Chcę bliżej

19 kwietnia 2015 Blog
[caption id="attachment_863" align="aligncenter" width="676"]Robert S. Donovan Robert S. Donovan[/caption]

"Małym małpkom, oddzielonym od mamy, dano do wyboru dwie figurki – jedną drucianą, ale dającą jedzenie, i drugą – miłą w dotyku, przypominającą dorosłą małpkę, ale nie karmiącą. Małe małpki wybierały zawsze tę drugą, dobrą do przytulenia figurkę. Szukały kontaktu. Na zdjęciach widać je, trzymające się kurczowo tej włochatej niby-mamy, i wychylające się, żeby jednak złapać jakiś pokarm od tej drugiej, drucianej."

Głód silniejszy niż głód - Martyna Bunda, Polityka, 7.02,2014

W tej chwili powinnam robić inne rzeczy, ale wiem, że jeśli nie napiszę dziś tego wpisu, to pewnie przepadnie - o ile nie na zawsze, to na pewno na kilka dobrych miesięcy.

Jakiś czas temu udało mi się uwolnić od natrętnej myśli o tym, że nie jest dobrze, że jestem sama. Albo inaczej: od przykrego uczucia bycia samej. Nie chcę przez to powiedzieć, że będę teraz jedną z tych osób, które potrafią od ręki zrobić listę zalet bycia singlem, dlatego, że mimo, że jestem sama, za singielkę się nie uważam (to w sumie zabawne, bo mimo, że od lat piszę blog, tak samo trudno przez usta mi przechodzi słowo blogerka, a jeszcze trudniej jest mi sobie tę nazwę na tarczy przyszyć do ubranka).

Wracając do myśli: nie stało się tak dlatego, że wzięłam kartkę, czerwony i czarny cienkopis i napisałam:

Justyna, oto powody, dla których SUPER jest być singlem:

masz więcej czasu dla siebie możesz robić co chcesz nie musisz się nikomu tłumaczyć możesz chodzić na randki możesz się realizować możesz spełniać swoje marzenia nie musisz się o nic martwić nie musisz się wiecznie kłócić nie musisz udowadniać swojego zdania nie musisz mieć długich włosów masz czas na spotkania z koleżankami możesz jechać na dwa tygodnie wakacji na plaży możesz spać od okna możesz oglądać seriale dokumentalne o zbrodniach teraz to TY jesteś najważniejsza.

Nawet, gdybym sporządziła sobie taki manifest, to guzik by mi on dał z kilku względów. Pierwszy to taki, że w życiu naprawdę staram się rozwiązywać zagadki, a nie korzystać z cheatów, pomijając trudne poziomy, a więc ucieczki oraz zagłuszenia mnie nie urządzają, bo wiem, że prędzej, czy później, do mnie wrócą. Drugi zaś, to ten, że robiąc wszystkie te rzeczy z listy (które - swoją drogą - można robić w związku), nigdy nie zaspokoiłabym podstawowej potrzeby generowanej przez mój mózg, ciało i serce, jaką jest potrzeba bliskości.

Bez zawiłych rozważań na temat tego, czym jest bliskość i, że tak samo, jak bardzo jej pragniemy, tak bardzo się przed nią bronimy - wszyscy jej potrzebujemy. Najtrudniej jest wtedy, kiedy na głodzie bliskości, szukamy czegoś (zazwyczaj byle czegoś), co nam tę bliskość zastąpi, tak jak zupka chińska stłumi głód, nie odżywając przy tym organizmu.

Na swoim przykładzie wiem, ile głupot i bezsensownych rzeczy zdarzyło mi się zrobić, bo uganiałam się za tym, żeby złagodzić palącą potrzebę kogoś obok. Wmawiając sobie, że właściwie to wszystko dlatego, że jestem młoda, a nic się w mojej sferze damsko-męskiej nie dzieje, więc czas sobie odbić lata posuchy. To, co mnie wówczas cechowało, to absolutny brak cierpliwości, dystansu i wyrozumiałości, za to bardzo duża roszczeniowość. Właściwie, to chyba gdybym mogła, rozdawałabym każdemu potencjalnie zainteresowanemu mną facetowi, ankietę:

To co, będziemy razem? TAK             NIE

Oczywiście: taka ankieta była, ale niepisana, więc zawsze wychodziło z tego tyle, że popadałam w rozpacz, że znów się nie udało, że cały świat jakoś potrafi się wiązać, a ja nie. Że musi, no, po prostu musi być ze mną coś nie tak, że to dlatego, że mózg mam super, ale ciało grube i to pewnie dlatego, że on mnie nie potrafi zwizualizować na plaży w bikini. A może to przez to, że mieszkam na zadupiu? Albo przez to, że nie mam fajnego stylu ubierania? Albo przez to, że zawsze mówię "ok" i nigdy nie potrafię obronić swojego zdania w dyskusji, bo chcę, żeby jemu było dobrze, a tak będzie, jeśli będę spolegliwa i grzeczna.

Poczucie własnej wartości oscylujące wokół wartości zerowej. Nawet, kiedy starałam się sama siebie podnieść na duchu, to zawsze jakoś w ten sposób, że każdą, absolutnie każdą pozytywną rzecz na swój temat, łączyłam ze słowem "ale". I wychodziło mi na przykład, że: ładna, ale niezgrabna; inteligentna, ale bez studiów; kompetentna, ale bez siły przebicia; dobrze pisząca, ale to tylko blog; cholernie zabawna, ale tylko dla bliskich znajomych; fajna, ale nietowarzyska.

Wiedziałam i czułam, że potrzebny mi jest taki pstryk! w głowie, od którego zacznę wchłaniać ze zrozumieniem te wszystkie hasła o tym, że trzeba najpierw pokochać siebie, żeby ktoś inny pokochał nas. Podobnie było z kwestią szacunku. Ale pstryk! się nie robił i nie robił.

Pewnego dnia "stało się" tak, że musiałam naprawdę uznać sama przed sobą, że jestem w czymś bardzo dobra. Oczywiście, byłam ostatnią osobą, która to przyjęła do wiadomości, bo musiałam przeanalizować wszystkie możliwe opinie ludzi dookoła, obiektywne fakty, potwierdzenia tych faktów oraz opinie ludzi, którym (jak mi się wydawało) nie dorastam do pięt. Musiałam również dla świętego spokoju, zobaczyć ile z tych opinii jest negatywnych, co obcy i anonimowi ludzie do mnie mają i czy ja się z tym zgadzam, czy nie (czaicie - obcy i anonimowi ludzie, których opinią postanowiłam się przejąć). Po tej dogłębnej analizie wytrąciłam sobie z dłoni ostatnią szabelkę, którą mogłam przed sobą wymachiwać i musiałam zaakceptować fakt, że coś mi się naprawdę udało. Że to nie jest przypadek, zbieg okoliczności, tylko ja i efekt mojej pracy. I wierzcie mi, lub nie, ale było to tak trudne i dziwne i trudne do zaakceptowania, że zatkało mnie na kilka dobrych dni.

Zaakceptowanie faktu, że coś dobrego w nas jest, albo tego, że dajemy radę bardziej, niż nam się kiedykolwiek mogło wydawać, to olbrzymia zmiana w życiu. Nagle przestajesz się czuć jak warzywny odpad w koszu z przeceną -80%, ale jak świeży, dobry i polski pomidor w ładnie wyeksponowanej skrzynce.  Wtedy można zdać sobie sprawę z tego i po raz pierwszy w życiu poczuć, że nam na sobie samych zależy. Że naprawdę warto się o siebie trochę bardziej zatroszczyć. Pogadać ze sobą i zrozumieć siebie, zamiast wiecznie się karać, ganić, poniżać, obarczać winą, szantażować, odbierać sobie radość ze wszystkiego i traktować najsurowiej na świecie i najmniej sprawiedliwie.

No więc, moi cudowni czytelnicy, chcę potwierdzić, że wszyscy ci, którzy mówią, że trzeba najpierw pokochać siebie, żeby móc kochać innych, mają rację. Tak samo mają ci, którzy mówią podobnie o szacunku. Z resztą - czy ktoś wierzy, czy nie, to już w Ewangelii miłość do bliźniego była warunkowana miłością do siebie samego.

Wracając do bliskości...

Kiedy zaczęłam  chodzić na terapię, miałam o niej takie wyobrażenie, że będzie ona polegała na sprzątaniu biblioteki po tym, jak zdarzyło się w niej jakieś włamanie, albo potężny przeciąg. Nie wiem, czy byliście kiedyś w takiej prawdziwej dużej bibliotece, gdzie książek szuka się po indeksach schowanych w takich przepięknych małych drewnianych szufladkach. I ja sobie to tak wyobrażałam, że moje życie to ten burdel i rozwalone karteczki na podłodze, a szczęście będzie wówczas, gdy ten syf odpowiednio dobrze posprzątam. Że każdy indeks trafi do swojej szufladki i zostanie posegregowany alfabetycznie, numerycznie i tematycznie.

Dzisiaj mam wrażenie, że tę najbardziej przeszkadzającą mi część bałaganu uprzątnęłam i przede wszystkim - dobrze i dokładnie ułożyłam w archiwum. Dzięki temu, nie muszę się potykać o coraz to nowe góry usypane z kolejnych szczegółów i szczególików rozpraszających mnie na dwieście różnych sposobów. Pozwoliło mi to odnaleźć się na mapie i teraz wiem, jaką drogę mogę obrać, jeśli zachcę dokądś pójść.

Dzisiaj też wiem, że bliskość jest celem, a nie sposobem i rzeczą tak prostą do zrobienia, jak śniadanie po miło spędzonej nocy. Myślę, że dzisiaj bliskość mnie już nie przeraża i nie paraliżuje, a to dlatego, że wiem, że nie mam w plecaku demonów, tajemnic, Bóg wie jakich wad, które musiałabym ujawnić poddając się prawdopodobnie ciężkiej i bardzo krytycznej ocenie.

Dzisiaj czuję, że bliskość będzie się rozwijać, kiedy poznam osobę, z którą bardziej będę chciała rozmawiać i być, niż gadać i bywać. Dotychczas zwykłam przede wszystkim, się przeglądać w drugim człowieku, zamiast zaufać sobie i najpierw przy kimś być, zamiast od razu skakać na główkę.

Dzisiaj z uganiania się za bliskością przez 24 godziny na dobę, zawsze i wszędzie, pozostały mi drobnostki: tęsknota za spaniem z kimś w łóżku oraz czasem dotkliwy brak jakiegokolwiek dotyku drugiej osoby, rozumianym jako przytulenie, pogłaskanie, moje ukochane drapanie po plecach, czy jakieś takie zauważanie szczegółów i drobnostek na ciele. Czasem zdarza mi się potrzebować tego, żeby ktoś o mnie pomyślał - czy czegoś mi potrzeba, czy może napiłabym się teraz czegoś ciepłego, a może dobrze by mi zrobiło wyjście z domu.

I w całej tej swojej pokorze i cierpliwości, którą udało mi się wyłuskać w tym bałaganie, została mi jedna próżna potrzeba: żeby przeżyć jeszcze taki rodzaj uścisku na powitanie, który bez słów mi powie, że ktoś za mną potwornie tęsknił i że się bardzo cieszy, że już wróciłam.

I że to właśnie ja.

Podobne wpisy

  • ola

    omatko, czułam jakbym czytała o sobie i mogła sama napisać dokładnie taki sam tekst. Niestety z tą różnicą,ze nie umiem ułożyć mojego burdelu.

    • krotkiporadnik

      Wszystko przyjdzie z czasem, tylko na chwilę się postaraj spojrzeć na ten burdel z dystansu. Trzymam mocno kciuki!

    • Scout

      Nie zawsze ten burdel trzeba układać. Można też nauczyć się korzystać z niego, a nie tylko poddawać się mu :)

  • Ewka

    Niezmiennie, nieskończenie i bezwarunkowo będę Cię kochać Justyno M. Jesteś jedyna Osoba która wie co siedzi w głowie i w sercu. Zawsze celnie.

    • krotkiporadnik

      Ewcia: niezmiennie mocno ściskam!

  • m0gart

    Bardzo dobry i mocny wpis. Zwłaszcza, że bardzo dużą jego część mogę odnieść do samego siebie. Bez wdawania się w szczegóły – również zacząłem porządkować swoją bibliotekę. Sporo już poukładałem, trochę jeszcze leży na podłodze, ale przede wszystkim uczę się nie pozwalać niekompetentnym ludziom mieszać w moim katalogu. Takim, którzy mają swoje własne cele, a ja jestem daleko na ich liście priorytetów. Więc wywieszam napis „łapy przy sobie!”, chociaż czasami jeszcze próbują zaglądać i pchać paluchy do szufladki.

    Bardzo mi się spodobało to:
    „w życiu naprawdę staram się rozwiązywać zagadki, a nie korzystać z cheatów, pomijając trudne poziomy, a więc ucieczki oraz zagłuszenia mnie nie urządzają, bo wiem, że prędzej, czy później, do mnie wrócą.”
    Naprawdę świetna i bardzo mądra myśl. Znam masę ludzi, którzy wolą wpisać „iddqd” (ciekawe, czy ktoś to jeszcze pamięta) i lecą przez życie, nie myśląc o konsekwencjach. Bo tak łatwiej, bo nie trzeba się zastanawiać, nie trzeba myśleć. Parafrazując Pratchetta: są w ciągłym ruchu i działaniu, żeby tylko do nich nie dotarło, że to bez sensu. Bo autorefleksja i zaduma nad samym sobą potrafi sporo namieszać.

    Jestem obecnie w takim miejscu swojego życia, że cheatowanie bardzo mnie kusi. Ba, wręcz jestem do niego zachęcany. Ale nie zrobię tego, bo to będzie jak dreptanie w miejscu, w żaden sposób nie pomoże mi w osiągnięciu moich celów, we wspięciu się na kolejny poziom rozwoju i doświadczenia.
    Been there, did that, not interested anymore, czas ruszyć dalej.

    • krotkiporadnik

      Bardzo dziękuję Ci za ten komentarz i poświęcony na niego czas i na lekturę tekstu. Rozwaliłeś mnie „iddqd” :) Mi po głowie chodził „rosebud” i „klapaucius” ;)
      Są dwa mądre cytaty, które przeczytałam w ciągu tego weekendu:
      1. Kiedy idziesz przez piekło – nie zatrzymuj się (Churchill).
      2. Nie znam sposobu na szczęście, ale znam przepis na nieszczęście: próbować zadowolić wszystkich dookoła – (chyba) Igor Herbut.

      A więc warto przetrzymać i ten głód, i zmęczenie porządkowaniem, nawet jeśli nagle ludziom dookoła przestanie to pasować. Trzymam za nas mocno kciuki :)

      • m0gart

        Rosebud to już inna epoka ;)

        • krotkiporadnik

          Oj, bałam się w Dooma grać, ale na iddqd już nie było tak strasznie :) Chociaż twarz chłopka mi się bardziej podobała w Wolfensteinie :)

          • m0gart

            MLI ;) Nie wierzę, że pamiętam jeszcze te kody ;)

          • Nie tylko Ty. Ja wiem, że to niemerytoryczne, ale już wszyscy napisali, że to dobry tekst (bo jest genialny), to ja się zachwycę porównaniem do pomidora, ale przede wszystkim. Hmmm… lepszy byłoby tu chyba porównanienie do NOCLIP, czyli przechodzenia przez ściany :] IDDQD to wlasciwie… to co chcemy osiągnąć, czyli odporność na „granaty” innych.

            Nie wierze, że to napisałem i ze mozna uzywac cheatow jako metafory zycia…

          • krotkiporadnik

            <3 za ten wątek

          • m0gart

            IDDQD, IDKFA, NOCLIP – i mamy komplet do bezproblemowego przechodzeniaz gry zwanej życiem.

  • Krzysztof

    Bo bycie singlem to bycie sobą bez wyrzeczeń i z realizacjaą swoich marzeń. Życie bywa jednak na tyle przebiegłe i dowcipne że gdzieś po drodze realizacji tego własnego jestestwa w 100 %, potrafi podrzucić bratnia duszę która nomen omen idzie ta samą równoległa ścieżką. Związek w którym nie czujemy się uwiazani.
    taki mi się marzy. :).
    Świetny artykuł.

    • krotkiporadnik

      Spełnienia marzeń w takim razie :) i dziękuję za dobre słowo :)

  • Karola

    Prawie się popłakałam, szczery tekst i bardzo,ale to bardzo wartościowy. Może mi pomoże w ogarnięciu mojej potrzeby bliskości…

    • krotkiporadnik

      Trzymam za to mocno kciuki, Karolka!

  • Kinga

    Parafrazując, powtórzę to co już zostało napisane, ale po prostu czuję, że muszę, gdy to czytałam to jakbym słyszała swoje dzisiejsze myśli i rozkminy. Tylko gorzej z porządkowaniem, bo wydaje mi się, że przede mną jeszcze dłuuugi proces :)
    Dziękuję za ten post :)

    • krotkiporadnik

      Do usług! Być może i dłuuuugi, ale warto go przetrwać :)

  • Znam tę tęsknotę z ostatnich akapitów. I znam radość, gdy zostaje ona zaspokojona.
    Bardzo Ci tego życzę :)

    • krotkiporadnik

      Dziękuję :)

  • Edyta Walkowiak

    Czytając Twoje wpisy czuje się jakbym czytała swoje myśli. Obyś miała co byś chciała- z głębi serca Ci tego życzę. :)

  • zwrotka

    Damn! Znów słowa trafione w punkt

  • jadzia

    kocham Cię za ten wpis. Bezgranicznie. I kocham siebie, a przynajmniej próbuję! :)

    • krotkiporadnik

      Jadziu, dziękuję! Ściskam mocno!

  • Cudo! „Że naprawdę warto się o siebie trochę bardziej zatroszczyć. Pogadać ze sobą i zrozumieć siebie, zamiast wiecznie się karać, ganić, poniżać, obarczać winą, szantażować, odbierać sobie radość ze wszystkiego i traktować najsurowiej na świecie i najmniej sprawiedliwie.” Z każdym postem mam wrażenie, że czytam bratnią duszę :) też o tym pisałam tu: http://dreamyana.blogspot.com/2015/04/nie-jestes-nadczowiekiem.html
    Kochać siebie to cholernie ważna rzecz! Pozdrawiam gorąco!!

  • Marta

    Doprowadziłaś mnie do łez ;-(

    • krotkiporadnik

      :*

  • paulina terefere

    Naprawdę mocny wpis! Dziękuję :)

  • Marta Kompińska

    Znam Bohatera tego wpisu, bardzo dobrze znam. Ma już tą drogę za sobą i jedno może Ci powiedzieć – to odmieniło moje życie, moje postrzeganie wielu spraw.
    Dziękuję Ci za ten tekst, ujęłaś zgrabnie to co ja próbowałam przekazać kilku bliskim osobom, żeby One też mogły zacząć żyć po swojemu bez oglądania się na status związku.
    I życzę, żebyś odnalazła się w swojej bibliotece conajmniej tak dobrze jak ja!

  • Monia

    Idź dalej tą drogą! Idź i nie zatrzymuj się! Jesteś dzielną i mądrą dziewczyną! :) chętnie porozmawiam z Tobą o tym, jak pokochać samą siebie. Jeśli znajdziesz chwilę – napisz. Pozdrawiam!

  • B.

    To kolejny wpis, który uświadamia mnie, że siedzisz w mojej głowie i piszesz to, czego ja nie potrafię na głos powiedzieć.
    Dzięki !

  • Cyanna

    Uwielbiam Cię za to szczere pisanie, takie prosto z serca.

  • Broodzia W

    Elegancko napisane :)

  • jak zawsze pięknie, spokojnie napisane….i trafia w serce!

  • Nic do tekstu już nie trzeba dopisywać:)

  • Darełka ;3

    Ale ładnie to napisane :3 wzruszyłaś mnie ;*

    Najlepsze zdanie ever : ” Najtrudniej jest wtedy, kiedy na głodzie bliskości, szukamy czegoś
    (zazwyczaj byle czegoś), co nam tę bliskość zastąpi, tak jak zupka
    chińska stłumi głód, nie odżywając przy tym organizmu.”

  • Darełka ;3

    Jak to ładnie napisane :3 i takie wzruszające ;*

    PS. Genialne zdanie: ”Najtrudniej jest wtedy, kiedy na głodzie bliskości, szukamy czegoś
    (zazwyczaj byle czegoś), co nam tę bliskość zastąpi, tak jak zupka
    chińska stłumi głód, nie odżywając przy tym organizmu.”

  • Jenovia Dżemson

    oprocz chodzenia na randki, co jest akurat ostatnia rzeczą na którą miałabym ochotę mogę robić te wszystkie wymienione rzeczy będąc w małżeństwie. O.o

  • Jenovia Dżemson

    oprócz chodzenia na randki, co byłoby ostatnią rzeczą na którą mam ochotę, mogę robić wszystkie wymienione punkty będąc w małżeństwie O.o

    http://www.jennydzemson.blogspot.com/

  • Jenovia Dżemson

    a nie wpadłaś na pomysł żeby wyelminować wszystkie te Twoje wady i niedociągnięcia ? Dla mnie to jest za przeproszeniem sens życia… i głównie to wypełnia mój czas.

    • krotkiporadnik

      Ten blog jest o walce z własnymi wadami i niedociągnięciami, więc wpadłam na to już jakiś czas temu ;)

  • Basia

    ten uscisk na przywitanie…oj tak.
    kilka miesiecy temu spotkałam mojego byłego partnera i tak mnie uscisnał..to trwało wieczność i było tak przeszywającym uczuciem że..z ręką na sercu..miałam ciarki! ;D

  • Joanna
    • krotkiporadnik

      Znam to słowo, dlaczego Ci nie pasuje? :)

      • Joanna

        No musze Cie przeprosic. Bylam pewna, ze „spolegliwy” w znaczeniu „ulegly” to blad. A jednak nie.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress