Biedna gruba Dominika

31 marca 2016 Blog

Zrzut ekranu 2016-03-31 o 19.33.36

Notatki do tego wpisu zrobiłam ponad tydzień temu, a nie dość, że ja zawsze piszę od razu i prawie nigdy nie planuję wpisów na przyszłość, to tym bardziej nie robię notatek. Chciałam sobie ten temat poukładać w głowie i na tyle go przemyśleć, by powiedzieć dokładnie to, co chcę powiedzieć.

No więc jest sobie Dominika. Dominika ma 28 lat i jest wesołą i pogodną dziewczyną. Polska kojarzy ją między innymi z "Galerianek", "Przepisu na życie" i "Singielki". Pierwsze wrażenie robi się tylko raz, więc pewnie większość po jej imieniu wstawi przecinek i doda: "ta gruba". Dominika ma dużą nadwagę.

[caption id="attachment_1420" align="aligncenter" width="636"]Zrzut ekranu 2016-03-31 o 16.48.14 Dominika Gwit, fot. East News dla Dzień Dobry TVN[/caption]

Z grubymi ludźmi jest tak, że się ich od razu szufladkuje. Albo się ich wkłada do szufladki spaślaków, albo obrzydliwych, niezdrowych ludzi. Można jeszcze spróbować z szufladką grubych głośnych bab, albo z szufladką słodziutkich nieszkodliwych grubasków.

Każda z tych szuflad nie traktuje tych osób poważnie i spycha ich na margines, gdzie już są tylko te osoby, którym się mówi, żeby coś ze sobą zrobiły.

Dominika raczej trafiła do tej ostatniej: uśmiechnięta, pozytywnie nastawiona do życia, a że grywała w popularnych serialach postacie, które się lubi, internetowa ława przysięgłych skorzystała z prawa łaski i Dominikę ominął los gnojonych Grycanek skazanych na wieczne pośmiewisko.

Media lubią mieć bohaterów i lubią mieć ofiary, dlatego, gdy sympatyczna Dominika postanowiła walczyć z otyłością, temat w mig podchwyciły wszystkie śniadaniówki, stacje kobiece, magazyny i portale o celebrytach.

I fajnie. Niech wszyscy wiedzą, że otyłość to choroba i że można z nią żyć, a także ją leczyć i - co pokazała Dominika - wyleczyć.

Przyznam szczerze, że opadła mi szczęka, kiedy zobaczyłam ją kiedyś w telewizji. Był to jakiś dłuższy wywiad w plenerze. Dominika ze starej Dominiki miała jedynie rysy twarzy, bo cała reszta była inna. Szczupła, wysportowana, w obcisłych spodniach do biegania, w przylegającej sportowej bluzie. Był i płaski brzuch, i talia, i ślicznie zarysowane łydki i uda. Nie było drugiego podbródka, były za to wystające kości policzkowe, jakby większe oczy, długa szyja i obojczyki.

Pokrzepiłam się. Skoro można schudnąć 50 kilogramów na racjonalnej diecie, to i ja będę mogła tyle schudnąć, jeśli tylko zachcę. Bardziej jednak ucieszył mnie fakt, że niezależnie od wagi można pokochać sport i trenować. Że kondycję się wyrabia i niezależnie od tego ile się waży, można po prostu żyć zdrowo. Waga będzie spadać sama.

O sukcesie Dominiki przypominają dziś Google:

"Dominika Gwit zmieniła się nie poznania! Poznaj sekret diety aktorki!"

"Już 45 kilogramów! Czy będzie więcej?"

"Dominika Gwit - ile już schudła?"

"Niesamowity sukces aktorki! Zgubiła 50 kilogramów!".

Jeśli Was ominął proces chudnięcia Dominiki, pokażę Wam małe przed i po.

[caption id="attachment_1421" align="aligncenter" width="676"]collage Przed dietą[/caption] [caption id="attachment_1422" align="aligncenter" width="676"]Po diecie Po diecie[/caption]

Minęło trochę czasu, parę razy Dominika śmignęła mi przed oczami, ale była trochę większa, niż na tych zdjęciach. Pomyślałam sobie, że oglądam coś starego, albo że są jakieś powtórki. Ale to nie były powtórki. Dominikę dopadł efekt jojo.

Jeśli ktoś z tu zebranych kiedyś się odchudzał, ale tak naprawdę, to wie, co to jest efekt jojo i jaki jest parszywy. Raz, że jest błyskawiczny, to jeszcze jest potwornie autodestrukcyjny, bo na łeb i na szyję spada poczucie własnej wartości, nie mówiąc już o poczuciu kontroli nad własnym życiem. Do tej świetnej mieszanki dochodzi jeszcze ocena całego otoczenia i ich pytania o to, co się stało i dlaczego. Jeśli jest się Dominiką, dochodzi cała gawiedź widzów, fanów, obserwatorów, kibiców i ludzi niby obojętnych, którzy sobie pod nosem mrukną, że jednak się nie da i że gruby zawsze będzie gruby.

Nie wiem, kto do kogo przyszedł pierwszy: czy Dominika do mediów, czy media do Dominiki, bo to nie ma znaczenia. Znaczenie ma to, w jaki sposób rozmawia się z kimś, kto ma na swoim koncie takie doświadczenie. Można kogoś zaprosić na białą kanapę do telewizji i poważnie porozmawiać o tym problemie i doświadczeniu, co zrobiło na przykład Dzień Dobry TVN. Można jednak być Agnieszką Jastrzębską.

Wyobraźmy sobie jakiegoś słynnego niepijącego alkoholika, który z jakiegoś przykrego powodu wrócił do picia. Załóżmy, że alkoholik ten napisał o swoich zmaganiach książkę, z racji której jakiś dziennikarz postanowił zrobić z nim wywiad. Wyobraźmy teraz sobie ostatnie miejsce odpowiednie do odbycia intymnej i trudnej rozmowy. Co Wam przychodzi do głowy? Klub, bar, pub? Sklep monopolowy?

Agnieszka Jastrzębska na wywiad z Dominiką Gwit wybrała równie taktowne i nieszufladkujące miejsce:

Spotkałyśmy się nieprzypadkowo w świątyni słodyczy, rozkoszy totalnej, jeśli chodzi o podniebienie, u Magdy Gessler w jej cukierni. A to dlatego, że będziemy rozmawiać o twojej książce.

No pewnie: gruba, a więc na bank kocha słodkie. Spotkajmy się więc w miejscu, które przypomni jej dlaczego przytyła i miejsce, w którym (jako, że aktorka wciąż walczy ze swoją chorobą) nie znajdzie za bardzo nic dla siebie.

Jazda na nietakcie jednak dopiero się zaczyna.

Wszyscy znamy twoje zmagania z wagą i twoje spektakularne schudnięcie o 50 kilo i potem efekt jojo. Totalna - mogłoby się wydawać - porażka... No właśnie, a jak ty to oceniasz?

Transkrypcja: Schudłaś, był szał, potem przytyłaś, a więc TOTALNA PORAŻKA. No więc powiedz nam, kochanym widzom, co ty o tym sądzisz. To znaczy niekoniecznie musisz opowiadać o tym, że przytyłaś, tylko chcielibyśmy wiedzieć, co sądzisz o swojej totalnej porażce i jak ją oceniasz.

Dominika nie ocenia tego doświadczenia, bo - o dziwo - można nie oceniać. Mówi o tym, że było to trudne, a książkę napisała, bo wydaje jej się, że ma w temacie chudnięcia i tycia coś do powiedzenia. Że nie jest ekspertką, ani dietetyczką, ale opowiada swoją historię, która pewnie dotyczy bardzo wielu tysięcy innych osób. Dodaje też, że jest osobą otyłą i będzie osobą otyłą do końca życia, co przeciętny widz może zrozumieć jako fakt, że tą chorobą walczy się przez całe życie. Tak, jak z innymi uzależnieniami. Ale Agnieszka Jastrzębska nie jest przeciętnym widzem.

- I co to znaczy? Że dla osób, które mają rozmiar większy niż, wiesz, 38 to już nie ma ratunku? Że ty się już pogodziłaś: ok, będę gruba, będę otyła i, i... - 38... widzisz w jakich ty kategoriach myślisz? 38, dziewczyno, to jest rozmiar, o którym marzą dziewczyny otyłe. Trzeci stopień otyłości, rozmiar XXXL, to są zupełnie nie takie kategorie.

Dominika opowiada o tym, że bycie otyłym nie jest koszmarem, ale jest nim brak akceptacji dla samego siebie. Mówi także:

- Ja zachłysnęłam się pragnieniem bycia jak najchudszą, bo myślałam, że to będzie dla mnie najlepsze. Ja całe życie byłam gruba i teraz chcę być super chuda, bo całe życie mi się wydaje, że właśnie dlatego będę szczęśliwa. Guzik prawda. To się okazało totalnym kłamstwem i mitem. Moja otyłość najbardziej psychicznie mnie pokonała w momencie, w którym byłam najchudsza. (...) Takie ciśnienie na sobie wywarłam, że sobie z nim kompletnie nie poradziłam. Hamulce totalnie puściły, trochę się rzuciłam na jedzenie, a potem wpadłam w obsesję: najpierw jem, jem, jem, potem dieta, dieta, dieta i trening, trening, trening, a potem znowu nie wytrzymuję i jem. 2015 rok po zakończeniu fazy chudnięcia, był dla mnie koszmarem w mojej głowie.

Dużo informacji, dużo nieoczywistych rzeczy, a więc warto je podsumować. Nie zaszkodzi przy tym uprościć wniosków:

- A więc to był najgorszy rok (śmiech) twojego życia? Ten rok, kiedy byłaś najchudsza w swoim życiu?!

Dominika odpowiada, że psychicznie tak. Mówi też o obsesyjnym myśleniu o chudnięciu, o liczeniu kalorii, restrykcyjnym trzymaniu się rozpiski, o liczeniu każdego ziarenka, o wpadaniu w spiralę, która ją wykańczała krok po kroku. Potem mówi, jak trudno jej się było zaakceptować w nowym rozmiarze. Że to kosmos nagle być chudą i że oswajanie się z tym faktem, zajmuje sporo czasu. Opowiada też o tym, że gdy zaczęła normalnie żyć (nie objadać się, tylko jeść normalnie), bardzo szybko przytyła i że początkowo uświadomienie sobie, że przytyło się 25 kilogramów było rozpaczą, ale pogodzenie się z tym faktem, uwolniło ją od natrętnych myśli i wreszcie poczuła się dobrze ze sobą i ten stan utrzymuje się do dzisiaj.

- A nie masz takich obaw, że za chwilę będziesz miała gorszy okres i przytyjesz kolejnych 20 kilogramów? - Wiesz, trzeba po prostu tego pilnować... - No, ale może tak być! - No tak, może tak być, ale z całych sił będę robiła wszystko, żeby tak nie było.

Na koniec Dominika mówi o tym, co jest tak naprawdę najważniejsze i że do najważniejszych rzeczy wcale nie należy to, czy się jest grubym, czy chudym. Najważniejsze to kochać siebie i żyć w zgodzie ze sobą i w zdrowiu.

Jastrzębska chwyta Dominikę za rękę, mówi, że tego właśnie jej życzy i wywiad kończy słowami:
- No to co, ciacho?

Nie wiem już, czy bardziej mnie uderzyła ignorancja Jastrzębskiej do całego problemu otyłości i zaburzeń odżywiania, które leczy się podobnie, jak uzależnienia, czy to, że cały wywiad oparła na tezie, że gruby to jeden z najgorszych epitetów, a przybieranie na wadze to najgorsze, co może się przydarzyć. Że grubym ludziom należy się współczucie, bo są tacy biedni, że są tacy, jacy są. Nieszczupli. Że to porażka, w dodatku totalna.

Trywializowanie czyjejś choroby i życiowego problemu, którym jest walka ze sobą i ze swoją głową do stwierdzenia, że jak się ma rozmiar większy, niż 38, to powinno się wpaść w czarną rozpacz, to po prostu wstyd. I taki zwykły, ludzki, i zawodowy, jeśli uważa się za dziennikarkę.

Walka z nadwagą, czy otyłością jest niesamowicie trudnym zadaniem, ale doskonale wiem, jak dużo lepiej, mądrzej i łatwiej robi się to, gdy motywacją nie jest wcale dobry i szczuplejszy wygląd, ale własne zdrowie. Kiedy od efektów diety nie zależy nasze samopoczucie, szacunek do siebie, a także postrzeganie świata. Niestety, dojście do tych wniosków zajmuje bardzo wiele i jest efektem długiej pracy nad sobą. A praca nad sobą to dążenie do polubienia siebie, zakumplowania się ze sobą i postawienia granic wokół siebie, które nas stanowią i chronią.

Podobno Dominika po tym wywiadzie otrzymała bardzo wiele ciepłych słów, więc jednak są jakieś dobre jego efekty, choć ja nie mogę pozbyć się niesmaku i współczucia, że została tak łopatologicznie i stereotypowo potraktowana.

Pytanie kogoś o to, czy można być szczęśliwym będąc otyłym, albo bez ręki, nogi, męża, dziecka, to oznaka ignorancji. Wobec czego? Wobec szczęścia.

Bo szczęśliwym się albo jest, albo nie, niezależnie od tego jakie "bez" mu towarzyszy.

Podobne wpisy

  • Wiesz, że jestem w trakcie pisania wpisu o tym? :) No i masz!

  • Świetny artykuł. Przeczytałam w całości, jednym tchem. Bardzo dobrze zrobiłaś, ze o tym napisałaś. Dzięki. :)

  • Maria Jakubczak

    W punkt.

  • twoją wnikliwość i wrażliwość. podziwiam. :)

  • Joanna Maria

    Swietnie napisane. Dominike uwielbiam, Jastrzebska to gl….. ci….

  • Oglądałam ten wywiad i załamywałam się nad głupotą Jastrzębskiej. Nigdy jej nie lubiłam, ale tam po prostu przeszła samą siebie. Co do Dominiki, to szkoda mi było patrzeć jak przytyła, ale jeśli ona teraz czuje się z tym dobrze, to jest najważniejsze.

    • Myślę, że Dominika się czuje dobrze sama ze sobą, a to, jaka waga temu towarzyszy, to już inna sprawa. Ja ubolewam nad tą chęcią wepchnięcia jej w ustalone przez dziennikarkę ramy i to ciacho na końcu… :/

  • Aż obejrzałam kawałek tego wywiadu. Masz rację, komuś zabrakło w nim wrażliwości…

    • Empatii, taktu i obiektywizmu. Na szczęście wydaje mi się, że Dominice to nie zaszkodziło, a wręcz przeciwnie. Tylko, żeby wszyscy to dobrze zrozumieli.

  • clever_librarian

    Taaak, widziałam ten ‚wywiad’, niesmak pozostał do dziś. Najbardziej przeraziło mnie chyba to, że większość ludzi rzeczywiście postrzega dziewczyny z rozmiarem 38 za takie, które już powinny coś robić ze swoją ‚nadwagą’. Straszne i smutne.

    • Zgadzam się, że to straszne i smutne :( Może czas coś z tym zrobić? :)

    • mtp

      ‚większość ludzi rzeczywiście postrzega dziewczyny z rozmiarem 38 za takie, które już powinny coś robić ze swoją ‚nadwagą’

      Analogicznie do milionów much ze znanego powiedzonka…

      • Trishiana7

        Mam rozmiar 38 już drugi rok z rzędu i okupiłam to cieżką pracą i dietą, trochę mam efekt jo-jo, ale pilnuję wagi i gdy bardziej zaszaleję z jedzeniem to zaraz przybywa 5 kg i tak w kółko, cieżka robota. Więc rozmiar 38 to duży sukces.

  • Solith

    Widziałam ten wywiad i przykro było patrzeć.. Tym bardziej, że jestem osobą, która w ciągu ostatniego roku schudła 23 kg.. Więc wiem dokładnie co Dominika ma na myśli mówiąc o całym procesie odchudzania, strachem przed jojo itd. Jak ludzie mogą myśleć, że rozmiar 38 to jest rozmiar osoby grubej, to nie wiem..Przykre to jest, że o rozmiarze 38 mówi się, że gruby. To co mają powiedzieć osoby, które noszą rozmiar 46, 48 i większe?? Że są jakimiś monstrualnymi potworami!? Masakra…

  • Mi pomaga to, że zamykam się na świat z kolorowych pisemek i wrednych portali, świat, który tak naprawdę trochę nie istnieje. Ten świat, w którym można iść z grubym lub zielonym na ciacho przed kamerą, ale poza tym restrykcyjnie przestrzegać wymogów jakościowych wśród znajomych. Na szczęście zarówno głupota jak i otyłość są do wyleczenia. Osobiście walczę i z jednym i z drugim. Nie jest lekko. Ale są postępy. W walce z głupotą też jest efekt jojo! Kiedy zaczyna się prawić te wszystkie frazesy, mądre sentencje itp ;)

  • Ola

    Oglądałam ten wywiad, straszny. Ta Jastrzębska chyba na siłę próbowała jej udowodnić, że kobieta kończy się na rozmiarze 38… Baba oderwana od rzeczywistości.

  • Nie oglądałam wywiadu, zbieram tylko jakieś relacje z różnych miejsc w sieci (większość jest jednak w tonie Twojej wypowiedzi). Ale byłam na bieżąco z przemianą Dominiki (oglądałam ją w DD, kibicowałam bardzo – nie dla pędu do szczupłości ale do szczęścia) i jednak mimo wszystko już wtedy miałam obawy: czy to się na pewno skończy dobrze dla niej.
    Widzę teraz z jej wypowiedzi obraz dziewczyny, która pogodziła się z tym co jest i która dopiero teraz powinna ‚zabierać się za chudnięcie’, bo już tego nie potrzebuje :)
    Pani Jastrzębska natomiast z każdym swoim wywiadem, wypowiedzią udowadnia, że próbuje żyć w świecie który nie jest dla niej. Dopasować się tam gdzie i tak nie będzie pasować – powinna przestać próbować być empatyczną ciotką klotką, bo nie umie.

  • Rozumiem problem Dominiki. Sama mam za sobą epizod zgubienia 20kg a potem ich niemalże natychmiastowego nawrotu. Poczucie odarcia z godności było o tyle wzmożone, że przecież w zgubieniu wagi pomagał mi dietetyk (jak się potem okazało – dietetyk z koziej d… trąba) a ja już wszystkim zdążyłam się pochwalić efektami. Powstanie z kolan i stwierdzenie, że pora coś z tym zrobić, tym razem racjonalnie, było dla mnie jednym z najbardziej bolesnych przeżyć. Przedzierałam się przez meandry mojego podejścia do siebie z takim trudem, jakbym kogoś rodziła. Minął już rok. Udało mi się zgubić około 10 kg, chociaż nie jest to spektakularne tempo (wcześniej 20 zgubiłam w pół roku!), ale jeszcze nigdy nie czułam się ze sobą tak dobrze. Teraz uczę się kontrolować swoją fiksację na punkcie jedzenia. Bywa ciężko, ale przez to, że ten proces dokonuje się małymi kroczkami, mam poczucie celu i reaguję odpowiednio szybko: „Aha, Marysiu – znowu liczysz kalorie, wyluzuj, to nie ma aż takiego znaczenia”. Bardzo bronię się przed tym, co powiedziała Dominika – przez tym krwiopijczym uczuciem, że musisz więcej, mocniej i częściej, często kosztem snu, samopoczucia, relacji z innymi czy własnymi zainteresowaniami. Zrozumiałam, że życie to coś więcej niż nieustanne organizowanie życia wokół jedzenia i ćwiczeń, a utrzymanie zdrowia to sztuka balansowania zachcianek i zdrowych wyborów względem siebie. Niestety, szczupłe osoby, które mogą jeść wszystko i nie tyją, nie rozumieją tego. Dla nich otyłość to zawsze siedzenie na kanapie i pożeranie jednego kubła KFC za drugim. Nie wiedzą, że za tym często kryją się zaburzenia psychiczne, które wymagają pracy. Trzeba to otwarcie powiedzieć – nikt nie jest otyły, bo chce taki być. Owszem, przybieranie na wadze to konsekwencja własnych wyborów, ale te wybory często są skutkiem decyzji podjętych w emocjach – jedni w emocjach nazwą kogoś obraźliwie, choć wcale tak nie myślą, a inni w emocjach sięgają po ptasie mleczko, chociaż nie robią przecież tego, bo chcą być grubi. To skomplikowane. Bardzo. Dziś jestem dumna, że coś z tym robię i cieszę się, że pogodziłam się z faktem, że najprawdopodobniej będę miała z tym problem całe życie. Świadomość zrozumienia samego siebie i wewnętrzne przytulenie to jednak coś znacznie więcej niż założenie latem bikini bez krępacji, i pomimo nadmiaru wagi czuję się teraz sto razy lepiej niż wtedy, gdy po raz pierwszy zgubiłam 20 kg. Pozdrawiam!

  • tochybaomnie.wordpress.com

    Pani Jastrzębska wspaniale odnalazła się w roli prowadzącej ,,Kto poślubi mojego syna”, bo poziom jej dziennikarstwa można zrównać do poziomu w/w programu.

    Niestety poza brakiem dziennikarskiej rzetelności (brak zapoznania się z problemem otyłości) i etyki Pani Jastrzębska wykazała się także brakiem empatii i wyczucia.

    Współczuję, ale Pani Jastrzębskiej inteligencji w rozmiarze XXXS (wiem wiem, miało nie być żadnych hejtów).

    Najbardziej wkurza mnie jednak to, że ludzie, których spotykamy na co dzień myślą bardzo podobnie do prowadzącej ten wywiad.

  • Pau Jag

    Tragedia… Gdzies na wysokosci liceum wazylam 104 kg. Na drugim roku studiow od maja do sierpnia zeszlam do 70 kg. Teraz moja waga wacha sie od 69 do 78 kg. Potrafie w ciagu miesiaca zrzucic lub „wrzucic” na wage prawie 10 kg. I wcale nie jest mi lepiej gdy chudne. Wtedy chce jeszcze wiecej i wiecej i w koncu koncze z czekolada w buzi i stanami depresyjnymi… Bo nie mam rozmiaru xs a moje uda walcza o to by dorownac talii w obwodzie. Nie jestem juz gruba a tak sie czuje. Czasem mysle ze „grubosc” to stan umyslu. Moge byc dosc szczupla ale swiat i tak powie ze jesli masz 5 kg za duzo i nie sa to poslady jak u Bijons, to jestes gruba i masz cwiczyc bo bedziesz smutna. I tak znowu dobilam do magicznych 78 kg. I jestem smutna.

  • Podpisuję się rękami i nogami, jak zawsze.

  • Nic mnie nie przekona do oglądania telewizji „śniadaniowej’, wszystko tam jest na niskim poziomie, a dodatkowo ubrane w lekką formę… Pewnie powtórzę co pisali inni, ale sama ze swoją otyłością mierzę się już od czasów gimnazjum/liceum. Głodówki,diety,jo-jo, znam doskonale. Jestem całym sercem z Dominiką, uwielbiałam ją gdy była grubsza, świetnie grała! Oby nigdy więcej o szczęściu nie zapomniała.

  • KaasTheBlog

    Nie oglądałam, ale czytałam gdzieś o tej rozmowie. No cóż…Agnieszka Jastrzębska udziela się w Na Językach.Więc poziom jej materiałów nie powinien nikogo dziwić;]

  • Cieszę się, że tu trafiłam i że trafiłam na ten tekst. Co jakiś czas śmigała mi w mediach Dominika w różnych odsłonach, to jest: gruba – chuda – superchuda – gruba i za każdym razem tak ogromnie jej współczułam. Współczułam jej, bo sama jestem gwiazdą wiecznego odchudzania i wiecznego jo-jo, ale ja mam ten komfort, że przytrafia mi się to w bezpiecznych okolicach własnego mieszkania, a nie na oczach miliona widzów, z których każdy ma opinię na każdy temat. Wywiadu Jastrzębskiej nie widziałam, ale nie chcę oglądać. Podsumowałaś to wszystko idealnie.

  • Z ust mi to wszystko wyjęłaś. Jak zobaczyłam ten „najwyższych lotów kunszt dziennikarski” Pani Redaktor Jastrzębskiej, nie wiedziałam właściwie czy śmiać się czy płakać. Pamiętam poprzedni popis Pani J., po którym nie wiedziałam gdzie oczy podziać. Pisałam recenzję sztuki „Nastasja Filipowna” z Dorocińskim i Damięckim. Chciałam poszperać żeby znaleźć ich wypowiedzi o spektaklu… i znalazłam. Panią Agnieszkę na premierze sztuki w teatrze Ateneum, która rozmawiała z nimi z tej okazji (żebyśmy nie mieli wątpliwości) o… Mazurach, wychowywaniu dzieci i wpływie postępu cywilizacyjnego na wychowanie. Ach, i jeszcze o płytach. Ja naprawdę rozumiem, że niektórzy ludzie mają silne zaplecze, że stoją za nimi wyższe siły, które wpychają ich w miejsca, w których setka zdolnych osób pływałaby jak pączek w maśle. Są jednak pewne granice, a wywiad z Dominiką pokazał, że takie „dziennikarstwo” jest zwyczajnie szkodliwe.
    Brak mi słów, brak mi już nawet sił na złość wobec tej żenady. Cieszę się, że znalazłam rozsądny głos w tej sprawie.

  • też to widziałam i byłam zniesmaczona. Jastrzębska to totalna ignorantka i w sumie w żadnym z wywiadów (nie tylko z Dominiką) nie popisała się, ale to co zrobiła rozmawiając z Dominiką – której bardzo kibicuję – to było dno dna. Ona jest taka nieprofesjonalna i po prostu… głupia. (Jastrzębska).

  • Gabriela Gajewska

    Jastrzębska to Perez Hilton, co gorsza, polski.

  • Dziwne jest to, że sama przeszła sporą metamorfozę, więc powinna darzyć ludzi większą empatia… Tym bardziej, że kreuje światopogląd wielu ludzi.

  • Magdalena P.

    Jestem w kompletnym szoku po przeczytaniu tego posta. Ogromne wrażenie robi na mnie przytomność Twoja, jak i Pani Dominiki, ale na łopatki bije Was poziom Pani Jastrzębskiej. Moim zdaniem, powinna zostać pozbawiona prawa do przeprowadzania wywiadów. Tu już nie chodzi o poziom dziennikarstwa, który w zasadzie nie ma nic z nim wspólnego, a o kulturę osobistą, kompletny brak taktu i empatii. Nie przyglądam się jej medialnym sukcesom, lub (jak podejrzewam) liście upokorzeń. W ogóle Pani Jastrzębskiej nie znam, jednak jedynym, co tu pokazała, jest brak szacunku dla rozmówcy, dla człowieka, jak i dla ludzi z nadwagą. Nie łudźmy się – piękne opakowanie to nie gwarant szczęścia. Mimo, iż od dziecka jestem bardzo szczupła, nie tryskam z tego powodu szczęściem, nie naśmiewam się też z ludzi otyłych. Zdaję sobie sprawę, że to może wiązać się z różnymi aspektami – od chorób, przez obżarstwo, do zestawu genów włącznie. Warto mieć granice za równo w temacie wagi, jak i w rozmowie na temat cudzych przeżyć.

  • Pani Jastrzębska chyba z przypadku trafiła do mediów – oglądałam różne jej wywiady, programy i za każdym razem jestem załamana… W tym wypadku wykazała się brakiem empatii, wyrozumienia i taktu. A szkoda, bo mógł z tego wyjść całkiem interesujący materiał, dający wiele do myślenia.

  • Naprawdę?… Od kiedy odłączyłam się na jakiś czas od mediów, nie miałam pojęcia o wielu rzeczach, ale przedstawiony tu wywiad…. To jedna z tych rzeczy o których czasem chyba lepiej nie wiedzieć… Płytkie myślenie i tyle ;f

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress