A gdzie twój mąż?

19 maja 2014 Blog
To nie będzie odkrywczy wpis. Sama naczytałam się o tym zjawisku we wszystkich możliwych szmatławcach i książkach, które kupuje się zazwyczaj w salonach prasowych.  Ale od początku. Lubię imprezy rodzinne, bo mam fajną rodzinę. Jest jednak w tych imprezach coś, co zaczęło mi zwyczajnie przeszkadzać. Albo nawet nie przeszkadzać, ale mocno irytować. No i sprawić niemałą przykrość, no bo bo kurczę… Z częścią rodziny zazwyczaj nie utrzymuje się kontaktu na co dzień. Właściwie uprawia się spotykanie od okazji do okazji. O ile nie są to coroczne urodziny, to zazwyczaj są to ważne wydarzenia w stylu chrzcin, komunii, okrągłych jubileuszy, bierzmowań, ślubów, osiemnastek i tym podobnych. Wszystkie te wydarzenia cechują dwie rzeczy: - są na nich wszyscy członkowie rodziny - na osi czasu umiejscowione są daleko od siebie. Każdy wiek ma swoje prawa. Mój ma takie, że powinnam założyć rodzinę i się rozmnażać. Jeśli jednak stan rzeczy odbiega od wyżej wymienionych oczekiwań, rodzina stara się mi o tym przypomnieć. Tak na wszelki wypadek, gdybym zapomniała. Zazwyczaj zaczyna się łagodnie, od zwykłego “co u ciebie?”.
- Dobrze… (tu chcę kontynuować odpowiedź). - Masz kogoś? - (Początkowo jest to zabawne, więc się śmieję i odpowiadam, że…) Nie, jestem sama. - Aha. A co u mamy?
Ok - myślę sobie - to pewnie zwykły zagajacz (z ang. smoltok, czitczat), cokolwiek. Ale nie. Wszystko dopiero się rozkręca.
- A ty co robisz? Jesteś już dziennikarką? - Pracuję w agencji rekl… - A, czyli nie telewizja? - No nie, ale… - Prasa, radio? - Nie… - A jakie masz nazwisko? - (?!) Swoje, jakie mam mieć? - No nie wiem, może przyjęłaś po mężu, jeśli masz… - Nie, nie mam. - No to co ty robisz, że nie masz? - Nie wiem, jeszcze się taki nie trafił? - Nooo, to dziewczyno, trzeba się postarać!
Przełknęłam łyczek wody. To na pewno koniec tych przytyków, bo wszyscy już wiedzą, że nie mam męża.
- Słyszałaś, że X. jest po zaręczynach? - Tak, to super! - A ty kiedy? - No, jeszcze chyba trochę, bo na razie nie mam z kim (nadal miło i uprzejmie, z uśmiechem Mony Lisy). - A no tak, bo ty co chwilę ktoś inny, nie?
To mnie lekko wkurzyło. Ok, nie lekko. Ale odpuszczę - w końcu mimo wszystko, czas miło płynie. Wtem nagle, jak obuchem w łeb.
- Ale ty się musisz postarać! - O co? - No o męża! - W porządku, wszystko w swoim czasie - odpowiadam ze spokojem. - No, tobie czas to się raczej kończy! (gromki śmiech)
…noszkurrrrrrrwamać. Widzisz, kobieto… Możesz się uczyć, studiować, kształcić, pracować, zmieniać pracę, zdobywać doświadczenie, podnosić kwalifikacje, rozwijać się, mieć pasję, dostawać po dupie i się zbierać do kupy, odnosić malutkie i mniejsze sukcesy, starać się o niezależność, pracować nad sobą, zmieniać się, szkolić, dzielić, dbać o siebie, inwestować, ale to wszystko nieważne. Ten mąż ma tak wielkie znaczenie, że Pulitzer, Nike, Paszport Polityki i wszystkie inne paszporty, wypadają po prostu bladziusiuniunio. Wszystko to, drogie panie, jest chuja warte, jeśli obok nie ma męża, ani chociaż narzeczonego, albo już od biedy, tak zwanego, chłopaka. I ja wiem, że oni chcą dobrze. Żebym miała dzieciaczki, szczęście, dom, żebym z wózkiem mogła po ogródku chodzić, żeby się było z kim napić, bo wtedy jest o wiele milej. Ale jakież to, kurwa, przykre, żyć w kulturze, w której się czujesz jak chodzący zlep defektów (lub defekt sam w sobie), bo sama, bez kogoś u boku, społecznie dużo mniej znaczysz. No, ale na szczęście jest TVN i nowa jesienna ramówka. image

Podobne wpisy

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress