Ciało, którego nie chciałam

17 maja 2015 Blog

screenshot1266019015 (1)

Moja mama dała mi jakiś czas temu fajną życiową radę, bo jako że jestem dość impulsywna, zdarza mi się reagować pod wpływem emocji, a potem żałować większości reakcji. Powiedziała mi, żebym zawsze dokładnie sprawdzała, czy jest o co się wkurzać, a potem i tak poczekała dwa dni, zanim zacznę daną sprawę rozwiązywać. Dzięki jej radzie nie pojawił się tu nigdy wściekły tekst na temat pewnego faceta z sieci, którego twórczość działa na mnie jak piasek między zębami. Dzięki tej samej radzie nie pojawił się tu dissujący go tekst, za to dziś, poniekąd dzięki jego tekstowi, mogę powiedzieć coś innego, za to o wiele ważniejszego.

Ów facet napisał jakiś czas temu tekst, w którym apelował do paszteciar, by nie podchodziły do niego, gdy on sam jest pijany. Człowiek pijany - człowiek łatwiejszy, a więc z troski o własne samopoczucie, zatroszczył się o to, żeby zamroczony alkoholem nie chodzić do łóżka z brzydkimi (jego zdaniem) dziewczynami. Zdjęcie do wpisu przedstawiało bardzo otyłą kobietę, która pożera ze złością na twarzy, wielkiego hamburgera. Skrót myślowy klarowny: kobieta z nadwagą = paskudna locha (cytat z wyżej wymienionego). Wierząc statystykom i numerkom, z jego opinią zgadzało się prawie tysiąc osób i podejrzewam, że gdyby tekst poszedł szerzej, byłoby ich znacznie więcej.

Jako dziewczyna z nadwagą, którą pewnie ów koleżka wrzuciłby do wora paszteciar i paskudnych loch, nie poczułam się przez ten tekst urażona, bo zwyczajnie nie interesuje mnie opinia ludzi, którzy plują tak potwornym jadem i reprezentują tak obcy mojemu system wartości. Zabolało mnie coś innego: to właśnie przez takich ludzi, jak on, tacy ludzie jak ja, mogą codziennie czuć, jak potworne jest życie. I nie przesadzam w tej chwili ani trochę.

Nie ma bardziej wrażliwych obszarów, od pewności siebie i samoakceptacji, szczególnie w okresie dojrzewania i wczesnej dorosłości, kiedy stawiamy pierwsze samodzielne kroki w niezależnym, odpowiedzialnym i dorosłym życiu. Jeśli ma się to szczęście i jest się wychowywanym przez pozbawionych kompleksów rodziców i ma się dbających o nasze samo-poczucie (celowo z myślnikiem dla podkreślenia znaczenia) bliskich, prawie nikt nie będzie w stanie zachwiać naszym światem. I, o ile, posiadając dużą pewność siebie, trudno jest (na całe szczęście) w nią zwątpić, o tyle droga do samoakceptacji, zbudowania pewności siebie i poczucia własnej wartości, jest cholernie długa, żmudna, przykra i trudna.

Nie będę się przed Wami nad sobą użalać, dlaczego kiedyś przestałam myśleć o sobie dobrze i któż to sprawił, że tak łatwo było mi uwierzyć, że gdybym:

a) była szczuplejsza b) była bardziej elegancka c) robiła rzeczy odpowiednie dla dziewczyn (?) d) była kobieca (!) e) miała mniejsze piersi (!!) f) miała mniejsze poczucie humoru, a nie wiecznie się śmiała, bo to niepoważne,

to byłabym dopiero kimś, z kim można zacząć rozmawiać. A że osób, które tak mówiły, było kilka i to z najbliższego otoczenia, zwyczajnie w świecie wzięłam to za pewnik. I tak powstał gruby babochłop bez stylu, klasy, rechoczący, niczym pijany wuj Ździsiek na weselu. A w tym potworze zamknięta ja.

W wielkim skrócie, zamykając 13 lat w dwóch zdaniach: tak rozpoczął się proces oddzielania mnie od własnego ciała, którego nie czułam się już właścicielką. No bo nie ma już moich rąk, moich nóg, dłoni, stóp, brzucha, szyi i twarzy: są łapy, grube kity, brzuchol, podgardle i gruby ryj. Czasami miałam przebłyski, nie powiem. Myślałam sobie, że przecież mam jednak całkiem ładną twarz, mam szczęście i mam szczupłe łydki. Stopy też nie najobrzydliwsze.

Kiedy to zauważałam, zazwyczaj postanawiałam "o siebie zadbać", więc robiłam diety. Pierwszą zrobiłam mając 16 lat, ważąc 52 kilo, bo usłyszałam, że mam jakiś taki wystający brzuch. 13-dniowa głodówka w upale, połączona z intensywnym sportem, zakończyła się 47-kilogramowym sukcesem. Rok później miałam 54 kilo. Urosły mi biodra, nieco powiększył mi się biust. Wtedy usłyszałam, że nie muszę tak często przychodzić na basen w odwiedziny do mojego ówczesnego chłopaka, bo trochę wstyd, że tak wyglądasz.

Nie wiem, czy wtedy się tym jakoś świadomie przejmowałam, ale pamiętam, że nie potrafiłam pojąć tego, jak ktoś może tak mówić do kogoś, kogo niby tam kocha. Usłyszałam, że będą konsekwencje, których nie chcę poznać. Poszłam więc biegać. Na pałę, nieprzygotowana, bez dobrych butów i rozgrzewki. Biegałam pod koniec października, codziennie przed szkołą. Nienawidziłam tego, byłam w tym kiepska, męczyłam się, marzłam. Któregoś dnia - chlast - zerwałam torebkę stawową i poszłam na miesiąc w gips. Pamiętam, że wtedy już zaczęłam się bać, że przez miesiąc bez ruchu przytyję i będą te konsekwencje. Stał się cud - schudłam, bo chodzenie o kulach wymagało sporo wysiłku i ładnie mi się wyrzeźbiły ramiona i wcięcie w talii. Miałam przez kilkanaście tygodni spokój.

Potem na chwilę wróciłam do dobrego samo-poczucia. Była studniówka, miałam piękną sukienkę, obojczyki, szczuplutką i długą szyję, ładne ramiona, płaski brzuch. Zaraz potem zachorował mój tata, ja zaczęłam się uczyć do matury - zagubienie, stres i strach. Kompletnie nie potrafiłam jeść, więc zaczynałam czuć, jak bardzo spada mi zdolność do myślenia, nauki, kojarzenia faktów. Zaczęłam więc jeść wysokokaloryczne rzeczy. Czekoladę, bardzo dobrze wypchane po brzegi kanapki, a u mojej Magdy, z którą się uczyłyśmy razem, jadłyśmy frytki.

Mój strażnik diety (i egzekutor) to zauważył i nastąpiły konsekwencje. Byłam tuż przed maturą, czułam się niedouczona, nieskupiona na tym, do czego uczyłam się od pierwszej klasy podstawówki, przerażona tym, co się zaraz może stać z moją rodziną i z tym, że moje plany na studia w Krakowie i życie w nim z kimś, właśnie legły w gruzach. A do tego wszystkiego stało się tak przeze mnie. Bo wyglądam źle. Bo jadłam.

Rok po dostaniu się na studia, moje dotychczasowe życie było wywalone na drugą stronę. Tata odszedł, byłam kompletnie sama w tym wcale nie takim fajnym Krakowie i czułam się potwornie źle. A ja byłam przekonana, że to wszystko przez to, że nie potrafiłam się powstrzymać od żarcia, bo przynajmniej nie musiałabym tego wszystkiego przechodzić sama.

Poznałam wtedy wyjątkowego człowieka, z którym się nawet związałam. Czas pokazał, że nadawaliśmy na kompletnie różnych falach, ale łączyła nas wielka, wielka miłościo-przyjaźń, chemia i szacunek do siebie nawzajem. Wtedy też, po raz pierwszy zagrałam nie fair wobec siebie. Człowiek, o którym mówię, bowiem akceptował mnie od najmniejszego palca u stopy, po najdłuższy włos na mojej głowie. Całą, bez wyjątku, bez żadnego ale, bez zastrzeżenia. Ja, zamiast to przyjąć, ucieszyć się i wykorzystać do tego, żeby się jakoś podnieść, założyłam, że albo on ma złe intencje, albo zwyczajnie coś jest z nim nie tak, bo przecież takie coś nie może się nikomu podobać. I zakończyłam ten związek.

Przyznam, że później praktycznie każdy facet, z którym się spotykałam, miał ze mną przesrane. Nie mam pojęcia, jak bardzo to musi być przykre być z kimś, kto tak bardzo źle się czuje ze sobą i nie móc nic z tym zrobić. Zdarzali się cudotwórcy, którzy czasem na chwilę potrafili wyłączyć mi to potworne myślenie o sobie. Czasem coś proponowali - wspólny sport, wspólne diety, wspólne wspieranie się. Nigdy nie działało to dłużej, niż przez kilka dni, więc kiedyś po prostu wlazłam na jakieś forum w internecie i zamówiłam nielegalną sibutraminę.

O Chryste, jakież to było przeżycie. Ja, córka katechetki, nigdy świadomie nie paląca zioła, nie próbująca żadnych narkotyków, łykam pochodną amfetaminy, którą nielegalnie kupiłam w internecie. A po drugie, nagle, przestałam potrzebować jedzenia. Po trzech tygodniach, wchodząc do toalety w krakowskiej Pauzie, gdzie było lustro na całą ścianę, nie poznałam się w odbiciu. Ten brak brzucha! Ten czarny golf, który świetnie leży! Wróciłam do świata normalnych ludzi.

Zaczęły mi się śnić za to koszmary i zaczęłam doznawać porażenia przysennego, które jest najgorszym doświadczeniem, jakie było mi dane przeżyć. Serio. Źle mi się myślało, źle sypiałam, brakowało mi słów na najprostsze przedmioty. Zapominałam, co mam robić, nie kończyłam niczego, co zaczynałam. Poza tym, leki stawały się coraz droższe, więc przestałam je brać.

Nie martwiłam się tym, jak bardzo źle się czuję i jak mnie te leki przeorały, bo byłam zajęta martwieniem się, że teraz znów przytyję i że znów będzie tak samo. Czyli źle, fatalnie, najgorzej. Generalnie nic się nie liczyło oprócz tego, jak wyglądam i jak bardzo inni widzą to, że tyję, chudnę, tyję, chudnę, tyję, chudnę i tyję.

Potem minęło kilka niedługich lat, bywało źle lub gorzej, aż trafiłam na osobę, która zgodziła się ze mną być. Mimo 74 kilogramów, dużego brzucha, krótkiej szyi i, co on zauważył, nieproporcjonalnie dużej głowy. Po kilku tygodniach usłyszałam słowa: Czuję się przez ciebie oszukany. Myślałem, że schudniesz jak się zwiążemy, a tu nic. Ja się z tobą związałem na okres próbny, a ty go właśnie zawaliłaś.

No i pomyślałam: Czyli jednak jest tak, jak myślałam - z kimś takim, jak ja, nie można być dobrowolnie. Bez oczekiwań, poświęceń, bez ukrytych celów, bez warunków, które muszę spełnić. No więc co ja mogę zrobić?

Nie być sobą.

Od tamtego czasu minęło kilka lat. Jeszcze rok temu idąc ulicą, przeglądałam się w każdym możliwym oknie, lustrze, karoserii samochodu i sprawdzałam, jak wygląda moje ciało. Czy znośnie (czyli czy udało mi się ukryć to, jak wyglądam naprawdę), czy   o h y d n i e.

I kurde, pewnego dnia jakimś cudem dotarło do mnie, jaką jestem podłą żmiją dla samej siebie. Czy jest na świecie choćby jedna osoba, którą traktuję podobnie podle? Czy oceniam ludzi po wyglądzie, nazywając ich pasztetami, lochami, tłustymi świniami, ohydnymi kreaturami? Czy uważam, że ktokolwiek w ogóle zasługuje na takie słowa i traktowanie? I czy uważam, że naprawdę ludzie oceniają mnie w tak kategoryczny, surowy i okropny sposób?

Przeraziło mnie wtedy to odkrycie, bo wiedziałam, że może to oznaczać zaakceptowanie siebie takiej jaką jestem, a przecież ja taka nie chcę być! Chcę być inna, lepsza, szczuplejsza. A że taka nie jestem, to się nie akceptuję. Proste. Koło się zamyka.

Jak ja mogę stworzyć jakąkolwiek zdrową relację z takim podejściem? Jak mam się czuć piękna, atrakcyjna, jak mam zaufać drugiemu człowiekowi, że pewnego dnia nie wytrzeźwieje, jak ten koleś, o którym wspominałam na początku, nie obudzi się obok mnie i nie stwierdzi: Ja pierdolę. Przecież ona jest gruba, brzydka. Przecież to pasztet.

Wiecie, kto potrafił zmienić moje myślenie o sobie samej w tak tragiczny sposób? Wy, moi najdrożsi czytelnicy.

Wy Tu nie przychodzicie, bo ktoś Was zmusił. Was tu nie ma dlatego, że ktoś Wam za to płaci. Nie mówicie mi miłych rzeczy, bo coś z tego możecie mieć. Nie śledzicie wpisów dlatego, że dam Wam na coś zniżkę, albo pokażę, gdzie można kupić piękne buty (chociaż akurat mogę Wam podesłać kilka linków na Allegro do pięknych butów za 20-30zł ;) ). Was nie obchodzi to, jak wyglądam. Czy mam duży tyłek, czy mały. Czy mam cellulit, czy nie. To mi on przeszkadza, nie Wam.

To Wy pomogliście mi przejrzeć na oczy i zobaczyć, że to, czym się dzielę, a co płynie ze środka mnie (nazywajcie to głową czy sercem), jest we mnie najważniejsze. Ja to oczywiście wiedziałam, ale absolutnie tego nie czułam, zakładając, że większość ludzi myśli tak, jak ten typek.

To, co jest już dla mnie kompletnym majndfakiem, to zrozumienie znaczenia akceptowania siebie. Nie swojego bystrego (lub nie) umysłu i takiego, a nie innego ciała, i charakteru, i upodobań, i wad, i zalet. Tylko zaakceptowania siebie, na które to siebie, te wszystkie rzeczy się składają i tworzą nierozerwalną całość.

A kiedy uda mi się to zrobić już tak ostatecznie, choć myślę, że jestem już naprawdę blisko upragnionego celu, wtedy będę mogła sobie zmieniać to i owo. Różnica będzie diametralna, bo będę coś robić dla siebie, a nie po to, żeby dopiero siebie polubić i warunkowo dać szansę na dalszą wspólną drogę w zgodzie i harmonii.

A, zapomniałabym.

Dziękuję.

Podobne wpisy

  • Jesteś piękna. I naprawdę nikt nie powinien ci mówić, że jest inaczej, bo nie jest. Nie jesteś paszteciarą, lochą, i innymi obraźliwymi słowami.

    Poza tym, nie znam drugiej takiej pięknej dziewczyny z równie pięknym umysłem. I sercem. :)

  • Bardzo Ci dziękuję za ten wpis.

  • Fajna jesteś, wiesz?

    • krotkiporadnik

      Coś tam powoli do mnie dociera :) Dziękuję!

  • Gdyby istniały nielegalne suple na trądzik albo na powiększenie cycków, skończyłabym tak jak ty. Bardzo ciekawy, szczery wpis, biorąc pod uwagę obecną kominkozę i propagandę sukcesu.

    • Miałam napisać dokładnie to samo! :)

  • Kate

    Cudowny wpis….
    wiesz co Justyna? mam dodaną Cię na instagramie i za każdym razem gdy dajesz swoje zdjęcie to myślę sobie….ale Ty jesteś ładna ! Naprawdę….

  • Dziulkacrew

    Znam dwie piękne osoby, jedną z nich jesteś Ty. To co piszesz, znam to z autopsji, tak bardzo. Kurdeeee ale bym teraz chciała siedzieć z Tobą w bunkrze, pić piwo, odpalać papierosa i gadaaaać

    • krotkiporadnik

      Mam dobrą wiadomość: w ostatni weekend maja i pewnie kilka pierwszych dni czerwca będę w Krakowie. Bardzo proszę o zarezerwowanie sobie wieczoru na wyżej wymienione przyjemności :)

  • Edyta Walkowiak

    Znów czytając Twój wpis czuję się momentami jakbym czytała swoje myśli. :)

  • Iga

    Powaliłas mnie na kolana, bo opowiedziałas moja historie. Tyle, ze ja zamykalam sie na relacje całkowicie. I nie dostawałam tak jak Ty po ryju, bo byłam sama i zamknieta. Teraz mam meza takiego, ktorego Tobie zycze. Niestety nie odstapie.:) Otworzyl mnie, odblokowal, niczego nie oczekuje, a daje w cholere. Choć mam kolosalne wahania wagi, bo to otwieranie sie wcale łatwe nie było, to zawsze jak widze, jak on na mnie patrzy, to wiem, ze gdyby do pokoju weszło 5 superlasek, to on by na nie nawet nie spojrzał. I tak, nadal chce byc szczupla, dla siebie i dla niego, ale nie dlatego, ze on tego chce, ale dlatego ze ja tego chce. Życze Ci madrego faceta, ktory naprawi to, co inni zepsuli.

  • mrybryy

    ten tekst jest fantastyczny.

  • eV

    Pod koniec czytania Twojego tekstu pociekły mi łzy. Czasami myślę, że ludzie to prawdziwe potwory i szczęściem jest znaleźć wśród nich tę garstkę, która nie ocenia po wyglądzie, po zachowaniu (bo inną popularną samo-krytyką jest bycie np. tak zwanym „słoniem w składzie porcelany”) a po poglądach i spojrzeniu na świat – i tę garstkę zatrzymać jak najbliżej siebie. Bardzo Ci współczuję, że tak wiele razy zawodziłaś się na tych właśnie podłych ludziach i wiem, że nie mam uprawnień, aby powiedzieć, że rozumiem, co czujesz. Życzę Ci za to powodzenia w utrzymywaniu swojego postanowienia, w trwaniu w akceptacji siebie samej. Poza tym, świetnie piszesz, dodaję bloga do subskrypcji :)

    • krotkiporadnik

      Przede wszystkim, dziękuję za komentarz i życzenia. Co do tego, co piszesz: czasem wydaje mi się, że to ludzie są dla siebie najbardziej podli, czasem z małą pomocą innych, którzy nie są świadomi tego, że mogą komuś wyrządzić krzywdę. Najważniejsze, to nie mieć do nich o to żalu, tylko jak najszybciej się odciąć i spróbować siebie odnaleźć.

  • joosta

    Oesu, jak ja wiem, o czym piszesz. A najlepsze, że nikomu z zewnątrz nie przyszłoby do głowy, że mam to w głowie cały czas, tę grubą dziewczynę. Nawet jak już wreszcie schudnę te parę kilogramów, do upragnionych 58 kg, to i tak w głowie będę ciągle gruba. W udany, naprawdę dobry związek udało mi się wejść dopiero w 33 roku życia, tylko dzięki terapii. Nad związkiem z samą sobą ciągle pracuję. Dziękuję.

    • krotkiporadnik

      <3

  • Evica

    sibutramina…

    • Serio? Przy tak długim, mądrym wpisie postanowiłaś zostawić tak durny komentarz?

    • krotkiporadnik

      Dzięki, poprawię.

  • Monika

    tak dobrze wyraziłaś to, co siedzi w mojej głowie!

  • Joasia

    mechanizm jest bardzo prosty – kobieta, otoczona wszechobecnym fotoszopem, reklamami i rozmiarami ciuchow w sklepach, stwierdza, ze nie chce ciala, ktore ma. zaopatruje sie w specyfiki reklamowane przez upieknione postaci: kosmetyki, ubrania rozmiar lub dwa za male. kupuje sobie samoakceptacje, aspirujac do swiata pieknych i szczesliwych. czar pryska, gdy okazuje sie, ze w tym ciele nadal jest uwieziona dusza, ktora nie akceptuje wad. wyczytalam niedawno, ze na walke z cellulitem kobiety na swiecie wydaje 62 miliardy (!) dolarow. troche duzo, biorac pod uwage, ze prawdziwe piekno nie tkwi w doskonalosci. tkwi w akceptacji. siebie.

  • zwrotka

    Dajesz najlepsze zniżki ever, więcej (!) bezpłatnie jesteś moim „coachem” :)

    • krotkiporadnik

      No, to mam kolejny, najlepszy komplement ever :)

  • Paulette

    Och, skąd ja to znam… Po latach walki z sobą dopiero teraz, gdy jestem starsza, dociera to do mnie, że poza wyglądem mam coś lepszego do zaoferowania. To trudne, trzymaj się! I piszesz cudownie, prawie całego Twojego bloga przeczytałam za jednym tchem :)

    • krotkiporadnik

      Dziękuję Ci bardzo!

  • Nawet nie wiem, jak to skomentować – szczęka mi opadła. Genialny, genialny wpis!

    • krotkiporadnik

      Nie ukrywam, że byłaś sporą inspiracją do napisania tego tekstu, ale na pewno jeszcze przy następnej okazji bardziej o tym wspomnę. Dziękuję, Agata za to co robisz!

      • Bardzo się cieszę, że mogę kogoś inspirować w ten sposób, bo to naprawdę dobre było.
        I szkoda, że się w tym Krakowie nigdy nie spotkałyśmy!

  • Anika

    U mnie bylo troche na odwrot, zawsze bylam kosciotrupem, szkieletorem i plaska decha. Bycie szczuplym/chudym niczego nie rozwiazuje bo w dalszym ciagu mozesz czuc dokladnie to samo. Bo przeciez faceci wola ksztaltne kobiety, gdy „maja za co zlapac” i „na co popatrzec”. Mechanizm dokladnie ten sam – nie jestem wystarczajaco dobra, zeby ktos ze mna byl. Na szczescie juz tak sir tym nie przejmuje, bo tak jak ktos wspomnial ponizej znalazlam faceta (cudem!) ktory mnie taka kocha. Ale bylo strasznie:/ czasem wydaje mi sie, ze to my sami jestesmy dla siebie najbardziej okrutni…

    • krotkiporadnik

      Dokładnie: nie ma znaczenia, czy ma się za dużo na plusie, czy na minusie. Problem tkwi w głowie i tylko tam może zostać rozwiązany.

  • jadzia

    ja pierdziele. Dlaczego każdy Twój wpis to szklane odbicie mnie samej? Szkoda tylko, że jestem jeszcze na etapie przyglądanie się w każdym możliwym oknie, lustrze, karoserii samochodu..

  • Paul

    Dziękuję ci! Pomogłaś mi tym tekstem

  • xzy

    W Twoich wpisach jest tyle szczerości, że chyba każdy kto to czyta ma ochotę zjechać do komentarzy i napisać swoją historię. Skoro Ty się otwarłaś to czytelnicy też chcą – stworzyłaś miejsce w internecie, w którym czują się dobrze, swobodnie, czego Ci gratuluje!
    Sama po przeczytaniu wpisów zawsze czuje się niemal Twoją dobrą znajomą.
    PS Poznałyśmy się kiedyś i masz racje – ludzie nie myślą o Tobie w ten sposób, w moim przypadku było absolutnie odwrotnie!
    Buziaki!

  • Świetny wpis. Bardzo mi przykro, że trafiłaś na tak niedojrzałych ludzi, ale jednocześnie bardzo się cieszę i jestem Ci wdzięczna, że opisałaś te mechanizmy tak dokładnie. Najczęściej słysząc takie słowa bierzemy wszystko do siebie, a dopiero po chwili (minucie, godzinie, tygodniu, latach?) przestawiają nam się trybiki i widzimy istotę sprawy (czyli niedojrzałość rozmówcy), a warto uczyć się dostrzegać to od razu. Myślę że ten post jest supersuperważny!

  • Kinga

    Wooow… szacunek, że zdecydowałaś się to opisać… mam podobnie, ale raczej jestem jeszcze wciąż przez takie myślenie zniewolona i determinuje to wiele działań. Dobrze wiedzieć, że jest szansa z czasem z tego wybrnąć. Nie czytam regularnie Twoich wpisów, ale za ten dziękuję szczególnie i śmiem prosić o więcej;)

  • Magdalena Gładysz Johnson

    Frytki!!! :*

  • Po twarzy tak trochę, bo wyczucie czasu masz dobre. Podpisuję się pod tym wszystkim i tym samym to ja za ten wpis dziękuję. Bo jest ważny. Ważny bardzo.

  • Nina

    Go Justa go! :*

  • emi

    Jak czasem wstawiasz jakies zdjecia siebie to widze zajebista osobe z ktora z checia bym sie poznala. Slodka buzka , ogarnieta glowa (chyba wbrew temu co myslisz) -jestes naprawde niesamowita.
    Otaczaj sie ludzmi ktorzy to dostrzegaja. Ale zeby takich nienodstraszac to sama musisz sie pokochac , tak wlasnie , nie tylko zaakceptowac bo to slowo camo w sobie sugeruje ze niby jest cos z toba nie tak -pokochaj siebie bo bedziesz z soba zyla do konca . A wszystko jest w tobie , tylko dobrze pogrzeb w swoim wnetrzu, uslysz swoje mysli I z tych negatywnych sie smiej.

    Dziekj ze jestes
    Buziaki:)
    Emi

  • Konik

    Całkiem niedawno temu usłyszałam od mojego chłopaka, że myślał, że kiedy będziemy razem, to schudnę, zacznę się starać i dbać o siebie. Niestety, nie zaspokajam go seksualnie, bo on wolałby dziewczynę z płaskim brzuchem. Zapytałam go, czemu mówi mi coś takiego, po ośmiu miesiącach mieszkania razem, i dowiedziałam się, że chciał być taktowny. Potem wszystko odwołał, mówiąc, że był naćpany, a wtedy budzą się w nim najgorsze instynkty, a miłość jest ważniejsza od wyglądu i on chce tylko mnie, ale moje i tak niskie poczucie własnej wartości spadło poniżej zera. Nie za bardzo wiem, do czego dążę, mówiąc o tym, ale uważam, że to miło, że poruszasz takie tematy.

    • Katarzyna Gieroń

      i jesteś z nim nadal?

      • Konik

        Oczywiście, tak to już jest ze współuzależnieniem.

        • Katarzyna Gieroń

          Dobre jest to, że jesteś świadoma problemu, może to jakiś początek do poradzenia sobie z nim, bo przykro czytać/widzieć/słuchać, że ktoś jest tak traktowany.

    • darciucha

      Bezczelność facetów nieustannie mnie zadziwia. Nie wiem ku czemu mają dążyć ich głupie teksty bo na pewno nie ku zachęceniu czy zmotywowaniu do działania.
      Nie znam ani jednej kobiety która mówiłaby swojemu mężczyźnie że za mało zarabia albo nie jest męski.

  • Katarzyna Gieroń

    Zastanawia mnie zawsze, jak mądre, ogarnięte kobiety dają się wmanewrować w związki z takimi małpoludami… przecież, aż tak bardzo nie mogą maskować swojej próżności i małostkowości. Idzie się za takimi, bo mają ładną buzię czy może leci na ‚styl macho’? dlaczego? jak?

  • Aleksandra Rogala-Jacek

    Wielu ludziom pomożesz tym wpisem, super, że potrafisz dzielić się sobą i tym, co wielu ludzi uznałoby za zbyt wstydliwe/prywatne, żeby się tym dzielić. Takich ludzi jak Ty, trzeba na świecie więcej – takich, co potrafią się przyznać do głupich rzeczy jakie robili po to, żeby ktoś, kto jest na podobnej drodze, ale wcześniej mógł chociaż trochę szybciej z niej zejść.

    Proszę Cię tylko o jedno – uważaj, żeby przypadkiem i nieświadomie nie zacząć opierać swojej pewności siebie na innych – tym razem czytelnikach. Bo kiedyś przyjdzie z ich strony hejt – zawsze przychodzi, to jest nieuchronne. Po prostu pamiętaj, żeby twoje poczucie wartości wychodziło z Ciebie, nie opierało się na innych. To trudne, ale to JEDYNE poczucie własnej wartości.
    Wyślę Ci link do jednej cudownej książki :)

    Jeszcze raz Justyna – brawo za odwagę, ale uważaj, bo ta droga jest długa, żmudna i ma mnóstwo fałszywych znaków, które mogą Cię szybko zaprowadzić na sam początek tej drogi…

    :)

  • O kurczę. Mocny wpis, ważny, nie bardzo nawet wiem jak go skomentować… hm… Ale myślę, że trochę rozumiem, bo sama mam dość mocną obsesję na punkcie bycia ocenianą, ale pod każdym względem, nie tylko wagi. Pracuję nad tym, ale nie jest to łatwa droga. Tym bardziej gratulacje, skoro mówisz, że Twoja zbliża się ku końcowi :) Dziękuję że mogłam przeczytać ten tekst.

  • Kijankaa

    Boże, tych Twoich eks wytrzaskałabym po licach!
    Jesteś świetną dziewczyną. Jeśli kiedykolwiek jeszcze ktokolwiek powie Ci coś innego, to podeślij jegomościa do mnie!

  • sonia

    Tak to już jest, ze same jesteśmy swoimi największymi wrogami…

  • Postelectric

    Dopóki nie pokochasz siebie tak na prawdę to nie zbudujesz z nikim prawdziwego związku. Zacznij siebie szanować i doceniać. Ja na przykład siadałam przed lustrem, patrzałam w swoje odbicie, wyobrażałam sobie taka małą siebie, sprzed kilku czy kilkunastu lat. Zagubioną, wystraszoną i przekazywałam jej całe swoje uczucie. Takie „przytulenie” samej siebie. Nie wiem jak to brzmi ^^ może trochę dziwnie ale to według mnie działa…

  • M.

    swietny tekst. to bardzo dojrzale, po prostu polubic siebie. Ja tez niedawno do tego doszlam i, naprawde, serio, swiat jest lepszy :)
    Mam 30 lat (za 12 dni ;)) i czuje sie wspaniale sama ze soba. po tychze niecalych 30 latach, doszlam do tego, ze jestem fajna laska.
    I owszem, przyczynilo sie do tego, to ze schudlam.
    Ale przede wszystkim to, ze od 4 lat moj maz powtarza mi ze mam swietne cycki i tylek i ze nie moze sie na mnie napatrzec :)
    no to w koncu mu uwierzylam :)

    A Ciebie lubie ogromnie! Masz duzo ciekawych rzeczy do powiedzenia i taka naturalnosc, lagodnosc w sobie, ze do razu chce sie do Ciebie przyjsc na kawe i siedziec na kanapie i gadac o bzdurkach :)

    Sciskam Cie mocno
    M.

  • PostScriptum

    Jesteś niesamowicie uroczą i fajną osobą, ale…
    Pokazałaś w tym wpisie czego faceci bardziej nie lubią od nadwagi – posiadania wielkich kompleksów z tego powodu i użalania się nad tym. Myślenia tylko o tym.
    Aczkolwiek jest wiele zadbanych dziewczyn które szczupłe nie są. Bycie kaszalotem jest więc czymś więcej niż posiadanie kilograma więcej niż ustawa przewiduje.

    Zauważ też drugą stronę – linczuje się faceta który powie że nie chce zadawać się z grubymi dziewczynami. Ale jeśli dziewczyna mówi że chce się zadawać tylko z wysokimi facetami, to jest już okej i to jest normalne. Bardziej przykre jest to, że na wagę mamy jakiś wpływ. Na wzrost nie.

    Nie ma co się licytować kto jest gorszy i kto bardziej pokrzywdzony. Ludziom podobają się ludzie ładni wysocy i szczupli i tyle. Sama też pewnie przyznasz, że wolałabyś przystojnego chłopaka (o ile będzie sensownym kolesiem).

  • M.

    To ja dziękuję. Za ten wpis. Prześlę link siostrom i wszystkim koleżankom. A poza tym.. widziałam Cię na Blogu Roku i jesteś bardzo ładna. Masz śliczne oczy i twarz. Generalnie patrzyłam na Ciebie z zazdrością..

  • maryy

    Wiesz, dajesz czytelnikom coś takiego, że… układa się wszystko w głowie. Jestem z Tobą od Bloga Roku 2015 i żałuję, że do tej pory nie przeczytałam jeszcze wszystkich Twoich wpisów. Jesteś nadzwyczajnie mądrą i wyjątkową osobą i cieszę się, że przelewasz na elektroniczny „papier” to co Ci w duszy gra. Nie mogę znieść takich historii, w których wychodzi, że kilka niepotrzebnie wypowiedzianych słów odbija się na kimś całe życie. Ja nie znoszę swoich stóp i pośladków, ale nie przeszkadza mi to lubić swoje łydki i długie nogi, chociaż wiem, że nie wszyscy to we mnie lubią. Myślę sobie: ” Co mnie obchodzą wszyscy :P To ja mam siebie codziennie 24/dobę, jestem jedyną osobą, która ma prawo się osądzać, bo znam się najlepiej” I tak skończył się problem z moimi kompleksami ;-) Mamę pozdrów,bo rady daje rzeczywiście dobre;-)

  • Zazula

    Dzięki za ten tekst. Czytając opowieść o Tobie czułam się jakbym czytała tekt o sobie tylko, że ja jeszcze nie doszłam tak daleko jeszcze nie umiem zaakceptować siebie. Pozdrawiam

  • Kurczę, ten głupi blogspot nie ma żadnej głównej strony, na której można by znaleźć nowe wpisy, czy jakąkolwiek listę blogów. Albo ja nie wiem, że takie coś istnieje. W każdym razie wpisałam „najciekawsze blogi blogspot” i okazało się, że wujek google faktycznie na czymś się zna. Tak w skrócie trafiłam do Ciebie.
    Linijka po linijce, mogłabym się podpisać pod Twoimi słowami, choć w tej chwili jestem mniej-więcej po środku, na etapie uprzykrzania życia wyjątkowemu człowiekowi z powodu własnych paranoi. Naskrobałam coś o tym temacie, choć jeszcze nie zabrałam się za ogarnianie bloga, ale gdybyś miała chęć, to wpadnij kiedyś. Może uda się którejś z nas rozwiązać tego majndfaka ;)

  • Paulina

    Mimo tego iz sama mam nadwage, nosze ten jakze dla wielu dziewczyn straszny rozmiar 40 i waze prawie 80kg (booooze! Przciez tyle waza kobiety w ciazy!) to wiesz co? Mam to w dupie. Wiele moich kolezanek, nawet tych najblizszych sugeruje mi ze jestem gruba swinia, moglabym schudnac i nosic rozmiar 36 jak wiekszosc z nich. Tylko, ze to wszystko siedzi w glowie. Jezeli akceptujesz siebie taka jaka jestes i czujesz sie sexy- tak beda odbierac Cie inni. Nie oszukujmy sie, cale zycie nie mozna zyc salata. Nie mowie ze trzeba wpierdalac na umor fast foody, ale nie popadajmy w skrajnosci. Kazdy jest inny. Najsmieszniejsze w tym wszystkim jest to, ze to ja mam wianuszek adoratorow i od niedawna cudownego meza, a one dalej sa same i zazdrosne. I pamietaj! Prawdziwie zakochany facet w zyciu nie powiedzialby Ci, ze byl z Toba na okres probny, ze masz schudnac itd. Swoja droga, co za frajer?!

    P.S. Masz sliczna buzke :)

  • Marcin Wilk

    SKANDAL III RP! Kto blokuje sprzedaż książki Wojciecha Sumlińskiego pt. Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego?, czytajcie więcej na: http://ulubione.blutu.pl

  • Myślę ze fajnie by się z Tobą pogadało przy kawie :)

  • noname

    Randkowy system wymiany znajomości.znajdź swojego partnera. Darmowe randki internetowe loov.pl. Oceniaj, flirtuj, umów się na randkę przez portal randkowy loov.pl. serwis randkowy dla Polaków mieszkających na całym świecie,randki internetowe dla osób z Polski i zagranicy. Propozycje randki na podstawie dopasowania profilu i lokalizacji. loov.pl wideo rozmowy, czat głosowy, hot-or-not sprawdź komu się podobasz,stwórz swój unikalny profil randkowy, dodawaj zdjęcia i oceniaj innych i to wszystko za darmo, po co płacić za coś jak możesz mieć to za darmo!!

  • Cudowny, pełen emocji tekst – gratuluję zebranej odwagi przez te lata! Sama ciągle pracuję nad własną akceptacją i chociaż już mam wrażenie, że jest lepiej, to nadal dopadają mnie dni, w których po prostu… źle się czuję i tak też wyglądam. Inspirujący wpis!
    I lepszy od tego, który skłonił Cię do refleksji ;)

  • początek wyjęłaś z mojej głowy, całą resztę muszę sobie przyswoić, z wiekiem – jednak się mądrzeje, liczę na to

  • Karola

    mam 21 lat. czytając to co napisałaś poczułam jakbyś pisała o mnie. może nie mam tak barwnej historii, ale jednak. związki, samoocena – prawie to samo. moja mama, która bardzo mnie kocha, ja z resztą też, zawsze mówiła mi, że mam schudnąć, że będąc ‚przy kości’ (bo akurat jakoś otyła nie byłam nigdy ;)) później mogę mieć problemy zdrowotne. nie pomagało to mojej psychice. ;) dopiero teraz uświadomiłam sobie, jak duży wpływ miała moja samoocena na rozpad moich ‚miłości’. Chociażby seks. Czując się nieakceptowana zaczynałam go unikać. Unikając go moi faceci czuli się zaniedbywani, potem źli, nie wiedzieli o co w sumie mi chodzi. A ja kończyłam te związki kiedy tylko trochę zaczynało się sypać. samej jest łatwiej. zazwyczaj. walczę o siebie, wcześniej były ‚chwilówki’ – głodówki, tydzień ćwiczeń, wielkie postanowienia. Aktualnie zrobiłam sobie taki restart w głowie. ćwiczę od 3 miesięcy. ale też ‚uczę się siebie’. może w końcu poczuję się ze sobą dobrze. :) Martwię się tylko, że sama, przez swoje zachowanie straciłam na prawdę fajnych facetów. I wiem, całe życie przede mną. Ale może teraz powinnam się skupić na sobie? Buziaki, pisz dalej, nie przestawaj, uwielbiam! :)

  • Agata

    Świetny wpis, dzięki ;)

  • darciucha

    To ja też coś od siebie ;) Nie wiem ile masz lat bo to dopiero trzeci tekst Twój który czytam ale zawsze wydawało mi się że 30tka to taka magiczna granica po której kobieta ma więcej za przeproszeniem w dupie niż na niej. To taki czas w którym już jesteś mniej więcej pogodzona ze swoim ciałem i potrafisz się nim cieszyć. Daleko mi jeszcze do tej granicy ale po mału zauważam jej symptomy. Obiektywnie rzecz biorąc wyglądam jak locha: nie umiem się ubrać bo jeansy i koszulka/ sweterek/ katana to najlepsi i najwygodniejsi moi przyjaciele. Nie dbam o swoją cerę bo lata walki z trądzikiem dały mi w kość a nakładanie tapety jest irytujące i nie potrafię tego robić. Moja waga już dawno przekroczyła normę wyznaczaną przez BMI i jakoś do tego mam śmieszną i pokraczną figurę. ALE! Mam to gdzieś ;) Mimo głupich tekstów człowieka który z definicji powinien zachwycać się moim ciałem mam to gdzieś bo lubię siebie ;) Lubię swoją powierzchowność. Lubię swoje ciemne włosy które trochę przybrały siwizny mimo że do 30tki jeszcze trochę mi zostało, lubię swoje wielkie brązowe oczy które z namaszczeniem codziennie upiększam ;) Lubię swoje piersi mimo że zbyt szybko ulegają grawitacji ale przecież przynoszą mi tyle radości a niedługo będę mogła karmić nimi swoją córkę. Lubię swoje nogi bo niosą mnie tam gdzie chcę mimo że aktualnie nie pokonują takich dystansów jakie bym chciała. Lubię swoje pośladki bo wiem że nikt nie ma ich tak kształtnych i pomimo rozmiaru jędrnych jak ja.

    Nie lubię tylko swojego wnętrza. Zbyt często narzekam, zbyt często myślę: ‚Nie dam rady, boję się’. Mogłabym być bardziej poukładana i odpowiedzialna. Mam wrażenie że umeblowanie swojej wewnętrznej przestrzeni jest dużo trudniejsze niż ogarnięcie frontu ;)

    • krotkiporadnik

      To niesamowite, jak ludzie różnie podchodzą do spraw :) ja bym w życiu nie powiedziała, że łatwiej jest (powiedzmy) schudnąć, niż nad sobą popracować wewnętrznie, ale jak tylko zaczęłam o tym myśleć, wiem, że to Ty masz rację :) Po prostu mi trudniejsze wydaje się zrobienie czegoś, czego przez lata nie udało mi się zrobić…
      Gratuluję córeczki i trzymam kciuki!

  • Kokosoweciastko

    Myślę, że najważniejsze jest zaakceptowanie samego siebie, ponieważ każdy człowiek jest piękny, ma w sobie coś magnetyzującego. Z tego co widzę po tym wpisie, jesteś osobą, która nie chce ignorować chamstwa i prostactwa w społeczeństwie. Świetnie! Byle więcej takich osób :) A co do diety: najlepsza jest wtedy, kiedy ja zaczynasz po to aby polepszyć swoje zdrowie a nie aby stracić kilogramy. I nie mam na myśli głodówki czy jakiejś szalonej 15 kg w tydzień, tylko zdrowe odżywianie, które poprawi funkcjonowanie organizmu i sprawi, że poczujesz się lepiej ponieważ zaczniesz robić coś dla SWOJEGO a nie czyjegoś dobra. Ponieważ jesteś piękna kobieta o pięknej duszy :) Pozdrawiam serdecznie

  • zobaczyłam trochę siebie w tym tekście – taką sprzed dwóch lat.
    ja znalazłam sposób na moje potwory – Ty też znajdziesz na swoje :) akceptacja siebie i pewność, która z tego płynie jest cudownym uczuciem – świadomość, że robisz coś dla siebie. tak właśnie :)

  • Blue

    Jeszcze do tej pory nie czytałam posta w polskiej blogosferze, pod którym mogłabym się podpisać rękami i nogami. Niestety chodzi o tę pierwszą część – przed akceptacją siebie. Chyba nikt nigdy nikogo tak nie zwyzywał jak robię to ja sama wobec siebie codziennie we własnej głowie. Żadnej diety nie daję rady się trzymać, bo wyniosłam z dzieciństwa wzór – jest Ci źle, pociesz się słodyczem/pizzą, przesatń o tym myśleć. Całe moje życie to takie „distractions”. Mam nadzieję, że kiedyś dojdę do Twojego obecnego sposobu myślenia, bo obecnie nie jestem w stanie normalnie funkcjonować.
    Side note – jesteś na prawdę świetną pisarką, przeczytałam ostatnio wszystkie Twoje posty (prokrastynacja w pracy) i właśnie dzięki Tobie postanowiłam zacząć sama coś pisać, może to jakoś pomoże, tak samo jak Twój blog zrobił to w Twoim przypadku. Anyways, jakbyś miała ochotę to wpadnij (chociaż na razie nie ma na nim nic ciekawego) – http://www.bluegoesplaces.wordpress.com
    Nawet jeśli zabrzmiałam jak typowy spamowiec, nie taki był mój cel, podsumowując – Krótki Poradnik jest obecnie moim codziennym „czytadłem” więc ciśnij więcej pościków! :D

  • Marta

    Wpadłam tu przez przypadek… i powinnas wiedziec, ze nie dość ze mądra to jesteś śliczna!! :)

  • 2bobery

    Trafiłam tu trochę późno.ale ten post wymaga mojego komentarza. Jesteś wyjątkowa bez względu na to jak wyglądasz. Ja sama kilka lat zmagałam się z problem pewności siebie. Składało się na to wiele czynników. Śliczne koleżanki których twarzy nigdy nie będę mieć, nazywanie mnie „pasztetem” przez kolegów którzy mi się podobali (w szkole podstawowej) to ze lubili oni te śliczne koleżanki oraz pewna trauma z dzieciństwa która do tej pory potrafi zachwiać moim życiem, poczuciem wartości i wszystkim innym. Nie akceptowałam siebie na wiele sposobów. Nie lubiłam swojego wyglądu, brzucha który nigdy nie był płaski, za małego (moim zdaniem wtedy, bo mam raczej duży) biustu po ciężki charakter (nie czarujmy się, jestem trudną osobą, ale dzięki temu mogę docenić tych co ze mną są dla mnie samej). Gdy spotkałam trzy lata temu mojego ukochanego była zakompleksiona ale względnie z sobą pogodzona. Bardzo względnie. Zaakceptował mnie on bezwzględnie. Lubił wszystko we mnie, na nic nie narzekał. Pomyślałam – teraz siebie zaakceptuję i pokocham. Ale nie. Były kłótnie, bo nadal nie lubiąc siebie szukałam tego w spotkaniach i kontaktach z nim. A on nie mógł poświęcić mi tyle czasu ile chciałam, potrzebowałam. I odkryłam to. Nie zaakceptuję siebie bo ktoś mnie lubi.musze sama siebie polubić. I polubiłam. Powoli, stopniowo. Ten proces trwa nadal, ale jestem bardzo blisko celu. Zaczęłam się zmieniać. Tak jak on chciał, ale nie dla niego. Dla siebie, swojego zadowolenia. Zaczęłam ćwiczyć, bo chociaż mój tyłek był okej to mogę mieć lepszy. Bo chcę, ale nie muszę. Bo już się czuje z sobą dobrze

    Wiem ze się rozpisałam. Ale chcę przez to powiedzieć, że doceniam twoja otwartość. Nikt nie może być oceniany przez wygląd. Nie można od kogoś wymagać zmiany. I nie możemy pozwolić by ktoś te zmianę na nas wymuszał. Życzę Ci z całego serca i ze łzami w oczach byś osiągnęła swój cel. Pokochała siebie bez żadnych warunków i nie bała się oczekiwać tego od innych. Jesteś bardzo mądrą i wartościową osobą. I nigdy nie zapominaj o tym ani nie umniejszaj swojej wartości. Trzymam kciuki za Ciebie

  • pamela

    Mam kolezanke, ktora jest naprawde otyla. Najpierw schudla ok 80 kg a potem znow przytyla jakies 60. Jej cialo nie wyglada nawet niezle ale wiecie co jest niesamowicie sympatyczna, bardo lubie przebywac w jej towarzystwie i z nia rozmawiac a najfajniesze jest to, ze nie jeden sexy chudzielec moze jej pozazdroscic tak kochajacego (i nie wstydzacego sie) meza. Pozdrawiam

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress