzymam kciuki za glosowanie i za dalsze teksty. Pozdrawiam!

  • kasia_kk

    SMSem poleciał..
    Zasługujesz na to by w końcu marzenia się spełniły. Jeżeli tak się stanie, to trochę jakby i moje marzenie się spełniło..bo wtedy będę wiedzieć ze i dla mnie jest nadzieja..
    uwielbiamy Twoje wpisy i Ciebie!!

  • K

    Już któryś raz próbuję zostawić komentarz – nie dość, ze jestem ciulem, to jeszcze debilem chyba… Generalnie opisałaś moje życie :) a zwłaszcza zawodowe, gdzie jestem ciulem nad ciule kwintesencją ciulatowości.
    Lubię czytać Twoje analizy; z reguły mam wrażenie, ze mogę podpisać sie pod nimi obiema rękami.

  • Matkoboskoo

    Jestem pierwszy raz na twoim blogu, to pierwszy tekst jaki u ciebie czytam i…na pewno zostanę na dłużej!

  • baba z wąsem

    Jestem ciulem od kiedy się urodziłam, bo od kiedy się urodziłam miałam starszego brata. Przez długi czas bylo dla mnie czymś naturalnym to, że wszystko co lepsze należy się jemu, nie mnie. Przestałam już nawet myśleć o tym, że może to ja powinnam dostać ten większy kawałek ciasta. Kiedyś mama kupiła mi laptopa, bo do jego komputera nie miałam prawa się zbliżać. Myślał, że to prezent dla niego i wkurwił się niemiłosiernie. Zaproponował mi, że on weźmie laptopa, a ja dostanę starego stacjonara. Ciul prawie się zgodził, bo ciul był zrównywany z ziemią dzień w dzień przez x lat. Teraz jestem królową życia i co się nachapie to moje, a co :)

  • Kat

    Dzięki. Jestem ciulem.

    Z jednej strony nie obchodzi mnie opinia innych, ale też nie obchodzi mnie to czy inni znają moją. To znaczy chciałabym żeby ją znali, ale nie kosztem mojego wystawienia się na ostrze noże i ogień piekielny. Wszystko co leci w moją stronę przyjmuję, przetwarzam i zatrzymuję. Nigdy nie oddaję. Ogólnie wierzę, że z niektórymi rzeczemi daję radę w życiu, ale żyje też strachem, że z innymi nie dam sobie rady. A do tego wszystkiego przy moim chwiejnym poczuciu wartości, bliscy mi ludzie prezentują atitjud pt. „wyśmieję wszystko na czym ci zależy dla żartów”. Nie ma lekko w tym życiu.

    Wpadłam tu przypadkiem, ale chyba zostanę na trochę.

    http://ohmykath.blogspot.com

  • Brawurka

    Rozłożyła mnie na łopatki tym wpisem <3 zajebisty!!! Ja dopiero zaczynam przygodę z terapia ale sa to najlepiej zainwestowane pieniądze :) mam nadzieje ze kiedyś bede szczęśliwa ze cos sie zmieni i przestanę patrzeć na siebie przez pryzmat tego ile ważę i jaki rozmiar spodni noszę, ze zasługuje na szczęście. Niestety od dziecka wpajane miałam przez matkę ze wygląd jest najważniejszy. Wiecznie wyglądałam nie tak. To byłam za niska to za gruba. Nosilam zawsze 38 rozmiar. Czasem 40. Pierwsza dieta? Podstawówka. Pierwsze zabiegi odchudzające u kosmetyczki ? 2 gimnazjum. Jak troche schudłam widziałam inne zachowanie matki wiec wszystko nastawione było na dietę. Zawsze wszystkiego sobie odmawiam bo nie zasługuje teraz. Jak schudne wtedy kupie sobie wymarzona sukienkę. Znajdę chłopaka. Poznam ludzi. Bede chodzić na imprezy. Jak schudne bede szczęśliwa. Słabe nie?!

    • Trishiana7

      Hmm, schudłam :) ale życie się nie zmieniło jak po dotknięciu czarodziejską różdżką. Nie warto czekać na schudnięcie, lepiej żyć przed schudnięciem, w trakcie schudnięcia i po schudnięciu .

  • Arkadiusz Stanikowski

    Ten wpis mi przypomina, że mam dla Ciebie książkę dokładnie z tym tematem. Ale chyba już o tym wspominałem… czy może w innym kontekście…

    • krotkiporadnik

      A to przy najbliższej okazji możesz mi ją pożyczyć :) Dam znać, jak będę się wybierać do Warszawy :)

      • Arkadiusz Stanikowski

        Mam ją tylko w PDFie, ale w międzyczasie przeczytałem inną, przy której ta pierwsza wydaje się małym pitu pitu, pierdu pierdu. Opcja typu: Wooow czemu nie miałem tego wcześniej w rękach :O
        „Terapia wewnętrznego dziecka” Karpowicz Paweł
        Zahacza ona o inne wpisy (chyba też ostatni czy przedostatni) ale ja bym powiedział, że ona zahacza o wszechrzecz.

        Ale to też PDF na priv jak chcesz. W sumie to mi teraz głupio i chyba wspomogę autora przez wizytę w Empiku :)

  • Kurde, może wielu moich znajomych to nie zaskoczy, ale jestem rasowym ciulem.

  • Agnieszka Kaluga

    No lubię Cię. :)

  • Celka

    Nie wiedziałam, że jestem ciulem ;/ Ale pracuje nad tym :)

  • clever_librarian

    Jak na spotkaniu AA: Mam na imię Małgorzata i od 23 lat jestem ciulem. Ale na szczęście z ciulostwa można wyjść. Ja przez ciulostwo właśnie nie mam studiów (które od wielu lat we mnie siedzą tzn. skryta gdzieś głęboko chęć ich zrobienia), straciłam dwie prace i powoli zaczynam wyrażać swoje zdanie w kwestii: nie zjem tego groszku wolą kukurydzę.

  • Pola

    Jestem ciulem, owszem. Lubię Cię, ale się spóźniłam. Z drugiej strony trafiłam tu właśnie przez to że już jest po. Gratuluję wyróżnienia! Następne głosowania już ogarnę :)

  • Hi

    Dobry tekst i niezłe wnioski, Ja też to rozumiem aczkolwiek sama mam troche inaczej. Tak czy siak czytam to już po wygranej inaczej nigdy bym nie zajrzała. Ale na pewno zajrzę jeszcze raz tak trzymać!

  • Magda

    Witam. Trafiłam do Ciebie przez przypadek, ale już wiem po tym artykule, że tu będę regularnie zaglądać. Ja z kolei jestem zbyt tolerancyjna i wolę się zgadzać na rzeczy, których tak naprawdę nie chcę niż walczyć. Takim zachowaniem doprowadziłam się do ciągłych rozpraw sądowych od agresorów, którzy chcą zniszczyć mi życie. Dziękuję Ci bardzo za ten tekst, bo mam jutro sprawę w sądzie i zamierzam postawić na swoim. I przestać być w końcu ciulem i łazęga. Gdy wygram to na pewno podniesie mi się samoocena, a wtedy będę mogła się podpisać już pod innym Twoim artykułem.:-)
    Pozdrawiam
    Magda

  • gunnerboy

    Wyleczyłem się z ciulstwa

    • Agulinka

      Ja też jestem ciulem – w pracy.Wczoraj zrobiłam mały krok w kierunku wyzwolenia się z tej ciulowatości. Zrobiłam rozpierduchę w firmie i rzuciłam robotę z dnia na dzień. Jakiś mały ciulik z tyłu głowy jeszcze mnie dręczy ” z czego będziesz żyła kretynko” , ” jak mogłaś zostawić firmę w kluczowym momencie”. Ale ja już wiem, ja już zaczynam być świadoma. DZIĘKUJĘ

      • Monia

        No ja niestety też się ciulem urodziłam i jak ciul postanowił się 2 lata temu rozstać z pracą i po roku do niej wrócił, to odpłacili mi pięknym za nadobne. Czy żałuję…? Chyba tylko ze względów finansowych, ale może czasem warto dostać kopa w tyłek, żeby ruszyć z miejsca i zająć się czymś co sprawia przyjemność i uwalnia od wewnętrznej walki między tym co wypada, co trzeba, i dopasowywania się do chorych oczekiwań wbrew sobie. Agulinka gratuluję decyzji, nie na jednej firmie się świat kończy a świadomość zdobyta dzięki temu artykułowi na pewno pomoże Ci w przetrwaniu i dokonywaniu właściwych wyborów. A autorce bloga dziękuję, że JEST i chce się z nami dzielić swoimi spostrzeżeniami. Z wieloma się utożsamiam i na pewno będę wracać po ŚWIADOMOŚĆ :)

  • Kinga

    Jakbym czytała o sobie. Ciekawe i prawdziwe. Przecudowny wpis! Trafiłam tu po artykule na onecie o konkursie na najlepszy blog 2014. Gratuluję! Zostaję tu! :-)

  • Chuda

    Bardzo mi się podoba Twoje pisanie.

  • obcy

    A może dobże jest się czasem poczuć jak Ciul. Patrząc na kaażdym kroku na rozpychających się łokciami arogantów i egoistów cieszę się że wycowano mnie na …ciula, choć czasem chciałoby się wyć !

  • habal

    Skradłaś mi serce tym wpisem. Dzisiaj zrobiłam coś, żeby więcej ciulem nie być.. i nie spodobało się to świętej inkwizycji… choć boli, to chyba jednak warto,żeby nie czuć się podle wiecznie kopanym w dupe ciulem

  • Magda S

    powaliłaś mnie tym tekstem, wpadłam tu przypadkiem ale chyba już zostanę.mimo swoich trzydziestuparu..chyba mam dosyć ciągłego przepraszania że żyję i oddawania pierwszeństwa innym, cycki do góry i do boju!!ciulom mówimy dziękuję

  • Joanna Komandzik

    Z perspektywy moich 40-tu lat życia na tym padole pragnę zwrócić jedynie uwagę (moim zdaniem słuszną, oczywiście), na jeden skromny fakt – nie zawsze oddając większy kawałek ciasta jest się od razu ciulem… Czasem oddanie większego kawałka ciasta powoduje moje dobre samopoczucie. Bo to zależy, KOMU się go oddaje. Przez większość życia oddawałam je każdemu, podobnie jak Ty rozstrząsając za każdym razem „why?!”. Potem – naturalną koleją rzeczy, zaczęłam rzucać się na niego pierwsza. Teraz jestem skłonna go oddać ludziom, których lubię. A otaczam się ludźmi, którzy często mówią wprost „wiesz, chętnie bym go zjadł/zjadła, ale dziś Ty bardziej na niego zasłużyłaś” ;) Zostawiam z życzeniami, abyś i Ty nauczyła się otaczać takimi właśnie ludźmi :)

  • Judyta

    Hehe, przepraszam-miażdząca samokrytyka, ale nie mogę udać, że nie zabawna momentami:) Pierwszy krok do sukcesu to zdać sobie sprawę z ciulowatości(odhaczone!), a dalej praca nad sobą…da się…też jestem za dobra, zbyt miła i dobrze wychowana, ale jak mantra co jakiś czas w głowie odzywa mi się hasło stawiające do pionu : ŚMIERĆ FRAJEROM, otóż to. A druga rzecz, z facetami-mam na koncie ileś fascynacji, gdzie ja szalałam, a on miał na mnie wywalone, oprzytomniałam gdy lata temu w lużnej rozmowie koleżanka mną wstrząsnęła słowami : szanuj się, bo jeśli ty się nie będziesz szanować, nie będą Cię szanować inni. Niby proste, ale tak brutalne, że podziałało jak kubeł zimnej wody, nie mogę tego wyprzeć z głowy do dziś i nawet, gdy kolejny raz wpakuję się w g…o mam ogromną siłę, by to prawie natychmiast skończyć. Pogoń palanta z życia raz na zawsze, bo szkoda takiej fajnej dziewczyny

  • OlaKa

    Właśnie skończyłam lekturę twojego bloga (trafiłam tu jakiś miesiąc temu i musiałam nadrobić zaległości

  • To jakby o mnie . Cholera no . Facet spotykał się ze mną i jak się później okazało ze swoją byłą. Pewnego dnia chciał żebym powiedziała jego ‚koleżance’ że w sumie to znamy się tylko z widzenia, nic specjalnego. A ja , pomimo takiego poniżenia, po 3 miesiacach znowu zaczelam odbierac telefony, być na każde zawołanie, bo może ‚mój kochany’ nie ma z kim pogadać i nie poradzi sobie sam. A on po dwoch tygodniach znowu mnei olewał bo pogodził się z tamtą. I tak w koło Macieju przez rok . Teraz od 3 miesiecy nie mamy kontaktu i myślę że jestem na dobrej drodze, żeby przestac być ciulem życiowym . Pozdrawiam :D

  • Ola

    Boze to o mnie :)

  • Justyna

    Wpisałam w google „jak nie być zahukana” i trafiłam tutaj. Dzizas. Jakby to było o mnie, słowo w słowo. Nie chcę być do końca taką pizdeczką… :/

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress