Gołąbki, czyli zwykłe-niezwykłe historie miłosne

29 lipca 2014 Blog
Nie da się ukryć, że w moim życiu pojawił się Ktoś i że teraz panuje ten etap, gdzie obłoczki skaczą po tęczy, ptaszki fruwają wokół, a motylki siadają na rączce, którą ów Ktoś trzyma. Bez wątpienia, pijemy sobie z dzióbków i zachowujemy się jak dwa gołąbki. Co prawda mam spory dystans do mówienia o dobrych i to jeszcze takich uczuciach, ale z drugiej strony, dlaczego by o nich nie opowiedzieć? Każdy człowiek jest inny, a każdy związek, jako koktajl dwojga zupełnie niepowtarzalnych osób, jest jeszcze bardziej wyjątkowy. Każdy związek ma swoją niepowtarzalną historię. Myślę o tym ostatnio sporo, bo przeczytałam kilka reportaży, w których na przykład panie włókniarki opowiadały w niezwykły sposób historię swoich "zwykłych miłości". Uważam, że miłość nigdy nie jest zwykła. Może być mniej lub bardziej burzliwa, ale sama w sobie jest zaprzeczeniem przeciętności i zwyczajności. Miłość zawsze jest czymś niepowtarzalnym, niezwykle silnym, trwałym i najważniejszym. Mam to szczęście, że mam młodszą siostrę, bo to pierwsza w życiu miłość, której pojawienie się pamiętam doskonale. Już jako dorosła osoba czasami wracam do momentu, gdy tata zabrał mnie pod szpital, bo na porodówkę nie wolno było wchodzić, a mama z okna na drugim piętrze pokazała mi małe czerwone coś, za co do końca życia będę w stanie oddać swoje własne. Mój tata opowiadał mi, że zakochał się w mojej mamie od pierwszego wejrzenia i że kilka tygodni zajęło mu wymyślanie tekstu, z którym mógłby do niej podejść i zagadać. W końcu o nim zapomniał i powiedział podobno: "Cześć, mamy takie same buty", a mama (jak na trudną do zdobycia przystało), odpowiedziała krótko, że jej się nie wydaje. Mój 77-letni dziadek, który nie pamięta wielu nieistotnych rzeczy, wciąż przed oczami ma sukienkę, którą moja babcia miała na sobie, kiedy dziadek po raz pierwszy w życiu widział ją na oczy. Ich związek trwa już tyle lat, a mogło skończyć się niewesoło, gdyż dziadek jadąc prosić o rękę babci, wysiadł na chwilę z pociągu, który zdążył mu odjechać sprzed nosa, ze zrozpaczoną babcią w środku. Znam też historię par dobranych na odwrót, które swoich obecnych małżonków poznały na podwójnej randce. Czasami sobie myślę, jakie życie jest nieprzeciętne w swojej przyziemności (albo przyziemne w swojej nieprzeciętności), bo pewnie dzisiaj wracałabym sama do domu i nikt nie czekałby na mnie na przystanku, gdyby nie fakt, że kilka tygodni temu wymyśliłam, że na obiad zrobię pierwsze w życiu gołąbki i gdybym tym faktem nie podzieliła się w dość przypadkowej i zdawkowej rozmowie z Ktosiem, który (z racji tego, że pewnie gołąbki potrafi zrobić palcem jednej ręki i to przez sen), dał mi wskazówkę dotyczącą ich gotowania. Bardzo jestem ciekawa jakie Wy znacie zwykłe-niezwykłe historie miłosne: kto, kogo, kiedy, jak i jaki szczegół przesądził o tym, że ktoś wyszedł z domu 30 sekund później i spóźnił się na tramwaj, tylko po to, by wsiąść do innego, w którym siedziała Ona lub On. To jak, dorzucicie swoją cegiełkę do zbioru zwykłych-niezwykłych lovestories? :) LoveBirds    

Podobne wpisy

  • M.

    a my znaliśmy się z widzenia, z pociągu którym dojeżdżaliśmy do pracy, któregoś dnia On zdecydował się zagadać (w drodze do pracy), a kiedy wracałam okazało się, że straciłam pracę i to był mój ostatni dzień na tej trasie. gdyby tego dnia się nie odezwał, raczej już byśmy się nie spotkali ;) (dla mnie to był dodatkowy znak, bo data szczególna – pierwsza rocznica śmierci mojej ukochanej babci, myślę że mogła mieć z tym coś wspólnego;) )

    • łał, no to jest coś! podobno przypadków nie ma.

  • Hoho, to bardzo proste i krótkie story:
    1. Siedzę na studiach i słyszę fajną dziewczynę, okazuje się, że jest też bardzo ładna.
    2. Zapraszam ją na spacer i już wiem, że będzie moją żoną. W trakcie spaceru wychodzi na jaw kilka totalnie nieprawdopodobnych rzeczy i jeszcze bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że będzie moją żoną.
    3. Po około 2 miesiącach od pierwszego spotkania oświadczam się
    4. Za 2 tygodnie bierzemy ślub ;)
    Pamiętam jej bluzkę w zebry, jej nieśmiałe „cześć” i wiele innych rzeczy.

    • Anna M. Lukasiewicz

      Poznałam Twoją historię, ale ładna!:)

  • olgacecylia

    Licealny przyjaciel mojej mamy zaprosił ją kiedyś do swojej piwnicy, żeby pokazać jakieś fluorescencyjne napisy na belkach przy suficie. Kiedy zwiedzali, ktoś otworzył drzwi kopniakiem i stanął w nich, a mama pomyślała „co za niewychowany gość”. Tym niewychowanym gościem był mój tata :-) Są małżeństwem od 31 lat :-)

    A moją historię opisałam tutaj: http://www.ich4pory.pl/2013/12/stare-dobre-mazenstwo.html :-)

    • olgacecylia

      PS. Moją siostrę też tak poznałam jak Ty swoją – przez okno w szpitalu. Różniły się tylko kolorem, Twoja była czerwona, a moja żółta :-D

  • 99-in-the-shade

    Nie wiem, czy mogę mówić o ‚love story’, ale na pewno jest na to potencjał. W ostatnią niedzielę kwietnia, tydzień przed moim – mającym się już ku końcowi – trzymiesięcznym i dość nagłym wyjazdem na Antypody, pojechałam po pracy do Katowic, w celu rozmówienia się z pewnym osobnikiem płci męskiej, który długo zdawał się być bardzo zainteresowany moją osobą, ale kiedy okazało się, że na kwartał znikam z widnokręgu, widocznie zmienił zdanie. Z rozmowy nic nie wyszło, wracałam wściekła na cały świat, zmęczona i czując się kiepsko – na tyle, że zasnęłam w autobusie, ledwo tylko miejsce obok mnie zajęła pani w średnim wieku. Przecknęłam się, kiedy poczułam, że sąsiedztwo się zmienia; chłopaka, który zajął zwolnione miejsce obrzuciłam nieprzytomnym spojrzeniem i miałam zamiar wrócić do drzemki, ale po kilku minutach niespodziewanie obudziłam się na dobre. Chłopak wykorzystał okazję i zagadał, rozmowa szła tak dobrze, że zamiast w Zabrzu wysiadłam w Gliwicach, wymieniliśmy się telefonami – i choć myślałam, że się nie odezwie, bo wspominałam że za kilka dni mnie nie będzie, napisał następnego dnia. Spotkaliśmy się raz, drugi – na więcej nie starczyło czasu przez mój wylot. Ale i tak zaiskrzyło, a znajomość rozwija się mimo odległości – i mam poczucie, że wracam do czegoś naprawdę fajnego i wartościowego :)

  • Naamah

    Woodstock. 3 lata temu. Podróż z Zabrza do Kostrzyna w pojedynke z tysiącem innych obcych ludzi. W Kostrzynie czekał na mnie znajomy, z którym miałam spędzic festiwal bezpiecznie i należycie. Drugiego dnia pojawił się z nikad ON. Boso, w zbyt dużych spodenkach, bez koszulki z okularami bez jednego zausznika związanymi sznurkiem , w berecie podróżnika. Mówił, że rozwalił stopę i szuka plastra. Potem pamiętam dwa dni śmiechu. Po imprezie zniknal. Dwa miesiace pozniej na kameralnym koncercie w sąsiednim mieście dostrzegł mnie na koncercie. Cudowność FB doprowadziła do pierwszego kontaktu (nie poznałam najzwyczajniej w świecie, ogolonego, ubranego(!) faceta ;) na koncercie ) , a potem wspolna droga do iście udanego związku. Także 650tys ludzi w jednym miejscu i można sie znaleść.

  • jac

    My poznaliśmy się przypadkiem-nie przypadkiem na czacie internetowym, gdzie losuje się osobę, więc wiadomo na kogo można trafić.:D Ja jednak trafiłam na chłopaka, który po tym jak go spytałam: Czego tu szukasz?”, odpisał: „Żony.”
    Wchodziłam na ten czat od czasu do czasu z nudów. I gdybym akurat tego dnia, o tej godzinie nie weszła, to może byśmysię nigdy nie spotkali.:)

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress