Bez kitu

15 lutego 2015 Blog

Untitled-1

W sieci są miliony miejsc, w których miliony ludzi dzielą się swoimi zainteresowaniami, pasjami i życiem. Niektórych zajawek kompletnie nie jesteśmy w stanie poczuć, bo zapewne (co wiem z wczorajszego seansu "Gry Tajemnic") nasze mózgi działają inaczej. Nie zmienia to faktu, że często ulegamy iluzji, że czyjeś życie jest ciekawsze, pełniejsze i lepsze od naszego.

Pisząc ten wpis, siedzę w kuchni, piję coś, czego być może większość z Was nie uznałaby za kawę, a za mną, na ogniu stoi garnek z gotującym się bulionem, z którego później moja siostra zrobi zupę. Mam na sobie jeansy, czarną koszulkę z długim rękawem, trochę wilgotne włosy (bo kiedy nie muszę, nie suszę), czarne skarpetki z Auchana i pierścionek za kilkadziesiąt groszy na lewym środkowym palcu. Zapach perfum, którymi się psikam codziennie, miesza się z zapachem gotującej marchewki, pora, pietruszki, palonej cebuli i czosnku. Kiedy piszę te zdania, myślę o tym, że nie wzięłam kabla do laptopa i że muszę się pośpieszyć, a także, że za chwilę, będę musiała zmienić kotom żwirek, bo jest już nieświeży. Nic, czego nie znalibyście z własnego życia.

Dlaczego więc, tak często ulegamy wrażeniu, że inni mają lepiej?

Pomijając wszelakie aspekty materialne (bo każdy z nas zna co najmniej kilka osób, które są zamożne i obiektywnie w sferze finansowej mają się lepiej od nas), spotykając się ze znajomymi, oglądając ich życie na zdjęciach na Facebooku, czy Instagramie, często może nam się wydawać, że to bezproblemowi szczęściarze, dla których życie to bajka.

Kiedyś uległam totalnej iluzji jednej z bardzo popularnych blogerek, obok której grupy docelowej nawet nie leżałam, ale poraziła mnie magia jej życia. Systematyczne wpisy, śliczne jasne mieszkanie, porządek w tymże, świeże kwiaty, ładne duperele na półkach, ładne ubrania, chłopak, przysyłane paczki, piękne buty i torebki... Jednym słowem, pachnący i czysty świat zadbanej i ładnej dziewczyny, o której przecież nic nie wiem, bo to, co widzę to rzeczy i prawie zero treści. Zdążyłam jednak na kilka miesięcy założyć, że kraina szczęścia znajduje się właśnie w tych jej kilkudziesięciu metrach kwadratowych w Warszawie.

Dlaczego o tym dzisiaj piszę?

Przeglądałam dziś feed na swoim Instagramie i zobaczyłam któreś już z kolei zdjęcie jednej z osób, które obserwuję i wkurzyła mnie totalna powierzchowność tego zdjęcia. Być może Was w ogóle nie ruszy, ale ja miałam w głowie tylko wykrzykniki i znaki zapytania.

Na zdjęciu była filiżanka kawy położona pomiędzy porozrzucanymi nutami (ściślej: były to stare zbiory nut, część z nich leżała zamknięta, część otwarta, dookoła kartki luzem). Na jednym ze zbiorów leżało kilka samotnych orzechów w czekoladzie (tak mi się wydaje - w każdym razie były to brązowe błyszczące kamyczki). Z tego, co wiem, osoba ta, nie ma zbytniego związku z muzyką, więc mój praktyczny zmysł zrodził drażniące pytanie: Po co więc takie zdjęcie, skoro zapewne nie potrafi tych nut przeczytać? Dzień wcześniej zaś pojawiło się cudowne śniadanie położone (!) na misternie rozłożonych gazetach, które miały sprawiać wrażenie rozrzuconych.

Czuję się jak Sheldon Cooper, ale po pierwsze: nie da się czytać gazety mając na niej talerz z tostami, filiżankę, sok i słoik z zapewne niepospolitą konfiturą. Po drugie, filiżanka i szklanka z sokiem położone na materacu, co gorsza - w pościeli, to niezbyt dobry pomysł, jeśli zamierza się wykonywać jakiekolwiek ruchy, jak na przykład przewracanie kartek (przy przestawianiu całej śniadaniowej zastawy) i sięganie po nieoczywistą konfiturę. Po trzecie, jestem pewna, że układanie tej kompozycji zajęło na tyle dużo czasu, że zapewne kawa jest już w temperaturze soku, albo sok w temperaturze kawy - wybierz gorsze.

Do czego zmierzam?

Ludzie stwarzają pozory. Filmików o tym, jak za pomocą zdjęć wrzucanych do sieci można okłamywać nawet bliskich nam znajomych, było wiele, więc nie będę się powtarzać. Mogłabym siedzieć i zazdrościć na przykład tej dziewczynie, która je z gazet porozrzucanych po łóżku, albo pije kawę pośród stuletnich zbiorów etiud, bo skupiając się na tej powierzchowności, mogłabym wyciągnąć tylko takie wnioski, że jej życie składa się z niekończących się poranków pachnących kawą i truskawkami oraz farbą drukarską. Mogłabym tak praktycznie robić z każdym, bo zawsze znajdę kogoś, kto ma więcej, lżej, lepiej, łatwiej, inaczej, szybciej, pełniej. Z takim podejściem, mam gwarancję, że poczuję się gorzej.

Z wiadomych względów, zaczęło tu bywać jeszcze więcej osób, które piszą do mnie wiadomości i zostawiają komentarze. Co zdziwiło mnie najbardziej, żadne z nich ani razu nie było negatywne, ani nawet neutralne - wszystko to jakieś przemiłe komplementy, słowa uznania, albo konkursowego wsparcia. Na początku trochę mnie to onieśmielało, potem sobie zaczęłam myśleć, że w sumie słusznie, bo żem się napracowała, a potem zaczęłam się zastanawiać nad tym, jak nieznający mnie ludzie, mogą mnie postrzegać, lub może nawet idealizować.

Być może wydaje Wam się, że piszę swoje wpisy na Mac Book'u Air, że obok leżą poukładane od linijki: Moleskine, długopis, ołówek, iPhone, kubek ze świeżą kawą, a za oknem maluje się piękny świat. Że gdy kończę pisać artykuły, patrzę w to okno jak Carrie Bradshaw, następnie ubieram coś fajnego, dzwonię po przyjaciółki i wychodzimy na sałatkę lub coś super modnego, do miejsca dla przebojowych ludzi. Że pieniądze na życie spływają strużką wprost do mojego portfela, a w urodziny znajomi zrobili mi przyjęcie niespodziankę.

Oprócz zalet i wad, które mogę nawet uważać za urocze, mam wady, których nie lubię. Mam szajbę na punkcie butów, a po ostatnim remanencie, mam ochotę wywalić 80% z nich, okraść bank i kupić nowe. Mam beznadziejną motywację, która powoduje, że raz mi się chce, a pięć razy nie. Mam problem ze spotykaniem się z ludźmi i z tworzeniem nawet tak błahych relacji, jak koleżanka od fitnessu. Nigdy nie chodzę wcześnie spać, rano nie potrafię zwlec się z łóżka. Często mam bałagan w pokoju. Zapominam o wielu rzeczach. Bywam strasznie nudna, co gorsza, zdarza mi się to zazwyczaj wtedy, kiedy zależy mi, żeby dobrze wypaść. Kiedy uważam drugą osobę za atrakcyjną (wartą uwagi, bo tyczy się to nie tylko mężczyzn), bywam niemiła, bo tak reaguję na społeczny stres. Często zakładam najgorsze intencje i scenariusze. Bywam na siebie wściekła przez większą część dnia. Mam dwie pary spodni, w których chodzę, z czego jednej z nich nienawidzę i to właśnie w tych spodniach wyglądam lepiej. Nie potrafię egzekwować swoich życzeń, dlatego na urodziny nie dostałam tego, co chciałam, bo inni wiedzą lepiej, czego potrzebuję, a czego nie (#ciul). Przeżywam nawet te beznadziejne randki, na których to nie ja byłam beznadziejna, ale facet okazał się dziwny, albo nie taki, jak powinien.

Generalnie, jestem kozą, która ma tak samo jak Wy. Tęż nie chce mi się rano wstawać, też w lodówce mam rzeczy, z których nie raz nie da się niczego zrobić do jedzenia, też wracam skiszona po pracy do domu o wiele za późno, niż zakładałam i trwonię ze zmęczenia czas, zamiast pójść na basen, który mi sprawia przyjemność i jest aktywnością fizyczną. Czasem zdarza mi się nudzić, pykać w Candy Crush o te kilkadziesiąt minut dziennie za dużo.

Naturalnie, zazwyczaj miewam jakieś platoniczne uczucie, lub trawię jakieś odrzucenie, co zajmuje mi tyle czasu, co strawienie mieszanego alkoholu po całonocnej imprezie. Zamiast odkładać na weekend na nartach, przed którym muszę zaopatrzyć się w spodnie (piankowych się już nie nosi) i buty (gdzieś zniknęły), inwestuję w siebie chodząc drugi rok wtorek we wtorek na terapię, która jest czasem gorsza, niż rollercoaster, a uwierzcie mi - nienawidzę rollercoasterów. No i nie mam takich momentów, w których potrafię usiąść w fotelu (być może zakładacie, że takowy mam - nie mam) i powiedzieć sobie: twoje życie jest takie i takie, teraz zamknęłaś coś tam i coś tam, idziesz w tym kierunku, w którym dążysz do tego, a tego celu.

Wszystko się wciąż przecież zmienia, a tylko garstka rzeczy jest w stanie pełnić rolę poręczy przy schodach na klatce, w której wysiadło światło.

No więc nie będę Wam nigdy wciskać kitu, że poranki spędzam na piciu gorącej świeżo zmielonej kawy i nie czytam Wyborczej podczas zagryzania tej kawy aromatycznym tostem, co nie znaczy, że nie zdarza mi się takich śniadań jadać. Mam tak samo zwyczajnie jak Wy. Tak samo przesrane i tak samo super. Jedyne, co nas różni, to sfery życia, w których mamy albo super, albo przesrane.

W końcu nawet najpiękniejsze i najdroższe buty mogą śmierdzieć, a w najpiękniejszej torebce można mieć burdel.

Podobne wpisy

  • Anna

    Nigdy jeszcze nie zdobyłam sie na komentarz. Śledzę Twój blog od wpisu na temat Stalkingu. I co? Podziwiam Cię za swieżość, prostotę i dystans- który zapewne cieżko było Ci w sobie znaleźć. Jesteś niesamowicie szczera i sprawiasz wrażenie osoby, która tylko tutaj niczego nie udaje! Zazdroszczę Ci tej przestrzeni i cholernie podziwiam za odwagę! Oby tak dalej!

    • Justyna Mazur

      Dzięki :)

  • Jan

    „Często mam bałagan w pokoju”. Zacznę znowu czytać jak będzie napisane – mam brudno w mieszkaniu/domu. Jeszcze pewnie potrwa to kilka lat, ile można mieszkać z rodzicami?

    • krotkiporadnik

      Pokój można mieć mieszkając w wynajmowanym mieszkaniu, chyba, że się mylę?

      • Jan

        Rozumiem, że wtedy sprząta się jedynie pokój i może mkw korytarza obok drzwi do pokoju – jak w komunałce w Petersburgu. Świetny argument. Nie zmienia to faktu, że kto mieszka z rodzicami bądź w jakiś smutnym pokoju już normalnie pracując i realizując się zawodowo? Pamiętajmy, że nie mówimy o Krakowie bądź Warszawie, gdzie i tak można wynająć niedrogo kawalerkę.

        • krotkiporadnik

          Jan, rozumiem, że mój błąd polega na tym, że zamiast wymienienia wszystkich pomieszczeń oraz przedmiotów w domu, które muszę i chcę sprzątać, wymieniłam tylko „smutny pokój”. Odpowiadając na pytanie: „kto mieszka z rodzicami bądź w jakiś smutnym pokoju już normalnie pracując i realizując się zawodowo” – ja, wielu moich znajomych oraz myślę, że wciąż większość moich rówieśników.
          Nie jestem skazana na mieszkanie „w pokoju”, to jest mój wybór, podyktowany wieloma czynnikami, zarówno tymi, na które wpływ mam, jak i nie. Gdybym chciała mieszkać sama, mieszkałabym sama.
          Współczuję jednak doświadczeń z mieszkaniem ze współlokatorami. W Petersburgu nigdy nie byłam, ale brzmi smutno.

          • Anka

            Justynka, nie karm trolla. Albo idioty. W obu przypadkach nie ma to sensu : ))

          • Jan

            Rozumiem, że każda opinia na tym blogu, która nie jest związana z „lubię Cie” lub „mam tak samo” lub inne nie wiem czemu służące podlizywanie jest traktowane jak trollowanie. Przeczytałem w większości ten tekst, więc da się to czytać, z innymi tekstami autorki różnie to bywa, czasem muszę przewijać. Jeśli chodzi o stylistykę, płynność pisania to podoba mi się. Z tematyką bywa różnie, często teksty są quasi-dojrzałe. Rozumiem, że dużo czynników ma wpływ na to, że mieszkasz z współlokatorami/rodzicami, ale skoro mówisz, że możesz mieszkać sama to dziwi mnie, że nie chcesz się usamodzielnić. Przeglądając Twoje teksty mniemam, że ilość problemów i kompleksów hamują Twoją potrzebę usamodzielnienia się i musisz mieć w kimś oparcie na „już”. Także, długo nie usamodzielnisz się, o ile mieszkanie samemu to synonim samodzielność, ale ilość problemów z błahymi sprawami urzędowymi, skarbowymi czy rachunkami jest przytłaczająca dla samotnej z problemami osoby.

          • krotkiporadnik

            Chętnie rozwieję Twoje wątpliwości na temat mojego wyboru dotyczącego mieszkania z kimś, a nie sama. Zapraszam do rozmowy, bo to diagnozowanie na podstawie szczątkowych faktów „bawi” mnie tak samo jak artykuły „Wprost” :)
            kontakt@krotkiporadnik.pl

          • Jan

            Jaki blog takie wnioski :)

          • Anka

            Jaki człowiek, takie wnioski.
            Janie…a tak w ogóle, to o co Ci chodzi? Komentujesz wpis jako całość czy zwykle wybierasz jedno zdanie i do niego jesteś łaskaw się przyczepiać?

  • Karola

    Wierzę że ludzie zaglądają tutaj z tego samego powodu co ja (mam taką nadzieję). To jest jedyny blog(szukałam długo takiego miejsca) gdzie ktoś w końcu nie podaje mi o 7 rano zdjęcia ze świeżą kawą i nowym wydaniu magazynu ELLE czy jak zwał tak zwał, że znowu nie widzę kolejnego zdjęcia idealnego, pięknego zycia/mieszkania gdzie wszystko jest świeże, pachnące i czyste wypchane po brzegi sztucznym szczęsciem. Niech sobie układają życie jak najlepiej, życzę im wszystkiego dobrego. Ale jeśli mam wybrac to nie wejdę na bloga osoby która dziś jest w NY a wczoraj była w Berlinie, tylko wejde na twojego bloga żeby poczytac o tym jak musisz zmienić kotom żwirek i masz za głową gotujący sie bulion. Myślę że wiekszośc z nas kupuje naturalność, dlatego nas tutaj przybywa.
    Pozdrowionka, Karola. :)

    • Justyna Mazur

      Naprawdę miło to słyszeć :)

    • Karola zapraszam w takim razie też ma mojego, bo tez jestem normalna w tym nienormalnym czasami świecie :)
      http://blogmocnodygresyjny.pl

  • Aleksandra Rogala-Jacek

    Justynko wszystko fajnie i zgadzam się z Tobą w większości (choć nadal uważam, że niektóre błahe treści jednak coś wnoszą – to zależy na jakim blogu i czy tylko takie są tam zamieszczane). Ale nie podoba mi się Twój pesymizm! Chodzisz wściekła na siebie cały dzień? To nie jest ani dobre, ani zdrowe, ani produktywne!

    • krotkiporadnik

      Zgadzam się, dlatego staram się nie chodzić na siebie wściekła i o ile, udało mi się to mocno ograniczyć, to jednak jeszcze zdarzają mi się takie dni. Niestety!

      • Aleksandra Rogala-Jacek

        uff to super,że się starasz! bo bałam się, że jak ja kiedyś, myślisz, że Cię to do czegoś zmotywuje :)

        • krotkiporadnik

          Mnie demotywują niemiłe rzeczy, a motywują i nie rozpieszczają pochwały :)

          • Aleksandra Rogala-Jacek

            To tak jak mnie! Myślę, że większość ludzi tak ma, bo komu chcę się starać bardziej jak jest tylko krytykowany? A jak widzi dobre rezultaty i jest chwalony to chce mu się bardziej. Myślę, że jak ktoś osiada na laurach, to raczej ludzie bez ambicji albo jeśli robią coś, na czym im nie zależy, a muszą: np. zdać jakiś egzamin na sesji.

  • VQ

    kolorowanki i palmy z brokatem zostawmy januszom kreacji :) też nie mam fotela, a moje zdanie na powyższy temat jest bardzo podobne do Twego, dziewczyno. ja naprawdę mieszkam i żyję tak, jak to napisałam tu http://vulgaryzator.blogspot.com/2014/12/kupuj-nie-grzesz.html i cieszę się, że nie każdemu odjebało totalnie na punkcie odpicowanych zdjęć świata, który tak naprawdę nie istnieje. pozdro!

  • Madzia

    Jak to drugi rok na terapię? Ja latam co środa i to zaledwie od kilku tygodni, ufając wciąż, że za klika miesięcy to się już skończy. Wpadałam tu przypadkiem i chyba zostanę na dłużej.

    • krotkiporadnik

      Nie wiem, co to za terapia i z jakiego powodu, ale nie ma czegoś takiego, jak schemat trwania terapii. Są krótsze, są dłuższe i są też długie, nawet bardzo. Ja z tych ostatnich, niestety.

      • Madzia

        Komentarz napisałam z dużym dystansem. W pełni się zgadzam, że każda terapia jest inna, niemniej kurczowo się trzymam nadziei, że szybko uporam się z problemami. Czego i Tobie życzę! :)

  • I za to Cię Justyno lubimy i czytamy (przynajmniej ja ;))

  • kala

    Tak bez kitu, to nigdy nie skomentowałam żadnego wpisu na blogu, ale ten muszę! :D Jest to pierwsze miejsce, do którego chętnie wracam i czekam na kolejne notki. Wszytsko świetnie sie czyta, nikt nie serwuje mi kolejnego lokowania produktu i nie wychwala przede mną płaszcza za jedyne 5 tysięcy w białym mieszkaniu w centrum Warszawy (tak też miałam depresje po przegladaniu chyba tego samego bloga!). Tak trzymaj i pamiętaj, że czytamy Cię tylko dzięki Twoim zdolnością pisarskim, a nie dzięki firmie, która obdarowała Cię kolejną idiotyczną rzeczą, której nie potrzebujemy, ale kupimy bo chętnie kupujemy marzenia. Pozdrawiam serdecznie.

  • I tego się trzymajmy :)

  • Guest

    Jestem identyczna :D

  • Lubię Cię.

    • Justyna Mazur

      dziękuję:)

  • j.

    Nie wiem jak to robisz, ale potrafisz poprawić mi humor zwykłym uśmiechem (mam to szczęście widywać Cię od czasu do czasu – na przykład dziś rano na przystanku ;) Uwielbiam czytać Twojego bloga, pokazuje życie takim, jakim jest, a nie poprawionym instagramowymi filtrami i za to baaardzo Ci dziękuję! Pozdrawiam serdecznie :)))

    • Justyna Mazur

      A to Ty! :) No widzisz, dodatkowo możesz sobie dodać taki plusik, że poprawiłaś mi poranek uśmiechem :)

  • kasia garnek

    Genialny tekst, powinien być powysyłany do wszystkich, którzy przeglądają te feedy i właśnie poddają się tym złudzeniom, że ktoś ma taki a taki klimat w życiu. Prawda jest taka, że każdy specjalnie wybiera takie zdjęcia, które pokazują to co najlepsze. Gdyby nie te złudne wrażenia często gęsto budujące kiepski humor, cieszy mnie to maksymalnie

    • krotkiporadnik

      Dziękuję :) W wybieraniu ładnych zdjęć nie ma nic złego, szkoda tylko, że najczęściej obok prawdy nie leżały :)

  • Kjartii

    masz w torebce bilet za 2,4o PLN?

    • Justyna Mazur

      Mam!

  • Jagoda Lewicka

    Byłam parę lat temu w Twoim mieszkaniu w Krakowie. Zaczynam od tego, bo znajome z nas żadne (czytając wpis myślę, a szkoda!). Niby wiem kim jesteś, niby mamy wspólnych znajomych (pozdrawiam), ale jak przyjdzie co do czego to dupa – nie powiem Ci na ulicy, że czytam. A czytam, bo piszesz świetnie! Masz świeżość, talent i dowcip – dzięki Bogu na kawę i Vogue’a już nie starczyło. :)

    • krotkiporadnik

      Cześć Jagoda! Po pierwsze, oczywiście pamiętam, nawet wiem, że byliście wtedy na imprezie na barce. Lata lecą, a mnie ominął fakt, że dorobiłaś się swojej małej kopii :) Dziękuję Ci za te słowa, a następnym razem, kiedy spotkasz mnie na ulicy, to powiedz „cześć”, bo ja póki co, jestem ślepa i zdarza mi się nie poznawać ludzi (ostatnio kolegi ze studiów, z którym siedziałam w autobusie) :) Buziaki!

  • Trafilam tu przypadkiem, i ciesze się, że teraz, (choć, może przez to, nic o Tobie nie wiem), ale ten post wiele mi powiedział. Kilka razy usmiechnełam sie do siebie, raz zaśmiałam sie na głos, i co jakiś czas marszczyłam brew. Tak, czy siak, polubiłam Cię.
    Może dlatego, że nie boisz mówić się o tym, że jesteś tak samo normalna jak inni, jak ja…
    Może dlatego, że piszesz w sposób, który przyjemnie się czyta…
    Może dlatego, że Twoje wady przypominają w większości moje…
    Poczułam sympatię i będę tu zaglądać.
    Pozdrawiam z innej części globu. Nie lepszej, ani nie gorszej.

    • krotkiporadnik

      Bardzo ładny ostatni wiersz :) Do zobaczenia!

  • Jusia

    Propsy za ten fajny wpis, no i + za Kozę ;)
    Ściskam i czytam dalej!

    • krotkiporadnik

      Dzięki i pozdrawiam imienniczkę:)

  • Berge

    No niestety, wszyscy w i-necie publikują tylko pozytywne strony życia i w sumie to ma sens, bo komu by się chciało pokazywać/widzieć te biedy, których sami mamy tak dużo. Zdecydowanie niektórzy przesadzają z kreowaniem swego online wizerunku i tracą poczucie rzeczywistości, ale nie czuję się źle od tych foteczek w stylu: kawka w fancy lokalu i czasopismo z wyzszej półki. Czerpię pozytywną energię z tego, jakieś natchnienia i idee na ładniejsze życie.

    +za dystans do siebie

    • krotkiporadnik

      Ja też się od tych zdjęć nie czuję źle, z resztą ładne otoczenie, w którym przychodzi mi żyć, czy pracować, uważam za bardzo istotne. Ale coś mi gdzieś tam podpowiada, że za bardzo dużą częścią z tych zdjęć, czy urywek z życia, nic tak właściwie nie stoi. Albo stoi coś zupełnie innego :)

  • ohmykath

    teraz są czasy, kiedy życia się zwyczajnie nie opisuje na blogu, tylko życie się kreuje żeby o nim napisać. świetne te twoje przekminy. fajnie sobie czasem przypomnieć, że nie tylko ja przeżywam w środku jakieś walki ze sobą i dziwności, a że to sprawa powszechna. I że nie tylko ja bywam niemiła, kiedy ktoś mi się podoba :P
    Pozdrawiam!

  • Marcioszka

    Baaaardzo fajny tekst. Ta kawa w pościeli i krojsanty z Lidla, skąd ja to znam… :)

  • aleksandra

    Zajrzałam, przeczytałam i odetchnęłam… Poczułam, że normalny świat jednak istnieje. Dziękuję! Ten fragment:
    „Mam beznadziejną motywację, która powoduje, że raz mi się chce, a pięć razy nie. Mam problem ze spotykaniem się z ludźmi i z tworzeniem nawet tak błahych relacji, jak koleżanka od fitnessu. Nigdy nie chodzę wcześnie spać, rano nie potrafię zwlec się z łóżka. Często mam bałagan w pokoju. Zapominam o wielu rzeczach. Bywam strasznie nudna, co gorsza, zdarza mi się to zazwyczaj wtedy, kiedy zależy mi, żeby dobrze wypaść. ”

    To kopiuj wklej ja.

  • Bardzo osobiście i mimo, że tekst długi z przyjemnością przeczytałem całość. Takie jest życie, nieidealne, ale może dobrze? Takie uporządkowane mogłoby stać się cholernie nudne :-)

  • clever_librarian

    Temat bardzo ważny. Fajnie, że go podjęłaś. Ja jako osoba z problemami (też mam co wtorek terapię ;)) często wpadałam w pułapki blogów, vlogów i innych instagramów. Myślałam: Boże oni wszyscy są tacy uśmiechnięci, eleganccy, mądrzy! A ja tego nie mam bo przykładowo nie robię dywanówek z jakąś sławną trenerką i nie jestem szczupła (a tylko szczupli są szczęśliwi), bądź nie mam tego, bo nie mieszkam za granicą, nie chodzę do modnych klubów i nie mam setki znajomych. Skutkowało i czasem do tej pory skutkuje, że mam w domu maty do ćwiczeń, ‚fit’ ciuszki (a z ani jednego ani z drugiego nie korzystam) i co jakiś miesiąc dochodzę do wniosku, że jestem do bani bo nie jestem elegancka. Moim zdaniem stąd biorą się problemy wielu ludzi. Obserwując takie internetowe wzorce, często popadamy w depresje, poczucie beznadziei itp. zapominając, że to tylko zazwyczaj świat wykreowany. Moja terapeutka ostatnio gdy walnęłam jej wywód na temat jak to ja bym chciała być taka szczęśliwa jak te uśmiechnięte dziewczyny z vlogów, powiedziała mi jedno ale bardzo znaczące zdanie. Spytała mnie czy gdybym ja nakręcała filmiki dla setek ludzi to siedziałabym jak ponurak, czy właśnie bym się szczerzyła. Zapadło mi to w pamięć.

  • Dobrze piszesz, od dawna nie czytałam tak trafnego tekstu ;) Najlepsze jest to, że to idealne „życie” na zdjęciach innych to przeważnie jak u nas, po prostu ładnie wykadrowana na zdjęciu Kawa z Biedry wystylizowana na taką „Lavazze” jaką byśmy chcieli w tym kubku mieć (chociaż ja lubię kawę z Biedry i ta z Lidla też jest ok :p).
    Zazdroszczę osobom w moim wieku (a jestesmy w tym samym), które mają swoje „M coś tam” i mogą je urządzić wg. własnego DYI etc., ale jednocześnie staram się pamiętać o tym, że ja, „wynajmująca M coś tam” na obrzeżach miasta, bo tak taniej, należę do tej WIĘKSZOŚCI osób, która ma podobnie jak my.
    I dlatego zostaję stałym bywalcem Twojego bloga. Wolę życie z kocim żwirkiem niż z nierealnymi szpilkami za 800 zł i płaszczykiem dobrze dobranym do kolczyków czy co tam sobie „idealni” wymyślą :)

  • Monika

    Nic nie muszę więcej dodawać MASZ RACJĘ!

  • Pola

    Ciekawe jaki jest % ludzi którzy się czują gorzej oglądając te przesłodzone zdjęcia znajomych. Dla każdego coś niemiłego, czego mu brakuje: śniadanie na Pl Zbawiciela, wakacje na Dominikanie, superbrzydkosłodki brzdąc, bieganie z Lubym o 5 nad ranem („bo mnie tak kocha, że wstał rano ze mną pobiegać”), koncert jakiejś alternatywnej kapeli z NY której w życiu byś nie ogarnęła gdyby nie zdjęcie żony byłego. A potem rozglądasz się po swoim życiu, motywacja do zmian umiera dokładnie z minutą kiedy możesz zacząć je realizować – zwykle gdy wyłączasz kompa po pracy. A wtedy jest jeszcze gorzej, bo przecież wszyscy są super a Ty?
    A tymczasem Dominikana na kredyt, brzdąc wysysa życie, bieganie boli w kolana, koncert był słaby bo i kapela jest słaba…
    Mistrze kreowania wizerunku siadają wieczorem (albo w pracy jak się nudzą) i wrzucają śmieci żeby połowić lajki. Pewnie dlatego że czują się gorzej jak oglądają cudze idealne światy.

  • Alez się cieszę, że tu trafiłąm i ot właśnie na ten wpis. Ja tez zaglądałam na takie blogi na których wszystko bylo takie idealne i cacy, że się można bylo z zazdrosci pochlastać. Wydawało mi sie że taki jest własnie świat a tożee na wciż coś nie tak. Że nie mam białej pościeli, tylko idiotycznie kolorową i że według mnie, co jest zapewne niemodne, niewygodnie je się śniadanie w łożku na tych pięknie rozłożonych gazetkach. I Ty mi uświadomiłas w jakim byłam błędzie. Teraz mogę odetchnąc bo wiem że prawdziwe życie wyglada inaczej :) Tak jak Twoje i moje :)
    http://blogmocnodygresyjny.pl

  • Jezu, kobieto. Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że do Ciebie trafiłam. Idę zrobić sobie herbatę (mało fancy, bo z Biedry) i lecę czytać Cię dalej.

    • krotkiporadnik

      Magda, to dla mnie zaszczyt, że z Twoich ust takie słowa! Właśnie w pośpiechu sprzątam swój bajzel w mieszkaniu i chcę iść do wanny z WO :)

      PS. Pijam herbatę z biedry :)

  • Jak tu cudownie N O R M A L N I E !

  • Pani Mądralińska

    No to dobrze, że nie czytasz wyborczej.
    :)

  • Marta

    a ja weszłam tutaj, bo wygrałaś konkurs, ale zostaję na dłużej, bo podoba mi się aż za bardzo. i z reguły nie prawię takich komplementów, ale jak mogę poprawić Ci humor na chociaż pół minuty, to z tego skorzystam. świetny blog, pięknie piszesz, a ja spędzam sobotę czytając Twoje wpisy, zamiast brać się za sprzątanie. pozdrawiam!

    • krotkiporadnik

      A ja zamiast sprzątać czytam ten komentarz :)

  • zdrowydzieciak.pl

    Witaj. Zobaczyłam Cię w dziendobry.tvn i pomyślałam sobie – o jaka sympatyczna dziewczyna i do tego nie wystroiła się jak na pokaz mody. Skromna, miła, więc postanowiłam zobaczyć co sobie tu skrobiesz i rewelacja dziewczyno. Zaczęłam od niedawna czytać blogi, bo sama zaczęłam go pisać, ale w większości przypadków, nie mogę dotrwać do końca posta:-(. Twój spowodował, że siedziałam spokojnie delektując się tym co czytam. Będę tu zaglądać teraz częściej. Blog który zwyciężył też będę odwiedzać,bo to kawał dobrej roboty. Sobie bym życzyła, żeby w przyszłości też ktoś napisał, że odwaliłam kawał dobrej roboty:-)
    Pozdrawiam
    http://www.zdrowydzieciak.pl

  • Anna

    trafiłam na ten blog, bo dowiedziałam się o wygranej.. pierwszy Twój wpis, który przeczytałam i zapewniam, że nie ostatni. Będę tu regularnie!

  • sieczkarnia

    Chyba znalazłam przyjaciółkę. Już zaczęłam marzyć jak wymieniamy się wrażeniami ze swoich sesji terapeutycznych, ale na swoją jeszcze! nie poszłam, staram się na razie znów nie wpakować do wariatkowa, to trochę czasu zajmuje, wiesz. Kurwa nie wiem co dalej napisać. To właśnie ten moment, kiedy chcesz zrobić na kimś wrażenie, a tu #ciul.

  • zou

    cudownie się Ciebie czyta, kozo :)
    zajrzałam tu pierwszy raz, i na pewno nie ostatni. w końcu normalny blog, taki „codzienny”, inny od tych wszystkich wydumanych i wyidealizowanych, pokazujących życie idealne jak w serialu. dobrze wiedzieć, że prawdziwi ludzie jeszcze istnieją ;)
    btw w opisie Twojej osoby znalazłam 90% siebie (nie podzielam tylko butowej szajby)

  • Nina

    Justa uwielbiam Cię za ten Twój dystans! Zazdroszczę Ci tego jak lekko piszesz. Obserwuję Twój blog od pamiętnego wpisu o stalkingu i bardzo Ci kibicuję – bo jesteś takim moim blogowym kopciuszkiem, dlatego też trzymam kciuki za kolejne sukcesy!

  • Asia

    Jestem tu pierwszy raz, przeczytałam i już czuję głód na więcej…zawsze myślałam ,ze tylko moje życie jest takie inne od tych ,które spotyka się na portalach, acha i ja tez biegam na terapie..i tez nie pomaga…

  • Uwielbiam ten wpis !

  • Klaudia Glonek

    tak dobrego tekstu już dawno nie czytałam. :) w wiele fragmentach odnalazłam siebie (chociaż ten o terapii mnie wkurzył), ale w 100% masz rację ;)

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress