Lekkie Zdjęcie w kwadracie czytaj
Ludzie Kilka kilometrów od Beksińskich czytaj
Moje życie Czego nauczył mnie 2016? czytaj
Moje życie Emerytura? Marzenie! czytaj
Głowa Mój pierwszy raz na siłowni czytaj
    Lekkie

    Zdjęcie w kwadracie

    Osiem lat temu o tej porze mieszkałam w Krakowie, na oddalonym od centrum Prokocimiu. Mieszkałam wówczas z moją przyjaciółką i jej chłopakiem, a dziś mężem. Wszyscy byliśmy studentami, ale mieszkaliśmy na osiedlu domków jednorodzinnych, w malutkim bloczku, otoczeni innymi rodzinami, a najszybszym sposobem, by dostać się do tętniącego studenckim życiem centrum, było przejście przez potoczek po ułożonych chałupniczo deskach i wdrapanie się po nasypie na peron podmiejskiego pociągu.

    Miałam wtedy w pokoju czerwone ściany, przywiezione z Zabrza meble z dzieciństwa (ukochane, sosnowe) i sofę beddinge, której prawie nigdy nie rozkładałam, bo lubię spać w ciasnych pozycjach. Miałam wtedy też cholernie drogie jak na moją studencką kieszeń, porządne bezprzewodowe słuchawki, w których chodziłam całymi dniami, a odkładałam tylko wtedy, gdy gdzieś wychodziłam (co zdarzało się nieczęściej, niż dwa razy w tygodniu), albo gdy się rozładowały. 

    Przełom stycznia i lutego 2009 był dla mnie specyficznym okresem w życiu, spędzonym głównie na plecach, na wspomnianej wcześniej szwedzkiej kanapie. Pracowałam z domu, pisałam blog (inny, niż ten), obrabiałam zdjęcia w photoshopie i cały czas siedziałam w słuchawkach.

    Miałam pomylony dzień z nocą, a sen porwany na kilka części. Być może dlatego, że cały czas słuchałam muzyki. A więc śniłam do Bon Iver i sny były przyjemne. Gdy śniłam do Antony and The Johnsons, zdarzały się sny miłosne, ale i bardzo smutne. Koszmary miałam, gdy moja playlista na Winampie przekroczyła zakładany limit snu i wjechała na Aphex Twin. Załapałam się też wtedy na najgorsze (dotychczas) doświadczenie neurologiczne, jakim jest porażenie przysenne. Coś strasznego.

    No, ale miałam moje słuchawki, bez których nie wyobrażałam sobie życia. I muzykę, którą mój laptop ssał z obfitych płatnych serwerów typu RapidShare (autorka w tym momencie wzdycha: "To dopiero jest znak czasów!"). Nie sądziłam, że to kiedykolwiek się zmieni. Zawsze będę ja i ta muzyka, i te moje słuchawki.

    Ale Czytelniku drogi, czytasz to i czytasz, i pewne nie wiesz do czego zmierzam. A zmierzam do tego, że trzy lata później, gdy moje wspaniałe słuchawki z tamtego okresu zdążyły się już zepsuć, a ja mieszkałam już w innym mieszkaniu, zainstalowałam Instagram. Było to dla mnie przełomowe doświadczenie, bo miałam wtedy pierwszy w życiu smartfon, a na nim aplikację, w której mogłam robić tyle zdjęć, ile mi się podobało, a do tego absolutnie nie potrzebowałam photoshopa, żeby wyglądały cudownie. 

    Wszędzie, gdzie się na chwilę zatrzymałam, robiłam zdjęcia, a z każdym dniem czułam się o kilka megabajtów bardziej altermatywna. No bo zdjęcia bywały też alternatywne i "brudne", a ja dotychczas wszystko lubiłam ładne i śliczne. Do tego, kompletnie przewartościował mi się świat i wszystkie zdjęcia, które nie były przycięte do kwadratu, wydawały mi się kiczowate, brzydkie i beznadziejne.

    Kwadrat to nowa era. Nowe czasy. Nowy świat. Myślałam, że to tak, jak z internetem: że nie ma już odwrotu. Teraz spoko zdjęcia będą tylko kwadratowe.

    Co najmniej dwa razy w życiu byłam przekonana, że świat będzie dokładnie taki, jak sobie wyobraziłam. Raz, że będę dożywotnio ściągać muzykę z RapidShare i spać w bezprzewodowych słuchawkach, a drugi wtedy, gdy myślałam, że już nikt nie będzie robił prostokątnych zdjęć bez kiepskich brudnych filtrów.

    Drogi Czytelniku, zbliżamy się do pointy. Zakładam, że i w Twoim życiu są takie silne przekonania. Na przykład, że za dwadzieścia lat będziesz z wnukami oglądać 74. edycję "Tańca z Gwiazdami", albo, że już zawsze będziesz w tej beznadziejnej pracy, w której jesteś teraz. Albo, że nie zjesz nigdy nic pyszniejszego, niż "Uśmiech Boryny" z Telepizzy. 

    Co najmniej dwa razy w życiu, podstawy mojego świata się zmieniły. Instagram wprowadził inne formaty, niż kwadrat, RapidShare przestał istnieć, a ja po dwóch zapaleniach uszu doszłam do wniosku, że spanie w słuchawkach nie jest wcale takie wygodne.  

    Co najmniej dwa razy w życiu nie miałam racji. I wyszło mi to na dobre.

    Głowa do góry!

  • Kilka kilometrów od Beksińskich

    Na drugą randkę K. zabrał mnie metrem na Służew, by pokazać mi bloki, które widziałam w "Dekalogu" Kieślowskiego, a o których opowiadałam mu wcześniej przez telefon. Do Warszawy zawsze miałam stosunek…

  • Czego nauczył mnie 2016?

    Jutro koniec roku. Nie lubię tego dnia, tej bieganiny za szampanem i czipsami na imprezę, tego gorączkowego poszukiwania wieczorowej kreacji i ciśnienia, by wyszło fantastycznie. Kilka lat temu byłam tak przejęta sylwestrem,…

  • Emerytura? Marzenie!

    Dzień rozpoczynasz wczesnym rankiem. Wstajesz tak wcześnie, bo nie potrafisz spać dłużej. Codziennie masz czas na to, by po przebudzeniu jeszcze poleżeć chwilę i pogrzać się pod kołderką. Następnie idziesz do…

  • Mój pierwszy raz na siłowni

    Kilka tygodni temu napisałam Wam o mojej wielkiej walce ze sobą i że wzięłam się za siebie na poważnie. W sadło i jego przyczyny, niczym Aquafresh uderzam z potrójną siłą: głowy,…

  • Jedzenie, co pustkę wypełnia

    Przez pół życia mam kompleksy Nie pamiętam, kiedy po raz pierwszy poczułam, że coś jest ze mną nie tak. Sięgam pamięcią i wydaje mi się, że po raz pierwszu było to…

  • Protestuję, bo jestem za życiem

    To, że dziś prostestuję nie oznacza, że jestem za aborcją. To, że protestuje dziś kilka tysięcy kobiet nie oznacza, że wszystkie one są za aborcją. To, że protestujemy oznacza tyle, że uważamy,…

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress