Dźwięk samotności

21 grudnia 2014 Blog

llkkk

Zdolność do bycia sam na sam ze sobą zawsze postrzegałam jako wyraz ogromnej dojrzałości. Mało co wymaga tak ogromnej życiowej odwagi, jak i samoświadomości, a także pewności siebie rozumianej jako kompletna wiedza na temat swojego wnętrza, wartości i wszystkich wad i zalet oraz ich akceptacji. Jak znieść samotność pojmowaną nie tylko jako brak osoby, z którą dzielimy życie, ale uczucie zupełnego oddzielenia od świata, który nas otacza?

Od razu mogę odpowiedzieć na pytanie postawione we wstępie. Nie mam zielonego pojęcia. Szczerze powiedziawszy, nie wiem nawet dlaczego tak zaczęłam ten wpis, ale pisanie ostatnimi czasy sprawia mi potężną trudność. O dziwo, wcale nie dlatego, że jestem szczęśliwa, a dotychczas tylko w okresach satysfakcji nie potrafiłam wydusić z siebie sensownego zdania.

Zawsze starałam się być z Wami szczera, więc i tym razem będę. Dałam się nieco zaskoczyć i po raz pierwszy w życiu stres kompletnie rozłożył mnie na łopatki.

Jaki stres - możecie zapytać. Również i na to pytanie nie jestem w stanie Wam odpowiedzieć. Zbliża się koniec najbardziej intensywnego roku w moim życiu, a ja zamiast się cieszyć z kilku naprawdę fajnych rzeczy, które udało mi się osiągnąć, czy ogarnąć, czuję huczącą w uszach ciszę. Nie wiem, co dalej.

Właściwie powinnam sprostować drugi akapit, bo wiem, dlaczego tak zaczęłam ten wpis. Mam zwyczaj zapisywania cytatów i rzeczy, które gdzieś zaobserwuję, bo wiem, jak bywają ulotne. I kilka tygodni temu jadąc autobusem do pracy zauważyłam opartego o barierkę schodów chłopaka, który jadł sobie kanapkę. Stał, patrzył się przed siebie, spokojnie jadł tę kanapkę w aluminiowej folii, a wokół kręcili się ludzie, których on albo nie zauważał, albo po prostu zwyczajnie traktował ich jako element otoczenia.

Śmiejcie się, ale ta scenka mnie naprawdę poruszyła. Wiem, że nie byłoby mnie stać na to, żeby wziąć sobie taką kanapkę, stanąć przed wejściem na uniwersytet i sobie ją, kurczę, spokojnie, bez pośpiechu jeść. Bo nienawidzę jeść sama, bo nie lubię być sama w miejscach, gdzie powinno się być w grupach, mimo, że z natury jestem samotniczką i bardzo często się izoluję. Bo ktoś pomyśli, że nie mam znajomych. Bo to tak potwornie niezręczne tak po prostu sobie jeść kanapkę.

Koszmarem moim (28-letniej kobiety) potrafi być poruszanie się po uczelni i chodzenie na zajęcia w grupach, w których nikogo nie znam. Ciągle i ciągle myślę o tym, co ktoś sobie pomyśli, jak źle zaakcentuję u umlaut na niemieckim, mimo, że chodzę do grupy z ludźmi, którzy tego języka nie znają kompletnie.

Ta ciągła pogoń za czyjąś akceptacją zagoniła mnie w różne dziwne miejsca, między innymi na Tindera. Fajnie jest sobie pooceniać innych zza smartfonowej szybki, kliknąć nope, albo kliknąć like, udawać, że się nie ma kompleksów, że się naprawdę ma wyjebane na bzdety, że się nie ma na nic czasu, bo się robi w życiu tyle, że głowa mała. Jedziesz autobusem - klikasz. Czekasz na lekarza - klikasz. Leżysz w łóżku i spodziewasz się takiego samego jutra - dalej klikasz. Coś czasem zaskoczy. Pójdziesz na kawę, może na trzy, może do łóżka, może na randkę, a może na nic. Poznasz kilka fajnych osób, z którymi będziesz utrzymywać kontakt poza aplikacją, niektórych zablokujesz, o niektórych nie będziesz pamiętać wcale.

Rozdrobnisz się na kilkadziesiąt płytkich konwersacji o tym co robisz, o tym co robisz po tym, jak skończysz robić to, co robisz na co dzień. O tym jakiej słuchasz muzyki, po co tu jesteś i kogo (lub czego) szukasz. Czy masz czas na kawę, czy nie, a jeśli masz, to kiedy. Dlaczego jesteś teraz tam, gdzie jesteś i kiedy będziesz w stolicy, albo w Krakowie. Czy możesz wysłać zdjęcie w szortach, bo jakiś Zbyszek lubi szorty. Ktoś inny spyta, czy nie przydałby ci się masaż pleców, lub czy nie masz ochoty na wino i jazz. Czytasz to wszystko w imię szansy na to, że twoja samotność raczy zniknąć, lub usunie się w cień.

Masz ochotę na drugiego człowieka. Po prostu. Nie na seks, nie na randeczki przy kawie, nie na pierdupierdu. Masz ochotę poznać człowieka przez duże C. Kogoś, z kim będziesz rozmawiać godzinami, kto będzie podobny, ale kompletnie różny zarazem. Kogoś, z kim będzie ci dobrze w życiu, zarówno, jeśli to będzie tylko przyjaźń, czy nawet wtedy, kiedy uda się z tego zrobić coś więcej.

Powierzchowność tych czterystu iluś rozmów, które trudno nazwać rozmowami, zepchnęła mnie w rejony ciężkich rozkmin na temat tego, czy i gdzie są schowani ludzie, na których czekam i których w życiu szukam. Z drugiej strony warto było odpisywać na prawie każdą wiadomość spełniającą kryteria niedeblizmu, bo udało się oddzielić kilka porządnych ziaren od reszty plew. Mówię w czasie przeszłym, bo dwa dni temu moje konto na Tinderze przestało istnieć.

Zazdroszczę ludziom cierpliwym, którzy potrafią czekać latami na coś wartościowego, chociaż nie wiem, czy to jest też do końca dobra postawa wobec samotności. Podziwiam z kolei także ludzi, którzy nie wstydzą się tego, że czują się samotni i aktywnie szukają innych. Mogłabym posłużyć się tutaj przykładem rolników z "Rolnik szuka żony". ale po finałowych odcinkach, nie mogłabym powiedzieć o większości panów (prócz jednego) właściwie  nic dobrego. Polecam Wam za to (bez cienia ironii) serial dokumentalny "Panny na wydaniu" oraz stary już serial "Nieparzyści".

Wyjście samotności na przeciw wymaga bardzo dużej pokory, odwagi i siły. Bo to przecież źle brzmi, kiedy mówisz, że źle ją znosisz. Ktoś może sobie pomyśleć, że uczepisz się pierwszej lepszej szansy i owiniesz się wokół niej jak bluszcz. Wiesz, że się nie uczepisz, bo z dwojga złego: fatalnego związku, a wiecznej samotności, wybierzesz tę drugą opcję, choć to wcale nie zmienia faktu, że jest ona kiepska i przykra.

W szkole uczyli mnie, że w rzeczach, które się pisze, powinna być teza, którą udowadniam, lub obalam, a wszystko to robić powinnam w spójnym szablonie wstępu - rozwinięcia - zakończenia. Dzisiaj nie udowodniłam żadnej tezy. Dzisiaj opowiedziałam Wam o tym, dlaczego nie pisałam od kilku tygodni, oraz o tym, że myślę o tym, że jednak drugi człowiek w życiu jest niesamowicie ważny. Ta wiedza mnie cieszy, bo wierzę, że jeśli czegoś się bardzo pragnie, to przy odpowiednim podejściu, prędzej, czy później, tę rzecz się dostaje. I nie chodzi tu wcale o doła czy desperację. Chodzi o to, że można spełniać marzenia, odnosić sukcesy, robić nowe projekty, ale po powrocie do domu, jedyne co się czuje, to wszechogarniająca pustka.

I taka cisza, która aż huczy.

Podobne wpisy

  • joasia

    Happiness is only real when shared, ze cytatem zarzuce (nie pamietam czyim, co sobie o mnie pomysla inni?)

    • krotkiporadnik

      :)

  • zwrotka

    Doszłam do wniosku, że na wielu portalach ludzie wcale nie szukają przyjaźni/miłości czy nawet luźnej, ale realnej znajomości. Cholernie wiele osób szuka potwierdzenia tezy (jak z klasycznej formy wypracowania), że są fantastyczni lub zupełnie odwrotnej, ze są beznadziejni, bawią się ludźmi, własnymi i obcymi emocjami i zwyczajnie pierdolą trzy po trzy. To miejsce gigantycznych i mniejszych rozczarowań, których mamy w życiu na pęczki, więc chyba strata czasu.
    A żeby nie było depresyjnie to hasło ‚Rolnik szuka żony’ od jakiegoś czasu kojarzy mi się tylko z tym obrazkiem ;)

    • krotkiporadnik

      Ha! Fajne :)

      Co do „tych miejsc” masz ogromnie dużo racji, ale wydaje mi się, że są wyjątki od tej reguły, co choćby potwierdza kilka przykładów osób, które udało mi się tam poznać (mam np. od 1,5 roku bardzo dobrego kumpla właśnie z jednego z bardziej syfnych portali tego typu). A więc da się!

  • xyz

    I co teraz? Co będzie dalej?

    Ja sama potrafię siedzieć na ławce w parku, wpatrując się w jedno miejsce, a kątem oka spoglądając na ludzi przechodzących obok mnie. Za każdym razem wywołuje to u mnie łzy.

    • krotkiporadnik

      Ojej :(
      To jeśli byś chciała posiedzieć w parku i poobserwować innych ludzi, polecam Ci to:
      http://youtu.be/1jOr7ebq7TI

  • Tnbt

    Jestem poruszona Twoim wpisem i wydaje mi się, że taki stan rzeczy nie jest niczyją winą… tylko takie są nasze czasy, mnie osobiście także imponują ludzie, którzy potrafią być sobą w każdej sytuacji, ze wszystkiego się cieszą, są jak duże dzieci, jest im dobrze samym ze sobą i z innymi ludźmi, nie zastanawiają się nad tym co mogą robić i kim naprawdę są. Czasem spotykając się ze swoim niezbyt licznym gronem znajomych, przeprowadzam bardzo brutalną selekcje, bo niestety poza swoją rodzoną siostrą nie znam już nikogo kto byłby tym człowiekiem przez duże C, który chciałby być nim ..dla mnie, by był częścią mojego życia czy żebym ja była jego częścią, coraz częściej łapie się na tym, że widzę w swoich znajomych wiele elementów,przez które czuje sięz nimi obco, jakbym wymagała, by spełniali wszystkie kryteria… Bo po prostu nadal nie mam tak bliskiej bratniej duszy i jestem do innych wymagająca bardziej, aż w koncu przestaje widzieć w tym sens. Zastanawia mnie jak to jest mieć kilka bliskich przyjaciółek i piec z nimi w święta ciasteczka, popijając dobrym winem,wsrod kandydatow zawsze coś nie tak, a to ciezko sie z nimi umowic na cokolwiek, a to rodzą, wychodzą za mąż albo maja wywalone na cale spoleczenstwo, tudziez zajeci są tylko sobą… i wtedy odpuszczam wybieram bycie samemu.
    Ciagle sie ludze, ze albo los mnie zetknie z kims przy kim bede soba albo znajde recepte na to jak umiec jesc kanapke przed uniwersytetem i czuc sie z tym dobrze.

  • bambam

    wow, świetny tekst, niezwykle przejmujący i myślę, że wiele osób mogłoby się pod nim podpisać. Ja też jestem samotnikiem i z reguły się izoluję (jestem już po studiach, a jedyni moi przyjaciele to ci z czasów liceum i gimnazjum, są fantastyczni i chyba dlatego już odpuszczam relacje z nowymi ludźmi, trzymam się tego co jest). Samotność owszem, często mi dokucza, jednak na ogół najlepiej czuję się sama ze sobą, albo tylko tak sobie to tłumaczę. Chyba najgorzej ją znoszą moje babcie, które chciałyby poznać mojego nowego kawalera, bo ten poprzedni to jeszcze mleko pod nosem miał, a także niektóre koleżanki, dla których wyznacznikiem normalności jest facet u boku-nieważne jaki on by nie był: głupi, gburowaty, chamski, ważne, żeby pokazać KOGOKOLWIEK. I tutaj się właśnie rozmijamy, bo po co mi ktokolwiek? Czemu mam robić jakieś nadzieje sobie i temu komukolwiek, zbyt okrutne. Chyba wystarczy już, dość imponowania innym, najwyższa pora być szczęśliwym samym ze sobą, a to dopiero nie lada wyczyn :)

  • Dotknął mnie ten tekst, bardzo. Czekać jest łatwo, wybierać drugą opcję też, wychodzić ludziom na przeciw cholernie trudno. Szczególnie, że niełatwo idzie wartościowych znaleźć. Nawet jeśli się chce, a i ze „chceniem” to nie od dziś mam problem. Łatwo się zniechęcić. A ludzie lubią chować się za maskami. Ze mną włącznie.

  • Kkk

    Chyba rozumiem co piszesz – a przynajmniej tak mi się wydaje.
    Całkiem niedawno postanowiłam zerwać wszystkie toksyczne układy towarzyskie i nagle okazało się, że jestem sama. Samiutka. Nawet święta spędzę sama, no z psem.
    Tak jakoś wyszło; naprawdę w pewnym momencie odkryłam, że dla moich „przyjaciółek” jestem świetnym źródłem pocieszenia. Że można przyjść, wypłakać się, podrzucić dziecko do opieki, a w skrajnych przypadkach załatwić sobie darmową kucharkę. Ale kiedy ja potrzebowałam pomocy, nikogo nie było. I nagle przeleżałam w łóżku dwie doby z gorączką powyżej 40 stopni, bez wsparcia, a psa wyprowadzali mi obcy ludzie. Zresztą więcej pomocy dostałam od mojej fryzjerki – żadna z moich „przyjaciółek” nie pomyślała, by pomóc.
    Dlatego też już nie chcę tak dalej funkcjonować, tyle tylko, ze kompletna samotność też nie jest rozwiązaniem idealnym.
    I rozumiem Cię w kwestii tego wchodzenia w grupę – zawsze miałam z tym problem. Koszmarem było myślenie typu „co oni o mnie pomyślą”. Teraz już nie wchodzę w żadne grupy, więc to odpada. Szkoda. Bo ogromnie chciałabym mieć grupę przyjaciół, siedzieć z nimi, wspólnie gotować, pić wino, plotkować itd. Widzę to – moja sąsiadka tak właśnie żyje i straszliwie jej zazdroszczę.

  • Jag

    Tak bardzo nie lubię, że ludzie są teraz tacy samotni.
    Nikt kto jest samotny nie wmówi mi, że jest w pełni szczęśliwy i nie brakuje mu czegoś w życiu. Ok, zgadzam się że są ludzie którym brakuje tego mniej ale zawsze jest gdzieś nie wypełniona pustka!

  • collageanka

    mierzę się z tym samym. myślę sobie jednak, że nawet jeśli boli, to warto tę walkę o przyjazną samotność podjąć, bo dopiero z oswojoną samotnością możemy być w pełni z drugim człowiekiem. nie lgniemy do niego zbyt łapczywie, nie usiłujemy sobie nim zakleić żadnej szczeliny. sama dawno temu kimś tak się zaklejałam i dla kogoś też byłam niestety takim zapychaczem (choć pomiędzy związkami) – nigdy więcej nie chcę mieć takiego poczucia. jak człowiek spadnie na dno tej samotności, ale oswoi lęk, usiądzie, rozejrzy się i jakoś ją sobie umebluje, a potem pójdzie pobiegać, poczytać, popracować, sprawi sobie zwierzę, zadba o istniejące relacje albo jednak poszuka jakichś nietinderowych (przerabiałam ;)) to jest znośnie. wydaje mi się, że wyczekiwanie tej drugiej osoby to w dużej mierze może i biologia, ale też i poddawanie się okolicznościom społecznym, bo ostatecznie to samotność jest naszym punktem wyjściowym. dla pocieszenia, moja ciocia po nieudanym małzeństwie z gościem, który ją zdradził i porzucił dla innej kobiety, po wielu latach bycia samej, znalazła swoją rzeczoną ‚drugą połowkę’ w wieku 45 lat :)

  • Ann

    Wszystko się zgadza, myślę że sama lepiej bym tego nie napisała. Doszłam do tego samego wniosku, walcząc sama ze sobą, z depresją, z fałszywymi ludźmi, w dobie Internetu, gdy każdy szuka czegoś, co tak trudno wyrazić słowami. Nowy rok, nowy start- mówiłam. Tak usunęłam toksyczną znajomość, a raczej odstawiłam na bok, bo nie należy zapominać, tylko wyciągać wnioski. Usunęłam fb, jedni powiedzieli szalona, drudzy posądzili o brak rozsądku, ja nie zauważyłam różnicy, prócz braku wiedzy o życiu ludzi, których znam tylko z ekranu. I tak mierze się z samotnością, bo ludzie widzą Cie tak jak widzisz się sam. Samotność łatwo znika, gdy nie czujesz pustki mimo życia sam ze sobą. :) Pozdrawiam z wyrazami uznania

  • jeden z lepszych blogowoych wpisów!
    a teraz uciekam od Ciebie, bo przeczytam caaałe archiwum ;)

    • krotkiporadnik

      Dziękuję i jednak polecam nie uciekać :)

  • Łukasz

    Sorry, że odkopuję wpis sprzed miesiąca, ale muszę to skomentować ;) Z
    tej notki wynika jakoby samotność była jakąś udręką, którą ciężko
    znieść; a może wystarczy po prostu zmienić podejście? Ja, jako
    introwertyk, prędzej zadaję sobie pytanie – jak można nie umieć znieść
    samotności? Zwłaszcza takiej, która jest uczuciem zupełnego oddzielenia
    od świata. Dla mnie jest to przyjemność, moment dla siebie, w którym
    mogę naładować baterie.

    Bardzo lubię poznawać nowych ludzi,
    lubię rozmawiać i czasem pójść na imprezę, czasem mi tego wręcz brakuje,
    ale nie zmienia to faktu, że samotności potrzebuję regularnie, bez
    względu na to jaki okres akurat przeżywam. Nawet jeśli jestem w związku,
    to potrzebuję czasem kilku chwil, aby coś przeczytać, pomyśleć, po
    prostu pobyć sam ze sobą chociaż trochę. Jedzenie w samotności to dla
    mnie nie problem, podobnie jak uczęszczanie do jakiejkolwiek grupy, w
    której nikogo nie znam. Pokora, odwaga i siła? Nie wiem czy ich
    potrzebuję, aby wyjść samotności naprzeciw, skoro jest ona dla mnie
    przyjemną rutyną. Być może te trzy cechy są częścią tej rutyny i
    przyzwyczaiłem się do nich na tyle, że teraz już trudno mi je w sobie
    zauważyć.

    Samotność bywa dla mnie przytłaczająca, tylko wtedy,
    gdy trwa naprawdę bardzo długo. Rozumiem, że każdy funkcjonuje inaczej;
    rzeczy, które mi sprawiają problem i udrękę dla kogoś innego mogą być
    przyjemnością, tak jak dla mnie jest nią samotność. Mimo wszystko
    polecam przynajmniej spróbować innego podejścia do tej kwestii. Chyba
    byłoby to coś dobrego, gdyby cisza przestała huczeć i zamiast tego stała
    się ulubioną muzyką ;)

    • krotkiporadnik

      Nie, nie – ja nie mówię o potrzebie chwili dla siebie, którą mam bardzo mocno zakorzenioną. Ja mówię o samotności, nie o indywidualizmie, czy jak inaczej nazwać potrzebę spędzania czasu sam na sam ze sobą? :)

  • VQ

    dopiero dzisiaj widzę Twój wpis i patrząc na datę miałyśmy podobne myśli w okolicach świąt, obczaj http://koincydencje.pl/?p=137 ja nie jestem introwertyczką, jak Łukasz, ale nie wyobrażam sobie, abym nie miała chwil tylko dla siebie, bez tego czuję, że się duszę. może dlatego, że nie odczuwam nudy, nigdy. pewnie nie każdy jest stworzony do życia w pojedynkę, ale również nie każdy stworzony jest do zakładania rodziny. mam wielu znajomych, jestem bardzo towarzyska i uwielbiam poznawać nowych, interesujących ludzi, ale bez chwil sam na sam ze sobą… nie czuję się sobą. jak inaczej dotrzeć do myśli, które nie mają szans na pojawienie się, gdy wciąż przebywamy w zgiełku?
    pozdro, fajnie tu u Ciebie, babo! i widzę, że mamy wspólnego znajomego ;) będę zatem zaglądać.

    • krotkiporadnik

      Dzięki za te słowa i za zasianie tej ciekawości, kogo wspólnie znamy :) Śledztwo: czas start!

      • VQ

        heheh na fejsie zauważysz, bejbe. podoba mi się Twój tekst o byciu ciulem i chyba mnie zapłodnił, może coś powstanie na koincydencjach, a to oznacza duże pierdolnięcie (bo raczej piszę na vulgaryzatorze). powodzenia w obczajce!

  • Któraś z tinderowych znajomości przetrwała?
    Ostatnio wróciłam do apki, bo chciałam zobaczyć co się dzieje w wielkim świecie i poszukać inspiracji do tekstów (no bo skąd je brać, jak nie od ludzi).
    Się człowiek zarumieni na komplement, zerknie, czy ktoś nie napisał.
    Ale w sumie to wszystko takie papierowe. Jednak daje złudzenie rozmowy i poznawania kogoś dokładniej. Jeśli odrzucimy te propozycje wymiany płynów ustrojowych.

    • krotkiporadnik

      Kilka Tinderowych przetrwało. Ja z Tindera miałam chłopaka, z którym (na szczęście) kontakt mam do dziś. Mam też takie znajomości, które z flirtu przeszły w codzienną znajomość. Nadal w internecie, ale już poza Tinderem. Z „randek”, które odbyłam, właściwie poza jedną, tragiczną, kontakt z facetami mam do tej pory, ale w większości przypadków tylko dlatego, że się okazało, że są fajni, choć chemii w realu nie ma. A co do Tindera samego w sobie, to najlepiej smakuje, jak (podobno) pierwszy poranny papieros, albo piwo w gorący suchy dzień. Ale trzecie piwo i fajka z rzędu raczej zamulają, więc… :)

  • Lenta

    Cześć. Głebokie przemyślenia. I trafne. Tak sobie pomyślałem, że dojrzała samotność różni się od doskwierającej samotności, tym że przestajemy za tę samotność obarczać innych. Po prostu samotność to normalny stan dla istot biologicznie zorientowanych na siebie. A że każdy marzy o bliskich relacjach – to też zupełnie normalne. Przecież po przeciwnym biegunie samotności leży intymność – raj na ziemi. Staram się zaakceptować samotność, ale nie przestawać w poszukiwaniu intymności. Pozdrawiam

  • Agnieszka Wiącek

    a dla mnie to właśnie dłuższe przebywanie z kimś jest trudne – uwielbiam być sama ze sobą, już od dzieciństwa – mam wrażenie że wtedy życie jest jakby pełniejsze, bardziej można je kontemplować. choć kontakty z ludźmi też są potrzebne rzecz jasna

  • Maja Sokół

    Potwierdzam.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress